W potrzasku wspomnieńTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

— To mądra i bardzo zagubiona kobieta — zaczęła pierwsza.

— Pamięta coś? Powiedziała, co się stało, kto ją skrzywdził? — zaatakowałem ją pytaniami.

— Spokojnie, synu. Nie, nie znam szczegółów, ale jej obrazy i to, jak reaguje na pewne pytania, świadczą o tym, że w jej głowie oprócz zwykłego odzyskiwania wspomnień toczy się walka między obrazami. Tak jakby sama blokowała te wspomnienia.

— Nie chce odzyskać pamięci, to chcesz mi powiedzieć?

— Tak ja to widzę. Nie wygląda też na słabą kobietę. Widać, że ma w sobie dużo złości na to, co się stało, na to, co próbowała zrobić. Mam wrażenie, jakby tamta osoba z przeszłości nie była nią. Skontaktuję się z neurologiem i dowiem, jak jej pomóc. Na razie przepiszę jej leki psychotropowe. To powinno wyciszyć jej emocje. Dopilnuj, by zażywała je codziennie, dobrze?

— Tak, pewnie. A co z obrazami? Jak to na nią działa?

— To już indywidualna sprawa. Radziłam jej, by nie bała się tych obrazów, niech stara się je zapamiętać, a nie zrozumieć. Wytłumaczyłam, że to nie muszą być realne wspomnienia, ale wytwór jej wyobraźni.

— Widziała krew na rękach.

— Tak, wiem, mówiła mi, ale to nie musi o niczym świadczyć — wyjaśniła. Ulżyło mi. Nie rozmawialiśmy już o tym więcej poza instrukcjami matki o tym, że Oliwia powinna unikać stresu i silnych napięć, dużo odpoczywać. Oprócz tego sen, sen i jeszcze raz sen. Podziękowałem jej. Odstawiła kubek i skierowała się już do wyjścia, ale zatrzymując się przy drzwiach, powiedziała nagle: — Myślę, że Eliza nie byłaby zła na nią ani na ciebie, że chcesz jej pomóc. To są dwa odrębne życia, nie porównuj ich.

Nikt inny nie znał mnie lepiej niż moja matka. Złość na Oliwię nie była podyktowana tylko złością za to, co zrobiła, ale tym, że jej obecność obudziła we mnie emocje, które już dawno gdzieś głęboko w sobie zakopałem. Żyłem tak do czasu, aż pojawiła się ta dziewczyna i odwróciła wszystko do góry nogami. Spowodowała, że część tych uczuć, które do tej pory były skierowane tylko do Elizy, wędrowała teraz do tej obcej kobiety. Pożądałem jej i miałem wrażenie, że to tak, jakbym nie szanował śmierci Elizy. Biłem się z myślami, czy mam do tego prawo. Moja matka to wiedziała. Wypowiedziała to na głos, za co byłem jej wdzięczny.

Stałem tam jakiś czas, zanim wyszedłem na taras. Oliwia siedziała na krześle i patrzyła przed siebie. Usiadłem obok niej.

— Nie zabiję cię, choć w pierwszej sekundzie miałam na to ochotę — powiedziała spokojnym głosem.

Spojrzałem na nią. Uśmiechała się.

— Nie wiesz, jak mi ulżyło.

— Dlaczego nie powiedziałeś mi, co zrobiłam nad jeziorem?

Zamarłem.

— Nie rozumiem, przecież wiesz, co zrobiłaś — powiedziałem spokojnie.

— Mówię o taśmie. Dlatego nie chciałeś patrzeć na moje kostki? — spytała, nie patrząc na mnie. Zdecydowanie wolałem widzieć jej oczy, by wiedzieć, co czuje. Oczy powiedziałyby mi więcej.

— Tak, owinęłaś nią swoje nogi. Zdziwiło mnie, że tego nie pamiętasz, skoro sama ją potem zdjęłaś. Gdy to zrobiłaś, uznałem, że nie powiem ratownikom o tym, co się stało i… — Zawahałem się.

— I? — powtórzyła po mnie z naciskiem.

— Czułem, że nie chciałaś, bym to zrobił — powiedziałem, bo już wtedy ją analizowałem.

Patrzyła na mnie przez chwilę.

— Będę bała się przy tobie ruszyć, skoro bazujesz na tym, co mówi moje ciało — odpowiedziała już bez cienia złości.

— Na twoim miejscu bym uważał, bo mogę je źle zinterpretować — dodałem z lekkim uśmieszkiem.

— Zapamiętam i dziękuję. Za wszystko. Za lokum, za dopuszczenie do swojej rodziny mimo walki z samym sobą… Za spotkanie z twoją mamą i… — Przerwałem jej, podchodząc i zmuszając, by spojrzała na mnie z bliska.

