Nareszcie w DudapeszcieTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nareszcie w Dudapeszcie
Nareszcie w Dudapeszcie
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 66,90  53,52 
Nareszcie w Dudapeszcie
Audio
Nareszcie w Dudapeszcie
Audiobook
Czyta Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
34,90  25,48 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Krzysztof Daukszewicz, 2020

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz / Panczakiewicz art.design

Zdjęcie na okładce

© Maksymilian Rigamonti

Ilustracje w tekście

Paweł Kryński

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Redakcja

Joanna Popiołek

Korekta

Katarzyna Kusojć

Małgorzata Denys

ISBN 978-83-8234-508-7

Warszawa 2020

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Motto I

„Chodzi o to, żeby społeczeństwo nie dowiedziało się, że kłamiemy”.

Jarosław Kaczyński w Zduńskiej Woli, listopad 2018

Motto II

„Ślepy dalej zajdzie”.

motto działaczy partyjnych

Motto III

„Bądź miły dla ludzi, pnąc się do góry,

ponieważ możesz ich spotkać na swojej drodze,

gdy będziesz spadał”.

Motto IV, nieustające

„Prawda jest jak dupa, każdy ma swoją”.

policjant z Kielc

Motto V

„Jarosław Kaczyński reprezentuje zawsze

poglądy cyniczne”.

przyjaciel Tomek

Motto VI, najważniejsze

„Najbardziej wkurwiający są ci,

którzy mając zdrowie, miłość i dużo pieniędzy,

mówią, że spotkało ich nieszczęście”.

nie wiem kto

Tradycyjnie –

dedykuję mojej ukochanej Wioli

„Na początku świata była wielka ciemność.

Ludzie żyli bez światła i bez słońca.

Aż pewnego dnia na niebie pojawiła się jasność.

Na horyzoncie pojawiły się dwa potężne orły

i lecąc, na linach trzymanych w dziobach

przyciągnęły ludziom słońce.

Od tej pory na wielkiej Ziemi nastała

jasność i wdzięczni ludzie mogli już żyć

i chwalić na świecie te dwa piękne ptaki.

Nazywały się one Lenin i Stalin”.

„Na początku świata była wielka ciemność.

Ludzie żyli bez światła i bez słońca.

Aż pewnego dnia na niebie pojawiła się jasność.

Na horyzoncie pojawiły się dwa potężne orły

i lecąc, na linach trzymanych w dziobach

przyciągnęły ludziom słońce.

Od tej pory na wielkiej Ziemi nastała

jasność i wdzięczni ludzie mogli już żyć

i chwalić na świecie te dwa piękne ptaki?

Nazywały się one ______ i _______”.

W te puste miejsca możesz, drogi czytelniku, wstawić nazwiska, jakie chcesz, rodziców, ulubionych aktorów, siebie itd. Jeżeli będą to jednak politycy, tacy, których darzysz zaufaniem, jak Jarosław Kaczyński czy Mateusz Morawiecki, to wtedy masz dodatkową szansę umieścić tu i Jarosława Gowina, który w tym przypadku będzie liną łączącą te orły, chociaż jest i inny wariant. Przy linie zostaje Jarosław Gowin, drugim ptakiem staje się Zbigniew Ziobro i zgadnijcie, kto teraz zostaje słońcem?

I o tym będzie ta książka.

Tekst tej bajki przysłał mi pan Zdzisław Szyszło, a jest to fragment książeczki Bajki czukockie i ochockie.

Prawo Jante

Zanim ruszę z opowieścią o naszych czasach, chciałbym przytoczyć to, na co trafiłem w książce Lykke. Po prostu szczęście, którą napisał Meik Wiking, dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze, mianowicie prawo Jante. Otóż w krajach skandynawskich ostentacyjną konsumpcję ogranicza Janteloven, czyli prawo Jante. Pochodzi ono z powieści duńsko-norweskiego pisarza Aksela Sandemose. I to prawo można streścić w jednym zdaniu: „Nie jesteś od nas lepszy”.

