Jesteś moja dzikusko

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dla moich wiernych czytelników, którzy czytają mnie jeszcze od czasów forum, dla CCB Teamu i #sektyAgnes :-)

Kocham Was!


PROLOG

Rodzinny dom Tollandów.
Akcja rozpoczyna się w przyszłości, pięćdziesiąt lat po opisanych dalej wydarzeniach…

Lidia Barańska, z domu Tolland, wjechała z rozmachem na podjazd domu rodziców. Zapowiedziała wcześniej swój przyjazd ostrym: „Koniecznie muszę z wami porozmawiać”. Dostrzegła przy wejściu siwą głowę ojca. Antoni Tolland, pomimo siedemdziesiątki na karku, wciąż wyglądał całkiem interesująco, stał prosto, nie garbił się, a jego niebieskie oczy patrzyły przenikliwie na wysiadającą z samochodu córkę.

– Cześć, tato! – Lidia odgarnęła rude włosy i nacisnęła guzik pilota.

– Czemu jesteś taka zdenerwowana, dziecko? – Antoni uśmiechnął się łagodnie.

– Ech, mam już dość. Muszę z wami porozmawiać, Dominika doprowadza mnie do szału!

– Nie unoś się, Lidziu, mama już szykuje dla ciebie coś pysznego.

– Łatwo ci mówić – mamrotała Lidia, wchodząc za ojcem do domu. – Nie wiem, w kogo się wdałam z nerwami, ale na pewno nie w ciebie, oazo spokoju.

Antoni Tolland uśmiechnął się pod nosem, słysząc utyskiwania córki, ale nic nie odpowiedział. On doskonale wiedział, po kim jego dziecko odziedziczyło temperament.

– Co tam, kochanie, co się dzieje? – Natalia Tolland uściskała córkę. – Chodź, upiekłam szarlotkę, jabłka z ogrodu, mam też pyszną białą herbatę, twoją ulubioną.

– Coś nie tak z Domi – mruknął w kierunku żony Antek.

Ta dała mu znak oczami, aby na razie pozwolił wygadać się córce.

– Dominika ma chłopaka! – Lidka usiadła ciężko na krześle przy dębowym kuchennym stole.

– Kochanie, Dominisia ma osiemnaście lat, to chyba normalne.

– Ale ten chłopak nie jest odpowiedni dla niej!

Antoni zerknął na żonę i zagryzł policzek od środka.

– Czemu tak sądzisz? – spytał wzburzoną córkę, opychającą się domową szarlotką.

– To jakiś długowłosy rockers. I wariat. Ciągle się kłócą. Dominika przez niego płacze, ale gdy próbuję zareagować, od razu go broni i nie daje powiedzieć o nim złego słowa. Nie wiem, co robić.

– Młodzi często się kłócą, Lidziu. Zapomniałaś o swoich rozstaniach z Jackiem? I o powrotach, naturalnie.

– Ale to moje dziecko. Zawsze daję jej za przykład wasz związek. Wiecie, że jest do was bardzo przywiązana. Mamo, tato… – Lidia spojrzała na rodziców zielonymi oczami swej matki – porozmawiajcie z nią, wytłumaczcie. Opowiedzcie o swojej miłości, o początkach, jak się poznaliście, o spokojnym i pełnym zaufania związku.

Antoni zaczął się wiercić na krześle, jakby siedział na rozżarzonych węglach. Za to Natalia uśmiechnęła się szeroko.

– To nie jest dobry pomysł – wymamrotał starszy mężczyzna.

– Tak uważasz? – Jego żona zmrużyła oczy.

Wiedział, że to zielone spojrzenie pochłonęło go już dawno temu i teraz… teraz też miało nad nim nieograniczoną władzę.

– Mieliśmy zachować się dydaktycznie – burknął.

– I zachowamy. Nasza opowieść spełni swoją rolę – odparła z przekonaniem drobna kasztanowowłosa kobieta.

– O czym wy tam szepczecie? Pomożecie mi czy nie? – Lidia zjadła dwa kawałki ciasta, wypiła herbatę i patrzyła w oczekiwaniu na rodziców.

Natalia wzięła głęboki wdech.

