Jesteś moja dzikusko

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 2

Minął tydzień, odkąd przyjechaliśmy do domu, przez ten czas widywałem Natalię tylko przy obiedzie, który u nas w domu był bardzo celebrowany, gdyż mama uważała, że jest to jeden ze sposobów na zacieśnianie więzi rodzinnych. Bardzo lubiłem te obiady, ale nie przez ostatni tydzień. Wspólny pobyt przy stole wyglądał w ten sposób, że mając na uwadze mój ostatni występ w Krakowie, no i generalnie całą sytuację, starałem się być uprzejmy aż do bólu, a to z kolei sprawiało, że dostawałem mdłości.

W piątek odbył się pogrzeb ciotki Evity, która spoczęła w rodzinnym grobowcu Langów, czyli rodziny mojej matki. Zastanawiała mnie trochę Natalia, która przez całą ceremonię nie uroniła ani jednej łzy, a podczas stypy u nas w domu uparła się pomagać w obsługiwaniu gości, gdyż, jak twierdziła, nie chciała siedzieć bezczynnie.

Wieczorem wyszedłem do Radka, wróciłem koło pierwszej w nocy, dom był pogrążony w ciemności, jedynie mój golden retriever czekał na mnie przy drzwiach i przywitał głośnym radosnym warczeniem.

– Cezar, cicho bądź, leżeć! – rozkazałem, a kudłate żółte psisko posłusznie poczłapało do swojego kojca.

Poklepałem psiaka po łbie, podrapałem za uszami i poszedłem na górę. Natalia miała pokój po drugiej stronie korytarza. Zobaczyłem, że świeci się u niej mała lampka, pewnie czytała albo słuchała muzyki. Już miałem wchodzić do siebie, gdy usłyszałem jakieś cichutkie dźwięki dochodzące z jej pokoju. Stałem tak w korytarzu, nie wiedząc, co dalej robić. Podejrzewałem, że płacze albo coś w tym rodzaju, w sumie nic dziwnego – dzisiaj pochowała matkę, musi to jakoś odreagować, zwłaszcza że przez cały dzień zachowywała się tak, jakby cała sytuacja jej bezpośrednio nie dotknęła. Jednak nie dawało mi to spokoju. Po cichu podszedłem do jej pokoju, drzwi były niedomknięte, zajrzałem do środka. Natalia siedziała na łóżku, tyłem do drzwi, kolana obejmowała ramionami, płakała prawie bezgłośnie, kiwając się lekko w przód i w tył.

Wycofałem się, uważając, żeby mnie nie usłyszała, i poszedłem do swojego pokoju. Czułem się nieswojo, było mi jej żal, miałem ochotę wejść do niej i mocno ją przytulić, zatopić twarz w jej rudych, gęstych włosach. Wiedziałem, że to głupie i trochę melodramatyczne, ale to właśnie czułem w tym momencie. Ogarnęły mnie jakieś nieznane pragnienia i wkurzyłem się sam na siebie, bo nie byłem przyzwyczajony do takich odczuć. Włączyłem cicho moją ulubioną płytę i zamknąłem oczy.

Rano obudziły mnie hałasy dochodzące z dołu. Gdy zszedłem do kuchni, okazało się, że moja matka i Natalia przygotowują śniadanie.

– Nareszcie wstałeś. Mam do ciebie prośbę, czy mógłbyś zawieźć Natkę na zakupy do galerii? Musi kupić sobie jakieś ciuchy, kosmetyki – powiedziała z uśmiechem mama. – Niech wyjdzie z tego domu, bo ciągle siedzi w kuchni z Honoratą – mruknęła do mnie, już ciszej.

– Ciociu, nie trzeba, mogę sama pojechać. Nie będę zabierać Antkowi ostatniej soboty przed rozpoczęciem szkoły – odparła szybko Natalia.

– Spokojnie, Nata, nie mam żadnych planów, zresztą nie znasz miasta, zabłądzisz i będziemy musieli cię szukać. – Nawet się uśmiechnąłem. – Daj mi godzinkę i możemy jechać, okej?

– Dobrze, dzięki – odpowiedziała, pierwszy raz od przyjazdu do domu patrząc mi w oczy.

Umyłem się, ubrałem, zjadłem szybko śniadanie i wszedłem do salonu. Natalia siedziała na sofie z zamkniętymi oczami, słuchając muzyki przez słuchawki. Nadal wyglądała blado, miała lekko podkrążone oczy, włosy jak zawsze splecione w warkocz. Wydawała się być tak delikatna… nie, poprawka… była delikatna, drobna, co spowodowało, że znowu się jakoś dziwnie poczułem, jakby coś dławiło mnie, wręcz dusiło od środka.

– Idziemy? – spytałem trochę za głośno.

Drgnęła przestraszona.

– Tak, sorry, zasłuchałam się.

– Czego słuchasz?

– A, to takie różne składanki muzyczne.

– A konkretnie?

Uśmiechnęła się.

