Molly

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– A czy ja ci mówię, z kim masz się bzykać? – Robert skrzyżował ramiona na piersi, jego bicepsy się napięły, a tatuaż wielkiego węża okalający jego lewą rękę zdawał się pulsować.

– Ale ta dziwka?! A co z Alicją?

– Nico. Nie wyszło nam. – Wzruszył ramionami.

– I od razu pukasz największą zdzirę, jaką ziemia nosi?

– Laska jak laska. Zna się na rzeczy. Poza tym zabezpieczam się.

– To kurwiszon!

– Zawsze działała ci na nerwy. Nie będę żyć w celibacie. Tobie też by się przydało małe pukanko, bo się jakaś wrażliwa zrobiłaś.

Zerwałam się z łóżka i wskazałam wściekłym gestem drzwi.

– Wynoś się.

Robert się zreflektował, uniósł dłonie w uspokajającym geście i ruszył w moim kierunku.

– Powiedziałam coś. Nie chcę teraz nawet na ciebie patrzeć! – warknęłam.

Robert gwałtownie mnie odwrócił i przytulił się do moich pleców. Objął mnie ramionami i unieruchomił.

– Nie musisz na mnie patrzeć. Ale wysłuchać możesz. Bawię się, póki mogę. Ala mnie olała, nie byłem dla niej dość dobry.

– Tak to sobie tłumacz! – burknęłam. Chciałam go sprowokować, bo doprowadził mnie do szału. Ale się nie dał. Nadal mówił spokojnie.

– Marietta jest z takiego samego świata co ty i ja. Wiesz, że jesteś dla mnie ważna, ale to ty kiedyś mnie nie chciałaś. – Zmarszczył czoło. Westchnął. – Zostaliśmy kumplami i jest mi z tym dobrze. Więc nie zamieniaj się w świętoszkowatą sukę, bo dobrze wiem, jaka jesteś, Molly. Taka jak ja. Kochasz niszczyć ludzi i świat. Wyluzuj i daj się pobawić. Ja tobie nie przeszkadzam – szeptał nieprzerwanie, czułam jego ciężki oddech na szyi i twarde ciało przytulone do mojego. Był podniecony i wkurzony. Ja też. Wyrwałam się z jego objęć i spojrzałam na niego.

– Po co wspominasz coś, co było milion lat temu, kiedy byliśmy dziećmi? – spytałam ze smutkiem.

– Bo chcę, żebyś zdecydowała się, kim dla mnie jesteś. Dziewczyną czy starszą siostrą?

– Przyjaciółką – odpowiedziałam cicho, nie patrząc na niego.

– Okej. Pasuje mi. – Robson wyglądał na pogodzonego z sytuacją.

– I wolałabym, żebyś nie przyprowadzał jej tutaj, gdy ja jestem. – Uniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.

Robert patrzył na mnie przez chwilę, wreszcie kiwnął głową.

– Przyjąłem. Ale chodzi ci o nią czy ogólnie o jakąkolwiek dupę?

Wzruszyłam ramionami.

– Ogólnie. I rób to u siebie. Żebym nie słyszała.

Zaśmiał się.

– Mała, dobrze wiesz, że to akurat niemożliwe. Przy mnie kobieta po prostu MUSI krzyczeć. Powinnaś pamiętać. – Uśmiechnął się złośliwie i wyszedł, szybko zamykając za sobą drzwi.

Wkurzona opadłam na łóżko i wrzasnęłam ze złości. Potem włączyłam ponownie serial i oglądałam go, zupełnie nic nie rozumiejąc. Tak samo jak nie rozumiałam, co właściwie robię i dokąd zmierza moje popierdolone życie.


Nie wiem, co we mnie wstąpiło, że dzisiaj do niej pojechałem. Nawet nie wiedziałem dokładnie, gdzie mieszka, czatowałem pod blokiem i na szczęście wychodził jej kumpel z jakąś zdzirowatą laską, uwieszoną na jego ramieniu. Kiedy mnie dojrzał, zauważyłem zaskoczenie w jego oczach, zaraz potem obawę i niechęć. Ale powiedział mi uprzejmie, że Molly zaraz wróci z pracy. Towarzysząca mu dziewczyna na dźwięk jej imienia parsknęła i pogardliwie wydęła napompowane usta. Doszedłem do wniosku, że nie przepadała za Melanią. Już jej nie lubiłem. A co do tego Robsona… Nie mogłem go rozszyfrować. Nie do końca też wiedziałem, co jest między nimi. Znaczy między nim a Molly, tamta laska zupełnie mnie nie obchodziła. Ale ona, Melania… obchodziła mnie, i to bardzo.

Dzisiaj w firmie Jacek powiedział mi, że uważa, że chłopaków okradły te dziewczyny.

– Stary, ja nie wiem, co ty kręcisz z tą blondi – zaczął niepewnie – ale ona chyba jest złodziejką. A jeśli nie ona sama, to te laski albo ten wysoki gość – dodał pospiesznie. – Oczywiście chłopaki w ogóle nie skumały, cycki im przesłoniły wszystko, zdrowy rozsądek też. Ale ja tak to skojarzyłem.

