Trzecie oko

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Trzecie oko
Trzecie oko
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 14,98  11,98 
Trzecie oko
Audio
Trzecie oko
Audiobook
Czyta Magdalena Zając Zawadzka
9,99  7,39 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Agnieszka Rautman-Szczepańska

Trzecie oko

Saga

Trzecie oko

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 0, 2021 Agnieszka Rautman-Szczepańska i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726898927

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Część pierwsza

Wysoko, ponad chmurami kryły się wierzchołki dymiących gór.

Na wulkanicznych zboczach, w chatach z popiołu i magmy, żyło plemię Okulo. Mieszkańcy mieli cytrynową cerę i czarne piegi na twarzach pozbawionych brwi. Nie mieli paznokci na palcach, za to bardzo grubą skórę na stopach, dzięki której bez trudu chodzili po rozgrzanym podłożu. Od wewnętrznej powierzchni ramion do zewnętrznych brzegów ud mieli żółte błony z czarnymi kolistymi wzorami, które po rozłożeniu pomagały im łagodnie wylądować z dużej wysokości, ale nie nadawały się do latania. Żaden z Okulo nie umiał wzbić się w powietrze, choć ponoć w dawnych czasach żyli tu ich praprzodkowie, ludzie - motyle, którzy umieli swobodnie fruwać. Podobno dookoła krateru mieszkały Mądre, nazwane tak dlatego, że widziały więcej niż inni, bo miały na czole trzecie oko.

Pomiędzy grzbietami gór leżało tajemnicze jezioro.

Tego dnia miało intensywnie żółty kolor, który uspokajał mieszkańców. Oznaczał normalny dzień. Okulo mówili, że w jeziorze mieszka Bogini, która ostrzega przed gniewem Boga, siedzącego we wnętrzu wulkanu. Kiedy Bogini Jeziora zmieniała kolor wody na pomarańczowy, Okulo wiedzieli, że muszą opuścić swoje domy i zejść poniżej poziomu chmur. Wtedy szczyty pluły ogniem, chociaż od lat niezbyt groźnie. Był za to inny problem. Bywały dni, gdy jezioro miało odcień fioletu, wtedy nie wolno było pić wody. Bogini odpoczywała i nie chciała, by jej przeszkadzać. Kto złamał regułę i napił się z jeziora w tym czasie, chorował ciężko i nierzadko umierał.

W ostatnich dniach coraz częściej się zdarzało, że jezioro było niedostępne. Okulo, żeby przeżyć powinni poszukać sobie nowego miejsca, ale wiedzieli, że droga do innych krain wiedzie jedynie przez niebezpieczny Labirynt u podnóża wulkanu. Labirynt, w którym zagubił się już niejeden śmiałek, chcący się wydostać z tego pięknego, ale i groźnego miejsca.

Najstarszy z plemienia, Oczo, gdyby miał brwi, najprawdopodobniej zmarszczyłby je mówiąc:

– Bogini szepce, że jest zmęczona, bardzo zmęczona. Zamierza chyba długo spać tym razem. Wiecie, co to oznacza, prawda? – pomruk przeszedł pomiędzy zebranymi jak duch, a Oczo kontynuował – Czas wybrać Najodważniejszego.

Rada plemienia, złożona z najstarszych mieszkańców, wiedziała, że nadchodzi czas próby. Najodważniejszy miał ocalić wszystkich, znajdując bezpieczną drogę przez Labirynt.

– Kto jest Najodważniejszy, Oczo? Może Bravo? Często balansuje na krawędzi wulkanu, chodzi po rozżarzonych węglach,… – Lemo chciała wymienić wszystkie brawurowe wyczyny swojego syna, ale Oczo tylko podniósł dłoń i potrząsnął głową.

– Nie ten jest Najodważniejszy, kto nie odczuwa strachu, ale ten, kto pokonuje największy.

Viktoria lśniąc w słońcu żółtą skórą, wyglądała jak wielka osa albo paź królowej. Bravo przyglądał się siostrze, ukrywając się na skraju poletka trzciny cukrowej i obmyślając, jak by ją nastraszyć. Sprawiało mu radość robienie jej psikusów, a w głębi duszy wierzył, że im częściej będzie ją straszył, tym ona prędzej przestanie być taka bojaźliwa. Patrzył na smukłe ciało dziewczyny, gdy nagle zauważył, że jak zwykle miała przy sobie szarego królika, który kicał przy niej podszczypując mech na skamieniałej magmie.