Promuje kulturę, w której ludzie o wyższym statusie są krytykowani za to, że są – albo starają się być – lepsi od innych. Prawo to przedstawia się tak:

Nie sądź, że jesteś wyjątkowy.

Nie myśl, że jesteś ważniejszy od nas.

Nie przekonuj siebie, że jesteś od nas lepszy.

Nie myśl, że komukolwiek na tobie zależy.

Nie myśl, że wiesz więcej niż my.

Nie sądź, że jesteś od nas sprytniejszy.

Nie myśl, że jesteś w czymkolwiek dobry.

Nie myśl, że jesteś równie dobry jak my.

Nie masz prawa z nas się śmiać.

Nie myśl, że możesz nas czegoś nauczyć.

I dodatkowo: Nie sądź, że jest coś, czego o tobie nie wiemy.

Prawo to dedykuję uczestnikom konkursu piękności, czyli tym, którzy startują w wyborach prezydenckich.

Ja zaczynam bieg za nimi, chowając się przed pandemią.

Wigilia przed pandemią

Skromna willa na Żoliborzu, z zaniedbaną elewacją, uszkodzoną rynną. Brak skrzynki pocztowej przy wejściu wskazywał, że mieszka tu ktoś, kto listów nie odbiera, tylko je pisze.

W salonie, przy kominku ogrzewającym zmęczone od wchodzenia i wychodzenia z sali sejmowej nogi, siedzi gospodarz, niemłody już, siwy pan, sączący z umiarem czerwone wino. Na środku pokoju stoi choinka przybrana biało-czerwonymi bombkami.

Na kolanach gospodarza leży kot mruczący ze szczęścia, że pan wrócił do domu. Polana w kominku trzaskają, iskry lecą i nagle tę sielankę przerywa głos kota:

– Mówię.

– Słucham?

– Dzisiaj jest Wigilia i właśnie zacząłem mówić ludzkim głosem.

– I co?

– Chciałbym się nagadać. Wiesz, panie, jak ciężko przez cały rok porozumiewać się z drugą istotą, kiedy nie ma się wspólnego języka.

– Wiem, cały czas nie rozumiem tych, którzy mnie nie rozumieją.

– Mówisz o zdradzieckich mordach?

– Widzę, że to dotarło do ciebie… I co mi chcesz powiedzieć, kocie?

– Że ciebie kocham, panie.

– Czyli dołączyłeś do narodu. To dobrze. A powiedz, co tam w kocim świecie mówią o nas?

– Mówią, że jakaś zaraza idzie z Chin i że niedługo do nas dotrze, i że trzeba się przed nią solidnie zabezpieczyć.

– Premier twierdzi, że jesteśmy w tym najlepsi w Europie, a minister zdrowia już podkrążył sobie oczy ze zmęczenia, tak że cała Unia nam zazdrości.

– A powiedz mi jeszcze, panie, bo za chwilę wybije północ i wrócę do miauczenia, pytam z ciekawości i nie musisz odpowiadać: co jest z tym twoim prezydentem?

– On nie jest mój. Naród go wybrał.

– Nie żartuj, panie, ja przez cały rok nie mówię, ale przez cały rok słyszę. A słuch mam doskonały, jak Pegasus.

– No dobrze, powiem ci, zanim naleję sobie wina, żeby wypić w ten święty dzień za twoje zdrowie. Otóż jesteś już doros­łym i, jak widzę, mądrym kotem, więc muszę ci wyjawić największą, skrywaną od pięciu lat tajemnicę.

– Jaką, panie?

– Prezydent nie istnieje.

– Tak mi się wydawało – szepnął kot, miauknął i zwinął się w kłębek.


