Niegrzeczne świętaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Niegrzeczne święta
Niegrzeczne święta
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,80  55,84 
Niegrzeczne święta
Audio
Niegrzeczne święta
Audiobook
Czyta Agnieszka Baranowska, Antoni Madziej
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Meg Adams

Świąteczna ucieczka

Ta zima była wyjątkowo paskudna. Od miesiąca temperatura utrzymywała się grubo poniżej zera, w dodatku non stop sypało, a słońce najwidoczniej w ogóle nie zamierzało wychodzić zza chmur. To zdecydowanie nie ułatwiało mi roboty. Marzłam w cienkim, czarnym kostiumie i ramonesce, ale w puchowej kurtce byłoby mi niewygodnie. Całe szczęście kominiarka osłaniała moją twarz, podobnie jak rękawiczki dłonie. Przesmyknęłam się przy ogrodzeniu, potem podeszłam do drzwi na tyłach domu. Po kilku sekundach stanęły otworem; ciepłe powietrze ze środka otuliło moje wyziębione ciało. Niemal natychmiast zaczęłam się pocić, przy takiej różnicy temperatur skóra dosłownie parzyła. Monitoring był wyłączony, tak samo jak alarm, lecz wolałam nie ryzykować. W pełnym ubraniu przemieszczałam się po cichu w stronę salonu, gdzie znajdowała się rzeźba, którą miałam ukraść. Niewielki i moim zdaniem niezbyt atrakcyjny bożek wyglądał niczym dzieło amatora od siedmiu boleści. Nie moja sprawa.

Klient nasz pan – zakpiłam w myślach, docierając do centralnej części posiadłości. Jednym ruchem odsunęłam masywną komodę, aby odsłonić sejf. Nigdy nie rozumiałam chęci posiadania czegoś wartościowego i trzymania tego w zamknięciu. Jeśli już miałabym coś cennego, wolałabym cieszyć tym oczy. Wstukałam zdobyty podstępem kod, a następnie pociągnęłam za ciężkie, czarne drzwiczki. Przewróciłam oczami na widok sporej ilości kasy ułożonej w wieżyczki, dokumentów oraz biżuterii. Obiekt mojego zainteresowania stał pośrodku, dumnie prężąc ogromnego fallusa.

Parsknęłam pod nosem. Tak, wciąż był tak samo nieatrakcyjny jak na zdjęciach, niemniej sam fiut robił wrażenie. Złapałam kamienną figurkę, schowałam ją do plecaka, po czym zamknęłam sejf i przysunęłam mebel na swoje miejsce.

Zwykle w takich chwilach czułam satysfakcję, ale tym razem byłam raczej zmęczona. W dodatku czekała mnie samotna Wigilia. Pierwsza od wielu lat. Potrząsnęłam głową, ponieważ zamiast się nad sobą użalać, powinnam ruszyć do wyjścia – w końcu ostatnia robota nie mogła zakończyć się fiaskiem. Na tę myśl kąciki moich ust machinalnie wygięły się do góry, jednocześnie w sercu poczułam ukłucie smutku.

Nie poddając się wspomnieniom, przeszłam przez ogromny, urządzony w barokowym stylu salon. Po drodze minęłam sięgającą sufitu, bogato zdobioną fioletowo-srebrnymi ozdobami choinkę, potem pokonałam schody prowadzące do holu, skąd udałam się do kuchni. Zamarłam w pół kroku, słysząc jakiś trzask. Podbiegłam na palcach do okna.

Cholera… Jak to możliwe? Czyżby wrócili wcześniej?

Spojrzałam przez szybę, delikatnie uchyliwszy firankę. Nic. Wyciągnęłam z plecaka telefon, odblokowałam ekran i włączyłam widok z kamerki umieszczonej naprzeciw posiadłości.

Trzech uzbrojonych policjantów skradało się przy ścianie budynku. Nie miałam wiele czasu. Ruszyłam do tylnego wyjścia, wybiegłam na podwórze, a stamtąd dotarłam do niewysokiego płotu, dokładnie w chwili, w której usłyszałam, że mundurowi wchodzą do środka.

Najwyraźniej mieli w dupie akcję, skoro nie obstawili odpowiednio okolicy. Skorzystałam z ich głupoty, przeskoczyłam jednym susem przez drewniane paliki, następnie po cichu, na klęczkach, przemieszczałam się wzdłuż ogrodzenia w stronę ulicy, gdzie zostawiłam samochód. Gdy byłam już prawie przy przejściu pomiędzy posesjami, dobiegły mnie krzyki.

– Stój, bo strzelam! – Rozległ się dźwięk ostrzegawczego wystrzału.