– Thirty Seconds to Mars, Kings of Leon, Lifehouse… – odparła, wzruszając ramionami.

– No to masz całkiem spoko gust. – Też się uśmiechnąłem.

– A na jaką muzykę wyglądałam? – spytała nieco przekornie.

– Właśnie na taką. Nie na żadne disco polo, nie martw się.

– No to uff.

Zeszliśmy do garażu. Natalia zrobiła okrągłe oczy, patrząc na mój samochód.

– To twoje auto? – zapytała.

– Moje, ojciec mi kupił.

– Forda mustanga?

– O, widzę, że znasz się na markach. – Uśmiechnąłem się.

– Mustang to najwspanialsze auto pod słońcem, znajduje się na liście moich marzeń do spełnienia.

Ciekawe, co jeszcze jest na tej liście? – pomyślałem.

– Jaki ma silnik? – zapytała po chwili, naprawdę zaciekawiona.

Hm, dziewczyna, która pyta o pojemność silnika, lubię to.

– Cztery i sześć dziesiątych litra, trzysta koni.

– Cudne – szepnęła, dotykając lekko maski.

– No, fajne jest, też je lubię, w Stanach można je kupić za śmieszne pieniądze.

– Taak, na pewno… – Roześmiała się.

Wsiedliśmy do auta i ruszyłem w stronę centrum.

– Słuchaj… – zaczęła – wiem, że nasze pierwsze spotkanie po latach nie było zbyt przyjemne i trochę też z mojej winy, ale ze względu na ciocię i na to, co dla mnie zrobiła, chcę, aby nasze kontakty były jak najbardziej przyjazne.

– Jeśli chodzi o mnie, to luz – odpowiedziałem, patrząc na drogę.

– Aha, no tak, no to okej – mruknęła.

W milczeniu wjechaliśmy na parking sklepu.

– Jesteśmy. Nie jestem zbyt dobrym doradcą, jeśli chodzi o damskie zakupy. Idź może sama tam, gdzie chcesz, zdzwonimy się za jakieś dwie godziny, pasuje ci?

– Jasne, nie ma sprawy, myślę, że dwie godziny mi w zupełności wystarczą.

Nie byłem pewny, czy wystarczyłyby jej dwa dni, bywałem czasami na zakupach z Martą, więc wiedziałem, co to oznacza, ale kiwnąłem głową i poszedłem w przeciwną stronę.

Chodziłem po galerii, patrząc na wystawy bez zainteresowania, gdy usłyszałem, że ktoś woła mnie z drugiej strony sklepu:

– Tony, Tony!

To była Marta z dwiema koleżankami z naszej szkoły i Rado, mój kumpel, który miał zamiar chodzić z którąś z jej przyjaciółek, albo nawet z obiema naraz. Marta była rok młodsza, chodziła do drugiej klasy naszego liceum.

– Stary, co ty robisz w sklepie? Przecież nienawidzisz zakupów! – Rado walnął mnie w plecy.

– Gdzie się podziewałeś, skarbie? – Marta pocałowała mnie w usta.

– Miałem sprawy rodzinne, musiałem jechać do Krakowa z mamą – odpowiedziałem lekko zniecierpliwiony.

– Wiesz o imprezie u Barta za dwa tygodnie?

– Wiem. Rado mi mówił.

– Oczywiście będziesz? – spytała, uśmiechając się szeroko.

– No pewnie, że będzie! – ryknął mój przyjaciel.

– Jasne, że tak – mruknąłem i też się uśmiechnąłem.

– To świetnie, zapowiada się dwudniowa biba, bo rodzice Barta wyjeżdżają do Francji. To będzie chyba największa impreza, oprócz tej, którą planuje Rado na zakończenie roku szkolnego, oczywiście – trajkotała.

– No super – odparłem i zobaczyłem, jak z niewyraźnym uśmiechem macha do mnie Natalia, podchodząca do nas z kilkoma torbami w dłoni.

– No popatrzcie, jakieś wiejskie piękności wybrały się na zakupy i zaczepiają mojego chłopaka – powiedziała złośliwie Marta do swoich koleżanek.

Podszedłem do Natalii, odebrałem jej torby, jednocześnie kątem oka widząc zdumione miny Marty i jej koleżanek.

– Chodź, Nata, przedstawię cię – powiedziałem z uśmiechem.

– Dziewczyny, to jest Natalia, mieszka teraz u mnie, a to Marta i jej koleżanki z klasy. Ten neandertalczyk to mój przyjaciel Radek – przedstawiłem towarzystwo.

– Miło mi, mów mi Rado. – Mój kumpel uścisnął dłoń Natalii i popatrzył na mnie znacząco.

– Natalia, mów mi Natka.

– Cześć, jestem Marta, dziewczyna Tony’ego. – Marta ze słodkim uśmiechem przywitała się z Natalią. – A to Anka i Patrycja, moje przyjaciółki. – Dziewczyny kiwnęły głowami.