Święty Mikołaj

Kiedy na Żoliborzu kot układał się do snu, w innym domu, położonym kilka ulic dalej albo nawet kilka miast dalej, w Polsce, czyli nigdzie, jak napisał Alfred Jarry w Królu Ubu, w typowo polskiej rodzinie On, Ona plus dziecko – ale nie ujawniają, jakiej orientacji seksualnej, ponieważ nie pokazują swoich preferencji politycznych, bo już wiadomo, że jeśli jest się za PiS-em, to rodzina normalna, a jeżeli przeciwko tej partii, to LGBT, nawet gdyby w niej było więcej dzieci niż w całej partii – więc w tym domu pojawił się Święty Mikołaj. Miał sztuczną siwą brodę, która zasłaniała mu nawet nos, czapkę z biało-czerwonym pomponem i surducik z dużo młodszego brata, też Mikołaja, bo ten święty nie może się nazywać Mateusz albo Bart­łomiej, a już nie daj Boże Eleonora czy Zyta, bo to jest wbrew naturze, jeżeli natura wie, o co tu chodzi.

I ten Mikołaj mówi do małego rezolutnego Michasia:

– Zasłużyłeś na rózgę czy na prezenty?

– Na prezenty.

– A ktoś w tym domu zasłużył może na rózgę?

– Tak.

– A kto?

– Ty.

– Ja, Święty Mikołaj, zasłużyłem na rózgę?! A to niby z jakiego powodu?

– Bo wszedłeś do mieszkania w butach, a mama nikomu nie pozwala.

– O, przepraszam bardzo, następnym razem już tego nie zrobię, z tym że to za wysoka kara za tak niewielkie przewinienie.

– Zasłużyłeś na większą.

– Jaką?

– Na więzienie.

– Na więzienie!? Ja, Święty Mikołaj, który przychodzi z prezentami, na więzienie?!

– Tak.

– A to z jakiego powodu?

– Bo jesteś złodziejem!

– A co niby ukradłem!?

– Masz na nogach buty mojego taty.

I już po wręczeniu prezentów Święty Mikołaj zadał Michasiowi jeszcze jedno pytanie:

– A kim będziesz, kiedy dorośniesz?

– Ojcem Mateuszem.

Nowy Rok

1.01.2020

Przyszedł Nowy Rok. Podobno ten stary nawet go nie przywitał, nie przekazał mu konstytucji, nie zdjął szarfy z napisem „2019”, nie powiedział Nowemu nic, tylko odleciał w przeszłość jak opętany, krzycząc:

– Co ja, kurwa, narobiłem!!!

Świadkowie, podobno tacy są, twierdzą, że jednak konstytucję młodemu przekazał, ale była cała w strzępach.

Cały rok okazał się do dupy i nawet prośby o prezenty pod choinkę są tego dowodem. Syn naszych znajomych napisał SMS-a, bo kartka dla niego już nie istnieje, nawet nie wie, jak ją trzymać w rękach, napisał więc iPhone’em ojca:

 

„Święty Mikołaju, proszę o nowy, bardzo prosty telefon komórkowy, ponieważ chcę iść do szkoły zawodowej, a jak w klasie zobaczą, że mam iPhone’a, to powiedzą, że zbyt wysoko się staczam”.

To jest w ogóle piękna metafora, stoczyć się za wysoko.

Teraz pewnie by chciał pójść do byle jakiej szkoły, żeby tylko nie zwariować w domu. Fan po jednym ze spotkań w bibliotece opowiedział mi, że jego syn był jeszcze bardziej konkretny, bo wysmażył taką prośbę:

„Mikołaju, chcę rower, może być lekko używany, ale żeby był z przerzutkami, i poproszę lotki, mogą być bez tarczy, bo mam w kogo rzucać”.

I ten fan powiedział na koniec:

– Takie lotki kupiłem też dla siebie.

Kiedy czyta się obie te prośby, rzuca się w oczy dojrzałość tych młodych ludzi, jak i ich niebanalna wyobraźnia.

