W potrzasku wspomnieńTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Mateo

Patrzenie na nią, jak śpi po namiętnej nocy, było tym, czego na pewno nie spodziewałem się po wczorajszej sesji z moją matką. Samo wspomnienie tego powodowało sprzeczne emocje. Z jednej strony chciałem, by już wiedziała, kim jest, a z drugiej obawiałem się tego.

— O czym myślisz? — spytała, pocierając oczy i seksownie się przy tym przeciągając.

— Przy tobie tylko o jednym — powiedziałem, nie chcąc roztrząsać tego, co się wydarzyło. Od dzisiaj musi się rozluźnić, a z matką będę musiał porozmawiać, bo nie podoba mi się ten jej plan terapii i musi to przemyśleć. Cieszyło mnie jednak, że spała spokojniej. Śniła o czymś, ale już nie tak intensywnie.

— Co działo się po tym, jak zasnęłam? Niczego nie pamiętam. — Skrzywiła się na te słowa i czułem, że się denerwuje.

— Nic, kochanie, zupełnie nic, nie zrywałaś się ani nie krzyczałaś. Chyba mój sposób na zasypianie okazał się najskuteczniejszy w walce z demonami — powiedziałem, podwijając jej bluzkę i całując nabrzmiałe sutki. Była mocno podniecona, zupełnie jak ja.

— Twoja mama — wyrwała się nagle, co mnie rozbawiło.

— No i?

— Usłyszy nas? — powiedziała to tak słodko, że próbowałem się nie uśmiechnąć, ale nie mogłem.

— Kochanie, wczoraj się tym nie przejmowałaś — powiedziałem i zatopiłem się w jej usta bardziej intensywnie, by zapomniała o tak przyziemnych sprawach. Zresztą moja matka śpi poza domem, ale jeszcze nie musi o tym wiedzieć.

Kochanie się z nią o poranku to mój plan na najbliższe kilkadziesiąt lat. Dzisiejsze pocałunki były bardziej namiętne, jakby smakowała mnie, tak jak ja ją, kawałek po kawałku. Wyginała się przy każdym dotyku, napierając swoim ciałem na mnie, domagając się pieszczot. Jej uda oplecione wokół mnie i wspólne ruchy ciała doprowadzały mnie na skraj szaleństwa. Jej dłonie wplecione w moje włosy i przyspieszony oddech wprawiały mnie w ekscytację. Doznawanie z nią rozkoszy okazało się tak zaskakujące, jak ona sama. Gdy dochodziła, po jej policzku spływała łza, ale już po wczorajszym zbliżeniu wiedziałem, że to łza błogości. Oddawała mi się w pełni.

Leżeliśmy obok siebie nadzy, ze splecionymi dłońmi. Opierała głowę o moją klatkę piersiową i oplotła mnie nogą. Dopiero po chwili ten spokój zakłóciły jej myśli.

— Jak ja mam teraz stąd wyjść… — Położyła się na plecach z ręką na czole.

— Normalnie, przez drzwi — powiedziałem, nie rozumiejąc, o co jej chodzi, za co oberwałem poduszką. — Znowu zaczynasz? — Chwyciłem poduszkę i oddałem jej delikatnie.

— Pytałam, jak mam wyjść i pokazać się Mikołajowi, twojej mamie i w ogóle. Wszytko po mnie widać. Spaliśmy ze sobą — powiedziała dosyć poważnie.

Chwyciłem ją i posadziłem sobie na kolanach.

— Nie, kochanie, my nie spaliśmy ze sobą, my się kochaliśmy, a to różnica — wyjaśniłem, a jej ręka znowu powędrowała w stronę brzucha, jednak tym razem to przewidziałem. Uniki na ringu to moja specjalność. Zdziwiła się. — Wybrałaś nie tego faceta. Zapamiętaj, że ciosy i ich unikanie to mój chleb powszedni — powiedziałem, kradnąc pocałunek z jej zdziwionej twarzy.

