Gdyby miało nie być jutraTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Gdyby miało nie być jutra
Gdyby miało nie być jutra
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,80  57,44 
Gdyby miało nie być jutra
Gdyby miało nie być jutra
Audiobook
Czyta Ewa Abart
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Mojej wnuczce Weronice

Życie jest jednym wielkim rozczarowaniem.

Oscar Wilde, Portret Doriana Graya

Jesteśmy jak zapałki. Jeden szybki ruch i zajmujemy się jasnym płomieniem. Radośni. Pełni zapału i ślepej wiary w to, że ten cudowny blask będzie wieczny. I zanim zdążymy się ogrzać… już nas nie ma.

Jesteśmy tak słabi, tak mali, tak krótkotrwali…

Najbardziej niedoskonałe urządzenie, jakie można było stworzyć…

Dlatego postanowiłem żyć pełnią życia.

Intensywnie.

Egoistycznie.

Prawdziwie.

Skoro byłem z góry skazany na porażkę, skoro wiedziałem, że na końcu tej krótkiej drogi czeka mnie tylko rozczarowanie, skoro wstawałem jedynie po to, by paść, to po co się poświęcać, zdzierać, spalać?

Jeśli i tak wszystko jest z góry przesądzone?

I aby gorzka pigułka rozczarowania była łatwiejsza do przełknięcia, postanowiłem zrobić wszystko, by jak najmniej ucierpieć, jak najwięcej zyskać i jak najbardziej skorzystać na tym, że pojawiłem się na tym dziwnym świecie.

Liczyłem się tylko ja.

Liczyło się tylko moje dzisiaj.

Bo dla mnie nie było jutra.

Byłem jak ta spalona zapałka, która przez chwilę zajaśniała i zgasła.

Nie przewidziałem tylko jednego.

Że ona wróci.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

1.

Darras, Jutro będzie niebo

Czym jest wczoraj?

Czymś, co minęło?

Czymś, przez co przemknęliśmy, niemal niezauważeni, jak spadająca gwiazda w letnią noc?

Czymś, co w momencie gdy się dzieje, już należy do chwil minionych? Może… Moje wczoraj było jednym wielkim bólem. I żeby o nim zapomnieć, musiałem przestać odczuwać cokolwiek. Zamknąłem się, zmieniłem w zimny głaz.

I dopiero wtedy mogłem spojrzeć wstecz.

Igor Kraśnik, znany w pewnych kręgach jako Krasny, zawiózł synów do matki, która zawsze opiekowała się chłopcami, gdy on musiał wyjechać w interesach. Igor prowadził kasyno i restaurację. Miał także udziały w paru dyskotekach i w najbliższym czasie planował kilka kolejnych dużych inwestycji. W wieku trzydziestu ośmiu lat był jednym z czołowych wałbrzyskich biznesmenów, znanym również z tego, że nie wszystkie swoje interesy robił całkowicie legalnie.

Od siedmiu lat samodzielnie wychowywał synów: ośmioletniego Grześka i dziesięcioletniego Marka. Dlaczego samotnie? Nie był to temat, do którego chętnie wracał. Jego żona Iwona po urodzeniu Grzesia nagle stwierdziła, że całe ich małżeństwo było jedną wielką pomyłką i ona nie ma zamiaru dłużej grać w tej komedii. A raczej tragikomedii. Zostawiła go z dwójką maleńkich dzieci i wyjechała do Włoch ze swoim przyjacielem. Igor przyjął to nadspodziewanie spokojnie. Jak na niego. Kochał synów ponad wszystko, a że od najmłodszych lat nauczony był ciężko pracować, wiedział, że świetnie sobie poradzi. Przecież ze wszystkim sobie radził. Najpierw z chorobą ojca. Potem z depresją matki. Później z siostrą – w wieku szesnastu lat zaszła w ciążę z gnojkiem, który, gdy tylko dowiedział się, że zostanie ojcem, odmówił wzięcia na siebie odpowiedzialności i powiedział jej, że mogła nie puszczać się z połową Piaskowej Góry. Wtedy Igor nie zapanował nad sobą i, chociaż miał zaledwie piętnaście lat, rzucił się na niedoszłego szwagra i wybił mu dwa zęby. Dostał za to niezłe manto i przez tydzień leżał w łóżku obolały, a Monika okładała go woreczkami z lodem. Ostatecznie, szczęście w nieszczęściu, Monika poroniła i tym samym uwolniła się od tego skurwiela. Potem, gdy Igor odniósł pierwsze sukcesy, a jego siostra z wielkim powodzeniem zaczęła realizować się w marketingu, gnojkowi nagle wróciły do niej uczucia. I wówczas Igor po raz drugi stracił cierpliwość. Pokazał swoje inne oblicze. Gnojek w końcu zrozumiał, że tak naprawdę Igor był złym człowiekiem. Zimnym, bezlitosnym, nieuznającym żadnych kompromisów. Niewchodzącym w żadne układy, zależności, powiązania. A gdy zostawiła go Iwona, utwierdził się w przekonaniu, że nie warto być dobrym dla ludzi. Choć przecież… miał już doskonałą szkołę dwadzieścia lat temu, kiedy ona go zostawiła. Gdy wyparła się wszystkiego, co sobie obiecywali i, omamiona wizją sławy, luksusu i rozgłosu, wyjechała. Wkrótce wyszła za mąż za dwadzieścia pięć lat starszego od niej mężczyznę. Już wówczas powinien wiedzieć, że nie wolno ufać ludziom. Iwonie nigdy tak do końca nie ufał, a i tak go zaskoczyła. Jedyne dobro, które wyniknęło z tego małżeństwa, to jego synowie, kochał ich szczerą i prostą miłością. A teraz…

