Śluby panieńskie, czyli Magnetyzm sercaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Aleksander Fredro

Śluby panieńskie, czyli Magnetyzm serca

Komedia w 5 aktach wierszem

Warszawa 2017

Spis treści

[Motto]

Osoby

Akt pierwszy

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Scena piąta

Scena szósta

Scena siódma

Scena ósma

Scena dziewiąta

Scena dziesiąta

Akt drugi

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Scena piąta

Scena szósta

Scena siódma

Scena ósma

Scena dziewiąta

Akt trzeci

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Scena piąta

Scena szósta

Akt czwarty

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Scena piąta

Scena szósta

Scena siódma

Scena ósma

Scena dziewiąta

Akt piąty

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Scena piąta

Scena szósta

Scena siódma

Scena ósma

[Motto]

Rozum mężczyzną, białogłową afekt tylko rządzi; oraz kocha, oraz nienawidzi; nie gdzie rozum, ale gdzie afekt, tam wszystka.

A.M. Fredro, Przysłowia mów potocznych

Osoby

PANI DOBRÓJSKA

ANIELA

KLARA

RADOST

GUSTAW

ALBIN

JAN

Scena na wsi, w domu Pani Dobrójskiej.

Akt pierwszy

Scena pierwsza

Duży pokój – dwoje drzwi w głębi, trzecie drzwi po prawej stronie sceny do pokojów Pani Dobrójskiej, czwarte po lewej do pokoju Gustawa; okno.

JAN

sam

w płaszczu zarzuconym na ramiona – chodzi, patrzy w okno, potem mówi ziewając

„Czekaj mnie, nie śpij, powrócę o trzeciej” –

Piękna mi trzecia! Słońce jak w dzień świeci,

A mój pan drogi gnie sobie parole

Albo z butelką... albo... No! już milczeć wolę.

Scena druga

Jan, Radost.

RADOST

idąc ku drzwiom Gustawa

Spi Gucio?

JAN

Czy spi?... Jak zabity, panie.

RADOST

Lubi spać hultaj.

JAN

zastępując od drzwi

Niechże pan nie wchodzi.

RADOST

A to dlaczego?

JAN

Bo śpi.

RADOST

Nic nie szkodzi.

JAN

zastępując

Będzie się gniewał.

RADOST

Nic mi się nie stanie.

JAN

Dopiero zasnął – ledwie pół godziny,

RADOST

Cóż w nocy robił?

JAN

Nie spał.

RADOST

A z przyczyny?

JAN

Z przyczyny?... Zasłabł.

RADOST

troskliwie

Zasłabł.

JAN

z westchnieniem

Niespodzianie.

RADOST

Cóż mu jest?

JAN

Co jest?... Jakiś zawrót głowy...

RADOST

Hm!...

JAN

Wstręt do wody...

RADOST

Hm!...

JAN

Pragnienie wina...

RADOST

Hm, proszę, proszę – wieczór jeszcze zdrowy!

JAN

wzruszając ramionami

Ha, słabość, panie, piorunem zaczyna.

RADOST

do siebie

Hm, wstręt, pragnienie! Hm, hm – zawrót głowy.

JAN

Niech no się wyśpi, po południu wstanie.

RADOST

Chciałem być w domu i dziś tu z powrotem.

Lecz taką rzeczą ani myśleć o tem.

JAN

Owszem, jedź pan, jedź! Ręczę, że za chwilę...

RADOST

A, sen spokojny?

JAN

zastępując drogę

Lada co obudzi.

Cicho, dlaboga.

RADOST

Drzwi tylko uchylę.

JAN

Ale drzwi skrzypią.

RADOST

Własnymi oczyma...

JAN

odstępując

Ha, kiedy już tak – niech się pan nie trudzi;

Darmo tam patrzeć – mego pana nie ma.

RADOST

Nie ma?

JAN

A nie ma.

RADOST

Gdzież jest?

JAN

Stąd o milę.

RADOST

Jak? co?

JAN

Pojechał.

RADOST

Dokąd?

JAN

Do Lublina.

RADOST

Do Lu... Lu...

JAN

z ukłonem, kończąc słowo

blina.

RADOST

Kiedy?

JAN

WCZORAJ.