Przełknęłam ślinę. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Nigdy nie musiałam uciekać ani nie zostałam złapana. Oczywiście zawsze się z tym liczyłam i miałam przygotowany plan B, niemniej tym razem taki obrót spraw mnie zaskoczył. Moje serce zaczęło bić z zawrotną prędkością, chociaż wiedziałam, że właśnie teraz powinnam zachować zimną krew. Robota wydawała się bezproblemowa: właściciele wyjechali na święta do rodziny w innym mieście, sąsiedzi zaś wyszli przed dwoma godzinami na kolację wigilijną do syna. Wszystko było sprawdzone i dokładnie zaplanowane.

A jednak najwyraźniej coś poszło nie tak.

Oparłam się o zimny płot, jęcząc w duchu, kiedy spocona i rozgrzana skóra zetknęła się z lodowatą powierzchnią. Przyspieszony oddech zamieniał się w białą mgiełkę, a po karku raz za razem spływały dreszcze. Poczułam obezwładniający strach.

Nie chciałam iść do pierdla, przynajmniej nie w Wigilię.

Napięłam mięśnie, ignorując rozlewające się po moim ciele przerażenie. Zdawałam sobie sprawę, że policjanci są coraz bliżej, dlatego w końcu wybiegłam pomiędzy zaparkowane przy ulicy samochody.

– Stój! – Policjant ponowił próbę zatrzymania, a następnie strzelił; kula przeszyła powietrze tuż obok mojej nogi. Niestety druga boleśnie drasnęła udo. Przycisnęłam dłoń do rany, aby krew nie spłynęła na śnieg. Szarpało niemiłosiernie.

– Cholera jasna – zaklęłam cicho przez zęby i, pomimo bólu, przyspieszyłam. Gdy dostrzegłam, że w jednym z aut kierowca właśnie odpalił silnik, niewiele myśląc, wyciągnęłam z kabury pistolet, otworzyłam drzwi od strony pasażera i wślizgnęłam się do środka. Nie dałabym rady dotrzeć do swojego pojazdu. Wszystko się pieprzyło.

– Co, do diabła… – Mężczyzna zwrócił się w moją stronę z wymalowanym na twarzy zdziwieniem, zapewne nie mniejszym niż moje. Po tym, jak zauważył broń, w jego rozszerzonych oczach pojawił się strach. Uniósł ręce w geście poddania. – Tylko spokojnie.

Zacisnęłam usta.

Czy można mieć większego pecha? Ze wszystkich ludzi w tym cholernym mieście musiał mi się trafić akurat on?

– Jedź! – Przystawiłam mu spluwę do boku, gdy otrząsnęłam się ze zdumienia. Nawet jeśli był w stanie mnie rozpoznać, nie miałam czasu na marudzenie. Musiałam spieprzać, a on mógł mi w tym pomóc. – Szybko – ponagliłam, bo zamiast wcisnąć gaz, wpatrywał się we mnie z lekko rozchylonymi ustami.

– Dokąd? – wydusił z trudem, jako że wcisnęłam mu lufę pomiędzy żebra.

– Po prostu jedź. Już! – Zerknęłam w boczne lusterko; na szczęście nigdzie nie widziałam policjantów, choć miałam wrażenie, że wciąż słyszę krzyki oraz kroki na śniegu. W końcu mężczyzna zjechał z krawężnika i ruszył w stronę skrzyżowania.

– Nie próbuj żadnych głupot, bo kiepsko się to dla ciebie skończy – ostrzegłam. Nie zamierzałam robić mu krzywdy, ale wolałam, żeby nie zmuszał mnie do użycia broni.

– Nie mam zamiaru, chcę spokojnie dotrzeć do domu, właśnie miałem… – Spojrzał w moją stronę. – Czy my się przypadkiem nie znamy? – Wyglądał tak, jakby szukał w pamięci, dlaczego mój głos, a może oczy wydają mu się znajome. Trochę zabolało. Okej, z powodu kominiarki nie widział mojej twarzy, ale i tak pewnie nie odgadłby, kiedy i gdzie mnie pieprzył. Byłam ciekawa, ile przygodnych panienek doprowadził od tego czasu do takiej ekstazy jak mnie wtedy.

– Z całą pewnością nie. Patrz przed siebie – mruknęłam. – Gówno mnie obchodzą twoje plany. Jedź na Zielińskiego. Wysiądę na samym końcu, a ty zapomnisz, że kiedykolwiek mnie widziałeś, jasne? – Przesunęłam pistolet tak, by zimny metal dotykał jego szyi w miejscu, gdzie tętniła główna żyła. – Inaczej jeszcze się spotkamy. I już nie będzie tak milutko.

Mężczyzna delikatnie pokiwał głową.

