Mazurskie LatoTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karolina Wilczyńska

Kompas bosmana Macieja

Agnieszka Lingas-Łoniewska

Letni uśmiech losu

Tomasz Kieres

Pierwszy krok

Krystyna Mirek

Nieoczekiwana miłość

Katarzyna Misiołek

Czekaj na mnie w Mikołajkach

Anna H. Niemczynow

O szczęście niepojęte

Agnieszka Olejnik

Tego kwiatu jest pół światu

Magdalena Witkiewicz

Biała Dama

* * *

Karta redakcyjna


KAROLINA WILCZYŃSKA



Kompas bosmana Macieja

I tylko fale cierpliwy wiatr

Goni wciąż dalej, dalej,

Niemy świadek naszych spraw.

Zawsze tak było, jak światem świat:

Byli ludzie, była miłość i był… wiatr

szanta Była miłość, autor: Mirosław Kowalewski

– Dwa piwa poproszę!

– Długo będę czekać na tę rybę?!

– Hej, dziewczyno, chciałem zamówić!

Jagoda otarła spocone czoło wierzchem dłoni i spojrzała przepraszająco na stojącego przy barze mężczyznę.

– Chwileczkę – poprosiła. – Rozniosę tylko to – wskazała na pełną tacę – i zaraz do pana wracam, dobrze?

Klient pokręcił z niesmakiem głową, ale nie odszedł. Nic dziwnego, w końcu była to najmodniejsza tawerna w Mikołajkach. Warto było poczekać, żeby poteO0m zrobić sobie zdjęcie i wrzucić na Facebooka lub Instagrama, oznaczając nazwę lokalu. Odwiedziny w tawernie Złota Rybka to obowiązkowy punkt programu dla sezonowych gości, co Jagoda odczuwała na własnej skórze od trzech dni.

– Ruszasz się jak mucha w smole! – warknął Rysiek, który był jednocześnie kucharzem i właścicielem lokalu, a od przedwczoraj także pracodawcą dziewczyny. – Widziałem, że już trzech klientów wyszło bez zamówienia. Tak nie może być!

– Przepraszam, szefie. – Jagoda oparła czoło o zimne kafelki na kuchennej ścianie. – Robię, co mogę, ale przecież się nie rozdwoję…

– Zapewniałaś, że jesteś gotowa zaangażować się w pracę – przypomniał Rysiek ze złośliwym uśmiechem. – No to się angażuj, bo mi pieniądze uciekają.

– Jasne, szefie. – Dziewczyna skinęła głową i odebrała z rąk kucharza talerze z zamówionymi daniami.

Kiedy to się skończy, nigdy już nie zjem smażonej ryby – obiecała sobie w duchu. – Ten zapach rozgrzanego oleju…

Nie zdążyła nawet dokończyć myśli, bo z sali rozległy się kolejne nawoływania.

– Czy ktoś tu obsługuje?!

– Co z tym lodem? Będzie czy nie?!

Jagoda uniosła talerze i biodrem otworzyła wahadłowe drzwi prowadzące z kuchni na salę.

– Już idę! Proszę o chwilę cierpliwości – powiedziała głośno. – Rybki już są, zaraz nalejemy piwo spragnionym – zapewniła, nie przestając się uśmiechać.

Ten uśmiech to mi już na zawsze zostanie – pomyślała. – Będę wyglądała jak Joker z filmu o Batmanie.

Nie miała jednak czasu na dłuższe refleksje, bo gości nie ubywało. Już zdążyła się przekonać, że między jedenastą a osiemnastą jest nieprzerwany ruch. Wszystkie miejsca były zajęte, a trochę luźniej robiło się dopiero wieczorem. Za to wtedy przychodzili ci, którzy wierzyli w legendę tego miejsca i mieli nadzieję, że i do nich los się uśmiechnie.

– Zawsze tu tylu gości? – zapytała pierwszego dnia, gdy po całym dniu pracy opadła na drewnianą ławę i z ulgą wyciągnęła przed siebie nogi.

– Pewnie, już trzeci sezon tak mamy – z dumą oświadczył Rysiek. – Nie ma jak dobry piar. – Mrugnął okiem. – A co? Może ty też dlatego tu przyszłaś?

– Niby dlaczego? – nie zrozumiała.

– Serio nie wiesz? – zdziwił się mężczyzna. – Przecież wszędzie o tym trąbią. Tutaj każdy znajduje wielką miłość. Tak mówią. – Znowu mrugnął do Jagody. – Nawet telewizja śniadaniowa podobno ma przyjechać, żeby nas pokazać.

– Naprawdę? – Dziewczyna spojrzała z niedowierzaniem na szefa.

– Z tą telewizją?

– Nie, z tą miłością.