— Cieszę się, że tu jesteś. Może nie zachowywałem się fair, przyznaję, ale chyba możemy to naprawić? — spytałem, podając jej dłoń.

Spojrzała na mnie niepewnie, ale podała mi rękę. Chciałem, aby ta chwila trwała jak najdłużej, ale do moich uszu właśnie dotarły głosy dzieciaków siostry, przekrzykujących się na temat tego, co przygotowałem dla nich na dzisiejszą kolację. W tej samej chwili uświadomiłem sobie, że już jakiś czas temu wstawiłem mięso i babeczki. O fuck! — zakląłem w duchu, patrząc na Oliwię, a ona, jakby czytając mi w myślach, roześmiała się i pobiegła za mną ratować to, co jeszcze zostało.

Z piekarnika leciał dym, co świadczyło o stanie przypieczenia babeczek. W drugim piekło się mięso, któremu dzięki Bogu nic się nie stało. Wyciągnąłem blachę na blat.

— Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść — powiedziała Oliwia, krzywiąc się na widok swoich wypieków. Wiem, ile pracy w nie włożyła. Głupio wyszło. Kazałem jej zdjąć delikatnie górę ciasta małą łyżeczką, a sam zająłem się polewą czekoladową. Po dłuższej chwili Oliwia, z lekką dozą nieufności, zrobiła dokładnie to, o co prosiłem. Starała się być perfekcyjna, a nie było na to czasu, więc stanąłem tuż za nią i złapałem jej dłoń, w której trzymała łyżeczkę.

— Nie ruszaj się, bo nie wyjdzie, jak trzeba, a mamy mało czasu. Chyba nie chcesz zawieść dzieciaków. — Mój argument był nie do przebicia.

— Wiesz, że to nie fair.

— Uwierz, że gdybym miał więcej czasu, zrobiłbym to delikatniej — odpowiedziałem, sam już nie wiedząc, czy mówię o babeczkach, czy o tym, że nasze ciała znalazły się teraz tak blisko. Skupiłem się na skubaniu babeczek, ale i na wdychaniu jej zapachu.

— Wujku, co robisz z ciocią? — spytała niespodziewanie Natalia, na co Oliwia wyprostowała się, uderzając mnie głową w podbródek, aż ugryzłem się w język.

— Cholera! — krzyknąłem, pokazując, co się stało. Oczywiście wywołało to powszechne rozbawienie.

— No widzę, że dużo mnie ominęło — powiedział Mikołaj, przytulając Oliwię do siebie.

— Uważaj na nią, ma niewyparzony ję… — przerwałem na widok miny Moniki.

— Co ciocia ma niewyparzone? — spytał Oskar, co spowodowało jeszcze większe rozbawienie.

Monika w odpowiedzi tylko się skrzywiła.

— Ciocia się oparzyła — wyjaśniła dzieciakom i zabrała je do salonu, bym mógł dokończyć przygotowanie kolacji. Byłem jeszcze w polu, ale uśmiech na twarzy Oliwii wynagrodził mi całe to zamieszanie. Dzieciaki jednak nie dawały za wygraną, sprzeczając się, że słyszały słowo „niewyparzone”, a nie „oparzone”.

Nic nie było tak jak zawsze. Ja nadal szalałem w kuchni, choć o tej porze kolacja zwykle była gotowa. W salonie wszyscy razem z dzieciakami nakrywali do stołu. Co rusz ktoś wpadał po talerze, po szklanki, w końcu po sztućce. Panował ogólny rozgardiasz. Przystanąłem na chwilę, by złapać oddech między krojeniem chleba a wyciąganiem mięsa. Podobała mi się ta zgodna współpraca. Aż miło było popatrzeć.

Napotkałem spojrzenie Oliwii. Patrzyliśmy na siebie przez jakiś czas, a ja widziałem, że jest jej dobrze, że czuje się rozluźniona i wesoła. Przywołała mnie do rzeczywistości, wskazując na mięso.

— Powiedz, co jeszcze, a zaniosę. Czuję się winna tego, co się wydarzyło, więc chociaż jakoś się zrehabilituję. — Stanęła za moimi plecami, a ponieważ odwróciłem się zbyt gwałtownie, znaleźliśmy się nagle twarzą w twarz. Mój wzrok padł na jej usta. Pełne, wydatne, wyglądały jak stworzone do całowania. Odwróciłem się, by opanować szalejące zmysły.

— Hmm… weź chleb. Ja tymczasem pokroję warzywa i nałożę pieczone ziemniaki, i to chyba będzie wszystko — powiedziałem, dziękując za wsparcie.

Gdy odeszła, nalałem sobie whisky. Wiedziałem już, że kolacja będzie wymagająca. Zaniosłem resztę dań na stół przy pomocy Natalii, która dumnie roznosiła półmiski. Razem z bratem bardzo lubili pomagać, zwłaszcza przy różnych wypiekach, co zawsze kończyło się ogromnym bałaganem w kuchni.