— Poczekaj, niech zobaczę, gdzie to jest — powiedziała nagle, szukając czegoś pod poduszką.

— Czego szukasz? — spytałem zdziwiony.

— Twojej skromności, ale przykro mi, nie ma jej — wyjaśniła rozbawiona. Przewróciłem ją na plecy i przygniotłem swoim ciałem, a wiem, ile ważę.

— Mateo, chyba zwariowałeś! — Usłyszałem za plecami głos matki i powiem szczerze, że wskoczyłem pod koc szybciej, niż mógłbym przypuszczać. Kogo jak kogo, ale matki się nie spodziewałem. Dopiero po chwili zrozumiała, w czym przeszkodziła, i zakryła oczy. Podobnie jak Oliwia miała ochotę zapaść się pod ziemię. Rozejrzałem się z rozbawieniem, bo wyglądało to jak scena w filmie, gdzie matka wchodzi do pokoju i przyłapuje nastolatków na seksie. Dawno się tak nie uśmiałem. Oliwia siedziała z podwiniętymi nogami, głowę oparła na kolanach, a twarz schowała w swoich dłoniach. Tylko ja widziałem, co się teraz dzieje.

— Wybaczcie… myślałam… zresztą… Nieważne… czekam w kuchni — powiedziała matka i wyszła, zatrzaskując drzwi.

— Boże, jaki wstyd! — krzyknęła nagle rozbawiona Oliwia.

— To już drugi raz, chyba będę musiał zamontować zamek — skomentowałem i patrzyłem, jak szybko się ubiera.

— Raczej tak — powiedziała i pochyliła się po pocałunek, co było bardzo przyjemne. Była rozluźniona, wesoła, z iskierką w oczach.

— Weź prysznic, a ja z nią pogadam — powiedziałem i poszedłem ratować serce mojej starej matki.

Siedziała w kuchni z Moniką, dziećmi i Mikołajem, co było nie lada niespodzianką jak na zwykły poranek.

— A co to za zebranie? — spytałem, witając się z zawstydzoną matką i resztą.

— A gdzie podział się powód twej radości — spytał Mikołaj uszczypliwie.

— Bierze prysznic. Jedliście już coś? — spytałem, wiedząc, że odpowiedź zapewne brzmi: nie. — Długo tutaj siedzicie? — Dochodziła dziewiąta. Powinienem być w pracy od czterech godzin. No ładnie, dawno tak dobrze nie spałem.

— Wystarczająco, kolego, wystarczająco — powiedział, co mnie rozbawiło. Byłem ciekaw, co na to główna sprawczyni.

Matka wstała i podeszła do mnie. Czułem, że jest jej głupio, a nie chciałem po wczorajszym powodować jakichś dodatkowych złych emocji.

— Głupio wyszło. Przepraszam, ale myślałam, że… sama nie wiem, co myślałam. Jak usłyszałam jej krzyk, sądziłam, że znowu wydarzyło się to, co wczoraj — wyjaśniła zdenerwowana.

— Mamo, nic się nie stało, zapomnijmy o tym. A co do nocy i poranka, to informuję cię, że kochaliśmy się wczoraj i spała spokojnie, choć były momenty, że miała jakieś lekkie koszmary, ale nie było to tak intensywne jak wcześniej. Obudziła się całkiem wypoczęta i…

— Mateo, Boże, nie pytałam o to! Zwariuję kiedyś przy tobie — powiedziała matka, na co Mikołaj prawie spadł ze śmiechu z krzesła. Monika patrzyła na mnie zirytowana, bo dzieci natychmiast zaskoczyły ją pytaniami. Zapomniałem, że też przyjechały. Zresztą to dziwne, że są tak wcześnie, ale nie będę o to pytał teraz, bo mam ochotę na coś innego.

— Mamo, wszystko jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Usiądź i się rozluźnij, a ja przygotuję śniadanie. Kawy? — spytałem i wszyscy jak jeden mąż odpowiedzieli, że z chęcią się napiją.