– A co? Zainteresowana?

– Przeciwnie. – Stanowczo pokręciła głową.

– Akurat! – Najwyraźniej wątpił w jej słowa. – Każda tak mówi, a w duchu marzy o księciu z jachtem, nie?

Jagoda nie odpowiedziała. I tak nie uwierzyłby, że ma dość jachtów i facetów, którzy uważają się za książąt.

Za to na własne oczy przekonała się, jak wiele osób jednak chciało sprawdzić, czy opowieści o miłości w Złotej Rybce są prawdziwe. Łatwo było ich rozpoznać. Jedni rozsiadali się wygodnie i rozglądali z ciekawością dookoła, inni przysiadali na brzegu ławy i rzucali nerwowe spojrzenia. Byli wśród nich i mężczyźni, i kobiety, pewni siebie i nieśmiali, przychodzili sami lub przyprowadzali ich znajomi.

Jak wszyscy tu szukają miłości, to pewnie jest szansa, że znajdują – rozmyślała Jagoda, roznosząc piwo i drinki. – Są otwarci na nowe znajomości, alkohol pomaga przełamać nieśmiałość, więc nic dziwnego, że coś się może zdarzyć. I legenda się potwierdza. A tak naprawdę nic w tym magicznego – skwitowała, wzruszając ramionami. – No, ale interes się kręci, więc…

Ruch w tawernie nie martwił jej, bo przecież dzięki temu dostała tu pracę. Pomógł też przypadek – barman rzucił pracę, bo pokłócił się z Ryśkiem, a dwie dziewczyny, które miały przyjechać do pracy jako kelnerki, przysłały kucharzowi esemesa z informacją, że znalazły lepszą ofertę. W ten sposób Złota Rybka została z dnia na dzień bez personelu, więc Rysiek nie mógł wybrzydzać.

– Masz jakieś doświadczenie? – zapytał, mierząc ją od stóp do głów.

– Żadnego, ale za to mam silną motywację – odparła z przekonaniem.

To była prawda, nigdy wcześniej nie była chyba tak zmotywowana. Zeszła z pokładu jachtu z torebką i torbą, do której wepchnęła te ciuchy, które miała pod ręką. Odeszła, nie oglądając się za siebie, żegnana szyderczym śmiechem tego, który jeszcze niedawno był tak miły i czarujący.

– Ciekawe, dokąd pójdziesz?! – krzyknął jeszcze. – Już widzę, jak wracasz z podkulonym ogonem.

Wtedy obiecała sobie w duchu, że nie da mu tej satysfakcji. Poradzi sobie, żeby nie wiem co! Udowodni mu, że jej nie doceniał.

Musiała przyznać, że po kilku godzinach siedzenia na przystani jej optymizm i wiara w siebie trochę zmalały. A ich miejsce zajęły obawa i strach. Nie miała gdzie spać, w portfelu znalazła kilkadziesiąt złotych, więc prawdę mówiąc, nie starczyłoby jej nawet na bilet do Kielc. Kartę płatniczą rzuciła na pokład, gdy wychodziła. Pieniądze na niej były jego, wiec nie mogła i nie chciała jej zabierać.

I tak pewnie by ją zablokował – pomyślała. – Tylko co teraz?

Z wielu powodów nie chciała wracać. Zwłaszcza bez pieniędzy. Siedziała, wpatrując się w falującą wodę, i przez moment zaczęła żałować swojej decyzji. Myśl o nocowaniu gdzieś między jachtami albo na ławce sprawiła, że mało brakło, a wróciłaby na jacht i przeprosiła, godząc się na jego docinki i drwiny. Prawdę mówiąc, to już tam szła, gdy głośne dźwięki szant i chóralny śpiew zwróciły jej uwagę na jeden z lokali. Przystanęła i przeczytała szyld – Złota Rybka.

Nie znosiła ani żeglarstwa, ani tych piosenek o morzu i jeziorach, więc już miała ruszyć dalej. Wtedy jednak jakiś wychodzący z lokalu brodacz w pasiastej koszulce potrącił ją i musiała zrobić kilka kroków, żeby nie stracić równowagi. Zatrzymała się tuż przy szybie, na której naklejona była jakaś kartka.

KELNERKI, BARMANKI PILNIE PRZYJMĘ. PRACA Z ZAKWATEROWANIEM I WYŻYWIENIEM. WIADOMOŚĆ NA MIEJSCU.

Normalnie nawet nie pomyślałaby o skorzystaniu z takiej oferty, ale w obecnej sytuacji nie miała się nad czym zastanawiać. Pchnęła drzwi i weszła do środka, wprost w gwar rozmów, dźwięk szant i zapach smażonej ryby.