– Oni byli tak zalani, że mogli zgubić portfele wszędzie, w kiblu, na parkiecie. To klub, Jacek – odparłem, kręcąc głową. Czułem, że mój przyjaciel może mieć rację, ale jednocześnie nie dopuszczałem takiej myśli do siebie. Że śliczna, mała Melania mogła okraść moich kumpli. Ale przecież… ukradła mój samochód. Zdenerwowany spojrzałem na kumpla. On doskonale znał ten mój wyraz twarzy.

– No jasne. Mówię ci tylko, żebyś się nie zdziwił, że zostaniesz kiedyś bez kasy. – Jacek wycofał się z dalszej konwersacji na ten temat.

– Spokojnie. Znasz mnie. Jestem ostrożny.

Popatrzył na mnie z powagą.

– No właśnie nie wiem.

Ja też nie wiedziałem.

Jasne, byłem spokojny, uważny, rozsądny. Ale kiedy byłem przy niej… coś we mnie drgało, coś się ze mnie wyrywało. Tak jakby ona coś we mnie budziła, coś, co zawsze we mnie tkwiło, a teraz dopiero dostało impuls, który wyzwalał wszelkie szalone pragnienia. To ona była tym impulsem. A ja nie potrafiłem mu się oprzeć.

Dlatego pojechałem do niej i sterczałem pod jej blokiem jak idiota. Kiedy tylko ją zobaczyłem, od razu poczułem i spokój, i zdenerwowanie. Ambiwalencja przepełniających mnie odczuć była czymś bardzo męczącym. Ale nie zniechęcała mnie. Jedyne, czego pragnąłem, to przebywać z nią. Molly. I już nie mogłem doczekać się piątku.

Jednocześnie czułem obawę graniczącą ze strachem. Bo zdałem sobie sprawę, że jeśli ona pozna całą prawdę o tym, co się wydarzyło, znienawidzi mnie tak samo, jak ja nienawidziłem mojego starego.

Rozdział 6

Cause girls like you run ‘round with guys like me

Til sun down when I come through

I need a girl like you, yeah yeah

Girls like you love fun, and yeah, me too

What I want when I come through

I need a girl like you, yeah yeah.

Maroon Five, Girls Like You

Ten tydzień miał minąć szybko, a ciągnął się niemożliwie. Gdyby nie to, że zaczęliśmy wymieniać z Melanią esemesy, chybabym oszalał. Miałem mnóstwo spotkań, potem konferencję z głównym wykonawcą i podwykonawcami. Ale wreszcie nastał piątek, a ja liczyłem już nie dni, lecz godziny do spotkania z Molly. Siedziałem w swoim gabinecie i czytałem wiadomości od tej szalonej dziewczyny.

Najpierw spytałem ją, czy lubi sushi.

Odpisała mi:

Z ryb najbardziej lubię czekoladę. Ale okej, sushi też zjem.

Na to odpowiedziałem:

Czyli deser musi być?

Ona od razu napisała:

Deser jest nieodzowny. Bez deseru nie ma co zasiadać do stołu.

Moja odpowiedź była jednoznaczna:

Na deser liczę najbardziej.

A wtedy ona napisała:

Nie wiem, czy dasz radę, to bardzo syty i wymagający deser.

Śmiałem się do każdej jej wiadomości, te jej krótkie, bezczelne zdania sprawiały, że wszystkie obowiązki było mi o niebo łatwiej wykonywać, i nawet moi współpracownicy mnie aż tak bardzo nie irytowali. Teraz napisałem jej wiadomość:

Jeszcze 4 godziny do naszego spotkania. Nie mogę się doczekać. Może nawet już nikogo nie zabiję w pracy.

Kiedy rozległo się pukanie, spojrzałem zirytowany na drzwi. Do pokoju weszła Beata. Ta sama Beata, którą całowałem na jakiejś durnej imprezie i która od tamtej pory próbowała zaciągnąć mnie do łóżka. Beata była wysoką, piękną, bardzo zadbaną trzydziestolatką. Miała metr siedemdziesiąt wzrostu, zgrabną figurę, duży biust i pełne usta. Jacek powiedział mi kiedyś, że jak z nią rozmawia, nie wie, na czym skupić wzrok – na cyckach czy na ustach, jedno lepsze od drugiego. Nazwałem go burakiem, ale też czasami miałem ten dylemat. Lecz nie dzisiaj. Teraz prawie na nią nie spojrzałem. Bardziej byłem zainteresowany tym, czy Molly odpowie na mojego esemesa.

– Widziałeś te koszty, które ci wysłałam?

– Tak, przeglądałem, ale zajmę się tym po weekendzie.

– Okej. A co robisz w weekend?

Beata pochyliła się ku mnie, zapewniając mi doskonały widok na swój dekolt. Miałem wrażenie, że jej piersi zaraz wyskoczą z ciasnej bluzki i potoczą się po moim biurku niczym dwie kule bilardowe.

