Kresy. Ars moriendiTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Motto

Ostatnie ślady

Plac Niepodległości

Pożegnanie z Pogonią

Pelisa

Ars moriendi

Oziewicze

Pokój z wykuszem

Kreska na mapie

Gdzie jest generał?

Źródła ilustracji

Wybrana bibliografia

Podziękowania

Przypisy

Opieka redakcyjna: MACIEJ ZARYCH

Redakcja: WOJCIECH ADAMSKI

Korekta: JACEK BŁACH, KAMIL BOGUSIEWICZ, EWA KOCHANOWICZ

Opracowanie graficzne wersji papierowej: MAREK PAWŁOWSKI

Projekt okładki i stron tytułowych: ŁUKASZ ZBIERANOWSKI | Fajne Chłopaki

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Copyright © Agnieszka Rybak, Anna Smółka-Gnauck, 2019

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2020

Published by arrangement with Beata Stasińska Literary Agency

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07170-0

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Orsza zła stacja. W Orszy pociąg może stać i dobę.

Więc może to w Orszy zgubiłem się, sześcioletni,

I pociąg repatriantów ruszał, zostawiając mnie

Na zawsze. Jakbym pojął, że będę kim innym,

Poetą innego języka, z innym losem.

Jakbym zgadywał swój koniec u brzegów Kołymy,

Tam gdzie dno morza jest białe od ludzkich czaszek.

I wielka trwoga wtedy mnie nawiedziła,

Ta która miała być matką wszystkich moich trwóg.

Triepiet małogo pieried bolszim. Przed Imperium. Które idzie i idzie na zachód, zbrojne w łuki, arkany, pepesze, Podjeżdżając powozką, grzmocąc kuczera po plecach, Albo jeepem, w papachach, z kartoteką zdobytych krain. A ja nic tylko uciekam, od stu, trzystu lat Po lodzie i wpław, w dzień, w nocy, byle dalej, Zostawiając nad rodzinną rzeką pancerz dziurawy i kufer z nadaniami króla, Za Dniepr, potem za Niemen, za Bug, za Wisłę.

Czesław Miłosz, Trwoga-sen (1918)

Ostatnie ślady

Poszukiwanie bohaterów tej książki nie było sprawą łatwą. Ciągle słyszałyśmy: „Panie przyszły za późno”. Wkrótce odkryłyśmy, że odtwarzanie losów potomków spolonizowanej szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rusi przypomina czytanie zniszczonej książki, w której wielu stron brakuje, a pozostałe są podarte. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, należą do nich zwłaszcza usuwanie przez zaborców świadectw historii i kultury Rzeczypospolitej Obojga Narodów, przewrót bolszewicki i cztery wojny w XX wieku – dwie światowe oraz dwie lokalne (polsko-bolszewicka i polsko-ukraińska). W ich wyniku granice Rzeczypospolitej zostały przesunięte dwukrotnie – w latach 1921 i 1945. Archiwa pozostałe po wschodniej stronie zamknięto na całe dziesięciolecia. Do dziś, mimo rozpadu Związku Sowieckiego, wiele z nich nadal jest niedostępnych, co utrudnia pracę historykom. Cenzura komunistyczna pogrzebała mnóstwo ważnych świadectw wraz z ich właścicielami – szczególnie dotyczy to Polaków, którzy mieszkali na terenach wcielonych siłą do ZSRR jako socjalistyczne republiki radzieckie: Litewska, Białoruska i Ukraińska. Część wspomnień i pamiętników, czasem bezcennych, wciąż leży w wilgotnych piwnicach, pokrywając się pleśnią. Wielu wnuków nie umie ich odczytać, bo nie zna języka dziadków[*].

Umieranie polskich Kresów zaczęło się tuż po rozbiorach, kiedy wschodnie ziemie Rzeczypospolitej dostały się Austrii i Rosji. Wtedy jeszcze nikt nie używał nazwy „Kresy”, bo obszary te stanowiły trzon Pierwszej Rzeczypospolitej. Dopiero w połowie XIX wieku poeta Wincenty Pol nazwał je tak w poemacie Mohort. Słowem tym określił odległe pogranicze.

Mniejsza część wspomnianych ziem znalazła się w granicach Austrii. Potocznie nazywano je Galicją Wschodnią. Jej stolicą był Lwów. Przekształcenie się cesarstwa w austro-węgierską monarchię konstytucyjną w połowie XIX wieku pozwoliło Polakom na uzyskanie szerokiej autonomii dla Galicji i branie pełnego udziału w życiu politycznym Austro-Węgier. Lwów stopniowo stawał się centrum polskiej kultury. Powstawały wtedy znakomite biblioteki i zbiory sztuki oraz eksponatów naukowych – takie jak choćby Muzeum Przyrodnicze im. Dzieduszyckich. My prześledziłyśmy losy kolekcji utworzonej przez hrabiego Wiktora Baworowskiego. Ów hrabia, wielbiciel lorda Byrona, kompletował zbiory, posługując się biletem wizytowym: „Kto mnie nie obmówił, ten mię oszukał, kto mnie nie oszukał, ten mię okradł”[1]. Mimo to udało mu się zgromadzić w pałacu we Lwowie imponującą kolekcję książek i obrazów.