– Oczywiście, że ci pomożemy. Jesteś naszą córką. Opowiemy ci historię pewnego złego chłopaka i jego dzikuski. A wówczas… może zrozumiesz, że pozory czasami mylą i nie zawsze warto sprzeciwiać się temu, co gdzieś tam jest zapisane i po prostu musi się spełnić…

Pięćdziesiąt lat wcześniej, rok 2009

Zaczęło się tak niespodziewanie… Zanim się zorientowałem, już tkwiłem w tym tak głęboko, że nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Zburzyło to wszystko, co do tej pory zbudowałem wokół siebie, ten mur obojętności, pogardy dla świata i innych ludzi, pokazało moją prawdziwą twarz, moje uczucia, których sam nie byłem świadomy i których, co najważniejsze, nie chciałem nigdy nikomu pokazać. A wszystko przez jeden telefon…

ROZDZIAŁ 1

Patrzyłem na moją matkę, ściskającą mocno słuchawkę, podczas gdy jej twarz zrobiła się biała jak śnieg.

– Kiedy? – Usłyszałem jej szept. – Jak to się stało? – Jej twarz przypominała maskę. – Dobrze, jutro przyjadę – dokończyła.

– Co się stało, mamo? – zapytałem zaniepokojony.

– Pamiętasz ciocię Ewę?

– Ciotkę Evitę? Jasne, co ona znowu wymyśliła?

Taaak – pomyślałem – albo kolejny facet, z którym wyjechała w podróż życia, która nie do końca się nią okazała, albo znowu nie miała kasy, albo – co gorsza – kolejny raz potrzebowała naszego prawnika. Ciotka Ewa, zwana przez wszystkich Evitą, tak naprawdę nie była moją ciotką, tylko przyjaciółką mojej matki. Od zawsze. I od zawsze pakowała się w kłopoty, a moja matka ciągle ją z tych kłopotów wyciągała.

– Ciocia zginęła w wypadku samochodowym, muszę natychmiast jechać do Krakowa.

– Jak to w wypadku? Co się właściwie stało, mamo? – Byłem bardziej zmartwiony faktem, że wiedziałem, kim jest, a teraz już była dla mamy ciotka Evita, niż jej śmiercią.

– Och, nie wiem dokładnie, pojechała z kimś na Słowację na narty i wypadli z wielką szybkością z zakrętu, nie miała zapiętych pasów, zginęła na miejscu. Tony, muszę tam jechać, ona nie ma żadnej rodziny, trzeba się tym wszystkim zająć, ojciec przylatuje dopiero za dwa tygodnie, muszę cię zostawić. – Zaczęła płakać.

– Mamo, nie martw się, pomogę ci z tym wszystkim, są ferie, mogę jechać z tobą, nie jesteś w formie, aby prowadzić samochód. – Nie mogłem puścić jej samej w takim stanie.

– Nie wiem… Sama nie wiem.

– Nie pojedziesz beze mnie, nie ma mowy.

– Och, synku, jesteś kochany, dziękuję ci. Najgorsze jest to, że Natalia jest tam sama. Musimy jak najszybciej jechać i się nią zaopiekować, ona ma tylko nas.

– Aaa, Nata, zapomniałem, no tak, kurczę, ale to pokręcone.

No tak, pokręcone to mało powiedziane, Natalia była córką ciotki, pamiętam ją: mała, piegowata, rudowłosa dziewczynka ze świrniętą matką, w którą wpatrzona była jak w obraz. Ciotka też kochała Natkę, ale nie przeszkadzało jej to w podrzucaniu nam swojej córki w chwilach słabości bądź podczas kolejnych podróży z mężczyznami „na dobre i na złe” (więcej było tych „na złe”). Jestem ciekaw, jak matka rozwiąże ten niewątpliwy problem, który miał obecnie ile? hm, piętnaście? szesnaście lat? Obawiałem się, że matka będzie chciała ją zabrać do Wrocławia, aby zamieszkała z nami. Szczerze mówiąc, nie widziałem żadnej innej opcji, zwłaszcza że faktycznie dziewczyna nie miała nikogo, rodzice ciotki Ewy już dawno nie żyli, a ojciec, kto wie, który to?

Nie uśmiechało mi się być nagle jakimś starszym bratem, zresztą nie zapominajmy, że Anthony Tolland nie żywił wobec nikogo żadnych opiekuńczych uczuć. Było mi z tym dobrze, miałem jednego kumpla Radka, z którym przeszedłem przez wszystkie etapy edukacji, począwszy od szkoły podstawowej, skończywszy obecnie, na trzeciej klasie prywatnego liceum.