– Hej! – Natalia pomachała wszystkim. – Miałam właśnie dzwonić, gdy cię zobaczyłam. Jestem już gotowa, możemy jechać do domu.

– Przepraszam, takie może niedyskretne pytanie, ale jak to? Ty mieszkasz u Tony’ego? – zapytała Marta z nieco zagubioną miną.

– Właściwie u jego rodziców – powiedziała Natalia.

– No co ty, niesamowite! – powiedziała z przekąsem Marta. – Czy ktoś może mi wytłumaczyć, o co tutaj chodzi?

– Słuchaj… – zaczęła Natalia.

– Nie ma o czym dyskutować – przerwałem. – Natalia mieszka u mnie, została przysposobiona przez moich rodziców. To skomplikowana sprawa, nie czas i miejsce, żeby o tym rozmawiać. Zresztą zobaczymy się w szkole, bo Natalia też zaczyna tam naukę – zakończyłem już trochę zły. Że też w takim wielkim mieście i w takim wielkim sklepie musiałem się natknąć właśnie na nich.

– No dobrze, jak uważasz, zobaczymy się w szkole – powiedziała lekko zbita z tropu Marta. – Do zobaczenia! – rzuciła w stronę Natalii.

– Eee, tego, stary, zdzwonimy się później. Cześć, Natka, miło mi było cię poznać. He, he, he! Stary, ale będzie fun! Dobra, spadamy. Chodźcie, siostrzyczki – rzucił mój przyjaciel, jak zawsze widzący wszędzie powód do śmiechu.

– Cześć, zdzwonimy się – odparłem.

Popatrzyłem na Natalię, stojącą obok mnie z miną, z której nic nie mogłem wyczytać.

– Jak zakupy? – zapytałem, ruszając w stronę parkingu.

– Zakupy w porządku. To twoja dziewczyna? Chyba mnie nie lubi.

– Dziewczyna, a co przez to rozumiesz?

– No, tak powiedziała.

– Marta mówi różne rzeczy, które postrzega tak, jak chce, ale nie jest powiedziane, że jest to zgodne z rzeczywistością. To, że czasami wyjdziemy gdzieś razem bądź wyjedziemy na narty, nie znaczy, że traktuję to jakoś… no wiesz… poważnie. Bliska koleżanka to już lepiej.

– Zdecydowanie wygląda na to, że ona to postrzega inaczej, zresztą nie moja sprawa. Pewnie widzi we mnie rywalkę.

 

– W tobie? Ha, ha, ha, no co ty?! – Kurczę, nie to miałem na myśli. – Nie, żebyś nie mogła, to znaczy nie wyglądała, to znaczy, gdyby nie to, że jesteśmy jak…

– Dobra, nie pogrążaj się, wiem, że jesteśmy jak rodzeństwo i że Marta to zupełnie inna liga, mnie do niej daleko. Ale spoko, jakoś to przeżyję.

Nie wiem, czy była zła, bo nie widziałem jej oczu.

– Wiesz co, nie cierpię takich rozmów.

– Nawet wiem dlaczego: bo najpierw powiesz, co myślisz, a potem myślisz, że mogłeś najpierw pomyśleć, zanim to powiedziałeś – stwierdziła i uśmiechnęła się.

– Punkt dla ciebie. – Też się uśmiechnąłem, zadowolony, że nie jest jednak zła. Jakby mnie to coś obchodziło. A jednak tak było.

Gdy wróciliśmy, Natalia poszła do mojej mamy pokazać jej swoje zakupy, a potem pojechały we dwie na cmentarz. Bardzo mi to było na rękę, bo musiałem trochę pomyśleć w spokoju i samotności. Co się działo wokół mnie? Co się działo ze mną?

Zaczynałem dochodzić do wniosku, że lubię Natalię, wzbudzała we mnie dziwne, nieznane mi uczucia, jakiejś niespodziewanej bliskości czy czułości. Szlag by to trafił, jeszcze to mi potrzebne! Wytłumaczyłem sobie, że to wskutek tragedii, która ją spotkała, a także sytuacji, w jakiej nakryłem ją ostatniej nocy. W sumie nawet głaz by to ruszyło, a pomimo że byłem czasami nieco gburowaty, nie jestem przecież pozbawiony uczuć. Zostawiłem na razie te duchowo-uczuciowe rozmyślania i postanowiłem porozmawiać z Natą o tym, co czeka ją pierwszego dnia w szkole. Dostałem mnóstwo e-maili od ludzi z naszej uroczej placówki edukacyjnej z zapytaniem, czy to prawda, że pojawi się nowa dziewczyna, która jest moją siostrą. Siostrą!!! Jasny gwint! Widzę, że Marta i jej koleżanki nie próżnowały, do diabła!

Usłyszałem, że Nata z mamą wróciły do domu, i gdy dziewczyna weszła na górę, zapukałem do drzwi jej pokoju.

– Hej, możemy pogadać? – zapytałem.