— Ja też poproszę — usłyszałem głos mojego anioła. Odwróciłem się. Właśnie witała się z całą resztą. Miała zaczerwienione policzki i dobrze wiedziałem, od czego. Poranny seks był cudowny.

— Ciociu, wujek mówił, że się kochaliście. To już się nie kochacie? — Usłyszałem pytanie Nat i nóż wypadł mi z dłoni. Spojrzałem na jej zaskoczoną minę i szok wymalowany na twarzach pozostałych.

Cholera, nie sądziłem, że słyszała każde słowo, gdy rozmawiałem z matką. Niedobrze.

— Natalko, chyba…

— Nie, Moniko, odpowiem na jej pytanie. Otóż wujek, mówiąc, że się kochaliśmy… — przerwała i spojrzała na mnie z lekką złością, a ja tylko skrzywiłem się na przeprosiny… — miał na myśli to, że się przytulaliśmy. Jak dwoje ludzi bardzo się lubi tak jak my z wujkiem, to lubią się też przytulać i to właśnie zrobiliśmy dzisiaj rano. Przytulaliśmy się — wyjaśniła, na co mała ciekawska spojrzała na Oliwię i odparła:

— Łee, a ja myślałam, że się całowaliście. — Te słowa musiały wywołać gromki śmiech.

Patrzyłem na Oliwię, która uśmiechała się tak pięknie i tak wyraźnie, że miałem wrażenie, iż to inna dziewczyna niż jeszcze wczoraj.

Przygotowałem śniadanie dla wszystkich, bo oczywiście przyjechali głodni. Nie stanowiło to żadnego problemu, ponieważ czułem, że rozpiera mnie energia. Oliwia nie dość, że mi zaufała, to jeszcze dopuściła do siebie tak blisko, jak nigdy dotąd. Samo wspomnienie tego, co wydarzyło się wczoraj, powodowało niepokój, ale poradziła sobie z tym niesamowicie szybko. Otrząsnęła się na tyle, by skupić się na tych pozytywnych rzeczach. Na życiu. Na tym, by mimo braku wspomnień pójść dalej i czekać, aż wszystko się wyjaśni. Przecież tak w końcu musi być. I to mnie niestety martwiło, ale dzisiaj postanowiłem o tym nie myśleć. Teraz ważne było, że siedzi tutaj, wśród moich bliskich, uśmiecha się od ucha do ucha i żartuje z moimi siostrzeńcami, rozbawiając ich do łez. Miała podejście do dzieci. Patrzyły na nią jak w obraz i słuchały każdej jej opowieści. W taki sposób, miły i spokojny, minęło nam śniadanie. Mimo że byłem zaskoczony wizytą wszystkich tak wcześnie rano, przyjemnie było usiąść całą gromadą i naładować akumulatory na cały dzień.

— To my uciekamy. Bawcie się dobrze — mrugnął do mnie Mikołaj i uściskał zażenowaną Oliwię.

— Jeszcze raz przepraszam za najście — powiedziała matka i też zebrała się do wyjścia. Dzieciaki przekrzykiwały się jedno przez drugie, jak miały w zwyczaju, kłócąc się o to, kto siedzi po której stronie samochodu. Pożegnaliśmy się z resztą i gdy tylko zamknęły się drzwi, Oliwia znowu mnie zaskoczyła.

— Jak się czujesz? — zapytałem, a ona przysunęła się, tak że jej piersi przylegały do mojej klatki piersiowej. Uśmiechnęła się delikatnie, wsunęła dłoń pod moją koszulkę i uniosła ją tak, by zdjąć ją ze mnie. Przycisnąłem ją do siebie.