Inaczej potoczyła się historia ziem zagarniętych przez Rosję. Na kongresie wiedeńskim car ostatecznie potwierdził włączenie w obręb swojego państwa terenów na wschód od Bugu, autonomię zaś pozostawił początkowo niewielkiemu Królestwu Polskiemu. Ziemie włączone do Rosji Polacy za Joachimem Lelewelem nazwali ziemiami zabranymi, Rosjanie – Krajem Zachodnim lub guberniami zachodnimi. Kraj Północno-Zachodni, obejmujący ziemie litewsko-białoruskie, dzielił się na sześć guberni: grodzieńską, kowieńską, mińską, mohylewską, wileńską i witebską, Kraj Południowo-Zachodni zaś na trzy gubernie: kijowską, podolską i wołyńską. W Królestwie Polskim i na ziemiach zabranych życie społeczno-polityczne toczyło się w ramach odmiennych przepisów prawnych narzuconych przez carat. Petersburg tolerował pewną odmienność Królestwa, natomiast ziemie zabrane planował całkowicie zunifikować z resztą imperium.

Władze carskie uważały szlachtę kresową, nawykłą od kilkuset lat wybierać sobie królów i razem z nimi rządzić państwem, za grupę obcą, skłonną do buntu i utrudniającą zamierzoną unifikację. Dlatego już po trzecim rozbiorze rosyjscy urzędnicy zaczęli snuć plany wysiedlenia Polaków z guberni zachodnich. Pierwszy projekt przygotował w 1803 roku Gawrił Dierżawin, poeta i ówczesny minister sprawiedliwości. Kolejne – Dymitr Bibikow, sławny niegdyś, a dziś zapomniany kijowski generał-gubernator, oraz Michaił Murawjow, wciąż pamiętany wileński generał-gubernator, zwany przez obywateli dawnej Rzeczypospolitej Wieszatielem. W 1846 roku Bibikow napisał: „Jeśli życzymy sobie, aby kategoria jednodworców i obywateli, powstała na terenie guberni zachodnich z byłej szlachty polskiej, niespokojnej, niepewnej i leniwej, zmieniła się w kategorię ludzi użytecznych, należy zlikwidować od razu tę ledwo uformowaną grupę [...] oraz wyeliminować wszystkie pozostałe odmienności dotychczas tolerowane, ponieważ [...] są one bezwzględnie szkodliwe, gdyż przeszkadzają w zupełnym połączeniu się polskiej szlachty ze społeczeństwem rosyjskim i jej zniknięciu na zawsze”[2]. Szlachta brała udział w kolejnych powstaniach, za co dotykały ją surowe represje, między innymi zesłania, konfiskaty majątków, zamykanie kościołów. Nasilała się rusyfikacja kulturowa, kurczyła powierzchnia ziemi pozostającej w rękach polskich właścicieli.

Po powstaniu styczniowym na Kresach kształtowały się nowe tożsamości narodowe. Następował podział wśród mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej. Potomkowie szlachty chcieli odrodzenia państwa w granicach sprzed rozbiorów, Litwini i Ukraińcy, najczęściej pochodzenia chłopskiego, pragnęli budować własne państwa. Ten obraz jest oczywiście uproszczony, były bowiem rodziny szlacheckie, które podzieliły się na gałęzie: polską, litewską, białoruską, ukraińską.

Przykładem są choćby bracia Narutowiczowie. Gabriel – gente Lithuanus, natione Polonus – człowiek, który imponował spokojem, został pierwszym polskim prezydentem. Zdjęcie Stanisława, rozedrganego nadwrażliwca, widnieje w każdym litewskim podręczniku szkolnym, jako że jest jednym z dwudziestu sygnatariuszy deklaracji niepodległości Litwy. Mieszkał w rodzinnym majątku na Żmudzi i stał się gente Polonus, natione Lithuanus. Licząca kilkaset lat wspólnota polsko-litewska przechodziła do historii, odmiennie oceniana przez Polaków i Litwinów. Wzajemne pretensje spadkobierców Rzeczypospolitej Obojga Narodów doprowadziły do bratobójczych wojen: na wielką skalę ukraińsko-polskich – od zakończenia pierwszej wojny po rzeź wołyńską – a na mniejszą litewsko-polskich – w czasie drugiej wojny światowej.