Usiadłem przy stole i od razu spojrzałem na nią. Siedziała koło Mikołaja, który nachylał się do niej, rozbawiając jakimiś opowiadaniami, a Monika pilnowała, by tym razem zjadła więcej niż ostatnio. Spojrzałem na siostrę i podziękowałem ruchem głowy za wsparcie, ale co do Mikołaja, to jego zachowania zdecydowanie nie miałem ochoty nagradzać. Przy pierwszej kolacji z Oliwią skupiałem się na tym, by była jak najdalej ode mnie, a teraz czułem coś zdecydowanie przeciwnego. Jednak siadając jako ostatni, nie miałem większego wyboru. Kolacja minęła stanowczo za szybko. Próbowałem nie wpatrywać się w nią zbyt natarczywie, lecz było to niewykonalne. Obserwowałem, co jej smakuje. Unosiła wtedy z uznaniem brew do góry, a jej wzrok spotykał się z moim, co łechtało moją próżność. Uwielbiałem pochlebstwa. Jednak największe zamieszanie podczas kolacji zrobiły babeczki w kształcie eksplodujących bomb. Wyglądały nietypowo, co nie umknęło uwadze małych łasuchów.

— Wujku, co się z nimi stało? — spytał Oskar, obracając jedną w dłoni.

Wiedziałem, że Oliwia obwinia się o to, więc starałem się odpowiedzieć tak, by jej ulżyło.

— To nowy przepis. Mają specjalną bombową procedurę. Pękają w piekarniku, by w środku mogła rozpuścić się czekolada. Smakują obłędnie i powiem ci, że od dzisiaj nie będę robił innych — wyjaśniłem z powagą i puściłem do niej oko, na co zareagowała uśmiechem i zaczerwieniła się. Jej jasna karnacja utrudniała ukrywanie emocji. Miałem wrażenie, że czytam z niej jak z otwartej księgi, a jednocześnie tyle zostało do odkrycia. Przypomniałem sobie jej słowa, gdy trzymałem ją w ramionach przed domem: „A jak nie dam rady”… Utkwiły mi w pamięci. Czy będzie na tyle silna, by stawić czoło temu, co kryje jej przeszłość? Temu, co raz już odebrało jej siłę? Wcześniej była z tym sama, a teraz nie miałem zamiaru jej z tym zostawić.

— Mateo, zakochałeś się czy co, że taki jesteś dzisiaj nierozmowny? — spytał z szerokim uśmiechem Mikołaj. Gdybym mógł, zabiłbym go wzrokiem.

 

— A ty chyba dostałeś na treningu w głowę, że takie bzdury opowiadasz — odparowałem.

— A co trenujesz? — spytała Oliwia.

— Boks, tak samo jak Mateo, ale on ostatnio zaniedbał treningi, bo chyba co innego ma na głowie — rzucił zaczepnie, a ona spojrzała na mnie przepraszająco. Zabiłbym go już drugi raz w czasie jednej kolacji.

— Przykro mi — odparła i wstała, odnosząc talerz do kuchni.

Spiorunowałem przyjaciela wzrokiem.

— No co, sorry, nie tak miało to zabrzmieć — skarcił się sam i wstał, by pójść za nią, ale go powstrzymałem.

— Już powiedziałeś swoje, zajmij się lepiej jedzeniem — skwitowałem i poszedłem do kuchni. W oddali słyszałem, że Monika kontynuuje rozmowę z Mikołajem, dając mu do zrozumienia, żeby czasami ugryzł się w język. Troszkę było mi go szkoda, bo nie zrobił tego celowo.

Kiedy wszedłem do kuchni, Oliwia stała przy blacie i patrzyła w okno. Gdy tylko odstawiłem talerz, otarła dłonią policzek. Płakała. Fuck! Nie tak miało się to skończyć. Stanąłem obok i spojrzałem jej w oczy, ale odwróciła wzrok, szukając czegoś, czym mogłaby się zająć.

— Coś mi wpadło do oka, ale już lepiej. Zaraz wrócę do stołu — powiedziała drżącym głosem, najwyraźniej próbując mnie zbyć.

— Spójrz na mnie — poprosiłem, nie naciskając, ale wolałem widzieć jej oczy.

— Nie mogę, szczypie mnie oko. Mówiłam, zaraz mi przejdzie. Zostaw mnie, proszę — powiedziała już szeptem, co zabolało.

Stanąłem za nią dość blisko, ale od razu się spięła. Ścisnęła blat, tak jak wcześniej barierkę. Bała się. Cholera! Musiałem zachować dystans.

— Nic ci nie zrobię, nie bój się — powiedziałem, odgarniając jej włosy, ale stojąc już w bezpiecznej dla niej odległości.

— Nie boję się i proszę, przestań mnie tak analizować, bo czuję się jak w domu Wielkiego Brata.