– Nie wiem jeszcze – odparłem ostrożnie.

– To zapraszam cię na grilla. Będzie też Jacek ze swoją dziewczyną.

– Raczej nie dam…

W tym momencie doszedł mnie dźwięk esemesa. Czym prędzej spojrzałem na komórkę. Widniała tam wiadomość od Molly, która napisała:

Nie wiedziałam, że jesteś taki ostry. Kręcisz mnie, Wiko. Do zoba o 19!

Zrobiło mi się gorąco i uśmiechnąłem się kącikiem ust. Beata odchrząknęła.

– Jakaś dobra wiadomość?

– Yhm. Coś jeszcze? – Spojrzałem na siedzącą naprzeciwko mnie kobietę.

– A co z tym grillem? Sobota o osiemnastej. Na mojej działce.

– Chyba nie dam rady.

– Och, daj spokój. Przyjedź. Będzie wesoło. Pamiętasz, mówiłam o tym winie, które nastawiłam jesienią? Mam zamiar je otworzyć.

– Dam ci znać, okej? – Chciałem jak najszybciej zostać sam.

– Dobrze. Jutro jeszcze wyślę ci wiadomość, żebyś nie zapomniał, bo wiem, jaki bywasz zakręcony.

– Dobrze.

Kiedy wyszła, oparłem się o skórzany zagłówek. Wcale nie byłem zakręcony. Tylko czasami udawałem, że zapomniałem o jakimś spotkaniu albo mówiłem, że przyjadę na jej imprezę, a potem tłumaczyłem, że zupełnie wypadło mi to z głowy. Wolałem grać idiotę, niż powiedzieć jej wprost, że nie jestem nią zainteresowany. Wkurzałem się jednocześnie na siebie, że na tamtej imprezie poszedłem z nią do damskiej toalety. W ostatniej chwili się powstrzymałem, ale jednak zdążyliśmy się obściskiwać i całować. I to był mój błąd!

Prosto z biura pojechałem na zakupy, kupiłem wino, owoce, sery i zamówiłem sushi na dziewiętnastą trzydzieści. W domu wziąłem prysznic i poszedłem do garderoby. Zastanawiałem się, jak się ubrać. Przecież nie w garnitur.

 

– Tuli, dupku, ogarnij się! – mruknąłem i sięgnąłem po czarne dżinsy i T-shirt z logo Led Zeppelin. – Przestań być takim cholernym sztywniakiem!

Kiedy zbliżała się godzina dziewiętnasta, czułem podenerwowanie i z tysiąc razy spoglądałem na zegar wiszący w salonie. Dziesięć po byłem już kłębkiem nerwów i powstrzymywałem się przed tym, żeby nie sięgnąć po telefon i do niej nie zadzwonić. Kiedy usłyszałem dzwonek domofonu, prawie pobiegłem do drzwi. Ale to był dostawca sushi. Otworzyłem zrezygnowany. Kiedy stałem w drzwiach, usłyszałem jakieś głosy i donośny śmiech. Tego śmiechu nie mogłem z niczym pomylić. Po chwili w korytarzu pojawili się kurier z jedzeniem i ona. Rozmawiała z dostawcą i śmiała się, on także wyglądał na rozbawionego.

– O, mówiłam, że brat już czeka na korytarzu. Wściekle głodny.

– Dobry. Proszę. – Dostawca podał mi pudełka w papierowej torbie. Zapłaciłem i widziałem tylko, jak macha do Molly, która już weszła do mojego mieszkania.

Kiedy zamknąłem drzwi, ona była w salonie i oglądała moje płyty. Położyłem jedzenie na kuchennej wyspie i patrzyłem na nią. Wyglądała… pięknie. Miała na sobie czerwoną sukienkę z dekoltem i odkrytymi plecami, lekko rozkloszowaną. Na stopy założyła szpilki, a w dłoni trzymała małą czarną torebkę. Włosy miała rozpuszczone, proste. Jej usta były pomalowane na krwistą czerwień.

– Wyglądam jak podstarzały rockman. A ty ubrałaś się tak ślicznie – powiedziałem, wchodząc do salonu. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.

– Nie jesteś taki stary, masz raptem dwadzieścia… – Spojrzała na mnie. – Siedem? Lat?

– Dwadzieścia osiem – odparłem. – Wino? Czerwone?

– Może być. – Machnęła ręką. – Ale swoją drogą miło cię widzieć w takim luzackim ubraniu.

– A ciebie w takim eleganckim.

– Widzisz, wpadamy w te cholerne pułapki pozorów. – Uśmiechnęła się i wzięła ode mnie kieliszek z winem. – Za co pijemy?

– Za dobrą kolację – odparłem i stuknęliśmy się kieliszkami.

Napiliśmy się i zaprosiłem ją do jadalni.

– Ale wielkie masz to mieszkanie. Dwupoziomowe. Nieźle. – Pokiwała głową.

– Dlaczego powiedziałaś temu dostawcy, że jestem twoim bratem?