 

Upadek caratu w 1917 roku, przejęcie rządów przez bolszewików i narodziny pierwszego na świecie systemu totalitarnego Kresy odczuwają szczególnie silnie. To tutaj zostaną zamordowani przez komunistów pierwsi Polacy – nie za swoje czyny, ale za to, kim są. Rządcy majątków, oficerowie, ziemianie giną z rąk chłopów i zrewoltowanych żołnierzy byłej armii carskiej. Tłum morduje, bezmyślnie niszczy dzieła sztuki, biblioteki i archiwa, w których zgromadzono świadectwa jego własnej historii. Edward Woyniłłowicz – znany społecznik z guberni mińskiej i dziedzic Sawicz – widzi, jak w czasie dewastacji jego pałacu płoną pieczołowicie gromadzone przez kilkaset lat dokumenty. Woyniłłowicz, dziś dla części Białorusinów bohater, dla katolików kandydat na ołtarze, przeżywał wielkie rodzinne dramaty. Wspierał białoruskie odrodzenie narodowe, marząc jednocześnie o odbudowie Rzeczypospolitej wielu narodów w granicach z 1772 roku.

Polska, która powstała w 1918 roku, nie jest spełnieniem tych marzeń – o wschodnią granicę spiera się z Litwinami i walczy zbrojnie z Ukraińcami oraz Rosją bolszewicką. Traktat pokojowy w Rydze stawia wielu kresowych Polaków przed wyborem: porzucić ojczyste strony i jechać do nieznanej Polski czy zostać w tworzącym się właśnie ZSRR. Edward Woyniłłowicz nie ma złudzeń co do swojego losu, gdyby zdecydował się na to drugie. Wyjeżdża do Polski. Do Polski przekradł się również osiemnastoletni Kazimierz Orłowski z ubogiej szlacheckiej rodziny z okolic Berdyczowa, ale ta Polska przywitała go nieprzyjaźnie. Najpierw był przesłuchiwany przez kontrwywiad w celu sprawdzenia, czy nie jest bolszewickim szpiegiem – wielu pojawiało się ich wtedy w Polsce – później trzymano go w obozie przejściowym. Wszystko to sprawiło, że wrócił do domu. W latach trzydziestych zapłaci za tę decyzję życiem. ZSRR będzie dążyć do jeszcze większej unifikacji Polaków z resztą imperium niż carat; celem stanie się pełna sowietyzacja wszystkich mieszkańców. I będzie ją przeprowadzać nieporównanie okrutniej.

Moskwa nigdy nie pogodzi się z utratą na rzecz II RP i krajów bałtyckich ziem, należących kiedyś do dziewięciu guberni zachodnich. Po podpisaniu traktatu ryskiego bolszewicy spróbują zorganizować antypolskie powstanie na Kresach, żeby oderwać od Polski jej wschodnie województwa. Sowieckie grupy dywersyjne dokonują tam napadów i mordów oraz szkolą miejscowych komunistów.

To, czego nie udało się osiągnąć Moskwie w latach dwudziestych, udaje się zrealizować w 1939 roku dzięki sojuszowi z hitlerowskimi Niemcami. Armia Czerwona wkracza 17 września do wschodniej Polski. Zaczynają się aresztowania – między innymi polskich ziemian, urzędników, oficerów. Wśród chłopów pojawiają się ludzie wyszkoleni przez czekistów, zachęcają do atakowania dworów. Zabijają w sposób wymyślny i okrutny – doświadczyła tego rodzina Skirmuntów. Ich śmierć nawet po osiemdziesięciu latach będzie ciążyła na sumieniu lokalnej społeczności. Później przychodzą zdarzenia dobrze znane z podręczników historii: zbrodnia katyńska, deportacje Polaków na Syberię i do Kazachstanu.

W 1944 roku Armia Czerwona ponownie wkroczyła na teren Kresów, co przypieczętowało ich los. Stały się częścią republik litewskiej, białoruskiej oraz ukraińskiej i razem z nimi włączono je do ZSRR. Nie po raz pierwszy Kresowiacy znaleźli się pod obcą władzą, ale po raz pierwszy dowiedzieli się, że muszą porzucić swoje domy na zawsze. Mieszkańcy Lwowa dopiero w obliczu zagrożenia deportacją w głąb ZSRR zaczęli opuszczać swoje miasto. Tylko garstka się na to nie zdecydowała – w większości były to kobiety. Dano im sowieckie paszporty, próbowano narzucić ateizm. Kobiety stały się strażniczkami niszczonych grobów: ukryły szczątki zasłużonych zmarłych lub poległych z cmentarza Obrońców Lwowa. Gdzie? Próbowałyśmy rozwikłać choć część tej zagadki.