Miałem też dziewczynę, jeśli można to tak nazwać, to znaczy ona bardzo chciała być dla mnie kimś więcej, ale tak naprawdę związek z nią był tylko nieco przedłużającą się randką. Nie czułem potrzeby jakichkolwiek deklaracji i wiązania się na stałe. Nie ten etap, nie ten wiek, nie ta dziewczyna. Fakt, że córka kolegi mojego ojca była bardzo ładna i zdolna, zamierzała studiować architekturę, nie miał dla mnie większego znaczenia. Podejrzewałem, że nasi staruszkowie widzieli w tym „związku” jakieś ukryte dno, ale jakoś nie byłem w stanie sobie tego wyobrazić, oczywiście na razie nie robiąc żadnych podejrzanych ruchów. Spotykałem się z Martą, jeździłem z nią na letnie wakacje, w zimie spędzaliśmy razem ferie na lodowcu, znałem doskonale jej rodzinę, a ona moją. Podejrzewałem, że być może jest we mnie zakochana, ale sam nie miałem do tego głowy, w tej chwili odpowiadał mi stan obecny. Mój ojciec, James Tolland, był Amerykaninem, współwłaścicielem dużej firmy zajmującej się projektami dla biznesu, architekturą wnętrz i handlem nieruchomościami. Mieszkaliśmy we Wrocławiu – ukochanym mieście mojej mamy, ale ja planowałem po skończeniu liceum wyjechać do Stanów na studia prawnicze i zdobywać doświadczenie w nowojorskim oddziale firmy ojca. Łączyły mnie z nim dość chłodne stosunki, z powodów, których nie rozumiałem i których nie chciałem znać. Póki co.

Szanowaliśmy się nawzajem, ale nie było między nami takiej ojcowsko-synowskiej bliskości, traktowaliśmy się raczej jak przyjaźnie nastawieni partnerzy w biznesie. Za to z mamą byłem naprawdę blisko i to ona należała do nielicznych osób, które widziały i znały moje prawdziwe ja.

Nazajutrz z samego rana wyjechaliśmy do Krakowa. Widziałem po oczach mamy, że w nocy raczej nie spała. Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć, wolałem więc milczeć, skupiając się na drodze.

– Tony, rozmawiałam wczoraj długo z twoim ojcem – powiedziała nagle mama. – Przedstawiłam całą sytuację, uzgodniliśmy, że zaopiekujemy się Natalią i teraz zamieszka z nami. Aleks się tym zajął, jest już w Krakowie i załatwia wszystkie formalności.

Aleksander Berger był prawnikiem mojego ojca i przyjacielem rodziny. Bardzo go lubiłem, pomagał mi w przygotowaniu się do egzaminów na studia, mogę posunąć się nawet do stwierdzenia, że mu ufałem.

– Rozumiem, myślałem o tym wczoraj i wiedziałem, że tak zdecydujesz, w sumie nie było żadnej innej opcji, prawda? – Uśmiechnąłem się.

 

– Nie było. – Mama oddała mi smutny uśmiech. – Wiem, że to dla ciebie trudne, ale wszystko się jakoś ułoży. Natalia to dobra dziewczyna, wiele przeszła, będziemy musieli ją wspierać, ale jak ją znam, to na pewno sobie poradzi.

– Jasne, mamo, wszystko będzie dobrze – powiedziałem, ale nie byłem o tym do końca przekonany.

No tak, szesnastolatka po przejściach i traumach związanych z przelewającymi się przez łóżko jej matki tabunami facetów… Dziwne, że ta dziewczyna sama nie przejęła matczynych tradycji.

– Mamo, a Nata ile ma teraz lat? Piętnaście, szesnaście? – zapytałem.

– Natalka jest rok młodsza od ciebie. W tym roku skończy siedemnaście, myślałam już o przeniesieniu jej do twojego liceum. To dobra szkoła, nasza rodzina jest tam znana, nie będzie chyba z tym problemów.

– No tak, dobry pomysł – powiedziałem.