RADOST

Po co?

JAN

Nie wiem.

 

RADOST

Macież go! Już szaleć zaczyna,

Już, Bogu dzięki. – Jeździć, latać nocą...

I czegoż stoisz, panie Zawrót-głowy?

Hm! „Wstręt do wody”, co? „Wina pragnienie”?

JAN

Stoję na warcie; muszę być gotowy

Otworzyć okno na pierwsze skinienie.

RADOST

Na co otworzyć?

JAN

Dla mojego pana;

Tędy wychodzi – tędy się i wchodzi.

RADOST

załamując ręce

Przez okna łazić śród jasnego rana!

To waryjata prawdziwie dowodzi

ironicznie

I kiedyż wróci na swoje wesele?

JAN

Jeśli mu wierzyć, miał o trzeciej wrócić.

RADOST

do siebie

O, muszę, muszę cugli mu przykrócić!

O, czego nadto, tego i za wiele!

Słychać pukanie do okna.

JAN

idąc do okna

Niechże pan łaje, bo przybywa właśnie.

Otwiera okno.

Scena trzecia

Gustaw ubrany do konia, Jan; Radost w głębi.

GUSTAW

włażąc przez okno

To czas! – Niech go piorun trzaśnie!

JAN

Dobrze pan mówi; bogdajby go trzasnął!

GUSTAW

A co? śpią jeszcze?

JAN

Byłby sen nie lada!

GUSTAW

Trochem się spóźnił.

JAN

Mnie to pan powiada.

GUSTAW

Pewnieś nie dospał.

JAN

Gdybym był choć zasnąć!...

GUSTAW

oddając pręt, czapkę, rękawiczki i ocierając twarz

No, prawdę mówiąc, jak jestem na świecie,

Jeszczem tak pięknie zębami nie dzwonił:

Wicher, deszcz, zimno – psa by nie wygonił.

RADOST

A ciebie wygonił przecie.

Scena czwarta

Radost, Gustaw.

GUSTAW

A, stryjaszek!

całując w rękę

Dzień dobry!

RADOST

ozięble

Witamy z podróży!

GUSTAW

Już wstałeś?

RADOST

Jeszcześ nie spał?

GUSTAW

Dość czasu.

RADOST

Dzień duży.

GUSTAW

Dopiero świta.

RADOST

Świta, ale w twojej głowie.

GUSTAW

Niech i tak będzie, niech świta na zdrowie,

Byle mnie kochał stryjaszek kochany,

Był mi zawsze zdrów, czerstwy i rumiany!

Lecz cóż to? Mars? mars? Fe! precz z nim, do licha!

zaglądając w oczy

No, proszę... troszkę... Niknie wyraz srogi,

Czoło się równa... oko się uśmiecha...

Otóż tak lubię,

ściskając go

mój stryjaszku drogi!

RADOST

płaczliwie, zawsze dając przestrogi

Mój Gustawie, powiedz mi – chcesz czy nie chcesz żony?

GUSTAW

Chcę, chcę, stryjaszku.

RADOST

Pewnie?

GUSTAW

Jestem jej spragniony.

RADOST

Takiże to więc sposób wyszukałeś sobie?

GUSTAW

Ja nic dotychczas nie wiem o sposobie.

RADOST

Te wycieczki przez okna, te nocne wyprawy...

GUSTAW

I cóż?

RADOST

zniecierpliwiony

Cóż? – Panna!

GUSTAW

A, bardzom ciekawy,

Co moję pannę obchodzić może,

Kiedy, jak i gdzie ja się spać położę?

Nie śpię – tym lepiej dla niej, bo na jawie

Nią tylko jedną myśli moje bawię

I do niej wzdycham, jak w dzień, tak i w nocy;

Ale jak zasnę – jestże to w mej mocy?

RADOST

płaczliwie

Mój Gustawie! Dlaboga, porzuć myśli płoche

I raz tylko, raz pierwszy zastanów się trochę!

Kilka dni jesteś pośród tak godnej rodziny,

I nie ma dnia jednego – gdzie tam: dnia! – godziny!

Żebyś czegoś nie zbroił, aż się serce kraje.