To prawda, obserwowałem ją przez całą kolację. Myślałem jednak, że robię to dyskretnie.

— Okej, przestanę — odparłem trochę zmieszany.

Rozluźniła się na to stwierdzenie. Nie sądziłem, że tak jej to przeszkadza.

— Wiem, że zapewne potrafisz wyczytać z mojej mowy ciała więcej niż ja sama, co mnie przeraża. Poza tym to strata czasu, po co to robisz? Wystarczy, że od kilku dni dezorganizuję twoje życie, nie radząc sobie z poskładaniem własnego — dodała, ocierając kolejną łzę. Ramiona jej drżały. Tak bardzo chciałem ją przytulić. Potraktowałem ją jak obiekt obserwacji.

— To nie tak… — Chciałem wytłumaczyć, ale pojawiła się siostra z mężem.

Spojrzała na mnie porozumiewawczo, a ja odpowiedziałem gestem, że będzie dobrze.

— To my lecimy, Oliwio — rzuciła na pożegnanie.

Oliwia szybko wytarła dłonią łzy, co nie uszło ich uwadze. Gdy się do nas odwróciła, na jej twarzy malował się ból, ale uśmiechnęła się i odpowiedziała:

— Szkoda, było tak miło. — Przytuliły się mocno.

Kurczę, bardzo miło, do czasu aż Mikołaj rzucił głupi tekst…

— Następnym razem posiedzimy dłużej. Dzisiaj dzieciaki są zmęczone, więc wolę je położyć, by jutro były mniej marudne — dodała moja siostra, ścierając łzę z policzka Oliwii i piorunując wzrokiem Mikołaja.

— Dobra, ja też uciekam — rzucił Mikołaj. Oliwia przytuliła go na pożegnanie, na co on niepewnie zapytał: — Zobaczymy się jutro? — Uśmiechnęła się i ścisnął ją jeszcze mocniej.

Dlaczego mi to przeszkadzało? To przecież mój przyjaciel.

Poszła z nim, a ja dreptałem za nimi, odprowadzając całą ekipę. Staliśmy z Oliwią na tarasie i czekaliśmy, aż wszyscy odjechali. Kiedy ostatni samochód zniknął za bramą, chciałem zacząć rozmowę.

— To nie tak, jak myślisz, Oliwio. Mikołaj… — Przerwała mi, patrząc na mnie zmęczonym wzrokiem i prosząc, bym dał jej dzisiaj spokój. Uniosłem dłonie w geście zrozumienia i poszedłem za nią do kuchni. Sprzątaliśmy, nie podejmując żadnych trudnych tematów. Milczeliśmy, tymczasem nad jej głową szalał tajfun niespokojnych myśli. Atmosfera gęstniała za każdym razem, gdy przez przypadek dotykaliśmy się lub mijaliśmy, zbliżając się do siebie.

— Położę się już, jeżeli ci to nie przeszkadza — poinformowała, wycierając dłonie.

— Okej, spokojnych snów — odparłem z udawaną obojętnością. Tak bardzo chciałem, aby zrozumiała, że nie zdezorganizowała mi życia, ale wzbogaciła je o nowe doznania i przemyślenia. Od śmierci Elizy byłem kompletnie zablokowany, a ona zmieniła to raptem w kilka dni. Jednak odpuściłem. Atmosfera była zdecydowanie za gęsta. Wypiłem whisky, skończyłem sprzątanie i położyłem się na kanapie w salonie. Moje myśli krążyły wokół wydarzeń ostatnich dni. Wokół tego, co było dla mnie ważne, zanim spojrzałem w lornetkę nad jeziorem, a co jest istotne teraz. Kiedy patrzę na tę dziewczynę, czuję ukrytą w pobliżu tajemnicę. Nie chcę jej poznać, ponieważ przeszłość doprowadziła do takich okrutnych rzeczy, ale jednocześnie jestem świadom, że gdyby nie to zdarzenie na pomoście, może nigdy nie pojawiłaby się w moim domu. Czy ta sprzeczność emocji będzie mi towarzyszyła już zawsze?

Oliwia

Stałam w obcym pokoju. Na środku znajdowało się ogromne łóżko z atłasową, miłą w dotyku pościelą. Okna zdobiły efektowne zasłony, ciężko opadające na piękny tkany dywan. Wszystko wokół było bardzo wyszukane — wielkie dębowe łóżko, grube zasłony, które powodowały, że panujący na zewnątrz mrok jakby przeniósł się do środka. Mroczne miejsce. To pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy. Poczułam strach, ściśnięte mięśnie brzucha, pot na plecach i usłyszałam otwieranie drzwi. Ktoś zbliżał się do mnie powoli, a na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Przenikał mnie chłód. Jedno szarpnięcie i upadam twarzą na dywan, trzymana mocno za ręce i wygięta do tyłu. Czuję piekący ból. Próbuję się wyrwać, ale nie mogę. Chcę odwrócić głowę, z mojego gardła wydobywa się niemy krzyk. Ogarnia mnie panika…