Nie wszyscy Polacy zgodzili się wyjechać. Nie chciał opuścić swojego gospodarstwa drobny szlachcic zaściankowy Antoni Oziewicz z przedwojennego powiatu Mołodeczno. Wierzył, że wkrótce pojawią się Amerykanie i Anglicy, a Rosjanie, doświadczywszy dobrodziejstw demokracji, ulegną jej czarowi. Tymczasem znalazł się w Białoruskiej SRR. Miał trzydzieści hektarów ziemi i znakomicie prowadził gospodarstwo. Dwójka jego dzieci wyjechała do Polski, trójka została z nim. Upór Oziewicza miał swoje źródło w starym kresowym przykazaniu, o którym w liście do przyjaciela krótko przed śmiercią pisał Stanisław Cat-Mackiewicz: „Sprzedaż majątku Rosjaninowi uważało się u nas za taką samą zbrodnię, jak na przykład za ostatniej wojny było uznanie się za volksdeutscha”[3]. Cena za upór była wysoka.

Ostatnie przesunięcie granicy nastąpiło w 1951 roku. Najpóźniej dowiedzieli się o nim sami zainteresowani – kilkadziesiąt tysięcy ludzi z tak zwanej Grzędy Sokalskiej, którą Stalin zapragnął mieć ze względu na znajdujące się tam pokłady węgla. Wraz ze złożami tego surowca do ZSRR trafiło pięć polskich miast, z których najmłodsze, Krystynopol, miało prawie dwieście sześćdziesiąt lat. W zamian Stalin przydzielił Polsce część dzisiejszych Bieszczadów – atrakcyjnych turystycznie, ubogich pod względem zasobów naturalnych. Na spakowanie dorobku całego życia i wyniesienie się z ojcowizny mieszkańcy mieli kilka miesięcy. Był to ostatni akt finis Poloniae na Kresach.


.

Katechizm rewolucjonisty

Każdy, kto 27 listopada 1869 roku kupił gazetę „Russkije Wiedomosti”, mógł przeczytać wzmiankę o odkryciu ciała na dnie zamarzniętego stawu w odludnej i zarośniętej części parku Akademii Rolniczej w Moskwie. Ustalono, że należy ono do studenta uczelni – Iwana Iwanowicza Iwanowa. Policja wykluczyła motyw rabunkowy: denat miał na ręku zegarek. W tym samym czasie śledztwo dotyczące ulotek nawołujących do rewolucji doprowadziło policjantów do pewnej moskiewskiej księgarni. Znaleźli tam papiery z nagłówkiem „Komitet Zemsty Ludu 19 lutego 1870” i rysunkiem siekiery, protokoły spotkań, nazwiska i adresy uczestników, między innymi Iwana Iwanowicza Iwanowa, notatnik z zaszyfrowanym tekstem i wreszcie nielegalną gazetę, zawierającą listę osób skazanych przez rewolucjonistów na śmierć w pierwszej kolejności. Otwierał ją minister spraw wewnętrznych Rosji. Policjantom robiło się zimno i gorąco na przemian. Uczestnicy spotkań błyskawicznie znaleźli się za kratami. Policyjni fachowcy zajęli się odczytaniem zaszyfrowanego tekstu. Śledczy gorączkowo przesłuchiwali aresztowanych. Okazało się, że są wśród nich mordercy Iwanowa. Wszystkie tropy z ponad setki przesłuchań prowadziły do jednego człowieka – Siergieja Nieczajewa.

***

Kilkuletni Siergiej zdziera złote i srebrne nalepki z butelek wódki i dzieli je na kupki jak monety w jednym z wielu szynków w Iwanowie, trzysta kilometrów od Moskwy. Matka chłopca zmarła na gruźlicę, więc ojciec zabiera go ze sobą do pracy – w warsztacie drukuje kolorowe wzory na perkalu, a dorabia jako kelner. Miasto nazwane kilkaset lat wcześniej na cześć Iwana Groźnego to rosyjski Manchester. Tu wokół zakładów tekstylnych rodzi się nowoczesna Rosja. Poczerniałe od sadzy kominy górują nad krytymi strzechą drewnianymi chałupkami, mieniącymi się czerwienią dachami okazałych kamienic i lśniącymi kolorowo cebulastymi kopułami cerkwi. Ludzie ściągają z różnych stron, bo tutaj można wziąć swój los we własne ręce i lepić go po swojemu, tak jak Bóg ulepił z prochu ziemi człowieka. Wszystko tonie w błocie, ale panuje nieustanny ruch. Mieszkańcy, z punktu widzenia prawa chłopi pańszczyźniani tak jak ojciec Siergieja, spieszą do swoich warsztatów, gdzie na gładkim perkalu stemplują bajecznie kolorowe wzory. Ktoś szyje ubranie, ktoś robi buty, ktoś inny taszczy produkty do swojej gospody. Wokół pełno młynów. Trzeba mąki, żeby wyżywić aż 15 tysięcy robotników, 1283 kupców i drobnych handlarzy i zaledwie 859 chłopów, jak mówią dane sprzed 1871 roku. A wiele zawodów mieszkańców kolebki rosyjskiego kapitalizmu umyka urzędowym statystykom zacofanego imperium.