— Rozumiem, że to znaczyło, że dobrze? — Przesunąłem kciukiem po jej drżącej wardze. Rozchyliła usta i zamknęła powieki, więc nie mogłem dłużej się powstrzymywać. Wsunąłem dłoń w jej mokre włosy i przysunąłem jej głowę do siebie. Nasze usta chłonęły siebie intensywnie. Jej dłonie krążyły po moich plecach, a ciche pojękiwania wskazywały, że była tak samo podniecona jak ja. Uniosłem ją i objęła mnie swoimi nogami wokół bioder, nie przestając całować. Odwróciłem się i przycisnąłem ją do ściany. Zdjęła bluzkę, odsłaniając piersi i nabrzmiałe sutki. Wsunąłem dłoń w jej spodenki. Nie miała majtek. Była tak wilgotna.

 

— Jezu, oszaleję przy tobie. — Wsunąłem delikatnie palec w jej wnętrze. Wygięła się w moją stronę. — Wszystko dobrze? — spytałem, gdy nie patrzyła na mnie.

Uśmiechnęła się.

— Bardzo dobrze — odpowiedziała i zaczęła podgryzać moje wargi. Wsuwałem i wysuwałem z niej palce, czując. jak jej ciało reaguje na ten dotyk. Uwielbiałem ją obserwować.

— Mateo… ja… — mówiła niewyraźnie, gdy jej ciało poddawało się rozkoszy.

— Oddaj się temu — powiedziałem i dalej wsuwałem w nią i wysuwałem swoje palce, coraz szybciej i szybciej, aż w końcu ścisnęła mnie mocniej nogami i przywarła do mnie, doznając cudownego spełnienia. Gdy oddech zaczął się wyrównywać, spojrzała na mnie i powiedziała najbardziej zaskakującą rzecz, jaką mogłem usłyszeć:

— Dziękuję, że jesteś.

— A ja dziękuję, że mi zaufałaś — powiedziałem i patrzyliśmy sobie w oczy, gdy kierowałem się z nią do sypialni. Musiałem czuć ją bardziej, więcej. Ciągle było mi mało.

— Kochaj się ze mną — powiedziała, zsuwając z siebie spodenki — jedyną rzecz, jaka jeszcze zakrywała jej ciało. Była piękna, doskonała.

— Z przyjemnością — odparłem i tak zrobiłem. Nie był to zwykły seks, lecz taniec dwojga ludzi na parkiecie zbudowanym z prag­nienia, rozkoszy, delikatności, czułości i pożądania. Wiedziałem, że jest kobietą, która pasuje do mnie, do mojego ciała, do tego, jak reagują na nią moje zmysły i jak pobudza moją wyobraźnię. Chciałem więcej i więcej. Dawanie jej rozkoszy i obserwowanie, jak to chłonie, było naprawdę ekscytujące. Zakochiwałem się w niej z dnia na dzień coraz bardziej. Weszła do mojego życia tak niespodziewanie i, cholera, jestem za to wdzięczny jak za nic innego. Czuję się spełniony, czuję, że nie mógłbym czerpać z życia już nic więcej. Wystarczy to, co teraz mam. Nie chcę niczego więcej. Mam wszystko.

Leżała naga w moich ramionach, muskając moją klatkę piersiową.

— Mogłabym tak leżeć, ale jestem głodna — powiedziała, czym mnie rozbawiła.

— Zjadłaś jajecznicę, tosty i babeczki i jesteś głodna? — Spojrzała na mnie z lekkim zmieszaniem, ale już wiedziałem, że jak dobrze się czuje, to poprawia się jej apetyt. To mnie cieszyło, nawet bardzo. Chciałem wstać, ale mnie powstrzymała, kładąc się na mnie.

— Kochanie, jak nie wyjdziemy z łóżka, będzie to mało realne, bym zrobił coś na drugie śniadanie i na obiad, a już na pewno nie uda się bez zakupów. Musimy zaopatrzyć lodówkę, bo okazało się, że mam w domu małe słoniątko i trzeba kupić tonę jedzenia.

Ucieszyła się. To znowu coś innego niż siedzenie w domu. Nie dziwię się jej.