– Dostał mój numer, musiałam sobie jakoś przetrzeć szlak. – Wzruszyła ramionami. – Brat zawsze pomaga.

– Ach tak. – Nie wiedzieć czemu, poczułem irytację.

– No wiesz, zawsze czujna. – Molly mrugnęła do mnie i postukała w talerz. – Jeśli mam pić wino, muszę coś zjeść.

– Już podaję. Sushi, sery, owoce.

Po skończonym posiłku spojrzałem na nią, dopijała resztę wina i wyglądała na trochę zmartwioną.

– Jak na tak mało zadowoloną z posiłku zjadłaś zadziwiająco dużo – powiedziałem i otworzyłem drugą butelkę wina.

– Twierdzisz, że jestem żarłokiem? – spytała, mrużąc oczy.

– Ależ skąd. Nie śmiałbym. – Potrząsnąłem głową, odżegnując się od tak okropnego zarzutu.

– No popatrz, a ja całkiem inaczej sądzę. – Zabębniła pomalowanymi na czarno paznokciami o blat dębowego stołu w moim salonie.

– Powiedz mi, jak dużo pamiętasz z naszego dzieciństwa? – Postanowiłem ją trochę wybadać.

– Niewiele. – Wzruszyła ramionami. – Ale ciebie nie zapomniałam. Wikuś.

– Daj spokój.

– Twoja mama dalej tak do ciebie mówi? Założę się, że tak – parsknęła.

Spokojnie rozlałem wino do kieliszków.

– Mama zmarła, gdy skończyłem trzynaście lat – powiedziałem to normalnym tonem, jakbym już nie czuł żalu i tęsknoty.

Widziałem, że się spłoszyła. Nie chciałem wprawiać jej w zakłopotanie, po prostu powiedziałem, jak było.

Pochyliła się i dotknęła dłonią mojej ręki. Miałem wrażenie, że dotyka mnie rozżarzonym kawałkiem żelaza.

– Przykro mi. Naprawdę. – Widziałem troskę w jej oczach. Co było trochę niecodzienne, bo Molly najczęściej patrzyła tak, jakby rzucała wszystkim wyzwanie. Sobie, innym, światu.

– Wiem – odparłem i uśmiechnąłem się. – Ale masz rację. Do samego końca tak do mnie mówiła.

– Co się stało?

– To samo co twojej mamie. – Potarłem czoło. Nie był to miły temat. Oboje straciliśmy mamy przez okropną chorobę, ale Melania straciła o wiele więcej.

– Ja mojej, niestety, nie pamiętam. Dobra, nieważne. To już za nami. – Klasnęła w dłonie i podała mi pilot od telewizora. – Masz Netfliksa? Może coś obejrzymy?

– Chcesz oglądać ze mną film? – Byłem nieco zdezorientowany tą nagłą zmianą tematu.

– Może być serial. – Zrzuciła szpilki, usiadła na sofie i podkuliła nogi. Spojrzałem na jej stopy, paznokcie miała pomalowane na czerwono. Chciałem… zapragnąłem położyć sobie jej stopy na kolanach i masować, widzieć, jak zamyka oczy i wzdycha z przyjemnością. Chciałem… tak wiele różnych rzeczy, że ta silna potrzeba, która mnie nagle ogarnęła, niemal odebrała mi możność normalnego fukcjonowania.

– Okej. – Usiadłem obok i sięgnąłem po pilot. – To… co oglądamy?

– Oooo, pokaż „Ostatnio oglądane”.

– Dobra. – Kliknąłem.

– Hahahaha, oglądałeś Uwierz w ducha! Nie mogę! – Melania zanosiła się śmiechem.

– I co z tego? – zdziwiłem się.

– Stare romansidło. Nie wiedziałam, że jesteś taki romantyk? – Usiadła bokiem i wpatrywała się we mnie zaskoczona.

– Ciekaw jestem, co u ciebie byłoby w „Ostatnio oglądanych”? Pewnie Szybcy i wściekli – parsknąłem.

– Znowu myślisz stereotypowo. Na pewno znalazłbyś jakiś horror. Uwielbiam horrory. Hmm, co tu jeszcze… – Przewijała pilotem moje ostatnio oglądane filmy, a ja patrzyłem na nią i nic nie mówiłem. – Nie no, padnę. Oglądałeś Greya? – Spojrzała na mnie ze zdumieniem.

– To nie ja, tylko…

– Kręcą cię pasy, pejcze, kary? Zaciski? Piórka? – Poruszała znacząco brwiami. – Ale ja byłam taka niegrzeczna, panie Tuli… – Zamrugała i dotknęła palcem ust.

Zniecierpliwiony zabrałem jej pilot. Przewróciłem oczami.

– Dziewczyna Jacka oglądała.

– Łe, i wszystko zepsułeś. Oddawaj! – Sięgnęła po pilota.

– Możemy obejrzeć jakiś horror. – Trzymałem urządzenie wysoko w górze.

Pokręciła głową.