– Moja mała siostrzyczka i jej królik – pomyślał. Oba te płochliwe stworzenia potrzebowały siebie równie mocno. Kiedy on lub matka nie mogli być w pobliżu, Szarula zawsze była przy Viktorii.

Oczo mawiał, że Viktoria miała zamglone trzecie oko. Dziewczyna nie ufała samej sobie i bała się być sama. Nie żeby lubiła towarzystwo innych Okulo. Tolerowała tylko najbliższych. Tylko z nimi czuła się bezpiecznie. Była nieśmiała, niesamodzielna i brakowało jej pewności siebie.

Kiedy Bravo wyskoczył z trzciny ze swoim głupawym i dużo za głośnym krzykiem, Viktoria, ku jego zdziwieniu, nawet nie drgnęła. Po prostu odwróciła się powoli i bez słowa, znacząco popukała się palcem w czoło.

Nad jej głową unosiła się Greta, motyl, którego lustrzane skrzydła pokazały Viktorii, kto czaił się za jej plecami. Dziewczyna dostała Gretę dzień wcześniej od Mądrej na swoje dziesiąte urodziny. Pierwszy raz zobaczyła tak wyraźnie odbicie swojej twarzy. Skóra była równie cytrynowa jak na rękach, a tuż przy nasadzie nosa czerniły się dwie okrągłe kropki wielkości płatka pelargonii, takie same jakie widziała na twarzach mamy czy brata.

– Bravo! Viktoria! – Lemo wołała swoje dzieci, ale Bravo znów, nie wiedzieć czemu, poczuł się pominięty – Tu jesteście. Usiądźmy – powiedziała zajmując miejsce na jednej z brył dawno skamieniałej magmy, wskazując wolne kamienie na przeciwko niej.

– Rada wyznaczyła Najodważniejszego – zaczęła, a Bravo dostrzegł już w oczach matki coś, co sprawiło, że stracił nadzieję. Tak bardzo chciał udowodnić całemu światu, jaki jest dzielny. Tak bardzo, że zbyt często ryzykował. Spuścił wzrok i nie był już nawet ciekawy, który z chłopaków został wybrany, gdy nagle słowa matki zabolały go jak ukłucie igły:

– Do zadania wyznaczono… Viktorię.

Ostatnia z Mądrych mieszkała najbliżej krateru. Chatę zbudowała z magmy i ptasich piór na kształt przyczajonego, wielkiego orła. Mawiała, że chodząc twardo po ziemi nie można zapominać o skrzydłach fantazji. Viktoria wiele razy zastanawiała się, dlaczego Mądra nie zasiada w Radzie plemienia. Może nie była wystarczająco stara? Dziewczyna przyglądała się jej w milczeniu jak miesza gorącą lawę w szklanym kociołku. W drugim, podobnym naczyniu, miała fioletową wodę z jeziora. Jako jedyna z plemienia oprócz czarnych znamion u nasady nosa miała jeszcze okrągłą bliznę na środku czoła.

– Ani to kara ani wyróżnienie – powiedziała Mądra, jakby odpowiadając na myśli Viktorii, choć dziewczyna nie była pewna, czy Mądra mówi o swoim niezwykłym znamieniu, bo nie odrywając się od kociołków dodała – to zadanie to wyzwanie.

Viktoria idąc tu rozmyślała właśnie o decyzji Rady i chyba to miała na myśli Mądra.

– Ale ja się boję, nie umiem, nie potrafię!

– Skąd wiesz? Byłaś już kiedyś w Labiryncie? – pytanie zbiło Viktorię z tropu.

– Nie, ale słyszę ten głos w mojej głowie. To on powtarza, że nie dam rady.

– Usiądź i zamknij oczy. A teraz posłuchaj uważnie tego głosu i zastanów się, kto mówi w twojej głowie?

W ciszy słychać było tylko bulgotanie lawy, po chwili jednak pojawiły się ciche, ale uporczywe szepty.

Nagle Viktoria otworzyła oczy i zdumiona spojrzała na Mądrą potrząsając włosami:

– Mama? Bravo? – dziewczyna nagle zrozumiała, że nie wie jaka jest naprawdę, bo uwierzyła, w to, co inni o niej mówią.

– Pora usłyszeć twój głos, Viktorio.

– Jak?

– Jedynym sposobem jest wsłuchanie się w siebie, z dala od innych, samodzielne wejście do własnego umysłu – Viktoria była jakby nieobecna.