Siergiej jest zdolny, więc ojciec posyła go na naukę i pragnie, żeby syn zdobył pozycję szanowanego mieszczanina. Ale Siergiej tego nie chce. Celowo „gubi” ważny list, przez co traci z trudem załatwioną przez ojca pracę – i to biurową! – w fabryce. Wtedy po raz pierwszy i ostatni dostaje lanie brzozowymi rózgami. Siergiej pod wpływem swojego nauczyciela – przybyłego z Moskwy dziennikarza-alkoholika, jednego z żarliwych rosyjskich inteligentów, którzy poszli do wiejskich szkół nauczać liter, żeby zaprowadziły lud prosto do rewolucji – całymi godzinami przesiaduje w założonej przez niego bibliotece przy szkółce niedzielnej.

W 1861 roku car Aleksander II znosi poddaństwo chłopów i przeprowadza skomplikowaną reformę uwłaszczeniową. Przed Siergiejem i setkami tysięcy chłopskich dzieci otwierają się nowe możliwości. Ojciec Siergieja się żeni i robi krok w górę – jego teść ma restaurację. Oczekuje, że siedemnastoletni syn wreszcie zacznie zarabiać. Siergiej nazywa Iwanowo diabelnym bagnem i chce się z niego jak najszybciej wyrwać, szczególnie od kiedy jego ulubiony nauczyciel wrócił do Moskwy.

Udaje mu się wyjechać do stolicy z czasów Iwana Groźnego w 1865 roku, w następnym zaś do Petersburga. Trafia tam krótko po nieudanym zamachu na cara dokonanym przez studenta i przysłuchuje się temu, co mówią o odwadze zamachowca i brutalności policji. Aleksander II dał uczelniom autonomię, sądom – jawność, Rosji – samorządy lokalne, ale fakt, że rozdarta od wieków między Wschodem a Zachodem Rosja zdawała się zwracać ku Zachodowi, nie zadowalał młodzieży. Mnożyły się konspiracyjne kółka rewolucyjne, krążyła nielegalna literatura. Studenci zaczytują się broszurą Młoda Rosja Piotra Zajczniewskiego: „Krzykniemy: Do siekier! I uderzymy na członków carskiej partii. Nie będziemy szczędzić im ciosów, tak jak oni nie szczędzili ich nam. Będziemy ich zabijać na placach, jeśli te tchórzliwe świnie odważą się tam pójść. Będziemy ich zabijać w ich domach, na uliczkach miast, na szerokich alejach stolicy i w wioskach”[1].

Nieczajew jest skryty, nie zawiera przyjaźni. Na całe dnie zamyka się z książkami w wynajętym pokoju. Czyta ulubioną lekturę rewolucyjnych studentów: Co robić? Nikołaja Czernyszewskiego. Bohater tej powieści, ascetyczny Rachmetow, gardzi salonową uprzejmością, jada surowe mięso i śpi na łóżku nabitym gwoździami, żeby się hartować. Nie uznaje tradycyjnych zasad etycznych, więzi rodzinnych ani przyjaźni – całą energię życiową przeznacza na służbę rewolucji. Stanie się ideałem dla dwóch pokoleń rosyjskiej inteligencji. Siergiej zdaje egzaminy, rozpoczyna studia na uniwersytecie jako wolny słuchacz i dostaje pracę nauczyciela religii w szkole parafialnej razem z dwupokojowym mieszkaniem służbowym. To wymarzone miejsce spotkań dla studentów z rewolucyjnego kółka, do którego przystąpił. Książki pochłania nerwowo, przeskakując od jednej do drugiej, uczy się krawiectwa, szewstwa, introligatorstwa, sporządzania atramentu sympatycznego. Na pytanie kolegi, po co mu to, odpowiada, że wszystko może się w życiu przydać. Mówi dużo, słucha mało. Powoli gromadzi swoich zwolenników, niczym paciorki rewolucyjnego różańca. Daje im poczucie, że rewolucja jest na wyciągnięcie ręki.