– Jasne, proszę, wejdź – odpowiedziała, zbierając w pośpiechu jakieś papiery. Na jej bladą twarz wypełznął rumieniec, jakbym przyłapał ją na jakimś przestępstwie.

– Słuchaj, pewnie stresujesz się tym, że w poniedziałek idziesz do nowej szkoły, więc jeśli chcesz coś wiedzieć na temat ludzi albo czegokolwiek innego, to śmiało pytaj. – Uśmiechnąłem się zachęcająco.

– Wiesz, sama nie wiem, może trochę się stresuję, pewnie ta szkoła różni się nieco od mojego krakowskiego liceum.

Dziewczyno, nawet nie wiesz, jak bardzo…

– No, pewnie tak, wiesz, mamy mnóstwo zajęć pozalekcyjnych, kółek zainteresowań… Jest chyba nawet sekcja decoupage’u, wiem, że to twoje hobby.

– No to fajnie. – Natalia wyraźnie się ucieszyła. – A… ludzie? Jacy są? – zapytała po chwili z wahaniem.

– Nnno wiesz, różni. Są typowe kujony, trzymający się na uboczu, są ślizgacze, czyli tacy, którzy prześlizgują się z klasy do klasy dzięki pieniądzom rodziców, są gwiazdy, są vip-y, sportowcy, cheerleaderki, pełen przekrój.

Nie wspomniałem o szarych myszach, które chodzą opłotkami, i o tym, że wzorem amerykańskich filmów o zepsutej młodzieży każdy trzyma się ustalonej hierarchii: w szkole i poza nią, co oznacza, że na imprezy zapraszani są wybrani, a w klubie Mantra nie może się pokazać bez pozwolenia ktoś spoza loży.

– Ach tak. Kurczę, jakbym oglądała „Gossip Girl” albo coś w tym klimacie. – Uśmiechnęła się lekko przerażona. – A ty, w jakiej jesteś grupie? Czekaj, niech zgadnę, pewnie należysz do gwiazd! – Teraz już się roześmiała.

– Ja? Jestem poza wszelką klasyfikacją. – Zabrzmiałem nieco ponuro. – Słuchaj, jutro mnie nie będzie cały dzień, jadę z Radem do jego ojca do Poznania, wrócę późno. Jakbyśmy się nie widzieli, to bądź w poniedziałek gotowa dwadzieścia po siódmej, pojedziemy razem do szkoły.

– Wiesz, nie musisz… – zaczęła.

– Nie ma dyskusji, przecież chodzimy razem do szkoły, no nie, siostro? – Mrugnąłem i uśmiechnąłem się krzywo.

Spojrzała na mnie tak jakby z żalem.

– No tak, zatem do poniedziałku.

Wyszedłem od niej i zamknąłem się w moim pokoju. Nie wiem, o co chodziło, może głupio wyszło z tą siostrą, ale chciałem, żeby poczuła się bardziej pewnie, nie wiem, rodzinnie. Co się ze mną działo? Rzucałem jakieś głupie teksty… Zaraziłem się od Rada czy co? Pokręciłem głową i włączyłem muzykę. Dźwięki nowej płyty Offspring rozległy się w pokoju. Nagle zadzwoniła moja komórka, na wyświetlaczu pojawiła się uśmiechnięta twarz Marty.

– Halo – odebrałem.

– Hej, skarbie, to ja! – Głos mojej dziewczyny ociekał słodyczą.

– No przecież widzę… i słyszę. Co tam?

– Nic, chciałam zapytać, czy może wyszlibyśmy dzisiaj gdzieś na miasto? Ostatnia sobota przed szkołą, wiesz, trzeba wykorzystać.

– Nie dam rady, jestem już w łóżku, jutro z samego rana zawożę Rada do Poznania na spotkanie z ojcem.

– Skoro jesteś już w łóżku, to może spędzimy ten wieczór w inny sposób? – powiedziała pociągającym szeptem Marta.

Akurat średnio mi były w głowie wieczorne wizyty Marty w moim łóżku, z Natką po drugiej stronie korytarza.

– Daj spokój, przecież jest już późno, poza tym wiesz, że wiele się u mnie w domu zmieniło – powiedziałem może zbyt ostro.

– No właśnie nie wiem, co się zmieniło, bo nawet ze mną nie porozmawiałeś na ten temat.

– Mam teraz jakby siostrę, młodszą zresztą.

– I co? Musisz ją usypiać czy co? A poza tym co twoim rodzicom odbiło, żeby adoptować prawie dorosłą dziewczynę? – zapytała z przekąsem.

– Pozwól, że to oni będą decydować, kogo i w jakim wieku chcą adoptować. A poza tym Nata to jakby rodzina, córka nieżyjącej przyjaciółki mojej matki. I już, koniec bajki!

– Okej, okej, rozumiem, czemu się unosisz? Jesteś czasami taki narwany!