– Dobra, włączaj Mamę.

Oglądaliśmy film; za każdym razem, gdy była jakaś scena mrożąca krew w żyłach, Molly krzyczała, łapała mnie za rękę i chowała twarz w moje ramię. Na samym początku – kiedy w domku zostały znalezione małe dziewczynki, bardzo zaniedbane, które zachowywały się jak dzikie zwierzątka – Molly zacisnęła dłonie przy ustach i widziałem na jej twarzy strach, ale i żal. Przytuliłem ją wtedy, a ona z westchnieniem się we mnie wtuliła, żeby dosłownie kilka minut później podskoczyć z przerażenia. A gdy pojawiała się mama dziewczynek, biegnąca na czworakach na połamanych i wygiętych nienaturalnie rękach, Molly ścisnęła moje prawe ramię tak mocno, że miałem wrażenie, że odcięła dopływ krwi do dłoni. A potem, w finale, gdy mama chciała odzyskać swoje dzieci, Melania schowała się za mnie, ale oczywiście nie spuszczała wzroku z ekranu. Doszedłem do wniosku, że ten horror naprawdę bardzo mi się podoba. Molly wciąż była blisko, nieustannie mnie dotykała, czułem ciepło jej ciała, jej zapach. Tak, to był naprawdę najlepszy horror, jaki oglądałem w życiu.

Kiedy film się skończył, skończyło się także wino. Spojrzałem na Molly, która śmiała się i przeciągała niczym kotka na słońcu. Patrzyłem na jej szczupłą talię i pełne piersi. Złapała mnie na tym i zmrużyła oczy.

– W sumie zawsze możesz przychodzić na horrory – powiedziałem, sprzątając ze stołu. Melania w tym czasie wstała, rozciągnęła się i ziewnęła. Zachowywała się swobodnie, co bardzo mi się podobało. Chciałem, żeby przy mnie czuła się dobrze, pragnąłem dać jej szczęście.

– Jesteś pewien? – Zatrzymała na mnie wzrok.

– Oczywiście. Wprawdzie pewnie będę miał siniaki, ale chyba było warto. – Wyjąłem butelkę wody mineralnej i podałem Melanii, pokręciła głową. Odkręciłem nakrętkę i upiłem pokaźny łyk.

– Pomyślę o tym. Chyba masz nieczyste myśli.

– Nie wiem, o czym mówisz.

W tym momencie zadzwonił Jacek.

– Odbiorę, jeśli nie masz nic przeciwko? – Zerknąłem na Melanię. Przewróciła oczami i potrząsnęła przecząco głową.

Przesunąłem słuchawkę na ekranie i powiedziałem:

– Jacek, krótko.

– Ha, ha, stary, kumam. Słuchaj, będziesz jutro na grillu u Beaty?

– Męczyła mnie dzisiaj. Ale chyba nie.

– Jezu, nie rób mi tego. Jak nie przyjdziesz, to ona mnie jutro zadręczy. Wpadnij chociaż na chwilę.

– Jacek, ta kobieta nie rozumie słowa „nie”. Znowu będzie wpychać mi swoje cycki w twarz! – Zapomniałem, że mam gościa. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem, że Molly krztusi się ze śmiechu. Westchnąłem ciężko. – Zadzwonię później, narka! – Rozłączyłem się.

Molly śmiała się pełną piersią.

– Co ty masz za znajomych? Dlaczego nie lubisz damskich cycków na twarzy?

– Akurat tych nie lubię – mruknąłem. – Sorry, nasza księgowa zaprosiła mnie na grilla, a Jacek, poznałaś go, to mój wspólnik, właśnie mnie usiłował namówić…

– Żebyś poszedł na to seksparty? – Zakręciła biodrami, jakby tańczyła twista.

– Skoro tak to przedstawiasz, to tym bardziej nie pójdę. – Potrząsnąłem głową.

Molly przysiadła na oparciu sofy. Usiłowałem nie gapić się na jej bose stopy. Na jej nogi. Na jej… wszystko.

– Rozumiem, że babka jest na ciebie napalona? Było coś między wami? – Wpatrywała się we mnie z zainteresowaniem.

– Takie tam… na jednej imprezie. – Wzruszyłem ramionami. – Jezu, dlaczego ja ci to mówię.

– Bo pytam. – Też wzruszyła ramionami. – No więc, zanurkowałeś w jej chętnej…

– Nie! – krzyknąłem. – Nie… Po prostu… ona chyba nie rozumie, że nie jestem nią zainteresowany. A pracujemy razem i nie chcę być chamski ani zrobić jej jakiejś przykrości. Nigdzie nie nurkowałem.

– Czyli seks na sucho? – sondowała.

– Jezu, jesteś niemożliwa. Też nie. Po prostu pracujemy razem…

– I wpadłeś na jej cycki. Kumam. Wiem! – Uniosła palec. – Podpisywałeś jakąś fakturę, chciałeś sięgnąć po pióro Montblanc zapewne, a tam cycek!