Teraz siedział w swoim gabinecie i wpatrywał się w gazetę, którą trzymał w ręku. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie ładnej kobiety o szerokim uśmiechu i krótkich kasztanowych włosach z rudymi refleksami, a pod spodem widniał pogrubiony napis:

Sławna wałbrzyszanka przybywa na oficjalną premierę swojego najnowszego filmu, który ma szansę na nominację do Oscara. Milena Kępska nie zapomniała, skąd pochodzi, i to właśnie Wałbrzych wybrała na miasto, w którym widzowie po raz pierwszy obejrzą jej film Gdyby miało nie być jutra. W pokazie wezmą udział jedynie zaproszeni goście, którzy będą mogli wejść za okazaniem specjalnych zaproszeń.

Igor zacisnął usta i zmiąwszy gazetę, rzucił kulkę w głąb pokoju. Złapał za komórkę i nacisnął przycisk połączenia. Nie czekał długo. Patrząc w okno swojego gabinetu, powiedział spokojnym i nieznoszącym sprzeciwu tonem:

– Krasny. Załatw mi zaproszenie na premierę tego filmu. Nie. Dla jednej osoby.


Milena przyjechała do swojego rodzinnego miasta po raz pierwszy, odkąd stała się znaną i uznawaną aktorką. Może mniej lubianą przez krytyków, ale cenioną przez widzów. Jechała przez miasto i widziała, jak wiele się zmieniło, ale też wciąż rozpoznawała ten swój stary, poczciwy Wałbrzych, te znajome odrapane kamienice, te kręte, wiodące pod górę uliczki. Pojechała na Podgórze zobaczyć dom, w którym mieszkała zaraz po przyjściu na świat, a potem się w nim ukrywała, gdy uciekała przed wiecznie wkurzoną i pijaną matką. Matką starszą od niej zaledwie o siedemnaście lat, traktującą Milenę jak zło konieczne, jak przyczynę życiowej porażki. Gdy Milena miała osiem lat, zmarła jej ukochana babcia, która dotąd była jej jedyną opiekunką, i dziewczynce została tylko matka. Ojca nigdy nie poznała, ponieważ nie miał pojęcia o jej istnieniu. Maryla nigdy mu o ciąży nie powiedziała. Gdy matka Mileny była z nią w trzecim miesiącu, przyszły ojciec wyjechał do Stanów i już więcej nikt o nim nie słyszał. Milena była bardzo spokojnym dzieckiem, dobrze się uczyła i starała się nie wchodzić swojej rodzicielce ani jej gościom w drogę. Przeżyła niezliczoną ilość „wujków” pojawiających się u boku matki i jeszcze większą liczbę nieprzespanych nocy, kiedy imprezy zakłócały jej sen. Gdy matka otrzymała kuratora, trochę się uspokoiła. Nie chciała dopuścić do tego, by odebrano jej córkę. Kiedy dziewczyna poszła do liceum, jej matka zachowywała się w miarę poprawnie, jednak w jej życiu nadal rządzili faceci i alkohol. Ale była spokojniejsza, nie awanturowała się już i nie niepokoiła sąsiadów.