Sprawdziłam lusterka; na szczęście po policji nie było śladu. Poczułam tępy ból w postrzelonym udzie, więc ucisnęłam mocniej to miejsce, a następnie przyjrzałam się kierowcy. Przez moment w skupieniu lustrowałam jego prawy profil, który raz tonął w cieniu, by po chwili ponownie złapać nieco blasku z ulicznych lamp. Facet był na swój sposób przystojny, ale nie ładny. Była w nim jakaś szorstkość, jakiś chłód i dystans. Mogłam tylko zgadywać, że trochę w życiu przeszedł. Na moje oko miał co najwyżej trzydzieści pięć, może siedem lat. Czyli jakieś dziesięć lat więcej ode mnie. Tamtej nocy nie zamieniliśmy praktycznie ani słowa. Nie wiedziałam, kim jest, nie znałam nawet jego imienia. Tak było lepiej.

– Słyszałem strzały… – zaczął, tym razem nie odrywając wzroku od drogi.

Jechaliśmy z dozwoloną prędkością, bez przeszkód mijając kolejne ulice oraz skrzyżowania. Wolność była na wyciągnięcie ręki, musiałam jedynie wytrzymać jeszcze kilkanaście minut, potem przebiec przez lasek i znaleźć się w domu. Opatrzyć ranę, wykąpać się, po czym… zniknąć. I tak zamierzałam zacząć od nowa. To był odpowiedni moment i całkiem dobra motywacja.

– Przesłyszałeś się. – Opadłam na oparcie, natychmiast jęcząc z bólu. Pieprzona figurka, a raczej jej najbardziej wystająca część, wbiła mi się w plecy. Przez to wszystko całkiem o niej zapomniałam.

– Może powinniśmy się zatrzymać? Mógłbym to obejrzeć, trochę się na tym znam… – Wskazał głową na moją nogę.

Znalazł się miłosierny Samarytanin.

– Jak na kogoś, kto ma spluwę wycelowaną w buźkę, jesteś dość gadatliwy, wiesz? – Uniosłam brew, czując, że ta cholerna kominiarka coraz bardziej drażni spoconą skórę. Miałam ochotę ją ściągnąć i przetrzeć twarz. Zamiast tego potarłam materiał ramieniem.

– A ty, jak na kogoś, kto ucieka przed policją, jesteś mało groź… – Nim zdążył wypowiedzieć do końca ostatnie słowo, moja dłoń wraz z rękojeścią pistoletu uderzyła w jego szczękę. Facet nawet nie pisnął, jedynie otarł krwawiącą wargę, później spojrzał na mnie z mieszaniną gniewu i uznania.

 

– Jeszcze słowo… – Chciałam dokończyć, ale zakręciło mi się w głowie. Wnętrze samochodu stało się nagle ciasne i duszne. Potrzebowałam powietrza, więc uchyliłam szybę, łapiąc kilka haustów. Przymknęłam na moment powieki; uderzenia ciepła zastępowane zimnymi dreszczami sprawiały, że traciłam siły.

Otworzyłam oczy i spojrzałam na nogę. Materiał spodni był całkowicie przesiąknięty krwią. Podobnie jak tapicerka fotela. Szlag by to trafił. Miałam nie zostawiać po sobie śladów, tymczasem moja krew była wszędzie.

– Dojechaliśmy. – Odniosłam wrażenie, że głos dobiega z daleka. Świat wciąż lekko wirował, choć samochód stał już w miejscu. Dłoń, w której trzymałam pistolet, oparłam na desce rozdzielczej, natomiast drugą ręką szarpnęłam za klamkę. Wiedziałam, że nieznajomy, gdyby tylko chciał, odebrałby mi glocka. Najwidoczniej jednak nie miał zamiaru ryzykować, że strzelę na oślep, a może po prostu uznał, że pomoże mi z uwagi na tamtą noc. Nie zdążyłam zajarzyć, co się dzieje, gdy wypadłam wprost na śnieg, uderzając brodą o twardą bryłkę lodu. Ległam jak długa, tracąc na moment kontakt z rzeczywistością.


– Kurwa – warknęłam na wpół świadoma po tym, jak się ocknęłam. Nie mogłam sobie darować, że dałam się postrzelić i że to niewielkie draśnięcie tak szybko mnie pokonało.

Poczułam na ramionach silne dłonie, następnie mężczyzna, którego zauważyłam kątem oka, pomógł mi wstać.

Kiedy on zdążył znaleźć się obok? Ugh, straciłam panowanie nad sytuacją.

– Zawiozę cię do szpitala.

Pokręciłam głową. To ostatnie, czego teraz potrzebowałam. Musiałam poradzić sobie sama.

– Nie ma mowy. – W drżącej dłoni instynktownie mocniej ścisnęłam spluwę, pomimo że ledwie trzymałam się na nogach. – Odejdź, tak będzie najlepiej. W samochodzie jest dużo mojej krwi, więc go sobie zostawię – wysiliłam się na humorystyczny ton, choć nie byłam pewna, czy w ogóle można zrozumieć moje słowa. Wszystko wirowało, przypominając pieprzone migające lampki choinkowe.