Pojechaliśmy do miasta, po raz pierwszy bez wizyty na komisariacie. Miałem zrobić zakupy i załatwić dokumenty w urzędzie dotyczące stajni. Gdy tylko dojechaliśmy, wysiadła z samochodu, ale nie była już tak pewna siebie i rozluźniona. Spojrzała na mnie i czułem, że nad czymś się zastanawia. Sam byłem ciekaw, czy była tutaj wcześniej, w przeszłości. Objąłem ją i ruszyliśmy w kierunku urzędu, którego nie lubiłem. Panie siedziały tam jakby za karę, co uzewnętrzniały za każdym razem. Chciałem to szybko załatwić, by zająć się przyjemniejszymi rzeczami.

— Ładnie tu — powiedziała. — Ale jakoś tak głośno — dodała.

— Stwierdzam to za każdym razem, gdy tu trafiam, ale już po chwili się przyzwyczajam — powiedziałem, przyciągając ją bliżej, żeby nie zderzyła się z latarnią. Rozglądała się, chłonęła widoki. Co chwila wskazywała jakieś fascynujące dla niej miejsca, wysoki kościół czy fontannę. Od czasu wczorajszej rozmowy zachowywała się inaczej, jakby odczuwała wyraźną ulgę. Gdy weszliśmy do urzędu, poprosiłem, by poczekała przy stoliku, ale wzięła mnie za rękę i podeszła ze mną do okienka.

— Dzień dobry, w czym mogę pomóc? — spytał mężczyzna, nawet na nas nie patrząc. Już miałem się odezwać, gdy nagle Oliwia wzięła ode mnie teczkę z dokumentami, pochyliła się nad blatem i podjęła rozmowę, a on patrzył na nią oczarowany. Dobrze się w tym orientowała. Stałem obok oparty o filar i przyglądałem się z zaciekawieniem. Skąd ona to zna, czym jeszcze mnie zaskoczy?

— Kiedy możemy oczekiwać pierwszego przelewu? — zapytała.

— Wie pani, to trochę potrwa. Dokumenty idą najpierw do opracowania, a potem do wydania decyzji, więc pewnie za miesiąc — odparł, co mi się nie spodobało. Nie miałem tyle czasu, potrzebowałem pieniędzy w tej chwili, jak najszybciej. Oliwia odczytała mój nastrój i nachyliła się nad mężczyzną, a ja patrzyłem na jej grę.

— Wie pan. Na te pieniądze czekają dzieci z biednych domów. To na lekcje jazdy i to ich jedyna przyjemność, możliwość poznania czegoś nowego, a pan każe im czekać jeszcze dłużej? — spytała głosem pełnym rozczarowania. Patrzyłem, jak mężczyzna unosi wzrok i ma jej piersi na wysokości swojej twarzy. Wyglądał na jednego z tych facetów, którzy z braku innej opcji oglądają samotnie filmy porno.

— Jeżeli chodzi o dzieci, zobaczymy, co się uda zrobić.

— Będę wdzięczna — powiedziała i dodała: — Jak już zrobisz przelew, zadzwoń do mnie. — Pochyliła się nad nim, wyciągając z jego ręki długopis, i chwyciła go za ramię, zapisując jakieś numery. Co ona mu napisała, skoro nie miała telefonu? Odwróciła się i dała znać, bym poszedł za nią. Wychodząc, kręciła pupą tak seksownie, że musiało zadziałać. Gdy znaleźliśmy się już przed budynkiem, zaczęła zanosić się śmiechem. Chwyciłem ją i przycisnąłem do ściany, bo musiałem ją pocałować. Ochoczo odwzajemniła pocałunek.

— Rozumiem, że tak mi podziękujesz, gdy wpłynie przelew — powiedziała, uśmiechając się, dumna z siebie.

— Uwierz, że jak wpłynie przelew, spełnię każdą twoją zachciankę — wyjaśniłem, przyciągając jej drobne ciało do siebie i dodając już poważniej: — Ale nie rób tego więcej, dobrze?

— Obiecuję.

Czułem, że rozumie dlaczego.