– A, i jeszcze jedno, liczę na ciebie w poniedziałek! Nata będzie w twojej klasie. Jeśli chcesz, żebyśmy poszli razem na imprezę do Barta, to mam nadzieję, że odpowiednio ją wprowadzisz do towarzystwa. – Wiedziałem, że to nie fair, ale tylko tak mogłem zapewnić Natce łatwe wejście w to gniazdo os.

– Ależ oczywiście, kochanie, jakżebym mogła nie zająć się odpowiednio twoją siostrą? Bądź pewien, że będzie odpowiednio przedstawiona wszystkim w klasie i oczywiście zaproszona do klubu.

– Dobra, muszę kończyć, zobaczymy się w poniedziałek, pa!

– Okej, miłych snów, Tony, pa!

Wyłączyłem telefon i pomyślałem, że właśnie zawarłem pakt z diabłem.

Niedziela minęła całkiem nieźle, pojechałem z Radem do jego ojca, zjedliśmy dobry obiad, mój kumpel poznał nową laskę swojego starego, która okazała się być niewiele od nas starsza. I obydwoje z Radem daliśmy jej sygnaturę C/3 w naszej sześcioliterowej skali oceniania dziewczyn. To oznaczało, że jest całkiem niezła i że wytrzyma ze starym Rada max trzy miesiące. Zresztą, za sposób w jaki zerkała na mnie, mógłbym jej dać nawet B/1. Nie żebym był jakiś supermanem czy coś, no ale sto osiemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu, gęste brązowe włosy, niebieskie oczy i niezłe mięśnie, zbudowane dzięki treningom pływackim, robiły niezłe wrażenie na dziewczynach. Generalnie nie narzekałbym na brak powodzenia, gdyby nie zaborcze działania Marty, które mnie bawiły, oraz gdyby nie totalne olewanie przeze mnie tego tematu. Laski bały się mnie, gdyż zawsze miałem jakąś złośliwą uwagę w zanadrzu, która niejedną pannę doprowadziła do rozmazanego tuszem płaczu. Zresztą wspomniana Marta też niejednokrotnie kończyła w taki sposób nasze dyskusje, ale wracała jak bumerang, i może ta jej nieustępliwość powodowała, że ją jeszcze tolerowałem. A poza tym dostarczała mi innych rozrywek, jakby to ująć… dostawałem to, co chciałem, bez szczególnych zabiegów z mojej strony, a nawet, z reguły, przy jej olbrzymich staraniach.

Nie było to fair, ale kto powiedział, że życie jest łatwe?

Do tej pory nie spotkałem żadnej dziewczyny, która wzbudziłaby we mnie jakieś inne uczucia niż pogarda, złość bądź rozbawienie. Jedyna osoba, która potrafiła się ze mną naprawdę pokłócić, to Nata, ale ona była poza wszelkimi ramami. Poza tym obiecałem sobie, że już jej nie sprawię przykrości, zarówno ze względu na nią, jak i na moją matkę.

Z Poznania wróciliśmy około dwudziestej trzeciej, zawiozłem Rada do domu i pojechałem do siebie.

Mama jeszcze nie spała, widziałem palące się u niej światło. Rozmawiała przez telefon, najpewniej z ojcem. Poszedłem na górę. U Naty było ciemno, wszedłem od razu do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Owinąłem się ręcznikiem i wyszedłem. W jej pokoju paliła się lampka, dostrzegłem, że po cichu otwierają się drzwi. Nata wyszła z zaczerwienioną twarzą, w koszulce z wizerunkiem prosiaczka. Strasznie rozczulił mnie ten widok.

– Co się dzieje? – spytałem cicho.

– Nnic, myślałam, że już poszedłeś do siebie. – Pociągnęła nosem.

No tak, płakała, ewidentnie płakała. Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć.

– Właśnie idę, jutro trzeba rano wstać. Słuchaj, jeśli chcesz o czymś pogadać, coś mi powiedzieć, po prostu to zrób – zaproponowałem, chociaż nie byłem pewien, jak mam się zachować, gdy ona na przykład nagle wybuchnie płaczem albo zacznie mi się zwierzać.

– Nie, wszystko gra, tylko wiesz, ten wielki dom, ciocia, to znaczy twoja mama, wróciła późno i nawet się z nią nie widziałam. Byłam sama i poczułam, że gdyby nie wy, to naprawdę mogłabym zostać sama. I ciebie też nie było… Pomyślałam o mojej mamie, że jej życie mogłoby całkiem inaczej wyglądać… no i jakoś tak mnie złapało. – Uśmiechnęła się blado. – Ale jest już okej, nie przejmuj się mną, idź spać. – Znowu pociągnęła nosem.

O kurczę, wyglądała jak zgnębiona ofiara prześladowań. Podszedłem do niej i niezdarnie ją przytuliłem. Poczułem, że zesztywniała w moich ramionach.