Usłyszałem ostatnio historyjkę, jak to ojciec wybrał się z dziećmi na spacer do lasu, bo się okazało, że koronawirus się w nim nie chowa. Chciał, żeby zobaczyły prawdziwą przyrodę. Oprowadza więc dzieciaki, pokazując, które drzewa są liściaste, a które iglaste, jak wygląda mech, i tłumaczy, dlaczego rośnie tylko z północnej strony, i że te sarenki, które przebiegły drogę, to nie są uciekinierki z zoo, tylko sobie tak żyją w wolnym lesie jak w wolnym kraju. Chodzili tak ze dwie godziny, wysikali się pod krzaczkami, co sprawia dodatkową przyjemność, bo nie trzeba pamiętać, że po sikaniu spuszcza się wodę i myje ręce, i tata zapytał, pod którym drzewem chcą usiąść, żeby odpocząć i zjeść kanapki, które mama zrobiła na tę wyprawę przed pójściem na dyżur do szpitala. Na to synek, lat siedem, powiedział:

– Pod takim, w którym jest wi-fi.

Ja myślę, że ten Nowy Rok powinien zadać sobie kilka pytań: Co chce osiągnąć? Po co? I komu to potrzebne?

I powinien wiedzieć, że trzeba patrzeć na wszystko, co się dzieje, bo inaczej – tu zacytuję mojego kolegę, który tłumaczy swoim studentom zawiłości języka polskiego, i z tym tłumaczeniem być może się zgodzi i pan profesor Bralczyk, i pan profesor Miodek – wystarczy moment nieuwagi, nieostrożnie przestawi się kilka liter i ze słowa „parlament” może wyjść „pieprzony burdel”.

Przypomniała mi się jeszcze jedna prośba do Świętego Mikołaja, z pozoru bardzo wzruszająca.

„Kochany Święty Mikołaju, ponieważ byłem bardzo grzeczny, to poproszę o komplet Gwiezdnych wojen, klocki Lego dla zaawansowanych, jakąś książkę, ale nie za grubą, bo chcę mamie zrobić przyjemność, że czytam. I pamiętaj, że mam jeszcze braciszka. Nie pomyl mnie z nim”.

… … …

Wielkie nowe odkrycia:

„Władza jest krótka, a pióra są wieczne. Nigdy na odwrót”.

Nie wiem, kto to powiedział.

WOŚP 2020

Zadzwonił do mnie stary kumpel z Olsztyna, który jechał tramwajem następnego dnia po święcie Orkiestry Jerzego Owsiaka i podsłuchał rozmowę dwóch pań.

– Dobrze, że Kurski wyrzucił tę hołotę z telewizji. – To jedna.

– Wyrzucił, bo już nie mógł słuchać tych wrzasków.

– Tak jak nasz proboszcz, który powiedział, że więcej tam sodomy niż pomocy.

Nie wytrzymałem, powiedział kumpel, i odezwałem się do nich:

– Nie życzę nikomu pobytu w szpitalu, ale gdyby się okazało, że jedna z pań do niego by trafiła, to ciekawy jestem, co by pani powiedziała, gdyby lekarz poinformował, że może zrobić badanie tomografem przekazanym szpitalowi przez WOŚP albo lewatywę i USG proponowane przez NFZ.

Zamilkły, a kiedy wysiadłem dwa przystanki dalej, jedna z nich pożegnała mnie słowami: „Głupi cham”, a druga dodała: „Cała Polska z was się śmieje, komuniści i złodzieje”.

A skoro już wysiedliśmy z olsztyńskiego tramwaju, to przenieśmy się na przystanek w Krakowie, na którym dwóch meneli rozprawiało o pogodzie i marnościach tego świata.

– Ty, Heniu, podobno byłeś kiedyś profesorem.

– Byłem, ale mi się znudziło.

– A kumple mnie mówili, że i jakimś pierdolonym magistrem.