Milena spojrzała ze smutkiem na żółty dom. To właśnie ściany tego domu były świadkami jej przelotnego szczęścia, gdy wciąż jeszcze żyła jej babcia – jej jedyna przyjaciółka i powierniczka.

Lecz to wszystko już minęło, było daleko poza nią i wiedziała, że już nie przynależy ani do tego domu, ani do tej dzielnicy, ani do tego miasta. Nawet te wspomnienia nie należały już do niej. Były wspomnieniami jakiejś innej kobiety, która kiedyś w niej żyła, ale teraz… teraz już jej nie ma. Jest sławna aktorka, gwiazda, celebrytka. A nie tamta dziewczyna sprzed lat. Dziewczyna, która musiała podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji. Decyzję, która zaważyła na całym jej przyszłym życiu. Jedyną słuszną decyzję po tym, jak została zdradzona przez najbliższą jej osobę. Przestała wtedy wierzyć w miłość, zaufanie, oddanie, wierność. Nauczyła się, że liczą się tylko kariera, kasa, sława i blichtr. To było coś, czego była pewna, coś, co zdobyła sama, coś, co nigdy jej nie zawiedzie.

Milena potrząsnęła głową, jakby chciała wyrzucić z niej niechciane wspomnienia. Zazwyczaj przychodziło jej to z łatwością, jednak to miasto… Te znajome ulice, budynki, atmosfera… Nawet napotykani ludzie… to wszystko przywołało zapomniane myśli, marzenia, uczucia. Znów przez chwilę była licealistką, która napotkała na swej drodze pierwszą miłość. Choć nie wiedziała jeszcze, że będzie to jej jedyna miłość…

– Milka! Milaaaa! – Jasnowłosa dziewczyna szarpała za ramię swoją rudowłosą koleżankę, która zagłębiona w lekturze nie zwracała uwagi na panujący wokół harmider. Siedziały na trybunie hali sportowej, w której rozgrywał się właśnie finałowy mecz drużyn koszykarskich – z liceów ogólnokształcących numer I i II w Wałbrzychu. Milena przyszła tutaj tylko ze względu na Zuzkę, która podkochiwała się w jednym z rozgrywających, w Kubie Bartnickim.

– Jezu, co?! – warknęła z niecierpliwością, wracając powoli do rzeczywistości.

– Krasny władował czternastego kosza! – Blondynka uśmiechnęła się szeroko, krzycząc jej do ucha. Rudowłosa odsunęła głowę i spojrzała na uradowaną przyjaciółkę.

 

– No to super?

– Za każdym razem patrzy na ciebie i robi ukłon, jakby to dla ciebie strzelał te kosze.

– Taaa, jasne. – Milena odparła z sarkazmem, jednak schowała książkę do plecaka i do końca wygranego przez „jedynkę” meczu nie odrywała wzroku od wysokiego, ciemnowłosego chłopaka. W sumie widok przedstawiał się całkiem nieźle. Gdyby jednak Igor Kraśnik nie był takim zapatrzonym w siebie dupkiem, przekonanym, że świat bez niego nie mógłby normalnie funkcjonować, byłoby o niebo lepiej. I gdyby czasami najpierw się zastanowił, zamiast od razu używać siły fizycznej, to również byłby, przynajmniej w oczach Mileny, atrakcyjniejszy. Ale od pewnego czasu zauważała, że ten przystojniak z trzeciej klasy pojawia się zawsze tam, gdzie ona, i wpatruje się w nią bez żadnego skrępowania. Jednak Milena widziała wianuszek dziewczyn, który zawsze go otaczał, i nie miała zamiaru stać się jedną z nich.

Po zakończonym meczu tłum wiwatującej młodzieży ruszył do wyjścia. Milena powoli udała się w kierunku przystanku autobusowego – Zuzka miała niedaleko do domu, więc pożegnały się tuż po wyjściu z hali. Było zbyt zimno, by Zuza marzła wraz z nią.