W powietrzu pulsowało tylko jedno słowo:

– Labirynt…Labirynt…

Przez cały kolejny dzień Mądra przygotowywała Viktorię do jej misji. Dziewczyna ciągle miała wątpliwości.

– Czy to nie dziwne, że Rada powierza losy całego plemienia w tak niepewne ręce? Co jeśli mi się nie uda? To ogromna presja.

– Czyżby? Myślę, że Oczo nigdy by nie zaryzykował, gdyby nie wierzył, że to zrobisz – odparła kobieta, przygotowując tajemniczą miksturę z magmy i fioletowej wody – spójrz, niepokój Boga Wulkanu i opanowanie Bogini Jeziora uzupełniają się i tworzą coś zupełnie nowego, ogromną siłę, nadającą kształt materii – para buchnęła, gdy Mądra zmieszała oba żywioły w małym tygielku i gdy zawartość powoli zaczęła gęstnieć i zmieniać kolor na srebrzysty, przelała ją do małej formy. Po chwili wyjęła z niej kółko, wielkości monety, niemal przezroczyste na środku, ze srebrnym rantem dookoła. Oglądając swoje dzieło pod światło powiedziała:

– Odwaga to decyzja, że coś jest dla ciebie ważniejsze od twojego strachu. To właśnie ta decyzja da ci siłę, aby zrobić to, czego się boisz – po czym nałożyła nieco przestygłej lawy na brzegi krążka i przykleiła go do czoła Viktorii tuż nad jej dwoma czarnym znamionami – tylko ty możesz tego dokonać. A to pomoże ci tylko zmienić punkt widzenia.

Okulo zeszli poniżej poziomu chmur. Przed nimi błyszczał ogromny lustrzany Labirynt.

– Moja mała córeczka – szeptała przestraszona Lemo, gładząc Viktorię po włosach. Dałaby wszystko, by móc jej towarzyszyć. Albo wyręczyć. Bravo nadawałby się bardziej do tego zadania. Przecież ona nie da sobie rady.

Viktoria czuła się wygodnie pod ochroną matki, ale miejsce robiło się niebezpieczne dla nich wszystkich. Tego dnia już większa część jeziora pokryła się fioletową poświatą. Czas kurczył się.

Szarula wierciła się przy stopach Viktorii. Dziewczyna czuła, że już trzeba iść, ale nie mogła zmusić się do pierwszego kroku. Wszyscy patrzyli tylko na nią. Czuła, że łzy napływają jej do oczu i że jeszcze chwila a podda się i rozbeczy jak dziecko, ale nagle rozległ się głośny łopot, gdy Bravo, jak zwykle spóźniony, wylądował tuż przed Viktorią i niechcący spłoszył Szarulę. Królik podskoczył jak oparzony i zaczął biec na oślep przed siebie, prosto do wnętrza Labiryntu.

 

– Nie! – krzyknęła Viktoria i nie zastanawiając się ani chwili, rzuciła się na ratunek swojemu zwierzątku.

Viktoria biegła przez kilka chwil jak w transie, patrząc tylko pod nogi i co chwila obijając się o ściany Labiryntu poustawiane pod różnymi kątami. Aż wreszcie zobaczyła królika. Całe mnóstwo królików! Szarula odbijała się w lustrach po tysiąckroć, sama chyba zdziwiona taką armią Szarul. Viktoria poczuła jak włosy zjeżyły się jej na karku, gdy spojrzała ponad głowę zwierzęcia. Odruchowo uniosła ramiona, jakby chciała się obronić. Dookoła zaszumiało mnóstwo zdyszanych cytrynowo-czarnych, wielkich motyli. Dopiero po chwili pojęła, że były to jej własne odbicia.

– Spokojnie – powiedziała cicho, nie wiedząc, czy do Szaruli czy bardziej do siebie – te strachy to tylko złudzenia. Jesteśmy tu same. Tylko ty i ja. Więc nikt nam nie zrobi krzywdy.

Wzięła króliczka pod pachę, a wolną ręką sprawdzała gdzie jest lustro, a gdzie korytarz.

– Trzeba tylko znaleźć właściwe przejście.

Kiedy jednak zaczęła błądzić w Labiryncie i wydawało jej się, że kręci się w kółko, zamiast posuwać na przód, poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku.

– Co, jeśli utknę tu na dobre? Nie, nie mogę bać się własnego strachu. Nie mogę powtarzać tych samych myśli, które są jak lustrzane odbicia. Muszę przestać koncentrować się tylko na sobie. Robię to przecież dla mamy i Bravo, dla plemienia.