Spytałem, skąd wie o dokumentach i co na nich było, a ona swobodnie wyjaśniła, że pewnego dnia, gdy została w domu, Mikołaj przyszedł i żalił się na temat tej sprawy. Mówił, jak ważna jest dla stajni, więc ona, nie bardzo wiedząc, jak pomóc, przejrzała je w wolnej chwili. No a teraz poczuła wenę.

— Następnym razem mnie uprzedź, okej? — poprosiłem, a ona się zaczerwieniła, czym znowu mnie rozczuliła.

Nigdzie nam się nie spieszyło, więc poszliśmy przytuleni w kierunku fontanny. Cieszyła się jej widokiem jak dziecko. Chwilami się zamyślała, a ja za każdym razem miałem wrażenie, że coś sobie przypomina. Byliśmy w parku, na gofrach — ponieważ nie wiedziała, co chce, wzięła wszystko i musiałem potem pomóc jej to zjeść, ale dzięki temu wie już, co lubi. Jedliśmy lody i musiałem wybrać inne niż zazwyczaj, bo chciała, bym zrobił to, co ona robi na co dzień — miałem próbować nowych rzeczy. Bawiłem się jak nigdy dotąd. Ekscytowało ją dosłownie wszystko, a to było zaraźliwe.

— No spróbuj — nalegała.

— Już nie mogę — odparłem, ale nie mogłem odmówić i kończyło się jak zawsze. Ulegałem.

— I co, smakowało? — pytała za każdym razem i musiałem przyznać, że gdyby nie ona, kilku smaków bym nie spróbował. Jednak na sushi nie udało się jej mnie namówić.

— Naprawdę dobre — powiedziała, pałaszując ten specjał.

W sumie odwiedziliśmy trzy restauracje, więc byłem przejedzony, ale szczęśliwy. Uśmiech nie znikał z jej twarzy. Zrobiliśmy zakupy i szczęśliwi wsiedliśmy do auta. Spędziliśmy w mieście w sumie kilka godzin, a Oliwia dużo mówiła i była podekscytowana wszystkim, co zobaczyła, więc teraz zmęczenie dało o sobie znać. Potrzebowaliśmy tego oboje, takiego resetu.

Przed domem stał samochód i już wiedziałem, że nie będzie wesoło. Moja eks nie przyjeżdżała bez powodu. Zatrzymałem się delikatnie, by nie zbudzić Oliwii. Porozmawiam z Sabiną, a ona niech śpi. Zaniosę ją do łóżka, gdy już pozbędę się tej dziewczyny.

— Część, stary, szykują się kłopoty — powiedział Mikołaj, idąc w moim kierunku.

— Długo jest?

— Właśnie przyjechała. Wie o Oliwii od Xawiera. Spotkał ją na mieście i wygadał się, a raczej wyciągnęła to z niego. Wiesz, jaka potrafi być nachalna.

Niestety wiedziałem. Poszedłem do domu, prosząc, by został z Oliwią do czasu, aż po nią wrócę. Sabina siedziała w kuchni z kawą i żartowała sobie z moją matką. Jej śmiech był tak irytujący, że nie wiem, jak mogłem tego wcześniej nie zauważyć.

— Co tutaj robisz? — spytałem i nastała cisza. Wstała i z tym swoim promiennym uśmiechem rzuciła mi się w ramiona. Pocałowała mnie, zanim zdążyłem zareagować.

— Sabino, co ty wyprawiasz! — odsunąłem się z niedowierzaniem.

— Może ja wyjdę — stwierdziła sucho matka.

— Raczej ktoś inny powinien wyjść — wycedziłem, piorunując wzrokiem swoją eks.

Zerwaliśmy ze sobą i wiem, że tego nie chciała i że ciężko było jej to zaakceptować, ale myślałem, że mamy to już za sobą. Przez rok zarzucała mnie esemesami, raz grożąc, innym razem wylewając uczucia. To było dziwne, zważywszy na to, że była kobietą z klasą, elegancką i bardzo seksowną, ale nie dla mnie. Uprawialiśmy seks, ale nigdy nie poczułem czegoś takiego, jak kochając się z Oliwią.