W grudniu 1868 roku od drobnego incydentu zaczynają się rozruchy na uczelniach Petersburga. Szybko rozrasta się lista żądań – od tanich kuchni dla ubogich studentów po zezwolenie na zakładanie organizacji studenckich. Pod jedną z petycji podpisy zbiera Nieczajew. Do ruchu przyłączyły się uczelnie moskiewskie. Na każdym wiecu pojawiali się rewolucyjni radykałowie z hasłami zburzenia starego świata. Zbierali się potem na dyskusje w pokojach udekorowanych portretami Robespierre’a, Saint-Justa, Hercena i najpopularniejszego ze wszystkich – Bakunina. Nieczajew układał w głowie plan. Przesłuchanie przez policję w lutym 1869 roku było mu rękę. Wypuszczony na wolność, nie wrócił do swojego mieszkania. Pogniecioną karteczkę ze słowami: „Zabierają mnie do fortecy. Nie wiem, do której”[2], przesłał młodziutkiej Wierze Zasulicz. Rozeszła się wiadomość, że został aresztowany i osadzony w Twierdzy Petropawłowskiej.

Twierdzę Petropawłowską znał dobrze człowiek, u którego Nieczajew pojawił się krótko po przesłuchaniu. Książę Michaił Bakunin, uciekinier z Rosji, mieszkał w Genewie i klepał biedę, ponieważ władze carskie skonfiskowały mu majątek. W tym czasie zajęty był walką z niechętnym jego koncepcjom Karolem Marksem o wpływy w Międzynarodówce. Głodny wieści z Rosji, przyjął Nieczajewa z otwartymi ramionami. Ten przedstawił się jako wysłannik wielkiego ruchu rewolucyjnego. Twierdził, że lada dzień w Rosji wybuchnie ludowe powstanie, a Bakunin jest jego patronem. W starym anarchiście obudziła się dawna energia. Dni upływają im na gorączkowym pisaniu odezw i wysyłaniu ich do Rosji. Oprócz ulotek powstają dwa teksty: Zasady rewolucji i Katechizm rewolucjonisty. Po latach historycy będą się spierać, który z nich jest ich autorem. Nieczajewowi udaje się namówić Bakunina do udziału w mistyfikacji: dostaje od księcia certyfikat, poświadczający, że jest „jednym z oficjalnych reprezentantów Rosyjskiej Sekcji Światowego Aliansu Rewolucyjnego, nr 2771”[3]. Na przybitej pieczęci widnieje napis: „Europejski Alians Rewolucyjny, Komitet Centralny”[4]. Alians nie istnieje, został wymyślony, żeby wzmocnić pozycję Nieczajewa w ruchu rewolucyjnym po powrocie do Rosji. Bakunin jest zafascynowany „fanatykiem”, jak go nazywa w listach.

 

Edward Woyniłłowicz w czasach studenckich, lata 70. XIX wieku.

Siergiej Nieczajew, fotografia zrobiona krótko po zabójstwie Iwanowa, 1870 rok.

Siergiej wraca do Rosji pod koniec lata jako bohater legendy o ucieczce z Twierdzy Petropawłowskiej i przyjaciel Bakunina. Ma dwadzieścia dwa lata i certyfikat międzynarodowej organizacji rewolucyjnej. Natychmiast zaczyna budować organizację, która ma wywołać wielkie chłopskie powstanie 19 lutego 1870 roku, w dziewiątą rocznicę zniesienia pańszczyzny, i zmieść carat z powierzchni ziemi. Tworzy pięcioosobowe grupy konspiratorów. Wydaje rozkazy w imieniu Komitetu Centralnego, nie odpowiada na pytania towarzyszy, grozi nieposłusznym. Podstawową cnotą członków jego organizacji ma być bowiem posłuszeństwo. Przekonuje ich, że są częścią ogromnego spisku. Każe im rozprowadzać ulotki, werbować nowych członków, zdobywać pieniądze, mundury wojskowe i policyjne, śledzić urzędników, poza tym szpiegować się nawzajem i donosić na siebie. Nie wszyscy chcą się podporządkować tym zasadom. Student Iwan Iwanowicz Iwanow wątpi w istnienie Europejskiego Aliansu Rewolucyjnego i sensowność ślepego posłuszeństwa. Iwanow dostał rozkaz rozrzucenia ulotek w kuchni studenckiej, gdzie żywili się ubodzy studenci. Wiedział, że to narazi kuchnię na zamknięcie, i nie chciał wykonać polecenia. Nieostrożnie podzielił się z kolegą swoimi planami wystąpienia z organizacji. Kolega doniósł o tym Nieczajewowi, który wkrótce zebrał czterech pozostałych członków piątki Iwanowa i oznajmił im, że Komitet Centralny skazał Iwanowa na śmierć za zdradę. Egzekucję mają wykonać wspólnie. Zgodnie z ułożonym wcześniej planem zwabili Iwanowa wieczorem do sztucznej groty w parku Akademii Rolniczej pod pretekstem odkopania ukrytej tam maszyny drukarskiej. Nieczajew najpierw próbował Iwanowa udusić. Gdy ten ugryzł go boleśnie w rękę, wyciągnął pistolet i zabił go strzałem w tył głowy. Spiskowcy obciążyli ciało cegłami i wrzucili do stawu. Dzień później Nieczajew zniknął z Moskwy. Wkrótce stał się najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Rosji.