– Nie dasz rady prowadzić.

– A co cię to obchodzi? – wybełkotałam podejrzliwie. Na jego miejscu byłabym już na drugim końcu miasta.

– Jest Wigilia, wybrałaś odludne miejsce, jeśli tu zemdlejesz na tym mrozie, nie dożyjesz rana. Nie chcę mieć cię na sumieniu. Szczególnie po tym, jak dałem ci kilka orgazmów. – Wydawało mi się, że uniósł wysoko brew. Mogłam się jednak mylić, bo przez moment zdawało mi się też, że ma przynajmniej dwie głowy.

Otrząsnęłam się, zdając sobie sprawę, że co rusz traciłam kontakt ze światem. Spojrzałam nieco trzeźwiej prosto w prawie czarne oczy. Nie widziałam w nich fałszu, raczej prawdziwą troskę. Odepchnęłam duże, szorstkie dłonie, następnie wyciągnęłam przed siebie pistolet. Kolejna fala bólu przetoczyła się po moim ciele. Wsparłam się o drzwi samochodu, aby kolejny raz nie upaść.

– Spieprzaj. Masz ostatnią szansę – rzuciłam ostro, starając się skupić wzrok. – Minął rok, nie jesteś mi nic winien – dodałam, a potem zupełnie niespodziewanie ogarnęła mnie ciemność.

Nie tak to miało wyglądać!


Odzyskałam przytomność nagle, wciągając głęboko powietrze, jakby ktoś wlał duszę w moje ciało. Uniosłam się szybko, po czym niemal od razu z powrotem opadłam na miękki materac. Dziwnie się czułam, wszystko mnie bolało, a w pamięci miałam czarną dziurę. Ostatnio zaliczyłam taki ból głowy, gdy wypiłam o kilka drinków za dużo i pozwoliłam zerżnąć się w każdej możliwej pozycji nieziemskiemu przystojniakowi, który…

O cholera.

To nie był sen.

On rzeczywiście znowu pojawił się w moim życiu.

Oprzytomniałam z prędkością torpedy, kiedy zarejestrowałam, że ktoś mnie rozbiera, i zdałam sobie sprawę z tego, co się wydarzyło.

Co jest, do diabła?

Pomimo bólu zaczęłam wierzgać nogami, uderzając przy tym dłońmi w coś twardego. Zamachnęłam się mocniej, ale nim zdołałam wymierzyć cios, zobaczyłam cwaniacki uśmiech. Mężczyzna unieruchomił moje ręce po obu stronach głowy, a następnie zawisł nade mną tak, że jego gorący oddech omiótł moje rozpalone policzki.

No tak, nie miałam już na twarzy kominiarki. Mogłam się tego spodziewać.

Poczułam lekki niepokój, mój żołądek przeszył bolesny skurcz. Spojrzałam z wściekłością na napastnika. W błyszczących czarnych oczach dostrzegłam iskry niezrozumiałego dla mnie zadowolenia.

Podobało mu się, że miał w tej chwili nade mną kontrolę?

Och, oczywiście. Przecież rok temu udowodnił, i to nie raz, że władza to jego drugie imię.

– Puszczaj – warknęłam, próbując się wyrwać. Niestety ten drań był silniejszy. Trzymał mnie mocno. Dyszałam szybko i głośno, wściekła jak osa, bo nie mogłam nic zrobić. Nawet gdybym chciała go kopnąć, nie dałabym rady. Przyciskał mnie swoim ciężarem tak skutecznie, że z ledwością oddychałam. – To boli! – Ostatni raz spróbowałam go z siebie zrzucić. Mężczyzna poluźnił chwyt, jednak nadal nie uwolnił mnie całkowicie.

– Muszę cię rozebrać, żeby opatrzyć ranę, więc bądź tak dobra i przestań się rzucać. – Ochrypły głos i ciężki, męski zapach, które otuliły moje zmysły, sprawiły, że momentalnie spokorniałam. Mimowolnie zaciągnęłam się perfumami przypominającymi o niesamowicie gorącej nocy. Z mojej skroni powoli spłynęła kropla potu. – Nie chcę cię skrzywdzić – dodał szeptem, przesuwając nosem po linii mojej żuchwy.

To było diabelnie przyjemne. Znowu czuć jego skórę na swojej.

Przeklęty drań wiedział, co robić.

Walczyłam ze sobą. Z pragnieniem i rozdarciem.