Pomyślałem jednak coś innego: może jest świetny, pod warunkiem, że ma się twardy tyłek albo jest się kawałkiem egocentrycznego drania lub wypieszczoną przez bogatego tatusia szefową Szkolnego Klubu Vipów. Nie wydawało mi się, aby córka ciotki Ewy aspirowała do którejś z tych grup, ale może się myliłem. Pamiętałem ją jako małą dziewczynkę, może coś się zmieniło w tym temacie. Zobaczymy.

W milczeniu dojechaliśmy do Krakowa, do mieszkania ciotki Evity.

Zaparkowałem auto i weszliśmy do bramy starej kamienicy.

– Synku – mama złapała mnie za rękaw – postaraj się być miły, wiem, że czasami potrafisz być trudny w kontaktach z ludźmi, ale ta dziewczyna dużo przeszła, więc miej to na uwadze, proszę.

Tak, trudny… to delikatnie powiedziane, ale wiedziałem, że nigdy nie zranię matki.

– Dobrze, przecież rozumiem sytuację, nie stresuj się, chodźmy na górę. – Wziąłem ją za rękę i ruszyliśmy po stromych schodach na czwarte piętro.

Drzwi otworzył nam Aleks, który już od dawna był na miejscu.

– No, jesteście wreszcie, Kasia, bardzo mi przykro, wszystkim się zająłem – powiedział ze zmartwioną miną, witając się z moją mamą.

– A gdzie Natalia? Czy ona… jak się czuje?

– Jest w swoim pokoju, zaraz do was przyjdzie, nie jest jej łatwo, ale jak usłyszała, że przyjeżdżasz i się nią zajmiesz, to jakoś od razu się wyciszyła i uspokoiła.

Weszliśmy do pokoju, w przeciwległych drzwiach pojawiła się niewysoka, drobna zielonooka dziewczyna, z rudymi, długimi włosami, związanymi w niedbały warkocz.

– Ciociu! – krzyknęła i przylgnęła do mojej matki. – Dziękuję, że przyjechałaś.

Ściskała moją mamę, która zaczęła płakać. Z oczu Natki nie spadła za to ani jedna łza.

– Już dobrze, dziecko, wszystko będzie dobrze, przyjechałam jak najszybciej. Zobacz, kto jest ze mną. – Mama uśmiechnęła się. – Pamiętasz Tony’ego?

– Tak, pamiętam, cześć, Antek. – Natalia podeszła do mnie z wyciągnięta ręką. – Ale urosłeś, ostatni raz widziałam cię, jak kończyłeś gimnazjum. – Uśmiechnęła się blado.

– Cześć, Nata, ty też trochę urosłaś, przykro mi, że spotykamy się w takich okolicznościach. – Uścisnąłem chłodną dłoń.

Było mi jej żal, w sumie nie co dzień traci się najbliższą osobę, więc nawet nie próbowałem sobie wyobrażać, co ona teraz przeżywała. Co oczywiście nie oznaczało, że byłem w pełni uszczęśliwiony faktem, iż ten rudzielec z nami zamieszka.

– No wiem, mnie też. Chodźcie, zjemy coś, ugotowałam obiad.

– Dziękujemy ci, kochanie, nie trzeba było się tym kłopotać – odparła mama.

– Musiałam się czymś zająć, zresztą zawsze gotowałam dla siebie i dla… – Natalia nie dokończyła, ale wszyscy wiedzieliśmy, o kogo się troszczyła.

No tak, przecież ciotka Evita potrafiła zagotować jedynie wszystkich wokół – pomyślałem.

– Natalia, jutro mam spotkanie z dyrektorem liceum. Aleks wstępnie przedstawił kwestie związane z twoim przeniesieniem, jeżeli będziesz gotowa, możemy wieczorem ruszyć do domu – powiedziała moja matka. – Wiem, że może dla ciebie to zbyt szybkie tempo, ale został jeszcze tydzień ferii, będziesz miała czas, żeby się przygotować przed pójściem do nowej szkoły. Poza tym, wiesz… już załatwiamy sprawy związane z pogrzebem – dokończyła nieco ciszej.

– Dobrze, ciociu, wszystko rozumiem, już nawet wstępnie się spakowałam – powiedziała cicho Natalia.

Po skończonym obiedzie mama z Aleksem pojechali załatwiać sprawy związane z transportem zwłok ciotki do Wrocławia. Siedziałem przy laptopie, sprawdzałem e-maile, słuchałem muzyki przez słuchawki i obserwowałem spod oka Natalię krzątającą się po pokoju, pakującą książki do kartonu.