***

W niedzielę 27 listopada 1869 roku Edward Woyniłłowicz, rówieśnik Nieczajewa, na pewno poszedł do kościoła Świętej Katarzyny przy Newskim Prospekcie, gdzie zbierał się na mszy cały polski Petersburg. Nigdy nie opuszczał niedzielnej liturgii. Woyniłłowicz nie czytywał rubryk kryminalnych, więc nie wiedział o śmierci Iwanowa. Ale nawet gdyby się o niej dowiedział, nie mógłby przewidzieć, że śmierć ubogiego studenta w Moskwie ma ścisły związek z jego własnym życiem. I że ci, którzy zabili Iwanowa, przyjdą kiedyś także po niego. Latem tego roku ukończył studia i dostał pierwszą w swoim życiu posadę w fabryce maszyn Putiłowa w Petersburgu z pensją pięćdziesięciu rubli miesięcznie i darmowym mieszkaniem. Całodzienne i całonocne dyżury przy wielkich piecach do wytopu stali nie pozostawiały wiele czasu na rozrywki. Świeżo upieczony absolwent dopiął swego i udowodnił rodzicom, że choć jest paniczem, potrafi na siebie zarobić. To postanowienie powziął w 1863 roku w rodzinnym pałacu w Sawiczach w guberni mińskiej.

Uczył się wtedy w gimnazjum w Słucku i nosił, jak wszyscy koledzy, szpilkę z polskim orłem w krawacie oraz spinki do mankietów z podobizną Kościuszki. Na widok kobiet ubranych równie modnie jak on, w zgrabne kontusiki z narodowymi kokardami, czuł jednak rozdrażnienie. Śpiewały po kościołach Z dymem pożarów, rozprowadzały broń i nielegalne pisma, oczekując od mężczyzn, że rzucą się do skazanej na klęskę walki z Imperium Rosyjskim. Jego własna matka, Anna z Wańkowiczów, namawiała go – jedynego syna i przyszłego dziedzica Sawicz – żeby poszedł do powstania. Na szczęście Edwarda nie było w domu w ten zimowy dzień, kiedy przyjechał po niego oddział dowodzony przez znajomego rodziców. Powstańcy dostali fuzję i sześć koni cugowych. Zamiast syna matka pobłogosławiła pisarza prowentowego. Latem było po wszystkim. Znajomy dowódca oddziału zginął, a pisarz prowentowy w trakcie dochodzenia zwierzał się gorliwie śledczym ze szczegółów poparcia Woyniłłowiczów dla powstania. Rodziców Edwarda zamknięto w więzieniu w Słucku. On, zaledwie szesnastoletni, sam musiał stawić czoło carskiemu urzędnikowi, który wkroczył pijany do pałacu w towarzystwie popa i żołnierzy. Jedni żołnierze rozparli się wygodnie na kanapach w salonie, inni poszli otrząsać owoce w sadzie. Urzędnik zaś pił wódkę i spisywał nieruchomości, by przygotować dokumenty do konfiskaty majątku.

Edward widzi, jak ten sam Aleksander II, który organizuje w Rosji samorządy, w Mińsku konfiskuje budynek kupiony przez miejscową szlachtę na potrzeby resztek samorządu szlacheckiego. To do tej kamienicy na rogu Podgórnej i Dominikańskiej szlachta mińska zjechała w 1862 roku na wybory samorządowe, jak się miało okazać – ostatnie, i przygotowała adres poddańczy do cara, w którym prosiła o przyłączenie guberni mińskiej do Królestwa Polskiego. (Nie pierwsza to i nie ostatnia taka prośba, odkąd kongres wiedeński w 1815 roku zatwierdził wcielenie do Rosji zabranych przez nią w rozbiorach ziem dawnej Rzeczypospolitej na wschód od Bugu. Piętnaście województw wschodnich Rzeczypospolitej Obojga Narodów zamieniono na dziewięć guberni zachodnich Rosji, a z resztek Korony pod zaborem rosyjskim zrobiono marionetkowe Królestwo Polskie połączone z Rosją unią personalną). W odpowiedzi gubernator zabronił wyborów i podarł adres. W roku 1864 skonfiskowana kamienica wypełniła się aresztowanymi powstańcami, bo więzienia były przepełnione. Do kamienicy – w przeciwieństwie do więzienia – straż wpuszczała rodziny i znajomych. Kiedy powstańców wywieziono na Sybir, gubernator udostępnił sale szlacheckie teatrowi rosyjskiemu. Aleksander II całkowicie zlikwidował resztki samorządu szlacheckiego na ziemiach zabranych.