– Boże… – parsknąłem. Co za dziewczyna! – Nic nie kumasz. Nie chcę, aby była krępująca atmosfera… – Sam wiedziałem, że to idiotyczny argument.

Molly pokręciła głową i uniosła brew.

– Ale z ciebie dobry samarytanin. O której masz jutro tego grilla?

– Chyba o osiemnastej. – Skrzywiłem się.

– Dobra. Żebyś pamiętał, że będziesz mi coś winien. – Klasnęła w dłonie, wstała i podeszła do mnie. Była niziutka, sięgała mi do połowy ramienia. Uniosła głowę i uśmiechnęła się. – Pójdę tam z tobą. Zabawimy się.

– Zabawimy? – Zmrużyłem oczy.

– No wiesz… Pogramy trochę… – Przejechała palcem po moim torsie. Miałem wrażenie, że coś dusi mnie w gardle. – Poudajemy, że jesteśmy razem i że jesteś na mnie meganapalony.

– To akurat nie będzie trudne – wymamrotałem.

– Aha! Naprawdę cię lubię.

Złapałem ja wpół i przyciągnąłem do siebie. Poczuła mój wzwód i widziałem, jak rozszerzają się jej źrenice.

– No dobra, to mamy z głowy. Przynajmniej nie będziesz musiał zbyt dużo się starać.

– Musimy się też trochę podotykać – powiedziałem i wsunąłem rękę pod jej włosy. Dotknąłem ciepłego karku. – Żebyś nie uciekała za każdym razem, gdy będę robił na przykład tak.

Zmrużyła oczy i widziałem, że lekko zadrżała. A więc nie byłem jej tak do końca obojętny, jak chciała pokazać. Poczułem się bardzo dobrze.

– Nieustannie mnie zaskakujesz. – Spojrzała na mnie spod przymkniętych powiek.

– To przez ciebie taki jestem. – Gładziłem jej kark i widziałem, jak wzdycha z przyjemnością. Odgłosy, jakie wydawała, niesamowicie mnie podniecały. Co tu dużo mówić.

Pragnąłem tej dziewczyny.

– No i dobrze, inaczej umarłbyś z nudów. Albo przygnieciony wielkimi cyckami. – Spojrzała na mnie i widziałem złośliwość w jej oczach.

– Jesteś naprawdę okropna. – Uśmiechnąłem się.

A wtedy ona stanęła na palcach i szybko mnie pocałowała. Kiedy chciałem więcej, uciekła ode mnie i zaczęła wkładać buty.

– To przyjedź jutro po mnie około wpół do szóstej. Daleko mieszka ta cycatka? – Wsunęła szpilki i poprawiła sukienkę.

Z uwagą śledziłem każdy jej gest. Kiedy zauważyła, że się jej przyglądam, wygładziła materiał na piersiach, wypinając się do przodu.

Parsknąłem śmiechem.

– Ma na imię Beata. Mieszka na Karłowicach.

– Luzik. Pojedziemy, pokażemy, że jesteś napalony na inne cycki, i będziesz miał z głowy. – Klepnęła mnie w ramię. Błyskawicznie złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie.

– A czy jest szansa, że w ramach ciągu dalszego zobaczę te inne cycki, na które jestem napalony? – Wpatrywałem się w jej twarz.

Molly lekko się uśmiechnęła.

– Wizualizuj dalej, Wiko. Kto wie? Kto wie…

– Jak wrócisz do domu? – spytałem, gdy Molly odsunęła się ode mnie.

– Zaraz zamówię taksę przez apkę. – Wyjęła z torebki komórkę.

 

– Dobrze, że nie pożyczasz żadnego auta – zauważyłem z ulgą.

– Nie dzisiaj. – Wzruszyła ramionami.

– Dziękuję ci. – Podszedłem bliżej i złapałem ją za rękę. Kciukiem lekko pogładziłem jej palce. – To był naprawdę świetny wieczór.

Patrzyła na mnie przez chwilę i pokiwała głową.

– To prawda. Całkiem niezły. Do jutra, Wiko.

– Do jutra, Melania.


Nie powinien zwracać się do mnie w ten sposób. Od lat nie używałam imienia Melania. Przypominało mi czasy, których praktycznie już nie pamiętałam. Tak zwracali się do mnie mama i tato… Mama umarła dawno temu, a tato… Też już go nie miałam. Potem, w bidulu i w rodzinach zastępczych, byłam Melką, Lelką, Maliną, Linką. A kiedy Robert i ja… kiedy tamtej nocy przyszłam do jego pokoju na poddaszu, powiedział do mnie:

– Naprawdę tego chcesz, Molly?

I tak już zostało. Naprawdę tego chciałam. Do jego pokoju weszła Melania, a wyszła Molly.

Niedługo potem przekonałam się, że nie ma miłości na tym świecie. I jedyne, co mogę zrobić, to łamać wszelkie zasady i dobrze się bawić.

Właśnie to robiłam.

Kiedyś przeczytałam taki cytat: Lepiej zniszczyć własną młodość, niż nic z nią nie zrobić. I bardzo to do mnie przemówiło.