Rysiek, jak wiadomo, nie miał wyboru. Od kilku dni sam musiał radzić sobie z obsługą i miał szczerze dość.

– Dobra, wkładaj fartuch. – Machnął ręką. – Warunki jak w ogłoszeniu. O kasie pogadamy po zamknięciu.

I tak Jagoda zaczęła pracę w Złotej Rybce. Jak się potem okazało, za najniższą stawkę. Oraz za posiłki składające się ze smażonej ryby i noclegi na polowym łóżku w pokoiku na zapleczu.

 

– Na razie masz „jedynkę”, ale licz się z tym, że dojdą jeszcze ze dwie dziewczyny – uprzedził Rysiek. – A jak będziesz się ładnie uśmiechała, to z napiwków dorobisz trzy razy tyle.

Uśmiechała się więc ile sił, choć ledwie stała na nogach.

Ale przynajmniej do niego nie wróciłam – powtarzała sobie raz za razem.

– Dwa piwa i dwie zupy rybne. – Głos klienta sprawił, że wróciła do rzeczywistości.

– Tak, już zapisuję. – Skinęła głową.

– Flądra gotowa! – krzyknął z kuchni Rysiek.

* * *

Obudziła się, zanim zadzwonił alarm w telefonie. Nie miała jednak zamiaru od razu wstawać. Polowe łóżko było niewygodne i przez całe noce przewracała się z boku na bok, nie mogła znaleźć wygodnej pozycji, ale wolała już to aniżeli stać choćby kwadrans dłużej, niż to było konieczne. Nogi bolały ją naprawdę bardzo, zwłaszcza stopy, chociaż pracowała w balerinkach.

Co za szczęście, że je wzięłam – wzdychała w myślach.

On nie lubił butów na płaskim obcasie. Wolał ją w szpilkach, ewentualnie boso, bo podobały mu się jej stopy i paznokcie polakierowane koniecznie na czerwono. Mimo to Jagoda tuż przed wyjazdem wrzuciła do torby jedną parę butów na płaskiej podeszwie, bo pomyślała, że na jachcie jednak przyda się wygodniejsze obuwie. Teraz dziękowała sobie za ten impuls, bo nie dałaby rady obsługiwać gości w sandałkach na szpilce.

Dobra, może z czasem przywyknę – jęknęła, przewracając się na drugi bok. – Nie mam wyboru. Muszę zarobić chociaż tyle, żeby wystarczyło na wynajęcie mieszkania i życie przez pierwszy miesiąc. Zyskam czas na znalezienie jakiegoś zajęcia. Ostatecznie będę kelnerką, w końcu zdobywam doświadczenie – pomyślała z ironią. – Wytrzymam tu tylko do czasu, aż uzbieram niezbędną kwotę. Ani dnia dłużej – obiecała sobie.

Nie wiedziała jeszcze wtedy, że nawet ta decyzja może nie należeć do niej.

Przekonała się o tym dwie godziny później.

Tawerna otwarta była od kwadransa i na sali siedziało tylko dwóch klientów. Rankiem odwiedzali ich wyłącznie ci, którzy poprzedniego wieczora mocno zabalowali i potrzebowali mocnej kawy, żeby dojść do siebie. Jednak Jagoda wiedziała, że za trzy godziny nie będzie w lokalu ani jednego wolnego miejsca, więc wykorzystała wolniejszy czas i przysiadła na wysokim stołku, który wstawiła za bar.

– Mogę prosić jeszcze jedno espresso? – zapytał mężczyzna siedzący przy stoliku pod oknem.

– Oczywiście.

Przygotowała napój i zaniosła go do stolika. Kiedy stawiała filiżankę na drewnianym blacie, poczuła, że coś mokrego dotyka jej łydki. Odwróciła się gwałtownie i zobaczyła ogromnego dobermana, który wpatrywał się w nią i dyszał głośno.

– Ramzes! Do nogi! – Rzucona ostrym głosem komenda spowodowała, że pies zareagował natychmiast.

Jagoda nie musiała podnosić wzroku, żeby wiedzieć, kto wszedł do tawerny.

– Poznał cię – usłyszała męski głos.

– Psy mają dobrą pamięć. Lepszą niż ludzie – odparła i spojrzała mu w oczy.

Uśmiechnął się, ale to nie był wyraz sympatii. Zdążyła poznać tego człowieka na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że tak uśmiechał się wtedy, gdy czuł już smak zwycięstwa. Poczuła, że drży, bo zrozumiała, że za chwilę wydarzy się coś niedobrego.

– A więc tu się zaczepiłaś. – Pokiwał głową. – Zostałaś kelnerką. Ciekawe…

Minęła go bez słowa i wróciła do baru.