Otworzyłam oczy i byłam już gdzie indziej. Znałam to miejsce, to łóżko, te okna, to dom Mateo. Byłam spocona, bluzka przylepiła mi się do pleców. Próbowałam uspokoić oddech. Co to było? Gdzie ja byłam we śnie? Czy to był mój dom? Zadawałam te pytania, mając nadzieję, że znajdę na nie odpowiedź. Potarłam dłonią kark. Było późno, za oknem panowała ciemność. Poczułam niepokój, mimo że byłam w domu Mateo. Musiałam się czegoś napić. Czułam, że teraz nie zasnę.

Po cichu skierowałam się do kuchni, z nadzieją, że nie obudziłam Mateo. Nie wiem, czy nie krzyczałam przez sen. A jeżeli tak, co miałabym mu powiedzieć? Mimo tych obaw pragnęłam znaleźć się w jego bezpiecznych ramionach. Nie chciałam być sama. To straszne uczucie, odbierające siłę.

Trzasnęłam drzwiczkami od szafki, klnąc przy tym pod nosem. W końcu nalałam sobie wody. Z każdym kolejnym łykiem czułam, że oddech wraca co normy. Gdyby jeszcze pozbyć się tego uczucia napięcia w karku. Wykonanie okrężnych ruchów głową nie przynosiło ulgi. Widok za oknem wydawał się taki mroczny, ale zarazem piękny. Oświetlona stajnia, drzewa w świetle księżyca delikatnie kołyszące się na wietrze.

— Oliwio, wszystko w porządku? — Usłyszałam szept Mateo. A tak starałam się być cicho… Nie miałam ochoty odpowiadać na żadne pytania. Wystarczy, że rozmawiałam dzisiaj z jego mamą. Nie chciałam, żeby drążył temat, więc zdecydowałam się na kłamstwo.

— Tak, chciałam się tylko czegoś napić. — Odstawiłam szklankę na stół i przeszłam obok niego. Złapał mnie za nadgarstek, a wtedy poczułam, że moja ręka drży. Nie byłam tego świadoma.

— Nie sądzę — odparł i przyciągnął mnie delikatnie, a moje ciało, jakby zaprogramowane, przylgnęło do niego. Delikatnie odwrócił moją twarz ku swojej. Miał piękne, duże, prawie czarne oczy. Światło księżyca uwydatniało napięte mięśnie szczęki. Czy to złość? Miałam ochotę przesunąć po niej dłonią, ale drżałam i nie mogłam tego opanować. Przytulił mnie, a ja nie zaprotestowałam. Gdy nogi nagle ugięły się pode mną, wziął mnie na ręce. Wtuliłam się mocno w jego nagą klatkę piersiową. Jego serce biło w przyspieszonym rytmie, prawie tak szybko jak moje. Zaniósł mnie do mojego łóżka i położył, przykrywając kocem.

— Nie chcę być sama — powiedziałam, ciesząc się, że jest ciemno. To było trudne, ale wizja spania teraz samotnie wydawała się jeszcze gorsza. Mateo położył się obok, a ja wtuliłam się w jego otwarte ramiona. Tego właśnie potrzebowałam. Czułam, jak jego oddech wyrównuje się i ja również się uspokajałam. To jak dobry środek nasenny. Nie wiem, kiedy odpłynęłam w nicość.

Trochę czasu zajęło mi zrozumienie, gdzie jestem i z kim. Gdy odwróciłam głowę, zobaczyłam Mateo. Nie spał.

— Dzień dobry — wyszeptał.

— Dzień dobry — odpowiedziałam, czując, jak pieką mnie policzki.

Odgarnął moje włosy opadające w nieładzie na twarz i przesunął kciukiem po linii ust. Zadrżałam, tym razem z pragnienia. Znałam to uczucie. Nic nie mówił, tylko nachylił się w moim kierunku, a ja wpadłam w panikę jak nastolatka. Wyskoczyłam z łóżka, zakrywając się kocem. Tymczasem on leżał z rękoma skrzyżowanymi pod głową i się uśmiechał.

— Co cię tak bawi, mógłbyś mi to zdradzić? — spytałam, usiłując wsunąć spodnie jedną ręką, bo drugą trzymałam koc, którym próbowałam się zakryć.

— Nie sądzisz, że to zbędne? — Wskazał na to, co robię.

— Nie, nie sądzę. Muszę się ubrać i… — urwałam, zastanawiając się, co powiedzieć.

Uniósł brew zaciekawiony.

— Okej, wiem, że chciałam, byś został i w ogóle… I dziękuję ci za to, ale chyba powinieneś już iść… Do… do koni — dodałam, dalej walcząc ze spodniami.