– Nie wiem, czy cię dobrze rozumiem, ale wiem, że moja mama zrobi wszystko, żebyś była szczęśliwa, bo bardzo kochała twoją mamę, i wiem, że kocha też ciebie. Wszystko się ułoży, zobaczysz. – Pogłaskałem ją po włosach, wtulając w nie twarz. Wreszcie… Tak jak chciałem.

Odsunęła się gwałtownie i ze zmienioną twarzą wyszeptała:

– Już ze mną dobrze, dziękuję, ale wolałabym, żeby nasze stosunki pozostały bratersko-siostrzane.

Zaskoczyła mnie i momentalnie poczułem, że ogarnia mnie złość.

– Aha, widzę, że masz większy problem, niż myślałem! Jeśli chcesz wiedzieć, to stawiając ciebie i mnie obok siebie, możesz być pewna, że ŻADNE stosunki nie będą wchodziły w grę! Jutro dwadzieścia po siódmej w garażu, dobranoc i życzę owocnego płakania! – warknąłem, zatrzaskując drzwi od mojego pokoju.

Cholera jasna! Co ona sobie myślała? Że na nią lecę czy co? Było mi jej naprawdę żal, wiem, że zareagowałem niefajnie w świetle moich poprzednich obietnic, ale co to miało znaczyć? Te jej słowa? Nic nie rozumiałem, czułem się głupio, byłem zły na nią, a wściekły na siebie, rzuciłem się tak, jak stałem, w ręczniku na łóżko i długo się kręciłem, zanim udało mi się zasnąć.

ROZDZIAŁ 3

Nazajutrz obudziło mnie pukanie do drzwi. Natalia delikatnie je uchyliła i powiedziała cicho:

– Już siódma.

Po czym zamknęła je równie delikatnie.

Zerwałem się jak oparzony. Nie nastawiłem budzika w komórce, a przez to, że wróciłem późno i jeszcze po tej akcji przed łazienką nie mogłem zasnąć. Tak więc teraz wyglądałem, jakbym wczoraj imprezował w Mantrze co najmniej do trzeciej nad ranem. Wziąłem szybki prysznic, włożyłem dżinsy i koszulkę i zbiegłem na dół. Była siódma piętnaście.

– Dzień dobry, synku, w kuchni masz śniadanie. Ja już lecę, bo muszę być z samego rana w biurze. Powodzenia, dzieci! – krzyknęła mama i już jej nie było.

Zajmowała się w firmie Tolland Corporation sprawami związanymi z PR, a także była dyrektorem generalnym na Europę Wschodnią.

Wpadłem do kuchni, Honorata rzuciła mi słodkiego rogalika, bo wiedziała, że na nic innego nie mam już czasu, założyłem kurtkę i buty, złapałem plecak i wbiegłem do garażu.

Natalia stała oparta o moje auto, włosy miała jak zwykle zaplecione w warkocz, dżinsy, bluza, kurtka, wysokie kozaki, zero makijażu. Nie przypominała żadnej z dziewczyn, które znałem, ale muszę przyznać, że była naprawdę ładna. Nie, to mało powiedziane, była oryginalna, tak, oryginalna i efektowna. A gdyby nad sobą popracowała, mogłaby być naprawdę niezłą… wiadomo.

– Wskakuj – rzuciłem. – Już i tak jesteśmy spóźnieni.

– No wiesz, ja tu byłam o siódmej dwadzieścia – odparła i uśmiechnęła się złośliwie.

– No wiesz, ja też bym był, gdybym w nocy nie musiał ratować zagubionych dusz i jeszcze zbierać za to cięgów. – Uśmiechnąłem się równie złośliwie, wyjeżdżając na drogę.

– Gdybyś nie uznał za pewnik, że ta zagubiona dusza ulegnie twojemu niewątpliwemu czarowi, to może poszedłbyś spać o normalnej porze.

– Dosyć! Kobieto, czy ty musisz mieć zawsze ostatnie zdanie?! – Sam nie wiedziałem, czy jestem wkurzony, czy też bawi mnie ta słowna gra.

 

– Staram się, zresztą wiesz, przebywając z tobą, mam zamiar dojść do perfekcji – powiedziała ze śmiechem.

– No dobra, rozbawiłaś mnie, masz szczęście – mruknąłem. – Zaraz będziemy w szkole. Pokażę ci, gdzie jest sekretariat, pani Alfons zaprowadzi cię do twojej klasy. Takie są zasady.

– Pani Alfons? To jej imię? – zapytała z niedowierzaniem.

– Nie, na imię ma Stanisława, ale ma chyba z siedemdziesiąt lat i z dumą nosi wąsy, mówimy na nią pani Wąs-Alfons. Ale jest fajną babką, wszystko można u niej załatwić. Aha, będziesz w klasie z Martą – dodałem, gdy wjeżdżaliśmy już na parking.

– No, ta wiadomość jest super, już mam zacząć być niewidzialna? – zapytała z przekąsem.

– Wyluzuj, uwierz mi, że Marta będzie twoją najlepszą przyjaciółką – oznajmiłem i zaśmiałem się.