– Owszem, i taka przygoda też mi się przytrafiła.

– To weź ogarnij rozumem i wytłumacz mnie taką rzecz. Jest ten smog. Nie? I po nim łeb jeszcze bardziej napierdala niż po mózgotrzepie.

– Zgadza się.

– I on się bierze z palenia węglem w piecach.

– Tak.

– I to nas, kurwa, może zabić?

– Kombinujesz dobrze.

– To mi, Heniu, powiedz w takim razie, dlaczego rząd chce zwiększyć wydobycie węgla, kiedy i tak mamy w powietrzu za dużo tego kurewstwa?

– Bo rząd w tym przypadku, mój drogi dociekliwy Stasiu, korzysta z naszego życiowego doświadczenia.

– A jakie my, Heniu, mamy, za przeproszeniem, życiowe doświadczenie?

– Jak to jakie? Klin klinem.

CUD-MIÓD

Przeczytałem dzisiaj,

że widziano misia,

co pszczelarzy skarcił,

niszcząc tysiąc barci.

Każdy ul był pełen pszczół

i świeżego miodu

z pobliskich ogrodów.

Miś, pszczeli bandyta,

nikogo nie pytał,

wszedł był do pasieki

jak agent bezpieki.

Wygnał robotnice

w straszne okolice.

Wymordował trutnie,

gwałcąc je okrutnie,

a wszystkie królowe

poskracał o głowę.

Teraz dam zagadkę.

Czy gdzieś zaistniała sytuacja taka?

Czy Radio Maryja tak widzi Owsiaka?

Tu pasuje też reklama salonu piękności:

„W naszej klinice na pewno nie umrzesz. Co najwyżej poprawimy ci brwi, tak by nie wyglądało, że się dziwisz”.

Moje piękne stulecie

Przyszedłem na ten świat,

gdy Polska była naprawdę w ruinie.

Hitler już strzelił w kalendarz,

ciągnął się smród po Stalinie.

Mnie moja Mama chowała tak,

bym naszej biedy nie widział.

UNRRA dawała masło nam,

mąkę się brało na przydział.

A przecież już jako mały brzdąc

to życie pokochałem,

błogosławiłem piersi Mamy,

które całowałem.

A potem Gierek pojawił się

z tym swoim „wicie, rozumicie”,

ja doroślałem i każdego dnia

bardziej kochałem życie.

Szkoła i kumple, i wina smak,

które się piło ze szklanki,

i najważniejsze w szkole tej

to śliczne koleżanki.

Dla kilku głowę straciłem,

kilka z nich kochałem

i błogosławię piersi te,

które całowałem.

Reszta minęła jak piękny sen,

choć ciężko się pracowało,

czasem się miało na Paryż i Rzym,

czasem się nie dojadało.

I tak to życie się turla do dziś,

kończy i zaczyna,

lecz najważniejsze każdego dnia,

by mieć co powspominać.

Te dobre chwile, bliskich i kraj,

który pokochałem,

i błogosławić piersi te,

które całowałem.

... ... ...

Pomysł na tytuł tej ballady – Moje piękne stulecie – podsunął mi premier Morawiecki. Przeżyłem co prawda na tym świecie 73 lata, ale pan Morawiecki podczas jednej kampanii wyborczej powiedział, że za PRL-u Polski nie było, więc od 100 lat odjąłem 30 i wyszło mi, że urodziłem się w roku 1917. Możliwe więc, że moim ojcem chrzestnym był marszałek Józef Piłsudski, a matką chrzestną Wanda Wasilewska.

TVP narodowa, dawniej publiczna

Wzorcowy program

6.30 Kiedy ranne wstają zorze. Pieśń dla jadących do pracy.

8.00 „Patriotyzm dzisiaj”. Wykład profesora Andrzeja Zybertowicza pod tytułem Co dzisiaj oznacza słowo naród i dlaczego jego początek jest na Żoliborzu.