Może sobie pójdzie – pomyślała, ale nie miała na to wielkiej nadziei.

– To nawet zabawne. – Poszedł za nią, a pies podążał krok w krok za swoim panem. – Ty, która z taką wyższością patrzyłaś na kelnerki, teraz sama podajesz piwo podchmielonym żeglarzom. – Spojrzał na nią z ironią.

– To raczej ty byłeś dla nich nieuprzejmy – odgryzła się.

– Nie pamiętam, żebyś protestowała.

Miał rację i Jagodzie zrobiło się wstyd. Rzeczywiście, gdy chodzili razem do restauracji, traktowała personel jak element wyposażenia. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak ciężko pracują. Teraz było jej głupio.

– No tak, skoro wolisz to niż wakacje na jachcie, to przecież nie mógłbym psuć ci zabawy – kontynuował tymczasem mężczyzna. – Prawdę mówiąc, sądziłem, że przemyślisz wszystko, zmądrzejesz i wrócisz, ale…

– Jak widzisz, poradziłam sobie bez ciebie – przerwała mu, chcąc zachować resztki godności. – Mam pracę i nie potrzebuję twojej łaski!

– Och, tak ci się tylko wydaje – rzucił, po czym wszedł za bar i sięgnął po butelkę whisky.

– Co robisz?! – zaprotestowała. – Tu może przebywać tylko personel!

– I właściciel – dodał, nalewając sobie trunku. – Nie wiedziałaś? – udał zdziwienie. – Cóż, wspominałem ci, że mam tu różne interesy, ale nie chciałaś zawracać sobie tym głowy, prawda?

Jagoda przysiadła na krześle i zacisnęła dłonie na drewnianym siedzisku.

– Tak się składa, że jednym z moich biznesów jest ta tawerna. – Oparł się łokciem o bar i upił łyk jacka daniel’sa. – Mam większościowe udziały, Rysiek mi je oddał w zamian za doinwestowanie tego lokalu. – Rozejrzał się po tawernie. – Muszę przyznać, że rozkręciłem to miejsce. Jak myślisz, czyj to był pomysł z tą niby wielką miłością? No, wiadomo! – Uśmiechnął się i natychmiast spoważniał.

Jagoda wstrzymała oddech.

– Teraz, kiedy już wiesz, kto tu rządzi, rozumiesz chyba, że to ode mnie zależy, czy będziesz tu mogła podawać piwo. Więc ta twoja gadka o radzeniu sobie beze mnie nie jest tak do końca prawdziwa. Nawet wcale nie jest. Wystarczy jedno moje słowo i wylecisz stąd. Rozumiesz? – Nachylił się nad dziewczyną i spojrzał jej prosto w oczy.

– Mirek! Miałeś na mnie poczekać!

W drzwiach tawerny stanęła czarnowłosa dziewczyna w kwiecistej sukience na ramiączkach, tak krótkiej i obcisłej, że właściwie bliżej jej było do kostiumu kąpielowego niż do stroju na ulicę.

– Mówiłem, żebyś została na jachcie. – Nie wyglądał na przejętego jej pretensjami. – Usiądź przy stoliku i poczekaj. Zaraz skończę.

Dziewczyna wydęła usta, ale wykonała polecenie.

– Jak widzisz, nie ma ludzi niezastąpionych. – Mężczyzna spojrzał chłodno na Jagodę. – A że jestem zadowolony, to przez wzgląd na naszą znajomość nie będę ci przeszkadzał w karierze. – Ostatnie słowo wymówił z drwiną.

– Ona ma moją sukienkę – zauważyła Jagoda.

– Zostawiłaś ją, więc uznałem, że jest ci niepotrzebna. – Wzruszył ramionami. – Poza tym, mówiąc ściśle, to moja sukienka, bo o ile pamiętam, to ja za nią zapłaciłem.

Spojrzała na niego z nienawiścią.

Roześmiał się głośno.

– Daj spokój, to, co zabrałaś, możesz zatrzymać. – Odstawił szklankę na bar. – Powiedz Ryśkowi, że byłem. Może wpadnę wieczorem z Joanną, to nas obsłużysz. – Mrugnął okiem. – A, skoro już cię widzę, to od razu zapytam, na jaki adres odesłać twoje rzeczy osobiste z mieszkania?

– Jeszcze nie wiem… – wyjąkała Jagoda.

– Spoko, nie ma problemu. Każę je spakować i będą u mnie w biurze. Dasz znać, to mój kierowca ci podrzuci, gdzie będziesz chciała. – Spojrzał na psa i poklepał go po łbie. – Ramzes, idziemy!

Idąc w kierunku wyjścia, skinął głową na dziewczynę, która posłusznie wstała i poszła za nim.