Gdy przez dłuższą chwilę leżałam spokojnie, mężczyzna delikatnie się podniósł, tak bym widziała jego twarz, uśmiechnął się triumfalnie i zmrużył oczy, jakby nie spodziewał się, że odpuszczę. Cóż, sama byłam lekko zszokowana, lecz analizując swoje marne możliwości, doszłam do wniosku, że najrozsądniej będzie pozwolić mu działać. Noga bolała mnie coraz bardziej, a wizyta w szpitalu nie wchodziła w grę.

– Kominiarkę, jak widzę, już mi ściągnąłeś.

– Robiłem ci usta-usta, więc sama rozumiesz… – zażartował, mrugnął zaczepnie, a potem ponownie się przysunął, niemal muskając moje wargi swoimi. Ledwie mogłam oddychać. Powietrze stało się gęste, przesycone zapachem żądzy; przymknęłam powieki. Przez sekundę marzyłam, by w końcu mnie pocałował. W tym szaleństwie, którego mój umysł nie ogarniał, prawie sama uniosłam głowę, żeby to zrobić. Jakaś cząstka mnie chciała poczuć słodycz, którą pomimo upływu czasu dobrze pamiętałam, ale szybko odgoniłam te myśli. Wcisnęłam się mocniej w poduszkę, aby znaleźć się jak najdalej od tego faceta. Otworzywszy oczy, od razu dostrzegłam nad sobą prześmiewcze spojrzenie. – Skoro tak wolisz… Poza tym i tak cię już widziałem. Chyba nie muszę dodawać, że całkiem dokładnie obejrzałem każdy fragment twojego doskonałego ciała?

Teraz to ja zmrużyłam oczy, ciskając w niego gromami.

– Po prostu powiedz, że chciałeś mnie znowu pocałować i skorzystałeś z okazji – parsknęłam.

Mężczyzna się roześmiał i pokręcił głową.

– Widzę, że się co do ciebie nie pomyliłem. Podejrzewałem, że będziesz wyszczekana i twarda, chociaż w życiu bym nie zgadł, czym się… zajmujesz. – Musnął wargami moją skórę, delikatnie, prawie nieodczuwalnie, mimo to przyjemne ciepło zagościło w okolicy mojego serca.

– Czyli przyznajesz, że myślałeś o mnie po tamtej nocy? – Zwróciłam się lekko w prawo, łącząc nasze usta na zaledwie nanosekundę, ale to wystarczyło, bym zapragnęła więcej. Dokładnie tyle, ile dał mi podczas pierwszego spotkania.

Rok temu w noc sylwestrową wylądowaliśmy razem w hotelu. Spotkaliśmy się na przyjęciu, gdzie znalazłam się, by zebrać trochę informacji. Kiedy już miałam wychodzić, mężczyzna zaproponował drinka, a ja – seks. Potrzebowałam tego bardziej niż kolejnego upajającego napoju, których i tak sporo w siebie wlałam, żeby zapomnieć o tym wszystkim, co zamierzałam zrobić.

Wpadliśmy do pokoju jak huragan. Oboje spragnieni intensywnych doznań. Gdy oparłam się o drzwi, które następnie zamknęły się z hukiem, a potem wysunęłam nogę z rozcięcia w sukience i przesunęłam materiał jeszcze wyżej, ukazując zakończenie koronkowych pończoch, jedyne, co widziałam, to wygłodniałe spojrzenie.

Nieznajomy powoli rozpiął mankiety, po czym wyciągnął koszulę ze spodni, by na końcu zdjąć ją przez głowę i rzucić na fotel. Na widok umięśnionego brzucha i mięśni układających się w charakterystyczne „V” aż westchnęłam. Prawa część klatki piersiowej była pokryta tatuażem, który tylko potęgował przyjemność z patrzenia.

Wiedziałam, że mężczyzna jest ode mnie sporo starszy, doświadczony. Nie trzeba było być detektywem, aby to odkryć. Biła od niego siła i pewność siebie. Nie pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji, co akurat mi nie przeszkadzało. Chciałam się po prostu zabawić. A ten facet zdawał się idealnym kandydatem. Miał w sobie wszystko, co mnie kręciło. I nawet nie chodziło o wygląd zewnętrzny, ale o mrok, który dokoła siebie roztaczał, i władzę, jaką nade mną miał, choć zaledwie musnął kciukiem moją wargę. Przesunął po niej powoli, ze wzrokiem utkwionym w moich oczach.

– Odwróć się – rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu, więc natychmiast wykonałam polecenie.