Pani Dobrójska sama opiekę ci daje,

Nie idąc wzorem matek, co nos górą noszą,

Kiedy w duszy o zięcia wszystkich świętych proszą;

Pamiętna twych rodziców i mojej przyjaźni,

Swój zamiar względem ciebie głosi bez bojaźni.

Ale wszystko na próżno, daremnie się trudzi –

Miejski panicz w wieśniakach innych widzi ludzi;

Swoich nudów nie kryje, grzeczności nie sili

I chce dać uczuć wartość każdej swojej chwili.

Wróbel się tylko, mówią, pustej strzechy trzyma,

Ale co w twojej głowie – już i wróbla nie ma.

GUSTAW

z szczerym zastanowieniem

Prawda, prawda, stryjaszku, zbyt słuszne przestrogi;

Ach, ojcowskimi strzeżesz mnie oczyma;

ściskając go

O, jesteś dla mnie skarb, przyjaciel drogi,

Dzięki ci, dzięki za twoje przestrogi.

RADOST

z rozczuleniem, ściskając go

Mój ty poczciwy, mój luby Gustawie!

GUSTAW

Mój przyjacielu, mój ojcze kochany!

Zobaczysz, jak się ogromnie poprawię,

Bylem miał tylko powód do odmiany.

A teraz zgadnij, jaką dziś zabawę...

RADOST

O, dlaboga! on swoje! Otóż masz poprawę!

Ach, zmiłuj się, uważaj; powiedz, czy to ładnie,

Że z domu pan zalotnik oknem się wykradnie,

Aby noc całą Bóg wie gdzie nie trawić!

GUSTAW

Ależ, stryjaszku, ja się muszę bawić.

RADOST

Bawić!

GUSTAW

A w prawdzie, w tym szanownym domu,

Gdzie każdy dla mnie aż nadto łaskawy,

Gdzie nie ubliżam w niczym i nikomu,

Żadnej dotychczas nie widzę zabawy.

RADOST

Idzież tu o zabawę, wrzawę nieustanną?

GUSTAW

Ależ o nudy idzie.

RADOST

Nudy – z piękną panną!

GUSTAW

Nie będą nudy, jak się kochać będę.

RADOST

I kiedyż to nastąpi?

GUSTAW

Jak się z nią ożenię.

RADOST

Albo inaczej – jak na koszu siędę.

GUSTAW

Ba, ba, ba! jeszcze czego.

RADOST

I skąd pewność, że nie?

Jestże to napisano, wyryto na niebie,

Że Aniela koniecznie musi pójść za ciebie?

GUSTAW

Pójdzie, pójdzie, stryjaszku.

RADOST

Tylko bardzo proszę,

Niech samochwalstwa od ciebie nie znoszę.

GUSTAW

Do samochwałów któż tego policzy,

Który rozsądnie zważa i powiada,

Że gdzie dwie rodzin związku sobie życzy,

związku się w końcu spodziewać wypada?

Polski.

RADOST

Prawda – jeśli Aniela choć trochę polubi.

GUSTAW

Bądź z łaski swojej spokojny w tym względzie;

Już ja ci ręczę – wszystko dobrze będzie.

RADOST

Nadto pewności, i ta pewność zgubi.

GUSTAW

Już spuść się na mnie... Ale dość tych fraszek;

Teraz niech zgadnie kochany stryjaszek...

RADOST

Pewnie: gdzie byłeś?

GUSTAW

Gdziem bawił tak długo.

RADOST

Wymów już, wymów, bo cię diable dusi.

GUSTAW

Na miejskim balu byliśmy przebrani.

RADOST

Na jakim balu?

GUSTAW

„Pod Złotą Papugą”.

RADOST

W karczmie!

GUSTAW

Przebrani.

RADOST

O Boże! o Boże!

GUSTAW

Tego młodemu nikt pewnie nie zgani.

RADOST

ironicznie

Pewnie pochwali?

GUSTAW

Bo pochwalić musi.

RADOST

Piękna mi szkoła!

GUSTAW

Lepszej być nie może.

Na małym świecie, co się wielkim mieni,

Gdzie każdy trwożnie po śliskiej przestrzeni

Jakby na szczudłach i w przyłbicy chodzi,

Tam, czym są ludzie, niechaj nikt nie bada;

Ale – gdzie człowiek mało pozór ceni,

Przybranym kształtem nie chce i nie zwodzi,

Gdzie więcej wola niż rozum nim włada,

Tam chwytaj pęzel, wzór stoi gotowy.