Patrząc na nich, Jagoda pomyślała, że jest jej żal nowej partnerki Mirka. Ale w głębi duszy wiedziała, że tak naprawdę jest jej żal samej siebie. Bo przecież jeszcze kilka dni temu zachowywała się tak samo.

* * *

Nieoczekiwane spotkanie z tym, którego miała nadzieję już nigdy nie zobaczyć, popsuło jej humor. Wciąż rozbrzmiewały jej w głowie wszystkie słowa Mirka, jego szyderczy śmiech, i przypominała sobie dziewczynę w sukience, którą kilka dni temu sama nosiła.

– Ej, coś ty taka skwaszona? – Głos Ryśka wyrwał ją z zamyślenia. – Klientów odstraszasz. Boli cię coś?

– Nie – odparła krótko.

– W takim razie pracuj jak należy, bo od tego tutaj jesteś – przypomniał, nie bawiąc się w delikatność.

– Potrzebuję chwili przerwy. – Rzuciła metalową tacę na kuchenny blat. – Muszę wyjść, bo zwariuję!

Kucharz spojrzał na nią spod oka. Determinacja musiała odmalować się na jej twarzy, bo nie sprzeciwił się.

– Masz dziesięć minut – mruknął znad patelni.

Nawet nie zdjęła fartucha.

Wyszła przez drzwi od zaplecza, zatrzasnęła je za sobą i z ulgą oparła się o drewnianą ścianę tawerny.

Ależ mam ochotę na papierosa – pomyślała, ale szybko odrzuciła tę myśl.

To była chyba jedyna pozytywna rzecz, jaka zostanie jej po znajomości z Mirkiem. To on stanowczo kazał jej rzucić palenie.

– Nie będę całował się z popielniczką – oznajmił.

– Sam przecież palisz… – próbowała dyskutować, ale nie dał jej skończyć.

– Ale całuję ciebie, nie siebie. Ale skoro to dla ciebie zbyt duże wyrzeczenie, to…

– Oj, przestań! – Roześmiała się, żeby obrócić to wszystko w żart. – Nie widzę problemu, mogę odstawić fajki.

– Grzeczna dziewczynka – pochwalił ją i objął ramieniem.

Wtedy potraktowała ten gest jako dowód miłości i w jego objęciach czuła się bezpiecznie. Dopiero dużo później zrozumiała, że było to po prostu sięgnięcie po swoją własność, gest triumfu i dominacji.

Jagoda wpatrywała się w jachty pływające po jeziorze. Z pewnością na jednym z nich był on ze swoją nową dziewczyną.

Szybko sobie poradził – pomyślała gorzko.

Prawdę mówiąc, powinna się była tego spodziewać. Bo czego oczekiwała? Że będzie tęsknił? Błagał ją o powrót? Przecież wiedziała, że nie należy do takich mężczyzn. Poza tym, aby robić podobne rzeczy, trzeba kochać. A Mirek nigdy nie darzył jej prawdziwym uczuciem. I właściwie wiedziała o tym.

Poznali się, gdy była na trzecim roku studiów. Ledwie wiązała koniec z końcem, bo rodzice nie mogli dawać jej zbyt wiele. Dwójka rodzeństwa też uczyła się poza domem, mieszkali w internacie i także potrzebowali pieniędzy. Jagoda miała stypendium socjalne i naukowe, ale nawet to wszystko pozwalało jej jedynie na najbardziej niezbędne wydatki.

Na pójście do tego klubu namówiła ją koleżanka z akademika.

– Kasa nie ma znaczenia – zapewniała. – Wystarczy, że zainwestujesz w pierwszego drinka. Potem znajdzie się taki, co postawi kolejne. Ja tak robię w każdy weekend.

Jagoda miała opory, ale w końcu uległa. Tak naprawdę chciała, tak jak inne dziewczyny, chwalić się sobotnimi balangami.

– Kiedy, jak nie teraz? Co będziesz wspominać na starość? – przekonywała Gośka.

Pożyczyła jej nawet ciuchy, zrobiła makijaż.

– Nawet nieźle wyglądam… – Jagoda trochę nieśmiało patrzyła na swoje odbicie w lustrze.

– I tak powinno być zawsze – odparła koleżanka.

– Łatwo ci mówić. Nie stać mnie na to.

– To nie wiesz, co zrobić? Zakręć się dobrze i znajdź sponsora.

– Kogo? – zdziwiła się.

– Sponsora. Faceta, z którym będziesz. Bogatego faceta – wyjaśniła dziewczyna. – On ci kupi ciuchy i kosmetyki, proste!

Jagoda odrzuciła tę myśl, ale kiedy w klubie zaczepił ją Mirek, spędziła z nim naprawdę udany wieczór. Nigdy wcześniej nie spotkała nikogo równie czarującego.