Woyniłłowiczowie mają szczęście; dzięki staraniom brata ojca wyszli z więzienia i zachowali majątek. Za to Edward na przekór rodzicom uparł się pójść własną drogą, czyli zdobyć konkretny zawód potrzebny w razie utraty majątku. Studiował w Instytucie Technologicznym w Petersburgu, uczęszczał na wykłady Mendelejewa. Zajrzał parę razy na wiece podczas rozruchów w 1869 roku, możliwe, że otarł się w tłumie o Nieczajewa. Chodził posłuchać tyrad rewolucyjnych radykałów. „Głosili oni teorje, nie dające się pogodzić z tradycjami szlacheckiemi, które z domu rodzicielskiego wywiozłem, ale miało to tę dobrą stronę, że się z tym nowym kierunkiem zacząłem oswajać, w niektórych razach przyznawać mu słuszność, a w każdym razie nauczyłem się wszystkich ludzi uważać za równych sobie, za tak równych przed prawem, jak są równi przed Bogiem”[5]. Nie był intelektualistą, w ocenie tego, co dobre, a co złe posługiwał się instynktem prawego chrześcijanina. Wyrósł w świecie feudalnych hierarchii, studia w Petersburgu były dla niego tym, czym rewolucja 1789 roku dla Francji: uznał równość ludzi wobec prawa. Nie odróżniał niemieckiej socjaldemokracji od rosyjskiego nihilizmu i w napisanych wiele lat potem Wspomnieniach brakuje głębszej refleksji nad ideowym podłożem wydarzeń, które w dramatyczny sposób wpłynęły na jego życie. Jako student należał do grupy Polaków podobnie jak on obojętnych na nowe prądy rewolucyjne (wśród tych, których prąd porwał, znalazł się studiujący w Petersburgu zaledwie kilka lat po Woyniłłowiczu Ignacy Hryniewiecki, młody szlachcic z guberni mińskiej). Razem się uczyli, razem urządzali „biby” i przejażdżki łódkami po Newie, bywali w polskich domach. „Biby” były skromne, bo z domu dostawał niewiele pieniędzy, rodzice zbierali na posag dla jego czterech sióstr. Czasy się zmieniały, nie ziemia dawała największe dochody, ale przemysł i usługi finansowe. Musiał oszczędzać, żeby raz lub dwa razy w miesiącu pójść do opery lub teatru.

Ojciec – przerażony, że syn utknie na zawsze przy putiłowskich piecach – namówił go na odbycie praktyki za granicą. Edward w Hanowerze pracował od szóstej rano do szóstej wieczór jako prosty robotnik w fabryce lokomotyw, potem w Belgii jako pomocnik maszynisty. Stamtąd ojciec wezwał go do domu na ślub siostry. Edward – w towarzystwie bezdzietnego stryja z żoną – ponownie wyjechał za granicę, ale nie jako skromny inżynier, lecz jako młody dziedzic podróżujący po Europie dla nabrania ogłady. A w Europie szło nowe. Po cudach Wiednia, kuracji winogronowej w Merano i przejażdżkach weneckimi gondolami Rzym przywitał Edwarda wojną na napisy. Kończyła ona wojnę na bagnety między zwolennikami jednoczącego Włochy i Włochów w takt chórów Verdiego króla Wiktora Emanuela a zwolennikami papieża broniącego ostatnich szańców państwa kościelnego. Pius IX ogłosił się „więźniem Watykanu” i prawie nikogo nie przyjmował. Nie dotyczyło to jednak gorliwych katolików z zachodnich guberni Rosji. Trójkę Woyniłłowiczów zaproszono na audiencję i do udziału w prywatnej mszy w kaplicy Sykstyńskiej. Łyk wody z fontanny di Trevi – żeby tu jeszcze wrócić – i przez świeżo odebrany Francji przez Prusy Strasburg, gdzie na ulicach połyskiwały pruskie pikielhauby, Edward pojechał do Paryża. Tam zobaczył resztki murów pałacu królewskiego Tuileries spalonego przez Komunę Paryską z bakuninowcami na czele oraz gruzy ratusza, nad którym niedawno powiewał czerwony sztandar.

Inne książki tego autora