Poza tym nie lubiłam cofać się, myśleć o tym, co za mną.

Jednak przy Wiktorze wracało tak wiele wspomnień. Zauważyłam, że nie zależy mi tylko na tym, żeby z niego drwić i patrzeć, jak powoli się ośmiela i przekracza granice. Co, oczywiście, było całkiem zabawne. Zaczynałam coś przy nim czuć, i to mnie kompletnie zaskakiwało, ale i martwiło. Nie chciałam nic czuć. Emocje prowadziły jedynie do cierpienia. A cierpieć tym bardziej nie zamierzałam. Z tym postanowiłam skończyć definitywnie.

Gdy dotarłam na Łaciarską, było po dwudziestej trzeciej. Spojrzałam w nasze okno, świeciło się światło, zatem Robson był w domu. Nie widziałam się z nim od tamtej pory, kiedy ścięliśmy się w nocy. Nawet mnie to cieszyło, bo wciąż byłam na niego zła. Gdy wchodziłam do bramy, dostałam wiadomość. Spojrzałam na telefon, to był Wiktor.

Daj znać, czy już jesteś w domu.

Uśmiechnęłam się pod nosem. Od lat nikt się o mnie nie martwił. To było bardzo dziwne uczucie. Odpisałam:

Właśnie wchodzę. Czyżbyś się o mnie martwił? :)

Nie zdążyłam wejść na drugie piętro, kiedy dobiegł mnie dźwięk przychodzącej wiadomości.

Po prostu chcę zobaczyć twoje cycki.

Wybuchnęłam śmiechem. Naprawdę coraz bardziej mnie zaskakiwał. Niedobrze… Wysłałam mu wiadomość:

I to się nazywa motywacja. Dobranoc, Wiko.

Odpowiedział niemal natychmiast:

Dobranoc, Melania. Śpij dobrze.

Pokręciłam głową i westchnęłam. Kiedy weszłam do przedpokoju, zobaczyłam Roberta opartego o framugę drzwi swojego pokoju i wpatrującego się we mnie. Nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy.

– Widzę, że randka była udana? – W jego głosie słyszałam urazę.

– A owszem. – Zdjęłam szpilki i odetchnęłam z ulgą.

– Rozumiem, że wystroiłaś się dla tego Wiktora?

– Na to wygląda. A ty dzisiaj nie w klubie? – Spojrzałam na przyjaciela badawczo.

– Bez ciebie to nie to samo.

– Rozmawiałeś z Alicją? – Poszłam do swojego pokoju, Robson podążył za mną. Odwróciłam się, a on zaczął rozpinać mi sukienkę. Potem wskoczyłam w koszulkę do spania i zdjęłam biustonosz.

Robert stał oparty o szafę i mierzył mnie wzrokiem. Widziałam, jak jego oczy sondują moje ciało, powoli i sukcesywnie.

– Już, pogapiłeś się?

– A nie, jeszcze nie.

– Dobra, mów, co się dzieje. – Poszłam do salonu i usiadłam na sofie.

– Spotkałem się z Alą. Powiedziała mi, że mamy różne priorytety. I że rozmawiała ze swoim eks. Chcą spróbować jeszcze raz. – Robson usiadł w fotelu i położył długie nogi na ławie. – Dlatego nie wkurwiaj się na mnie, że bzykam się z Mariettą. Ona przynajmniej nie potraktuje mnie jak gówno.

Prawie warknęłam.

– Pamiętaj, że ludzie nie będą cię tak traktować, jeśli sam na to nie pozwolisz. A Marietta to dziwka.

– W tej chwili nic innego nie potrzebuję, tylko dobrego pieprzenia. A ty myślisz, że skoro odnalazłaś swojego Wikusia, to masz receptę na wszystko?

Widziałam złość w jego ślicznych niebieskich oczach.

– Skąd wiesz? – spytałam krótko. Nie było sensu zaprzeczać.

– Nie jestem głupi. Poczytałem o jego firmie w necie. Pamiętałem, jak się nazywał. To, że nie skończyłem wielkich szkół, nie oznacza, że nie umiem dodać dwóch do dwóch. – Robson zmrużył oczy i wpatrywał się we mnie z napięciem.

– Nigdy tak nie twierdziłam. Uważam, że jesteś wspaniały i Ala wiele traci. A ty tracisz jeszcze więcej, zadając się z tą…

– Dobra, luzuj co? Nie będę jej tu przyprowadzał. Poza tym co taka cięta na nią jesteś? Zrobiła ci coś?

– Istnieje. Wystarczy – odparłam sucho. Nie miałam zamiaru wracać do tego, co było. Robert o wielu rzeczach nie miał pojęcia i lepiej, żeby tak zostało.

– I co z nim? Z tym Tuli? Jesteście razem? – Patrzył na mnie naburmuszony.

– Kumplujemy się. Trochę flirtujemy. Wiesz, że ja się nie angażuję. – Nie była to do końca prawda, bo choć nie rozumiałam tego, co czułam do Wiktora, to jednak coś czułam. Nie można więc tego nazwać brakiem zaangażowania.