– Ale trafiłaś! – Gośka pokręciła głową, gdy w toalecie poprawiały makijaż. – Przystojny i widać, że kasy ma jak lodu.

Jagodzie wydawało się, że to jakiś sen. Jednak gdy Mirek wziął jej numer, a potem zadzwonił i zaprosił na obiad, miała wrażenie, że złapała Pana Boga za nogi.

Dobra, nie mogę powiedzieć, nie robił mi żadnych nadziei – pomyślała teraz, kopiąc czubkiem buta leżący na ziemi kamyk. – Od razu jasno powiedział, o co chodzi.

Tak, Mirek należał do tych, którzy nie oszukują kobiet. Bez ogródek przedstawił swoje warunki.

– Moja kobieta musi być piękna i na tyle mądra, żebym nie musiał się jej wstydzić – stwierdził między przystawką a daniem głównym. – Stać mnie na to, żeby kupić jej najlepsze rzeczy, ale nie mam czasu na żadne fochy ani histerie. Jestem zajęty, prowadzę wiele biznesów i oczekuję, że moja kobieta będzie dla mnie miła, gdy się spotkamy. Żadnych wymówek, pretensji, rozumiesz? – Upił łyk wina i spojrzał na Jagodę. – Podobasz mi się, serio. Od razu, kiedy cię zobaczyłem, pomyślałem, że byłoby nam razem dobrze. Co ty na to?

Wtedy wstała od stolika i wyszła. Była oburzona jego propozycją.

– Zwariowałaś?! – Gośka nie kryła swojego zdania. – Taka okazja! Przecież fajny jest. Co ci zależy? Zadba o ciebie, będziesz miała wszystko, co zechcesz.

Jagoda rozmyślała o tym dwa dni. Ale kiedy stała między sklepowymi półkami i zastanawiała się, czy kupić pasztet, czy konserwę rybną – coś w niej pękło. Wyjęła telefon i wybrała numer.

 

I tak została kobietą Mirka.

W ciągu tygodnia przeprowadziła się do niewielkiego, ale pięknie urządzonego mieszkania. Jej szafa zapełniła się modnymi ciuchami, półki w łazience – kosmetykami, a w lodówce zamiast pasztetu była teraz szynka i zawsze chłodził się szampan.

Na początku miała wyrzuty sumienia, uwierał ją ten układ. Ale potem…

Mirek był naprawdę sympatycznym człowiekiem, dowcipnym i inteligentnym. Miał pieniądze i lubił je wydawać. W ciągu dwóch lat związku odwiedziła z nim Włochy, Paryż, Londyn. Jadała teraz w restauracjach, nauczyła się jeździć na nartach i zrobiła prawo jazdy.

Mężczyzna był dobrym i czułym kochankiem.

Chyba to mnie zmyliło – pomyślała. – Dlatego uwierzyłam, że mnie kocha, tylko nie chce się do tego przyznać. Nie wierzyłam, że można być takim bez miłości…

– Dość już tego odpoczynku! – Rysiek pojawił się w drzwiach. – Sala pełna, goście się denerwują. Nie płacę ci za wpatrywanie się w dal!

Jagoda westchnęła i otarła dyskretnie łzę, która spłynęła po policzku.

– Idę, idę – powiedziała.

* * *

Czuła, że pot cienką strużką spływa jej po karku. Koszulka lepiła się do pleców, a kosmyki włosów wysuwały się ze spinki i uparcie opadały na twarz.

Na pewno wyglądam strasznie – pomyślała Jagoda.

Nie miała jednak czasu na użalanie się nad sobą. Zamówienia spływały jedno za drugim, ledwie nadążała z roznoszeniem.

– Już, szefie, za chwilę – rzuciła w stronę Ryśka, który dawał znak, że kolejne porcje są gotowe. – Nie mam sześciu rąk.

Chwyciła tacę pełną szklanek z piwem i zaczęła slalom między stolikami.

– Przepraszam, przepraszam – powtarzała, mijając kolejnych klientów.

Niestety, jeden z nich chyba nie usłyszał, albo dały o sobie znać cztery piwa wypite w rozgrzanym wnętrzu. Barczysty mężczyzna odwrócił się gwałtownie, stracił równowagę i musiał zrobić krok w tył, żeby ją utrzymać.

Jagoda zauważyła, co się dzieje, i stanęła nieruchomo, ale nie udało jej się uniknąć kolizji. Przed oczami mignęło jej męskie ramię, taca przechyliła się niebezpiecznie, szklanki zadźwięczały ostrzegawczo i jedna z nich spadła, rozbijając się o blat najbliższego stołu.