— Mateo, proszę, porozmawiajmy. — Podeszła do mnie, wyciągając dłonie.

— O czym? — spytałem, cofając się w kierunku kuchni.

— O nas — odparła, co zabrzmiało dość zabawnie.

— Jakich nas, oszalałaś? Już od dawna coś takiego nie istnieje — powiedziałem, łapiąc ją za ramię i kierując w stronę wyjścia, gdy nagle usłyszałem głos Oliwii.

— Dzień dobry — przywitała się.

Mikołaj stał za nią, bezradnie rozkładając ręce. Wierzę, że niełatwo byłoby zatrzymać ją w samochodzie.

— O, dzień dobry. Ty pewnie jesteś Oliwia, słyszałam o tobie — odpowiedziała Sabina i nachyliła się do Oliwii, całując ją na powitanie. Jej wyraz twarzy nie wyrażał niczego.

— Zgadza się — odpowiedziała.

— Nie stój tak, usiądź — powiedziała Sabina, chwytając ją za ramię, co mnie zdenerwowało, ale Oliwia poradziła sobie sama, wyrywając rękę z jej uścisku.

— Nie, dziękuję, postoję.

Te słowa nie spodobały się Sabinie, która przyglądała się jej chwilę. Ta rozmowa zdecydowanie nie powinna się rozwijać. Już miałem ją wyprosić, gdy nagle znowu się odezwała.

— Mikołaj, nie wiedziałam, że masz taką śliczną dziewczynę — wypaliła Sabina, a wzrok wszystkich z wyjątkiem Oliwii padł na mnie. — Pasujecie do siebie. Ja właśnie czekałam na Mateo, by złożyć mu życzenia urodzinowe, jak robię to od lat — dodała, co wprawiło mnie w osłupienie. Zupełnie zapomniałem, ale to wyjaśniało wizytę wszystkich tak wcześnie rano i wejście matki do pokoju. Pewnie czekali, jak co roku, by złożyć mi życzenia, ale sprawy przybrały nieoczekiwany obrót.

— No więc, kochanie, wszystkiego najlepszego i obyś miał dla mnie więcej czasu i więcej się uśmiechał, bo jakiś taki markotny jesteś — powiedziała Sabina, składając mi życzenia i wręczając prezent, a ja patrzyłem tylko na Oliwię. Mierzyła Sabinę wzrokiem, aż nagle spojrzała na mnie i ruszyła w moim kierunku. Stanęła przede mną, odsunęła moją eks, obejmując mnie w pasie i całując namiętnie, na co nie mogłem nie odpowiedzieć. Po chwili odsunęła się delikatnie i powiedziała zadowolona:

— Wszystkiego najlepszego, kochanie, prezent dam ci w sypialni.

W kuchni zapadła konsternacja i tylko Mikołaj, nie mogąc się powstrzymać, wybuchnął śmiechem. Sabina aż kipiała ze złości.

— Ty i ona? — spytała, wskazując z obrzydzeniem.

— Poznaj moją dziewczynę, Sabino — powiedziałem, przycis­kając Oliwię mocniej do siebie.

— Chyba żartujesz! Xawier mówił, że to jakaś przybłęda. Bez domu, bez rodziny, jakiś odludek. Ponoć udaje amnezję i żeruje na waszej naiwności — mówiła, a ja czułem, jak cała odwaga Oliwii odpływa z każdym kolejnym słowem.

— Zamknij się, bo nie ręczę za siebie. I wreszcie zaakceptuj to, że nie jestem tobą zainteresowany, Nie dorastasz jej do pięt, zrozumiałaś?! — spytałem, ściskając drżącą z emocji Oliwię.

— Mateo, jak ty się odzywasz! — niespodziewanie znów zjawiła się matka.

— No widzi pani, to przez nią, ona ma na niego zły wpływ — powiedziała Sabina, nie reagując na moje słowa.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?