– Taaa, nie wątpię, nie zapytam tylko, co musiałeś zrobić, żeby to mogło się stać?

– Nie pytaj. – Znów się zaśmiałem. – Nie jestem w stanie pilnować cię przez cały pobyt w szkole, a Marta dużo tu znaczy, więc będziesz tak jakby nietykalna. A uwierz mi, wszyscy czekają na twoje przybycie. Oto adoptowana siostra Wielkiego Tony’ego. – Zaśmiałem się po raz trzeci, zbliżając się do wejścia.

– Nie jestem adoptowana – sprostowała. – Ach, no tak, zapomniałam, że ty jesteś Big Tony. Super – mruknęła.

– Dobra, nieważne, chodźmy do sekretariatu. – Chwyciłem ją za rękę, bo zamierzała pójść w przeciwną stronę. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, spojrzałem na nią z ukosa, ale szybko odwróciła głowę.

– Już widzę sekretariat, myślę, że sobie poradzę, zobaczymy się na przerwie, okej? – Powiedziała, nadal na mnie nie patrząc.

– Okej, trzymaj się, jak coś, to pisz do mnie esa. – Uśmiechnąłem się do niej i wreszcie na mnie spojrzała. Bała się, to widać, ale była zbyt dumna i uparta, aby prosić mnie o pomoc. W porządku, idź, panno złośnico, zobaczymy, jak sobie poradzisz.

Popatrzyłem, jak wchodzi do sekretariatu, i ruszyłem w stronę mojej klasy. Zobaczyłem wpatrzony we mnie tłum ludzi. Wszyscy wyraźnie obserwowali mnie i Natalię.

– Spadać stąd, seans skończony – warknąłem i wszedłem do sali języka angielskiego.

– Stary, niezła ta twoja sis.

– Tolland, ty to się potrafisz urządzić.

– Musisz ją wziąć na imprę do Barta.

Super, niewybredne komentarze moich ćwierćinteligentnych kolegów były mi teraz bardzo potrzebne!

– Hej – rzuciłem, siadając koło Radka, który miał durnowato pocieszną minę. – Co się szczerzysz, debilu?

– Stary, ja? Ja nic nie mówię, he he. – Śmiał się głupkowato i patrzył na mnie dziwnie.

– O co ci chodzi? – Zaczynałem się wkurzać.

– Tylko się od razu nie unoś, wyluzuj. Wszyscy was widzieli, tam przed sekretariatem – powiedział, ale już bez tego głupiego uśmieszku.

– No, a według ciebie i wszystkich, co takiego się działo przed tymi magicznymi drzwiami? – Nie wiedziałem, o co mu, do cholery, chodzi.

– No, trzymałeś ją za rękę i… – Nie dokończył.

– No jasne, bo to teraz zbrodnia trzymać dziewczynę za rękę, zwłaszcza gdy przychodzi pierwszy raz do nowej szkoły – powiedziałem sarkastycznie.

– Ale, stary, kogo ty chcesz nabrać? Mnie? To nie wyglądało jak braterski krzepiący uścisk. Widziałem, jak na nią patrzyłeś, pożerałeś ją wzrokiem, chłopie, musisz sobie to uświadomić, zanim będzie za późno – powiedział zupełnie poważnie Radek.

– Nie mam pojęcia, o co ci chodzi – mruknąłem.

Na moje szczęście zadzwonił dzwonek i przyszła nauczycielka angielskiego. Lekcja minęła jak jakiś sen, nie byłem w stanie skupić się na ćwiczeniach. Myślałem o słowach Radka. On znał mnie najlepiej, więc wiedziałem, że jakieś ziarno prawdy musi w tym być. Nie przypuszczałem, że potrafię się tak łatwo odkryć. A niech to! Musiałem coś z tym zrobić, i to jak najszybciej, niepotrzebne mi teraz żadne miłosne problemy, w dodatku ze skomplikowaną panną, która ma dziwne wahania nastrojów i mieszka ze mną w jednym domu, po drugiej stronie korytarza. Muszę skupić się na utrzymaniu mojej budowanej przez lata pozycji. Zapewniła mi spokój od niechcianych kontaktów z ludźmi, z którymi nie miałem ochoty rozmawiać.

Zadzwonił dzwonek, wyszliśmy z klasy i zobaczyłem Natalię, która szła wraz z Martą w moim kierunku.

– Cześć, Tony – powiedziała Marta. Podeszła szybko i pocałowała mnie w policzek. – Już zaprzyjaźniłyśmy się z Nati, zapoznałam ją z całym klubem, planujemy wspólne spotkanie – szczebiotała uszczęśliwiona.

– Hm. Jesteś mistrzynią w zawieraniu przyjaźni.

Natalia stała obok, milcząc, z niepewnym uśmiechem na twarzy.

– Jak tam, Nata? Załatwiłaś wszystkie sprawy w sekretariacie? – zwróciłem się do niej.