Gwar rozmów sprawił, że brzęk pękającego szkła był prawie niesłyszalny, tak samo jak okrzyk wystraszonej Jagody.

– Och!

Sprawca zamieszania nawet nie zauważył tego, co zrobił, zajęty rozmową ze swoim towarzyszem. Za to mężczyzna siedzący z brzegu stolika zerwał się na równe nogi.

– Co pani wyprawia?!

– Bardzo przepraszam… – Spojrzała błagalnie.

Niestety, najwyraźniej jej mina i błagalne spojrzenie nie zrobiły na mężczyźnie wrażenia.

– Co mi po pani przeprosinach?! Niech pani zobaczy, jak wyglądam!

Spojrzała. W pierwszej sekundzie była nawet mile zaskoczona. Blond włosy, pojaśniałe jeszcze od mazurskiego słońca, i brązowe oczy – to było bardzo atrakcyjne połączenie. Podobało jej się. Niestety tylko to. Bo charakter ten chłopak miał raczej paskudny. Co stwierdziła w ciągu następnej minuty.

– Hej, jest pani tutaj?! Nic dziwnego, że dzieją się takie rzeczy, skoro pani chodzi jak nieprzytomna!

– To był wypadek – wyjaśniła. – Zaraz posprzątam.

Szybko odstawiła tacę, wyjęła zza fartucha ściereczkę i zaczęła wycierać stół.

– Jak ja wyglądam! – Chłopak pokręcił głową, patrząc na mokre spodnie i koszulkę.

– Przyniosę serwetki…

– I niby co? Wysuszę się nimi? To chyba jakiś żart! No ale czego się spodziewać po obsłudze, która nie potrafi nawet utrzymać tacy! – Spojrzał na nią z politowaniem i pokręcił głową.

Jagoda poczuła zalewającą ją falę złości. Rzuciła ściereczkę na stół i położyła ręce na biodrach. Musiała unieść głowę, żeby spojrzeć chłopakowi w oczy.

– Nie jestem żadną obsługą. Jestem człowiekiem. Zasuwam tu od rana do nocy i należy mi się przynajmniej odrobina szacunku! – Razem z tymi słowami wyrzucała z siebie całą złość i frustrację. – Powiedziałam, że to był wypadek, prawda? Każdemu może się zdarzyć. Przeprosiłam i staram się pomóc. A pan jest niegrzeczny i tyle!

Emocje nagromadzone przez ostatnie dni sprawiły, że przestała nad sobą panować i całą tę tyradę właściwie wykrzyczała. Dopiero kiedy skończyła, zorientowała się, że na sali zapadła cisza i wszystkie głowy skierowane są w jej kierunku.

– No, atmosfera jak w prawdziwej portowej tawernie! – roześmiał się ktoś.

– Jaki temperament! – skomentował inny.

– Sądziłam, że to lokal na poziomie – dobiegło z innej strony.

Chłopak stał w milczeniu, zaskoczony jej reakcją.

Jagoda szybko zabrała się z powrotem do wycierania stolika. Czuła, że policzki płoną jej ze wstydu.

Ależ zrobiłam awanturę! – pomyślała.

Zamieszanie niestety nie umknęło uwadze Ryśka.

– Bardzo pana przepraszam! – usłyszała za plecami tubalny głos szefa. – To nowa kelnerka, jeszcze popełnia błędy. Oczywiście wyciągnę konsekwencje takiego zachowania – zapewniał, uśmiechając się do klienta, ale Jagoda, która zerkała ukradkiem na Ryśka, widziała, że był wściekły.

Pewnie mnie wyrzuci – przemknęło jej przez głowę.

– W ramach rekompensaty proponuję coś z naszej karty. Może rybka i piwko? – kontynuował szef. – Oczywiście na koszt firmy.

– W życiu bym tutaj nic nie zjadł. – Chłopak spojrzał na kucharza zaczepnie. – Już sam zapach mi mówi, na jakim oleju smażycie. Nabierać to możesz turystów, a nie mnie!

– Lepiej się uspokój – syknął Rysiek, rzucając nerwowe spojrzenia na gości, którzy przysłuchiwali się rozmowie. – Jak ci nie pasuje, to po co tu przylazłeś?

– Chciałem zobaczyć, co jeszcze wymyślacie, żeby oszukać ludzi. – Chłopak ani myślał ściszać głos. – Ale widzę, że oprócz kłamstw w nic więcej nie inwestujecie.

– Nie twoja sprawa. – Rysiek złapał chłopaka za ramię i odwrócił w stronę wyjścia. – Zjeżdżaj stąd, bo pożałujesz – dodał.

A potem uśmiechnął się szeroko.