– Chcesz zabrać te wszystkie śmieci? – zapytałem.

– Co? – Zamrugała i spojrzała na mnie.

– Czy zamierzasz zabrać tę całą makulaturę? Mamy świetnie wyposażoną bibliotekę, nie ma potrzeby obciążać samochodu jakimiś rupieciami – dodałem z przekąsem.

– To nie są żadne śmieci, tylko moje ulubione książki i płyty! – powiedziała z mocą. – Nie wątpię w wyposażenie twojej biblioteki, ale to są moje osobiste rzeczy i chyba mam prawo je zabrać?

– No tak, masz, jasne, pozbieraj jeszcze po sąsiadach, na pewno mają kilka kartonów makulatury – mruknąłem obojętnie.

– Nie omieszkam przejść się po wszystkich piętrach – odpowiedziała ze słodkim uśmiechem i wróciła do pakowania.

– Hm, jak myślisz, ten kwiat zmieści się do twojego samochodu? – zapytała po chwili.

– Jaki kwiat? – Podniosłem na nią wzrok.

– Mój ukochany fikus – odpowiedziała, wskazując na jakieś drzewo.

– Chyba żartujesz?!

– Jak na to wpadłeś, panie wszechwiedzący? – odparła, krzywiąc się. – Sprawdzam tylko, czy jest coś, co sprawi, że pozbędziesz się tego kija od szczotki, który wystaje ci z tyłka!

W mgnieniu oka znalazłem się przy niej, opuściłem głowę, żeby znaleźć się na wysokości jej twarzy, i słodko wysyczałem:

– Nigdy nie będziesz w stanie się o tym przekonać, sierotko Marysiu! – powiedziałem te słowa, zanim zdążyłem przemyśleć ich znaczenie.

Popatrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, nie mrugając ani przez chwilę.

– Myślę, że trafnie to ująłeś – szepnęła i wyszła do swojego pokoju.

Cholera jasna, powinienem ugryźć się w jęzor!!! Ale teraz nic już z tym nie zrobię, usiadłem więc na łóżku, założyłem słuchawki i zamknąłem oczy.

Po jakimś czasie wróciła mama z Aleksem, przedstawiając nam plan działania na jutro i informując Natalię o tym, co udało się im załatwić.

– Tak więc, kochanie, jutro po południu jedziemy do domu – zakończyła z uśmiechem. – Widzę, że spakowałaś już część książek. Tony zaraz zaniesie je do samochodu.

– Jasne, i nie zapomnijmy o tym drzewie – mruknąłem.

– Co? Nieważne, synu, zanieś te kartony. Natalko, czy masz coś jeszcze?

– Tak, jeszcze jeden karton z moimi narzędziami do decoupage’u.

– A, no tak, to twoja pasja, wiem, dobrze, weźcie to zatem i zanieście do samochodu, jutro nie będzie za wiele czasu na pakowanie się – rozporządziła, jak zawsze stanowczo, moja matka.

Wziąłem diabelsko ciężki karton z książkami, ruda wzięła mniejszy i wyszliśmy. Schodziliśmy w milczeniu po schodach. Czułem się wyjątkowo głupio, gdyż nigdy nie przeżywałem jakichkolwiek wyrzutów sumienia w związku ze sprawieniem komuś przykrości. Wyznawałem zasadę: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Jednak idąc za tą rudowłosą, drobną dziewczyną, która przeżyła już tak dużo i dźwigała na swych barkach o wiele więcej, niż to, co mieścił niesiony przez nią karton, czułem, że jestem egoistycznym, bogatym dupkiem. Ominąłem ją i odwróciłem się raptownie.

– Ekhm, słuchaj, Nata, sorry za tamto – powiedziałem, chociaż nie ukrywam, że przyszło mi to z trudem.

Stała przede mną, będąc niemal równą ze mną wzrostem, gdyż była stopień wyżej, a jej zielone oczy ciskały gromy.