— Tutaj mam zdecydowanie lepszy widok — odparł rozbawiony.

Poddałam się i opuściłam koc, wiedząc, że zrobiłam z siebie kretynkę. Nagle usłyszałam głos Mikołaja.

— Hej, Mateo, gdzie jesteś? Pora do pracy! Sama się nie zrobi, jest dziesiąta godzina, a ja padam na twarz.

Zobaczyłam, że Mateo dopiero teraz uświadomił sobie, jak długo spaliśmy, i wpadł w większą panikę niż ja. Wyskoczył z łóżka w sekundę, a ja zamarłam. Mój wzrok padł na jego bokserki. Był wyraźnie podniecony. Poczułam ciepło w podbrzuszu. Nie miał na sobie nic oprócz tego. Zaczęłam się śmiać, uświadamiając sobie, że musi tak wyjść. Był w zdecydowanie gorszej sytuacji niż ja jeszcze przed chwilą. Spojrzał na mnie niby ze złością, ale jak gdyby nigdy nic skierował się do drzwi. Byłam przerażona. Nie chciałam, by Mikołaj sobie coś pomyślał. Miałam już i tak za wiele do ogarnięcia. Zatrzymałam go, łapiąc za nadgarstek.

— Poczekaj — poprosiłam, uświadamiając sobie nagle, co zrobiłam, wpuszczając go do sypialni. Chwycił moją twarz w dłonie i skrzywił się z lekkim uśmiechem.

— Niczego w życiu nie żałuj. Wszystko jest po coś — powiedział ot tak, dotykając kciukiem moich ust, po czym musnął je swoimi ustami tak delikatnie, że poczułam niedosyt. Oparł czoło o moje i dodał: — Śmigaj teraz do Mikołaja i zagadaj go, a ja pójdę w tym czasie do siebie i spotkamy się w kuchni, okej?

Spojrzałam na jego usta i przyznam, że pierwszy raz wiedziałam coś na pewno. Chciałam, by zrobił to jeszcze raz, co chyba było widać.

— Okej — wydusiłam w końcu. Puścił mnie, a po chwili znów zatrzymał, mierząc z góry na dół.

— Do niego idziesz tak ubrana, a przede mną chowałaś się za kocem? — Uniósł brew pytająco.

Skrzywiłam się, choć nie wiedziałam dlaczego. Czy poczułam do niego to, co on do mnie? Czy w związku z tym nie chciałam, by to odkrył? Jezu, jak ja nie lubiłam tej jego analizy…

— On jest jak przyjaciel. — Sięgnęłam po szlafrok i wyszłam. Zamykając za sobą drzwi, uświadomiłam sobie, jak to zabrzmiało. W kuchni spotkałam wkurzonego Mikołaja.

— Cześć — powiedziałam.

— Ooo, cześć, Oliwio, obudziłem cię? Przepraszam, ale jak Mateo nie zgarnie tyłka z łóżka, to zwalniam się z tej roboty — mówił zniecierpliwiony.

— Już się ubiera — odparłam, znów bezmyślnie.

Oczy mojego rozmówcy zrobiły się wielkie i obdarzył mnie głupim uśmieszkiem.

Poirytowana przewróciłam oczami i wyjaśniłam:

— To nie tak, jak myślisz. Spał w moim pokoju, bo nie czułam się dobrze. Poprosiłam go o to, bo czułam się samo… — urwałam na tym bolesnym słowie. Ale tak się właśnie czułam i to było powodem zaproszenia Mateo do łóżka, a nie podtekst seksualny. Chciałam, by to wiedział.

Podszedł do mnie i niespodziewanie objął mnie mocno. Poczułam ulgę, że nie drążył tematu.

— Miałaś koszmary? — spytał, a ja przypomniałam sobie te obrazy i zadrżałam.

 

— Tak, nie rozumiem czemu, ale chyba śniłam o sobie i o kimś, kto przewrócił mnie na podłogę i… — Uświadomiłam sobie, co mogło się za tym kryć.

Nagle poczułam inne ramiona, obejmujące mnie w talii. Pewniej trzymające, a może raczej ja bardziej do nich pasowałam. Znałam ten zapach. Nie protestowałam, moje ciało też nie. Położyłam swoje dłonie na jego.

— Mikołaj, zaraz do ciebie przyjdę. Muszę porozmawiać z Oliwią — powiedział, nie wypuszczając mnie z ramion, za co byłam mu wdzięczna. Jednocześnie czułam, że jestem nie w porządku wobec Mikołaja, ale zanim zaczęłam to analizować, Mateo już obrócił mnie w swoją stronę. Poprosił, bym usiadła, bo chciałby porozmawiać o tym, co widziałam. Chciał porozmawiać o obrazach, które ostatnio pojawiły się w moich snach. Nie wiedziałam, jak zacząć, a poza tym nie chciałam, by marnował na mnie więcej czasu. Jest późno, a on przecież jest spóźniony. Myśli kłębiły mi się w głowie.