– Rozumiem, że nie ma pan czasu, ale nasza oferta jest zawsze aktualna – powiedział głośno, aby goście usłyszeli. – Proszę nas odwiedzić, gdy będzie pan miał ochotę na świeżą rybkę i chłodne piwko.

Pchnął chłopaka delikatnie, ale stanowczo. Ten się nie opierał, poszedł w kierunku drzwi, nie oglądając się za siebie.

– Ogarnij tu i wracaj do pracy – polecił Jagodzie szef. – Pogadamy sobie później.

Goście zrozumieli, że przedstawienie skończone. Po chwili tawernę znów wypełnił gwar rozmów. Jagoda zamiotła szkło, zmyła podłogę i wróciła do obsługiwania gości, zastanawiając się, czy to jej ostatni wieczór w Złotej Rybce.

* * *

– Wiesz, że za coś takiego powinienem cię wywalić? – Rysiek zaczął bez zbędnych wstępów, gdy tylko weszła na zaplecze, żeby chwilę odsapnąć.

Nie odpowiedziała, bo zrozumiała, że to pytanie retoryczne. Choć czuła, że szef nie wiedział, że coś takiego istnieje.

– Awantura z klientem w porze największego ruchu! Nie mogłaś się powstrzymać?! – Spojrzał pytająco, więc uznała, że teraz powinna odpowiedzieć.

– Starałam się, ale był po prostu chamski. – Poruszyła palcami w butach i skrzywiła się, bo zabolało.

– Na dodatek akurat on. – Kucharz pokręcił głową.

– Szef go zna? – zainteresowała się, choć to nie miało znaczenia, ale wyczuła szansę na to, że Rysiek zapomni o jej sprawie i skupi się na gościu. Z tego, co zauważyła, nie darzył go sympatią, więc może jego złość skupi się na chłopaku.

– Znam – odpowiedział krótko i nie zamierzał zgłębiać tematu. – Ale to nie twoja sprawa.

Jagoda przyjęła odpowiedź bez słowa. Wyprostowała plecy i sięgnęła ręką do tyłu, żeby rozmasować bolący kręgosłup.

– Klient to klient. – Po chwili milczenia Rysiek wrócił do tematu. – Powinnaś być miła, nawet jeśli on nie jest. – Pomieszał w garnku z zupą rybną i wbił spojrzenie w dziewczynę. – Wiesz, że nie mogę cię wyrzucić, bo zostałbym bez personelu. Nowe dziewczyny będą dopiero w przyszłym tygodniu.

– To dobrze, bo ja już nie wyrabiam – odparła. – Szefie, ja się naprawdę staram, ale wszystko ma swoje granice…

– Twoje granice mnie nie interesują – przerwał jej stanowczo. – Tutaj obowiązują moje. I moje zasady. A one są jasne: masz być miła. Rozumiesz?

Skinęła głową z rezygnacją.

– No to się postaraj. Wiem, że jeśli chcesz, potrafisz – mrugnął znacząco okiem.

Rozmawiał z Mirkiem – zrozumiała Jagoda. – A tamten mu wszystko powiedział. Miała ochotę rzucić fartuch i uciec.

– Co tak patrzysz, jakbyś mnie chciała zabić? – roześmiał się Rysiek. – Przecież to normalne. Co ja, życia nie znam? Przy mnie nie musisz udawać niewiniątka.

– Nie udaję – mruknęła.

– Fakt, dzisiaj pokazałaś pazurki, trzeba ci to przyznać. Nie sądziłem, że potrafisz być taka ostra. Nawet mi się to podobało. Tak prywatnie, rozumiesz?

Nie odpowiedziała.

– I po co się obrażasz? Przecież nie mówię nic złego. To komplement był – wyjaśnił i oblizał łyżkę.

Jagoda odwróciła głowę.

– Wracam na salę – powiedziała.

– Jasne. – Skinął głową. – I pamiętaj, że to ode mnie zależy, czy będziesz tu pracowała, czy nie. Jak będę zadowolony, to może cię zrobię kierowniczką, jak te nowe przyjadą.

– Zbytek łaski – burknęła cicho.

– Co tam mruczysz pod nosem? Staram się być miły, doceń to. Możemy się przecież dogadać. Oboje będziemy zadowoleni…

Poczuła, że robi jej się niedobrze. Doskonale wiedziała, co Rysiek ma na myśli.

* * *

Z ulgą odprowadziła wzrokiem ostatniego klienta.

Wreszcie koniec – pomyślała. – Jeszcze tylko posprzątam.

Od razu poszła na zaplecze po wiadro i mop. Była zmęczona, ale bała się, że jeśli teraz usiądzie, to już nie da rady wstać. Wolała zrobić wszystko, co do niej należało, i dopiero odpocząć.