Złapał suwak w sukience, a następnie pociągnął go do samego dołu. Czarna satyna zsunęła się po moim ciele lekko i bezszelestnie. Nie miałam na sobie nic prócz pończoch i koronkowych fig, które szybko podzieliły los sukni. Zadrżałam, gdy twardy, rozgrzany tors przywarł do moich pleców, a zwinne palce wędrowały po nagich ramionach, dekolcie, piersiach, aby na końcu wślizgnąć się pomiędzy moje uda, powoli torując sobie drogę do centralnego punktu kobiecości. Drugą ręką nieznajomy chwycił moje włosy, owinął je wokół dłoni, po czym szarpnął do tyłu, jednocześnie przyspieszając ruchy palców, którymi masował łechtaczkę. Wygięłam plecy w łuk i oparłam się o jego ramię; ostry, kilkudniowy zarost drażnił mój lewy policzek. Z moich ust raz za razem wydobywały się ciche jęknięcia, gdy pulsowanie w podbrzuszu stało się już niemal nieznośne.

Pragnęłam, by skończył te słodkie tortury i dał mi poczuć to, po co tutaj przyszliśmy. Pragnęłam, żeby pieprzył mnie tak, jak obiecywał to swoim wcześniejszym zachowaniem. Mocno, ostro, bez zahamowań.

– Nogi szerzej – warknął ochryple wprost do mojego ucha, jakby czytał mi w myślach, potem ugryzł jego płatek i kilkukrotnie skubnął zębami skórę na barku. Moje ciało pokryło się ciarkami, płonęłam w oczekiwaniu. Sprawny język przesunął się od miejsca ostatniego ugryzienia aż do linii szczęki, a potem brutalnie wtargnął do ust. Mężczyzna ssał, przygryzał i całował moje wargi przez paręnaście sekund. Później gwałtownie puścił moje włosy, wyciągnął prezerwatywę, której opakowanie rozdarł zębami, i jednym płynnym ruchem wszedł we mnie, wypełniając do samego końca.

– O cholera! – sapnęłam, kiedy powoli wyszedł i wbił się ponownie, tym razem szybko, zwierzęco. Przycisnęłam obie dłonie do ściany, aby nie stracić równowagi, bo moje nogi zaczynały mięknąć.

– Podoba ci się? – Niski szept sprawił, że jedyne, na co było mnie stać, to kiwnięcie głową. Wszystko wirowało od zbyt intensywnych doznań.

Duża dłoń wylądowała na moim karku, dociskając policzek do zimnej powierzchni. Mężczyzna pokazał mi, gdzie moje miejsce, a mnie podobało się to bardziej, niż byłam gotowa przed sobą przyznać. Przymknęłam powieki i poddałam się rytmowi pchnięć. Szybkich, zachłannych, pełnych pasji. Pośród ciszy było słychać wyłącznie urywane, krótkie oddechy oraz uderzenia spragnionych ciał.

Może i bliskość była pozorna, jednak dostałam jej całkiem sporo: na łóżku, pod prysznicem i przy oknie. Cały następny dzień chodziłam obolała, prawie nie myśląc o tym, jak bardzo popieprzone jest moje życie.

– A ty o mnie nie? – Uniósł głowę, przywracając mnie do rzeczywistości, na co miałam ochotę jęknąć z żalu. Z trudem uwięziłam odgłos w gardle. – Nie rozumiem, dlaczego tak szybko uciekłaś.

Uśmiechnęłam się bardziej do siebie niż do niego. Sama chciałabym wiedzieć; wtedy uważałam, że to rozsądne wyjście z takiej sytuacji. Nie potrzebowałam w życiu więcej kłopotów ani tym bardziej krępującego poranka z wymuszonym „może się zdzwonimy” albo „no to cześć”. Gdy podczas pokazu fajerwerków szczytowałam po raz trzeci, a moje krzyki – zagłuszone kolejnymi wybuchami – wywołały na przystojnej twarzy mroczny uśmiech, obiecałam sobie, że zakończę tę noc tak, aby mężczyzna nigdy o mnie nie zapomniał. I chyba się udało. Może rok to jeszcze nie nigdy, ale niezły początek.

 

– Nie schlebiaj sobie, aż taki dobry nie byłeś – skłamałam gładko, pomimo że na samą myśl o jego bliskości czułam w podbrzuszu żar. Dokładnie pamiętałam każdy gest, każdą chwilę i czułość, którą obdarzył mnie tamtej nocy w przerwach od ostrego seksu. Chyba musiałam przyznać, że w życiu nie było mi lepiej.

– W twoich oczach widzę inną prawdę. – Uśmiechnął się łobuzersko. Moje policzki zapewne przypominały bakłażana, ponieważ nie potrafiłam zamaskować targających mną emocji. Otworzyłam usta, by zaprzeczyć, lecz ostatecznie uznałam, że nie ma sensu dalej w to brnąć. Moje ciało za wiele zdradzało, więc jedynie wypuściłam ze świstem wstrzymane powietrze.

– Gdzie jesteśmy? – Zmieniłam temat, żeby przerwać krępującą ciszę.

– W moim domu. I zanim zapytasz: nie, nie wezwałem glin. – Podniósł się powoli, a następnie jednym ruchem pozbył się moich legginsów. Przewróciłam oczami, bo byłam zdana na jego łaskę, co wcale mi się nie podobało.