– Nie wysilaj się, wiem, że ja, tak samo jak moja matka, jestem dla ciebie zerem, nie musisz udawać tak jak przed swoją mamą! Nic od ciebie nie chcę, to twoi rodzice postanowili się mną zaopiekować, i jestem im za to bardzo wdzięczna. Mam zamiar skończyć szkołę, zdać maturę i wyjechać na studia do innego miasta, aby was, a zwłaszcza ciebie, nie obciążać swoją obecnością. Myślę, że przez półtora roku damy radę schodzić sobie z drogi? Potrafisz? Bo ja na pewno! – Ominęła mnie i zaczęła szybko schodzić w dół.

– Jasne, że dam radę, będzie to dla mnie czysta przyjemność! A poza tym to będzie tylko pół roku, bo po wakacjach wyjeżdżam na studia do Stanów! – rzuciłem w kierunku jej pleców, schodząc równie szybko jak ona, co przy wadze kartonu nie było takie proste.

W milczeniu zapakowaliśmy pudła do samochodu, starając się na siebie na patrzeć.

– Słuchaj, powiedz cioci, że będę za godzinę, idę pożegnać się z koleżanką, tutaj obok, jakby co, to mam telefon przy sobie – powiedziała, patrząc na mnie jakbym był przeźroczysty.

– Okej – odpowiedziałem i ruszyłem w stronę domu.

Po przyjściu położyłem się spać i nawet nie słyszałem, kiedy wróciła.

Nazajutrz, z samego rana, mama pojechała z Natalią i Aleksem na spotkanie z dyrektorem liceum, w którym uczyła się Natka, a ja zadzwoniłem do Radka.

– Siema, Radosław, przyjacielu z piaskownicy.

– Stary, wróciłeś już? U Barta szykuje się niezła impra, kiedy będziesz we Wrocku?

– Rado, wracam dzisiaj, ale późnym wieczorem, jutro się zobaczymy.

– Tony, i jak twoja nowa szesnastoletnia siostrzyczka?

– Wyluzuj, stary, po pierwsze ona ma prawie siedemnaście lat, nie jest moją siostrą i już jej nie lubię, ani ona mnie. Nie wiem, jak wytrzymam z nią w jednym domu, stary.

– Całe szczęście, że masz duży dom. Dobra, pogadamy jutro, daj znać, czy będziesz u Barta.

– Na pewno będę.

– Wiesz, możesz wziąć swoją sios… to znaczy tę Natalię, oczywiście jeśli jest ładna, he, he, he.

– Jest ła… Kurczę, zamknij się, Rado, a co to ma za znaczenie, nie będę pieprzoną baby-sitter żadnej panny z problemami.

Odwróciłem wzrok i zobaczyłem stojące w wejściu moją matkę i Natalię. Matka patrzyła na mnie z wyrzutem, a Natalia spoglądała gdzieś obok, jakby wcale mnie nie było.

– Eeee, cholera, Rado, muszę kończyć, jutro się zdzwonimy, narka.

– Ciociu, pójdę spakować resztę rzeczy – powiedziała Natalia do mojej matki i wyszła.

– Dobrze, kochanie. – Mama zmrużyła oczy, co znaczyło, że jest zła.

– Piękny występ, nie ma co, zachowujesz się jak gówniarz! – rzuciła mi w twarz ze złością, upewniwszy się, że Natalia wyszła. – Nie spodziewałam się, że w tej tragicznej sytuacji będę jeszcze musiała martwić się o ciebie i o twoje zachowanie. Jeżeli tak wygląda twoje wsparcie, to żałuję, że zgodziłam się, abyś ze mną jechał! – powiedziała sucho i weszła do pokoju Natalii, zamykając za sobą drzwi.

Świetnie! Było mi głupio, zarówno ze względu na rudzielca, który niczym nie zasłużył na takie słowa z mojej strony, jak i ze względu na mamę, którą rozczarowałem, a bardzo tego nie lubię. No nic, stary, przynajmniej panna fikus już wie, na co cię stać.

Wrócił Aleks i zaczęliśmy wynosić torby do auta, nie było tego dużo, tak jakby największym skarbem dziewczyny były książki i płyty, a nie na przykład tony ciuchów czy kosmetyków.

Obserwując Natalię z jej rudym, długim, grubym warkoczem, ubraną w sprane dżinsy i bawełnianą, prostą bluzkę, nie wyobrażałem sobie, jak taka osoba odnajdzie się w naszej szkole. Będzie się działo, nie ma innej opcji.