— To nic takiego… — odparłam i chciałam wstać. Chwycił moją dłoń i ścisnął mocno, ale nie tak, by sprawiało to ból. Jakby chciał powiedzieć: zaufaj mi.

— Chciałbym usłyszeć, co się dzieje. Wciąż odkładam tę rozmowę, ale nie tędy droga, Oliwio. Muszę wiedzieć, co spowodowało, że drżałaś wczoraj jak osika, a twój oddech wybudził mnie ze snu. Z trudem łapałaś powietrze, więc proszę, nie mów mi, że to nic takiego.

— Ale ja niewiele wiem. Przyśniło mi się coś dziwnego. Byłam w jakimś pokoju. Był tam ktoś jeszcze i ten ktoś… znaczy ja bałam się tego kogoś… I wtedy przewrócił mnie na podłogę, na dywan w tym pokoju. Nie mogłam się wyrwać i… — Urwałam, nie mogąc przypomnieć sobie nic więcej. Czułam jednak, jak dłoń Mateo zaciska się na mojej. Spytał jakby szeptem, czy ta osoba z moich snów mnie zgwałciła. Spojrzałam na niego, sama bojąc się odpowiedzi na to pytanie.

— Nie. To znaczy nie wiem, nie pamiętam, co było dalej. Chyba się obudziłam. — Opuściłam ramiona z rezygnacją. Nie patrzyłam na niego, ale dalej trzymał mnie za rękę. Przysunął mnie do siebie i pocałował, tym razem delikatniej i dłużej. Czułam posmak whisky, ale nie przeszkadzało mi to. Odsunął się ode mnie i oparł swoje czoło o moje.

— Cokolwiek się stało, to już przeszłość, Oliwio. Chcę, byś spojrzała na te obrazy jak na historię. Teraz budujesz nową, lepszą i bezpieczną. Chcę, byś to wiedziała — dodał, a ja byłam oszołomiona jego wyznaniem. Jeszcze niedawno był na mnie zły.

— Zmieniłeś się — rzuciłam nagle. Czułam, że rozumie, co mam na myśli.

— Ty także — odparł, a ja właśnie sobie uświadomiłam, że to prawda. Faktycznie, odkąd rozmawiałam z jego mamą, wiele rzeczy nabrało sensu.

— Czuję się bezpieczniej — powiedziałam i na te słowa przycis­nął mnie do siebie. Dookoła panowała cisza. Zza lekko uchylonych drzwi na podwórze dochodził delikatny śpiew ptaków i odgłos kopyt koni oraz pokrzykiwania ludzi. Po chwili odsunął się, patrząc na mnie już inaczej. Nie było w jego oczach złości.

— Ubierz się, pomożesz mi przy koniach — zaproponował, składając kolejny pocałunek.

— Może odpracuję twój czas poświęcony dla mnie — odparłam, krzywiąc się na wspomnienie złości Mikołaja. Pstryknął delikatnie palcem w mój nos i powiedział lekko zirytowany:

— A ty znowu swoje. — Wstał i skierował się do drzwi wyjściowych. Obserwowałam go, przy czym mój wzrok powędrował poniżej pasa, na czym oczywiście mnie przyłapał.

— Mam nadzieję, że podoba ci się to, co widzisz — rzucił zaczepnie. — A teraz biegnij się ubrać, czekam na ciebie na zewnątrz — dodał, a ja schowałam twarz, by ukryć zażenowanie.

Gdy wyszedł, szybko pobiegłam do pokoju, aby się ubrać. Pierwszy raz zastanawiałam się, w co się ubrać. Włożyłam skarpetki, żeby nie przywoływać wspomnień tamtego dnia. Umyłam zęby, przeczesałam włosy i spięłam je w gruby warkocz, opadający na przód. Biała bluzka i krótkie dżinsowe spodenki prezentowały się całkiem całkiem.

Wyszłam na zewnątrz i przystanęłam. Przed dom właśnie podjechał radiowóz. Serce nagle mi przyspieszyło. Z auta wysiadł policjant i skierował się w moją stronę.

— Dzień dobry, czy to pani… Oliwia… — Zadumał się nad kartą trzymaną w dłoni. — Fakt, nie ma nazwiska, ale czy to pani została znaleziona nad jeziorem i straciła pamięć?

Czułam, jak gula podchodzi mi do gardła. Wiedziałam, że kiedyś to nastąpi, ale nie sądziłam, że tak szybko. Zeszłam powoli po schodach na drżących nogach. Czego się bałam? Przecież czekałam na ten moment.

— Tak, to ja — wydukałam.