8.30 „W naszej kuchni nic się nie marnuje”. Kulinarny program dla tych, co mają telewizory, a nie mają co jeść. Dzisiaj o tym, jak zrobić tort z suchego chleba i szampan z serwatki. Po programie pani gastrolog opowie o tym, co powoduje wymioty.

10.00 Pani europosłanka Beata Kempa na spotkaniu z członkiniami Koła Gospodyń Wiejskich wytłumaczy, jakim ściegiem wykończyć Sąd Najwyższy.

12.00 „Śniadanie Mistrzów dobrej zmiany”. Marcin Wolski opowiada dowcipy i tłumaczy, o co w nich chodzi.

13.00 Kiedy ranne wstają zorze. Pieśń poranna dla Jarosława Kaczyńskiego.

19.00 Bajka na dobranoc dla dzieci, które nie boją się zasnąć. Dzisiaj o smoku, który jedząc zwolenników gender, czyni sprawiedliwość. Opowiada Zbigniew Ziobro na tle godła.

19.30 Dawniej dziennik, ale z większą finezją.

20.10 Przed premierą nowego sezonu Korony królów Jacek Kurski tłumaczy, kto w tym serialu powinien być królem, ale przez skromność nie będzie.

20.30 Władze telewizji i Polskiego Związku Piłki Nożnej wręczają Jarosławowi Kaczyńskiemu statuetkę Trenera Roku.

21.00 Sześćdziesiąty szósty odcinek serialu Tajemnica zamachu smoleńskiego. Przypominamy, że w poprzednim odcinku z wieży kontrolnej słychać wyraźnie głos Władimira Putina, który zachęcał pilotów do lądowania, mówiąc przyjaźnie: „Padchaditie, padchaditie, druzja”.

22.30 Dwunasty odcinek serialu Wspaniałe stulecie o rządach Prawa i Sprawiedliwości i jego sułtana. Film dla dorosłych.

23.30 Antoni Macierewicz czyta fragment pamiętnika Moje życie z brzozą. Dzisiaj o tym, jak parówka kształtem może przypominać samolot.

24.00 Kiedy ranne wstają zorze. Pieśń poranna dla pałacu prezydenckiego.

1.00 Prezydent podpisuje sejmowe ustawy.

2.00 Z cyklu „Spacer po zdrowie” krótka przechadzka na Nowogrodzką.

6.00 Kiedy ranne wstają zorze. Pieśń poranna dla jadących do pracy.

16.02.20

Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio!

Dziękuję Panu Hrabiemu za list, za pamięć i za to, że Pan jeszcze żyje, no i za to, że się Pan jeszcze interesuje tym, co się w kraju dzieje.

Ciekawi Pana przede wszystkim to, dlaczego logo PiS wygląda w taki sposób.

Jaśnie Wielmożny Panie, otóż miało być głosowanie związane z przekazaniem telewizji publicznej dwóch miliardów złotych na dalszy rozwój rzetelnej propagandy i utrzymywanie prezesa Jacka Kurskiego, bez którego, jak mówią złośliwi, Jarosław Kaczyński byłby jak F-35 bez uzbrojenia. I miała sytuację na komisji zreferować posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, ale Marek Suski zarządził reasumpcję, motywując ją tym, że pani Scheuring-Wielgus nie posiada kultury (którą z kolei ma w nadmiarze pani Joanna Lichocka) i może przedstawić telewizję narodową narodowi w taki sposób, że społeczeństwo nie zrozumie, co ogląda, bo pani poseł z takiej nieodpowiedzialnej kultury jest znana i ma jej spory brak w odróżnieniu od pani Lichockiej.