– Tak, wszystko gra. O której dzisiaj kończysz? Bo wiesz, jeśli wcześniej, to nie musisz na mnie czekać.

– Nie przesadzaj, kończę godzinę wcześniej, ale dramatu nie ma, poczekam na ciebie – przerwałem jej szybko.

– No wiesz, muszę podjechać w jedno miejsce, mam adres, podam ci, oczywiście jeśli to daleko, to mogę wziąć taksówkę albo…

– Daj spokój – syknąłem. – Mówisz jakieś bzdury, nie znasz miasta, autobus do nas jeździ co godzinę. Powiedziałem, że dla mnie to nie problem, więc przestań robić z tego cholerny dramat! Po lekcjach czekam na ciebie w samochodzie.

Odwróciłem się i poszedłem, usłyszawszy tylko, jak Marta mówi do Natalii:

– Nie przejmuj się, on już taki jest, ale szybko mu mija…

No patrzcie, pocieszycielka się znalazła.

Po lekcjach poszedłem na chwilę do biblioteki, a potem czekałem na Natalię w samochodzie, słuchając muzyki. Niedługo po dzwonku na przerwę zobaczyłem ją, jak wychodzi ze szkoły w towarzystwie Marty i jej koleżanek, które gadały jedna przez drugą i chichotały.

Natalia szła obok z milczącą z miną pod tytułem „chcę już stąd iść!”. Dziewczyny podeszły do mojego samochodu, wysiadłem i kiwnąłem im głową.

– Tony – powiedziała Marta – nie wiem, czy ty już o tym rozmawiałeś z Natalią, ale zaprosiłam ją na imprezę do Barta. Musi poznać ludzi, a to będzie dobry moment. – Uśmiechnęła się słodko. – Chyba nie masz nic przeciwko temu?

– To sprawa Natalii – mruknąłem. – Jedziemy?

Kiwnęła głową, pożegnała się z koleżankami i wsiadła do samochodu.

– To gdzie chcesz jechać? – zapytałem.

– Tu masz adres. Nie wiem, gdzie to jest – odparła, podając mi kartkę.

– Dąbrowskiego. To niedaleko centrum. Jeśli to nie tajemnica, to co masz tam do załatwienia? – zainteresowałem się.

– Tam mieszka ciotka mojej koleżanki z Krakowa i mam u niej przesyłkę do odebrania – odpowiedziała bez wahania.

– Okej – rzuciłem i już o nic więcej nie pytałem.

Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu.

– Uważasz, że nie powinnam iść na tę imprezę? – zapytała po chwili.

Tak, uważam, że nie powinnaś tam iść.

– To twoja sprawa – odpowiedziałem sucho.

– No wiem, że moja sprawa, ale ty znasz to towarzystwo, więc chcę znać twoje zdanie – powiedziała z lekkim uśmiechem.

– Jeśli lubisz dom pełen ludzi, głośną muzykę, piwo, chipsy i ogólną rozpierduchę, to idź.

Nie wspomniałem o paru innych rzeczach, które też się zdarzały na tego typu imprezach.

– No wiesz, piwo mnie nie interesuje, chipsy też nie bardzo, muzyka… od tego są imprezy, a z resztą sobie jakoś poradzę – powiedziała. – Chodzi mi o to, że może nie powinnam iść ze względu na to, co się wydarzyło – powiedziała już ciszej.

– Hm, tak jak wcześniej powiedziałem, to twoja decyzja, chociaż z drugiej strony może dobrze ci to zrobi. – Nie byłem o tym do końca przekonany, ale cóż.

– Wiem, wiem, pomyślę jeszcze nad tym – mruknęła.

– Nie chciałbym tylko spędzić imprezy na pilnowaniu cię – powiedziałem, zerkając na nią. – Wiem, jak faceci ze szkoły potrafią się czasami zachować, a biorąc pod uwagę, że jesteś nowa, stanowisz cel wszystkich wolnych chłopaków – dokończyłem.

– Ha, ha, ha, cel, mówisz. Nie jestem łatwym celem i zapewniam cię, że świetnie poradzę sobie sama! – Była wyraźnie rozbawiona.

– No okej, zobaczymy – mruknąłem, trochę zły.

Dojechaliśmy pod wskazany przez Natalię adres, wysiadła i pobiegła w stronę kamienicy, rzuciwszy mi szybko:

– Pięć minut.

Obserwowałem, jak z rozwianymi włosami i wiszącym długim kolorowym szalikiem zniknęła w pobliskiej bramie starego domu. Szczerze mówiąc, nie chciałem, żeby szła na imprezę, z dwóch powodów. Jeden to atawistyczne zachowania moich szanownych kolegów, a drugi to Marta, która, wykorzystując zawartą umowę, będzie wisiała na mnie cały wieczór. Nie wiem czemu, ale nie chciałem, aby Natalia na to patrzyła, jakoś podświadomie uważałem, że mogłaby się poczuć, nie wiem, skrzywdzona. Nie, bez sensu, niby czemu?