– Yhm. Ale to on. To całkiem inna bajka. – Robert pokręcił głową i ścisnął kostki dłoni, jakby szykował się do bójki. Mowa ciała – jego stare zagrywki, znałam je doskonale.

– Taka sama jak zawsze. – Przewróciłam oczami.

– Nie bardzo. Nie chciałbym, żebyś cierpiała. – Pochylił się ku mnie i zobaczyłam w jego oczach troskę. Taki był. Albo popadał w autodestrukcję, albo stawał się upierdliwym, nadopiekuńczym starszym bratem.

– Nie będę. Takie rzeczy mnie nie ruszają – odparłam bez przekonania.

– To się okaże – burknął.

– Czy ty jesteś zazdrosny? – Uniosłam brew.

Robson zerwał się, jednym ruchem złapał mnie wpół i posadził sobie na kolanach. Przytulił mnie mocno i wtulił twarz w moje włosy. Czułam, że drży. I że całuje mnie po głowie.

– Jesteś dla mnie wszystkim – powiedział cicho. – Pamiętam, jak mieliśmy tylko siebie. Pamiętam, jak dostawałem wpierdol, a ty przychodziłaś do mnie na poddasze, przytulałaś i całowałaś. – Westchnął ze smutkiem. – Nie pamiętam, żeby ktokolwiek się o mnie martwił, troszczył. Ty zawsze to robiłaś. Tak, jestem zazdrosny. – Zabrzmiało to dziwnie, jakby sam dopiero teraz to sobie uświadomił. – Nie chcę, żeby ktokolwiek mi cię zabrał. I nie chcę, aby ktokolwiek cię skrzywdził. Zabiję każdego. Dobrze o tym wiesz.

– Wiem – odparłam krótko i wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Robert kołysał mnie lekko, a gdy zaczęłam przysypiać, zaniósł mnie do mojej sypialni, ułożył w łóżku i chciał odejść.

Złapałam go za rękę.

– Nie idź – poprosiłam.

– Mam zostać? – Chciał się upewnić.

– A co ja właśnie powiedziałam?

– Znowu boisz się spać sama? – Uśmiechnął się, ale położył obok mnie. Obróciłam się na bok, a on przytulił się do mnie „na łyżeczkę”.

– Już nie. Po prostu dawno nikt mnie nie przytulał. – Westchnęłam, było mi tak dobrze.

– Pamiętasz, jak bałaś się spać sama? – Robert musnął palcem mój policzek, a potem pogłaskał po głowie.

– Bo ten debil Andrzej puszczał mi horrory – odparłam, ziewając.

– Kochał się w tobie, od kiedy skończyłaś dwanaście lat. – Robert wyszeptał mi do ucha.

– Świetnie to okazywał – prychnęłam.

– Serdecznie mnie nienawidził.

– Bo ja kochałam się w tobie.

Robert objął mnie mocniej.

– Szkoda, że wtedy byłem idiotą. – Słyszałam w jego głosie żal.

– Byłeś nastolatkiem z buzującymi hormonami. Albo się biłeś, albo bzykałeś chętne dziewczyny – powiedziałam bez wyrzutu. Po prostu stwierdzałam fakt, bo tak właśnie było.

– Musiałem się bić. Wcześniej to ja dostawałem wpierdol. Kiedyś to musiało się skończyć.

– No i się skończyło. Urosłeś wielki i wszyscy zaczęli się ciebie bać. – Zaśmiałam się cicho.

– Jak myślisz, czy kiedyś będziemy szczęśliwi? – spytał po chwili, kiedy już myślałam, że zasnął.

Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Wpatrywał się we mnie błyszczącymi oczami, w których odbijało się światło latarni. Nie zasłaniałam okien na noc. Kiedyś w mojej pierwszej rodzinie zastępczej kazano nam spać w całkowitej ciemności. Okropnie się tego bałam. Potem w drugiej i ostatniej rodzinie już nie było tak źle. Tam zawsze miałam odsłonięte żaluzje. I tak już było później.

– Ja jestem szczęśliwa. Na swój sposób.

– Myślisz czasami o swoim starym?

Drgnęłam.

– Czasami – odpowiedziałam cicho.

– Wybaczyłaś mu?

– Nie. – To akurat była prawda. Nie mogłam zrozumieć, jak mógł oszukać tych ludzi, jak mógł kraść, przegrywać wszystko w karty. Zapomniał o mnie, o tym, że po śmierci mamy obiecywał mi, że ułożymy sobie życie. Z niczym nie daliśmy rady. Ani on, ani ja.

– A nie uważasz, że jakbyś zamknęła tamten etap, mogłabyś ruszyć naprzód? – Robert dalej drążył.

– Co przez to rozumiesz? – obruszyłam się.

– Nie wiem. Może wyszłabyś za mnie, mielibyśmy piękne dzieci i mieszkali w domu na przedmieściach.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?