RADOST

Otóż go macie! Jest La Bruyere nowy.

płaczliwie

Guciu! dopieroś dziękował za radę.

GUSTAW

nie słuchając

I co mi teraz przychodzi do głowy...

RADOST

Na przykład?

GUSTAW

Jedźmy tam dziś.

RADOST

Ja z tobą?

GUSTAW

Ty ze mną.

RADOST

Oszalał.

GUSTAW

Wcześniej wrócisz.

RADOST

ironicznie

Tą drogą tajemną.

GUSTAW

Jedziesz?

RADOST

Dajże mi pokój.

GUSTAW

No, to sam pojadę.

RADOST

Guciu! dopieroś dziękował za radę.

GUSTAW

żałośnie

Luby stryjaszku! wkrótce się ożenię.

RADOST

do siebie z zdziwieniem

No! i dlatego takie figle stroi.

GUSTAW

jak wyżej, prosząc

Już raz ostatni!...

RADOST

Ja go nie odmienię,

To rzecz daremna.

GUSTAW

Na kasztana wsiędę...

RADOST

przestraszony

O! na kasztana!

GUSTAW

Przede dniem tu będę.

RADOST

Weź już moją doroszkę, a kasztan niech stoi.

 

do siebie

Jeszcze kark skręci z tego waryjata.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku.

RADOST

I deliją moję.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku.

RADOST

W tej kurteczce lata –

Jeszcze kataru, u diaska, dostanie.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku, jak chcesz, tak się stanie.

Ja zawsze mówię: święte rady twoje.

RADOST

Otóż masz! Teraz powie, że to z mojej rady

Przez okna łazi na nocne biesiady.

GUSTAW

Zatem radzisz wchodzić drzwiami?

RADOST

Gadajże z waryjatami!

Ja ci radzę pójść spać.

GUSTAW

Spać?

RADOST

Bladyś, aż niemiło.

GUSTAW

Blady? – to dobrze, to nic nie zaszkodzi:

Bladość niepokój miłosny dowodzi,

Bladości prędzej niż słowom się wierzy;

Pamiętasz przecie, jak to dobrze było

Rano, nazajutrz po twojej wieczerzy?

RADOST

Mojej wieczerzy?

GUSTAW

To jest, mówiąc szczerze,

Ja sam dawałem tę sławną wieczerzę,

Ale stryjaszek potem długi płacił.

RADOST

Niestety!

GUSTAW

Wcalem na cerze nie stracił;

„Teraz to kocha – rzecz niezaprzeczona –

Jak blady, słaby! On z miłości skona” –

Powiedz sam, wszakże prawda, tak mówiono?

I gdybym nie był zanadto...

RADOST

No, no, no,

Nie dość: szaleje, jeszcze mnie powiada!

Teraz idź i spij, taka moja rada.

Ale, mój Guciu, Guciuniu serdeczny,

Staraj się zbliżyć, podobać Anieli.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku.

RADOST

Dla matki bądź grzeczny.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku.

RADOST

I na miłość Boga,

Jeśli ci jeszcze moja przyjaźń droga,

Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco,

Bo często słowa jakby z worka lecą,

Ale sensu w nich... no! – tego tam nie ma.

A teraz idź spać, już mrugasz oczyma.

GUSTAW

Pójdę się przebrać

Całuje w rękę.

RADOST

całując go

Pamiętaj, Gustawie...

GUSTAW

Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię.

Odchodzi w lewe drzwi boczne.

RADOST

patrząc za nim, serio

„Poprawię”! – zawsze jedno, co godzina;

„Zadziwisz się”! – Tak!

przechodząc nagle w uczucia

Kochany chłopczyna!

Scena piąta

Radost, Albin, chustka w ręku, tragicznym tonem.

RADOST

Cóż cię, panie Albinie, sprowadza tak wcześnie?

ALBIN

Niestety!

RADOST

Jak wzdychałeś, tak wzdychasz boleśnie.