Jasne, wmawiaj to sobie dalej, Ewka.

– Nie boisz się, że i tak mnie tu znajdą?

– Nie sądzę. Nikt za nami nie jechał, w radiu mówili, że policja szuka złodzieja, nie napomknęli nic o postrzale ani o tym, że szukają kobiety, więc chyba ci się udało.

– Chyba nam. Cholera... Plecak – sapnęłam, kiedy przypomniałam sobie o powodzie mojej dzisiejszej wizyty w tamtej posiadłości.

– Nie powiem, żebyś miała dobry gust. Figurka jest okropna, ale spokojnie, leży w przedpokoju. To ją ukradłaś, prawda?

– Zajrzałeś? – zapytałam, ignorując jego pytanie, a potem skrzywiłam się, bo bez ostrzeżenia polał ranę środkiem odkażającym. – Boże… robisz to specjalnie? To za to, że cię walnęłam? – Uniosłam się na przedramionach i zerknęłam na nogę. Nie wyglądała tragicznie. Zresztą nie czułam się już tak kiepsko. – Czy dlatego, że wtedy zwiałam? A może postanowiłeś sam wymierzyć sprawiedliwość? – Z bólu paplałam jak opętana.

– Musiałem sprawdzić, czy nie masz tam kolejnej spluwy. Jeszcze nie jestem gotowy żegnać się z tym światem. – Zaśmiał się. Nałożył na ranę jakieś specyfiki, po czym zrobił opatrunek, którego nie powstydziłby się żaden lekarz. – I nie, nie torturuję cię specjalnie. Nie pozwoliłaś zawieźć się do szpitala, więc robię wszystko, co mogę, w tych warunkach. – Ściągnął jednorazowe rękawiczki, zabrał z łóżka apteczkę i podał mi wodę oraz tabletki. Łyknęłam je, dopiero potem się reflektując, że przy tym facecie całkowicie traciłam rozum.

– Jesteś medykiem?

– Nie do końca.

– Nie do końca… Zdaje się, że tajemniczy z ciebie gość, panie… – Zerknęłam pytająco. – Może, skoro tym razem gadamy, zamiast się pieprzyć, zdradzisz mi swoje imię?

– Adam. – Wstał i ruszył do wyjścia, jak gdyby ta informacja była zupełnie nieistotna.

– Dobrze, że nie Kevin, bo ten nigdy nie przepuszczał złodziejom.

Adam zatrzymał się w pół kroku przy drzwiach i roześmiał głośno.

– Obiecuję, że nie będę przypalać cię żelazkiem ani nie każę ci skakać po potrzaskanych bombkach – zażartował, nawiązując do filmu.

Zalała mnie fala wspomnień. Tych przyjemnych, rodzinnych. Leniwe oglądanie telewizji, obżeranie się i wygłupy z siostrą. Jak mi tego brakowało… Szybko wcisnęłam te wszystkie obrazy w najdalsze zakamarki umysłu, skupiając się na rozmowie.

– O moje imię też nie zapytasz? – Powiodłam za nim zdziwionym spojrzeniem. Był doskonale zbudowany. Szeroki w barach, wysoki i umięśniony. W czarnych dżinsach oraz koszuli w tym samym kolorze, z podwiniętymi do łokci rękawami, wyglądał obłędnie. I seksownie. Cholernie seksownie. Chyba jeszcze lepiej niż rok temu.

Adam odwrócił się, a następnie posłał mi zagadkowy uśmiech.

– A powiesz mi prawdę? – Założył ręce na klatce piersiowej i oparł się o framugę. Ledwie powstrzymałam się przed jęknięciem, kiedy jego biceps wypełnił cały rękaw.

Udałam, że się zastanawiam, stukając palcem wskazującym w policzek.

– Nie – odparłam po chwili z rozbawieniem.

– Tak czułem, ale będzie wygodniej jakoś się do ciebie zwracać. Więc? – Uniósł jedną rękę do brody, później przesunął palcami po ciemnym zaroście.

– Zawsze podobało mi się imię Ewa.

– Adam i Ewa. Będzie ciekawie – mruknął, po czym odepchnął się od framugi.

– Dlaczego?

– Dlaczego ciekawie? Nie wiem, czy wiesz, ale w raju… – Zgrywał głupka, zatem przekrzywiłam głowę i zgromiłam go wzrokiem.

Adam wzruszył ramionami i zniknął za drzwiami, pozostawiając mnie bez odpowiedzi. Odczekałam chwilę; kiedy kroki całkiem ucichły, zerwałam się na równe nogi, choć wciąż czułam rwanie w lewym udzie, a złapanie ostrości widzenia po takiej nagłej zmianie pozycji zajęło mi dobrą minutę.