— Witam, jestem Bartosz Kostka, posterunkowy. Przyjechałem zabrać panią na komisariat, proszę do radiowozu — powiedział swobodnie i coś zanotował. Poczułam, że serce chce mi wyskoczyć z piersi. Na komisariat, do więzienia, chcą mnie zatrzymać! Zrobiłam coś? Ta krew na rękach to była prawda?! Zachwiałam się i ledwo utrzymałam na nogach. A to miał być taki miły dzień.

— Oliwio, co się stało? Co pan tutaj robi? — Usłyszałam głos Mikołaja, który pomógł mi złapać równowagę. Posterunkowy poinformował go, że przyjechał zabrać mnie na komisariat. Patrzyłam na niego niepewnie i powoli cofałam się w kierunku domu. Po kilku krokach natrafiłam na przeszkodę i wpadłam wprost w objęcia Mateo.

— Co pan tutaj robi? — odezwał się, ściskając mnie mocniej.

— Dostałem polecenie dowiezienia pani na komisariat, takie są procedury. Musimy zebrać odciski palców — powiedział posterunkowy

— Czy ten radiowóz jest konieczny? Czy nie możemy pojechać sami? — spytał Mateo, a ja dopiero po chwili zrozumiałam, co powiedział. Tak po prostu chce mnie tam zawieźć? Jezu, jak on może? Walczyłam, by mnie puścił, ale udało mi się tylko odwrócić twarzą do niego. Spojrzał na mnie, ale nie pozwolił mi się wyrwać.

— Puść mnie! — powiedziałam wściekła, że wpuściłam go do swojego łóżka, a on chce tak po prostu zawieźć mnie na komisariat. A jeśli się okaże, że jestem poszukiwana? Staliśmy tak, patrząc na siebie z wściekłością. Nie umiałam nic wyczytać z jego twarzy, ale moja mówiła jedno: puść mnie. Posterunkowy zgodził się, by przywiózł mnie ktoś inny, i wskazał, by pojawić się do końca dnia. Mateo dalej mnie nie puszczał. Napinał mięśnie twarzy. Usłyszałam odjeżdżający radiowóz i silne ramiona Mateo przytuliły mnie mimo moich oporów. Po chwili poddałam się, bo to właśnie w nich czułam się bezpiecznie. Jakie to było złudne.

— Będę w stajni — powiedział Mikołaj. Dopiero wtedy udało mi się odepchnąć Mateo, który patrzył na mnie zdziwiony.

— Co się stało, dlaczego mnie odpychasz? — spytał, zbliżając się do mnie. Cofnęłam się, potknęłam i upadłam na plecy. Podbiegł do mnie, ale zatrzymało go moje spojrzenie. Nie chciałam jego pomocy, już nie.

— Jak możesz tak udawać? — spytałam.

— Co udawać? Co się stało? Zobaczyłem ciebie i radiowóz, i zamarłem. Myślałem… sam nie wiem… co się dzieje? — spytał, a mnie zamurowało.

Wstałam i na drżących nogach odsunęłam się od niego.

— Chcesz mnie zawieźć do więzienia, proszę bardzo, jestem gotowa. Możesz też po drodze ponabijać się ze mnie, że ci zaufałam i że otworzyłam się przed tobą, a ty się mną pobawiłeś i teraz zawieziesz mnie tam. Może sam dałeś im znać, jakie miałam wizje, no powiedz. Dlaczego przyjechał właśnie teraz, dlaczego? Wczoraj się zmieniłeś, byłeś taki miły, a dzisiaj… dzisiaj on po mnie przyjeżdża. Mówiłeś, że jestem przy tobie bezpieczna! Jak mogłeś!

— Bo jesteś! Oliwio, źle zrozumiałaś, po…

— Dobrze zrozumiałam. Zaufałam ci, mimo że nic pamiętam. Wiem, że widziałam jakieś dłonie we krwi, może moje, nie wiem tego. Nic nie pamiętam i mam iść do więzienia, a ty tak po prostu spytałeś, czy możesz sam mnie przywieźć! Bez żadnych wyjaśnień, nic! Boże, nie wierzę… Zaplanowałeś to? Chciałeś tego od początku, prawda? — Czułam się oszukana. Podszedł do mnie i zanim zdążyłam się odsunąć, złapał mnie za ramiona i mocno pocałował. Próbowałam się wyrwać, ale pocałunek odebrał mi siłę do walki i rozsądek, więc oddałam mu pocałunek emocjami, które gotowały się we mnie od początku, gdy tylko zobaczyłam go w szpitalu. Była w tym cała złość na niego i całe pragnienie. Czyste szaleństwo. Przycisnął mnie jeszcze mocniej, a ja wsunęłam język. Tak bardzo go prag­nęłam. Nasze języki ocierały się o siebie zapamiętale, ale nagle wszystko prysło. Oderwał się ode mnie i z trudem łapałam oddech.