I pani Joanna Lichocka zaczęła referować i opowiedziała, że od telewizji państwowej obecnego państwa nie może oczu oderwać i dlatego proponuje dwa miliardy złotych na TVP, a nie na onkologię, bo i tak mało kto, poza swoimi, nie przeżyje takich wiadomości, jakie są podawane, jak to powiada prezes Kurski, ciemnemu ludowi, i widać przez to gołym okiem, że te pieniądze byłyby doszczętnie zmarnowane.

I na koniec, żeby udowodnić, że jest bardziej kulturalna od wszystkich, co siedzą po niewłaściwej stronie sali, która sieje tylko nienawiść, przetarła sobie oczy fuckiem, udowadniając, że tak się oko podciera, widząc opozycję. I w ten sposób Marek Suski, najlepszy intelektualista na te czasy, udowodnił, że jednak jest różnica między kulturą władzy i opozycji, a Prawo i Sprawiedliwość otrzymało nowe logo.


Natomiast na ewentualne pytanie Pana Hrabiego, co w przypadku naszego sejmu i senatu oznacza słowo reasumpcja, to mówiąc najprościej, żeby Pana Hrabiego nie urazić, to jest zastąpienie jednego gówna drugim.

Pan premier jakiś czas temu podczas kampanii wyborczej, która odbyła się jesienną porą, powiedział, że my wszyscy, poza opozycją, wywodzimy się z kultury greckiej. Jesteśmy potomkami Greków i nosimy w sercu ich filozofię, czyli być może nawet poseł Suski jest potomkiem Sokratesa, który cenił życie poddane refleksji, bo wygląda na to, że pan poseł refleksję posiada, i to w nadmiarze, co udowodnił kilka razy, mówiąc między innymi:

„Z Radomia jest bliżej do Afryki”.

„Korupcja PiS to sprawka PO”.

I jemu też jest przypisywane powiedzenie po wyborach do Europarlamentu: „Odrodziliśmy się jak Penisk z popiołów”.

Ale tak naprawdę to ja, Panie Hrabio, polubiłem pana posła Suskiego za jego przesłuchania w sprawie Amber Gold, to aż szkoda, że Jaśnie Wielmożny Pan tego nie widział. Pamiętam, jak kiedyś dopadł jakiegoś właściciela firmy czy dyrektora państwowej spółki i rozpoczął przesłuchanie od pytania już z odpowiedzią.

 

– Z tego co wiem, to zatrudnia pan w firmie syna Krzysztofa?

– Nie mam syna Krzysztofa.

– Ale syna Marcina pan zatrudnia?

– Ja mam na imię Marcin.

– Dlaczego?

– Żeby nie mieć syna Krzysztofa.

Na to poseł Suski:

– Zamykam posiedzenie, ponieważ odpowiedzi nie są poważne.

I skoro już mówiliśmy Grekach, to krąży taki żart na temat wybujałej wyobraźni pana premiera, jak to pan premier był u pana prezesa na Nowogrodzkiej i wychodząc, poprosił o coś do czytania na dobranoc, a pan prezes pożyczył mu pierwszy tom dzieła Platona Państwo, bo swoich dzieł akurat nie lubi pożyczać.

I po tygodniu oddaje pan premier prezesowi jego własność i pan prezes pyta:

– No i jak?

A pan premier na to:

– W wielu momentach Platon wpadł na to samo, co ja.

... ... ...

To może jeszcze żart, który pojawił się na portalach Ukraina, Twitter, Odessa.

Żyd umiera na koronawirusa i prosi o wezwanie duchownego z cerkwi prawosławnej stojącej po drugiej stronie miasta. Duchowny przychodzi.

– Odpuszczam ci wszystkie twoje doczesne grzechy, mój synu.

– Batiuszka, kiedy umrę, idź do mojego domu, pod łóżkiem jest sejf, oto klucz, wyjmij z niego wszystkie pieniądze i zanieś je do synagogi, a Pan Bóg cię wynagrodzi za twoją dobroć.

– Ale dlaczego nie wezwałeś rabina?

– Rabina? Tu? Na oddział zakaźny?!