Podeszłam do okna. Skok z pierwszego piętra z rozwaloną nogą odpadał. Nie zauważyłam też innej drogi ucieczki. Wykuśtykałam na korytarz, aby dokładniej rozeznać się w sytuacji. Mój oddech przyspieszył, gdy zdałam sobie sprawę, że w tym stanie nie dam rady wykombinować niczego mądrego.

Na komodzie leżał mój plecak. Zgarnęłam go szybko i otworzyłam – bożek rzeczywiście znajdował się na swoim miejscu. Wygrzebałam kieckę, którą nosiłam na wszelki wypadek, i włożyłam ją po ściągnięciu zakrwawionej bluzki, żeby nie paradować w samych majtkach. Wcisnęłam zwitek materiału do środka, podobnie jak spodnie, po które wróciłam do sypialni; chwyciłam plecak mocniej, potem zaczęłam po cichu, na palcach, schodzić po schodach. Gdy przystanęłam na ostatnim stopniu, zauważyłam, że Adam rozmawia przez komórkę.

Cholera. A jednak!

Musiał mnie usłyszeć, a może raczej wyczuć, bo odwrócił się i uniósł kąciki ust, przez co w jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki. Jakim cudem wcześniej ich nie dostrzegłam i dlaczego tak cholernie trudno było mi ponownie zwiać? Ostatkiem sił zwróciłam się ku wyjściu, lecz zanim zdążyłam nacisnąć na klamkę, Adam znalazł się przy mnie.

– Dzwoniłeś na policję, prawda? – spytałam ostro, z wyrzutem, choć tak czy siak doceniałam to, jak się mną zaopiekował.

– Nie, moja siostra chciała złożyć mi życzenia. Jest Wigilia, pamiętasz?

– Jakoś ci nie wie… – Ostatniego słowa nie dokończyłam, bo Adam, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, nakrył moje usta swoimi. Całował mnie przez dłuższą chwilę, namiętnie pieszcząc językiem każdy ich zakamarek. Duże dłonie wędrowały po moich ramionach, plecach i szyi. Brakowało mi tchu. Rozsądek też uleciał. Nie liczyło się nic poza przyjemnością. To było tak inne od tego, co robił ze mną tamtej nocy, że mój zamroczony pożądaniem umysł nie potrafił zmusić ciała do odpowiednich reakcji. A zapewne najodpowiedniejsza byłaby ucieczka. Niestety byłam zbyt słaba, żeby odmówić sobie powtórki z sylwestra.

– A teraz? Czy nadal potrzebujesz czegoś bardziej przekonującego? – Przestał na moment, wciąż mocno mnie obejmując.

– Ach, pieprzyć wszystko. – Upuściłam plecak i tym razem to ja rozpoczęłam pieszczotę. Adam natychmiast złapał mój tyłek, więc oplotłam go nogami. Po kilku obrotach przyparł mnie do ściany z taką siłą, że z moich ust uleciał głośny jęk.

– Przepraszam, powinienem być ostrożniejszy… – Ścisnął mój podbródek i skierował twarz tak, bym patrzyła mu prosto w oczy. – Chociaż z tego, co pamiętam, nie narzekałaś na odrobinę bólu. – Roześmiał się i pocałował mnie delikatnie. Namiętnie. Zakręciło mi się w głowie. Nie byłam pewna, czy to nie sen; właściwie nie zdziwiłabym się, gdybym zaraz obudziła się na śniegu, wyziębiona i ledwo żywa. Albo, co gorsza, na dołku.

– Wszystko w porządku, nie przerywaj – niemal błagałam, kiedy mężczyzna przesunął usta na zagłębienie w szyi. Wplotłam palce w ciemne włosy i przyciągnęłam go bliżej. Krew we mnie wrzała, nie potrafiłam zdobyć się na logiczne myślenie.

– Zachłanna jak ostatnio. – Znowu na mnie spojrzał, tyle że tym razem jego spojrzenie się zmieniło. Nie było w nim już rozbawienia ani pytania. Wszystko to zastąpiła żądza.

Adam złapał mnie mocniej, po czym przeniósł przez niewielki hol, z którego przez szerokie podwójne drzwi wchodziło się do połączonego z kuchnią salonu. Ponieważ mężczyzna opadł na sofę, siedziałam teraz na nim okrakiem, czując między nogami twardego fiuta.

– Żałuję, że wtedy nie zostałam – powiedziałam szczerze. Powoli zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Doskonale zbudowana klatka piersiowa unosiła się szybko, nierówno. Gdy przesunęłam opuszkami po mięśniach, poczułam, że tężeją pod moim dotykiem. Docisnęłam cipkę do wybrzuszenia w spodniach Adama i zaczęłam się o nie ocierać.