Kiedy całą swoją uwagę skupiła na myśleniu o tych, którzy byli dla niej ważni, lęk zelżał, a ona zdała sobie sprawę, że nie potrzebuje ich fizycznej obecności, by czuć ich bliskość.

Bezwiednie dotknęła talizmanu na swoim czole.

– Zmienić punkt widzenia – mamrotała do siebie.

Rozejrzała się dookoła. Ze wszystkich stron patrzyła na nią dziewczyna, wyglądająca jak uwięziony w pułapce motyl. Zaraz, zaraz. Nie ze wszystkich stron. Przecież Labirynt nie miał żadnego sufitu. Wystarczy podnieść głowę. W górze był nieograniczony błękit, zabarwiony z jednej strony pomarańczową poświatą.

– Czyli tam jest zachód. Muszę się kierować w tamtą stronę. Tylko jak ominąć wszystkie zamknięte zaułki w tej plątaninie korytarzy? – myślała patrząc w niebo, gdy nagle olśnił ją jakiś migotliwy blask.

– Greta! – wykrzyknęła uradowana.

Dzięki lustrzanym skrzydłom motyla zobaczyła Labirynt z góry, pod innym kątem i była w stanie prześledzić kilka kolejnych zakamarków i wybrać dobrą drogę.

Przebyła w ten sposób już większą część tej gmatwaniny, ale niebo ciemniało nieubłaganie. Wreszcie nie było już sensu iść dalej. Viktoria, Szarula i Greta położyły się na dnie Labiryntu, wpatrując w gwiazdy. Było cicho i tak łagodnie. Dziewczyna poczuła w sobie ten spokój i siłę, i po raz pierwszy w życiu usłyszała swój własny głos. Głos, który mówił:

– Dam sobie radę. Przejdę przez lęk. Jestem odważna, bo już nie boję się bać.

Zasypiając wyobrażała sobie wyjście z Labiryntu.

Viktoria wstała mrużąc oczy, mając na rzęsach tęcze od oślepiającego słońca. Dopiero, gdy stanęła na nogi zobaczyła coś niesamowitego. Labirynt był całkiem przezroczysty! Lustra zmylające drogę zniknęły, a dziewczyna jakby nagle zyskała zdolność widzenia na wskroś. Przez klarowne ścianki krętą ścieżkę widać było teraz jak na dłoni. Bez trudu, ze spokojem i jasnym umysłem trafiła do wyjścia.

Wiatr musnął jej twarz. Pachniało wiosną. Ptaki świergotały, a Viktoria odtańczyła zwycięski taniec wokół Szaruli na mięciutkiej trawie. Niedaleko leniwie płynęła rzeka. Viktoria pędem rzuciła się do niej nieziemsko spragniona. Woda była krystalicznie czysta, lodowato zimna i smakowała zupełnie inaczej niż woda z jeziora. W wodnym odbiciu zobaczyła to, co przeczuwała już rano - krążek przyczepiony do jej czoła wrósł w skórę i błyszczał teraz jasnym blaskiem. Jak trzecie oko. Oko, które nie boi się spojrzeć do wnętrza własnej głowy.

– Zrobiłam to! – Viktoria była z siebie taka dumna.

Po chwili jednak sfrunęła na nią czarna myśl, która chwyciła ją za gardło, aż trudno było jej złapać dech:

– Ale jak reszta ma tu trafić?! W pośpiechu nie zabrałam niczego, czym mogłabym im zaznaczyć drogę! Wszystko na nic – usiadła nad brzegiem rzeki z twarzą w dłoniach.

Wtedy poczuła, że ktoś dotknął jej ramienia.

– Naprawdę?

– Mądra! Jak? – zanim Viktoria wykrztusiła coś sensownego zobaczyła też mamę i Bravo, i resztę plemienia.

– Każdy z nas miał do pokonania swój własny labirynt. Twój był najtrudniejszy. Dlatego ty jesteś Najodważniejsza. Wszyscy uświadomili sobie, że jeśli ty to zrobiłaś, to oni też potrafią.

Są tutaj dzięki tobie.

Okulo poszli w górę rzeki, poszukać nowych szczytów na zbudowanie osady. Nie potrzebowali już Boga Wulkanu ani Bogini Jeziora. Mieli Mądrą i Najodważniejszą. Czy Okulo uwierzą w moc trzeciego oka? Czy nauczą się podrywać do lotu? Wszystko w ich rękach, a raczej głowach.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?