ALBIN

Ach! jakże nie mam wzdychać, kiedy w smutku tonę,

Kiedy nocne minuty – łzami przeliczone!

RADOST

A ja ci radzę, wypogódź twe czoło,

Nie bądź Gustawem – lecz kochaj wesoło.

Te elegije i miłosne żale

Młodej dziewczyny nie podbiją wcale;

A zwłaszcza Klary, co jak iskra żywa,

Jeżeli westchnie, to wtedy gdy ziewa;

Klara, co spocząć – rzadziej milczeć zdoła,

Sprzeczna z układu, z natury wesoła,

Lęka się smutku, któregoś obrazem.

ALBIN

Ach możnaż kochać i nie płakać razem!

po krótkim milczeniu

Już dwa lata się kończą, jak powabność Klary

Wznieciła moję miłość bez granic, bez miary.

Nie ma dnia, bym nie błagał najczulszym wejrzeniem;

Samym już tylko teraz oddycham westchnieniem;

Łzami skrapiam jej ślady, skrapiam całą drogę,

I kamień już bym zmiękczył – jej zmiękczyć nie mogę!

RADOST

Żebyś i sto lat jęczał, wszystko nic nie znaczy.

ALBIN

Ach!

RADOST

Cóż dalej chcesz robić?

ALBIN

Co? – umrę z rozpaczy.

RADOST

Może cię kocha.

ALBIN

Kocha? – umarłbym z radości!

RADOST

Każ więc sobie zawczasu dzwonić z przezorności.

ALBIN

Ja płaczę – ty się śmiejesz.

RADOST

Śmiej się i ty razem.

ALBIN

Ach, posłuchaj mnie raczej, nie dręcz tym rozkazem!

Myślałem, że wytrwałość najczystszych płomieni

Nienawiść w łagodniejsze uczucia przemieni,

Ową nienawiść mężczyzn, powziętą z rachuby,

Którą w duszy piastuje, z której szuka chluby.

Ach, błędna myśl – niestety! zwodnicze nadzieje!

Jej serce coraz stygnie, a moje goreje!

RADOST

tymże tonem

Bywaj zdrów!

ALBIN

Ach, gdzież idziesz?

RADOST

jak wprzódy

Ach, idę do siebie.

ALBIN

Nie litujesz się żalu, opuszczasz w potrzebie.

RADOST

Chciałbym jeszcze do domu pojechać na chwilę,

dobywając zegarka

Tylko że już podobno... jeśli się nie mylę...

staropolska.

Oho! tak to już późno! Wdaj się tylko z trzpiotem:

U niego jak rozsądek, tak wszystko na potem.

ALBIN

chwytając go za rękę

Czekaj, zwierzyć ci muszę straszną tajemnicę.

RADOST

przestraszony

Dlaboga, co to będzie?

ALBIN

Rzecz całą oświecę.

RADOST

Albinie! ja truchleję!

ALBIN

Zachowasz ją święcie?

RADOST

Mów!

ALBIN

Klara i Aniela mają przedsięwzięcie...

(Słuchaj i zapłacz!) nigdy – nie iść za mąż.

RADOST

zadziwiony i wstrzymując się od śmiechu

Szczerze?

Na znak potakujący Albina Radost parska śmiechem.

ALBIN

Co? – Ty się śmiejesz z tego?

RADOST

Śmieję, bo nie wierzę.

ALBIN

Ja ci ręczę.

RADOST

I skąd wiesz?

ALBIN

Wiem pewnie.

RADOST

Daj Boże!

do siebie

Taki bodziec Gustawa obudziłby może,

Byle mu wierzył.

do Albina

Dzięki za dobrą nowinę.

ALBIN

Jak to, Radoście? – Dobrą – a ja ginę!

RADOST

Nie zginiesz, będziem żyli.

ALBIN

Ty się śmiejesz zawsze.

RADOST

Ty zaś nie płacz, a losy będą ci łaskawsze.

Odchodzi w lewe drzwi środkowe.

ALBIN

O, miłości, miłości! Ty żalów przyczyno,

Złorzeczyć ci nie mogę, bo mile łzy płyną!

Lecz, Klaro! kiedyż równą odpłacisz mi miarą?

Kiedyż ze mną zapłaczesz! Klaro! Klaro! Klaro!