Milena oparła się o zimny mur budynku i czekała na autobus jadący w kierunku Podgórza. Przymknęła oczy i ze wszystkich sił starała się nie myśleć o tym, co będzie się działo w domu. Bo w tym domu z reguły coś się działo. Dlatego ona uciekała w świat książek i muzyki, znajdując tam ukojenie. No i zostawało jeszcze kółko teatralne, gdzie mogła wczuwać się w różne role i nigdy nie pokazywać swojej prawdziwej twarzy. Nie chciała, aby ktoś wiedział, że twarda, ruda Milka jest tak naprawdę wrażliwą, spragnioną miłości, wciąż tęskniącą za babcią dziewczyną.

– Jedziesz do domu? – Usłyszała cichy głos i drgnęła przestraszona. Uniosła głowę i spojrzała w niemal granatowe oczy.

– Tak – odparła, zastanawiając się, czego on właściwie od niej chce.

– Odprowadzę cię.

– Przecież ty chyba mieszkasz na Piaskowej? – spytała, zanim zdołała ugryźć się w język. Skąd, do cholery, mogła wiedzieć, gdzie on mieszka?!

Uśmiechnął się i dostrzegła ciemny błysk w jego oczach.

– Nie szkodzi. Odwiozę cię.

I pojechał z nią. Odprowadził pod sam dom. Nie chciała, aby wchodził do środka, bo już na klatce schodowej dobiegły ją głośne dźwięki muzyki. Znak, że matka robi kolejną szaloną imprezę.

Podczas tych kilku chwil, które spędzili razem, zrozumiała, że Krasny ma nieźle poukładane w głowie. Sposób, w jaki na nią patrzył, sprawiał, że czuła się jak na karuzeli. I chciałaby, aby takie chwile, kiedy idą razem ciemną ulicą i rozmawiają na wszystkie możliwe tematy, kiedy jej ramię raz po raz dotyka jego ręki i wtedy tak po prostu, niby przypadkiem, zerkają na siebie, trwały wiecznie.

Westchnęła, zdjęła okulary przeciwsłoneczne i potarła zmęczone oczy. Będzie musiała położyć się na chwilę z jakąś maseczką i zimnym okładem na powiekach, aby na premierze wyglądać jak człowiek. Wiedziała, że przyjazd do Wałbrzycha obudzi w niej bolesne wspomnienia, ale to ona uparła się, aby właśnie tutaj odbyła się premiera, jakby czuła, że teraz wreszcie nadszedł czas, aby rozliczyć się z przeszłością. Aby stawić jej czoła. Aby zrozumieć. A może nawet przebaczyć? Chociaż nie. Nie mogła aż tak daleko posuwać się w tym swoim dziwnym pragnieniu uporania się z przeszłością.

Gdy wróciła do hotelu, jej agentka czekała na nią w holu.

– Mila, gdzie się podziewasz? Redaktor z lokalnej gazety chce przeprowadzić z tobą wywiad. – Joanna prowadziła jej sprawy od dziesięciu lat i robiła to naprawdę dobrze. Gdy Milka zakończyła głośny romans i nieudane małżeństwo z dużo starszym od siebie reżyserem, to znalazła się pod obstrzałem mediów, a wtedy Joanna broniła jej jak mityczny Cerber. I to dzięki jej zabiegom Milena dostała rolę w Gdyby miało nie być jutra, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

– Spokojnie, musiałam się przejechać. Kiedy ten redaktor chce ze mną rozmawiać? – Milena szła w kierunku recepcji, aby odebrać klucze od pokoju.

– Najlepiej dzisiaj, przed jutrzejszą premierą. Zastrzegłam, że może pytać tylko o tematy związane z filmem i z planami na przyszłość. Żadnej prywaty ani nawiązywania do twoich korzeni.

– I dobrze. Pamiętaj, jedno drażliwe pytanie i nici z wywiadu.

– Oczywiście, Mila. Facet dobrze o tym wie.

Gdy dotarły do pokoju, Milena podeszła do barku i nalała sobie whisky. Wypiła jednym haustem i zapadła się w głębokim fotelu. Joanna spojrzała na nią z troską.

– Byłaś tam?

Rudowłosa milcząco przytaknęła. Jej agentka oczywiście była wtajemniczona w jej przeszłość i często z nią o tym rozmawiała. Przeszłość Mileny bowiem zdawała się ciągle czaić gdzieś w zakamarkach jej umysłu.

– Dom babci wygląda jak przed laty. A w jej mieszkaniu ktoś mieszka, widziałam wymienione okna, ładne firanki.

– A u niej? – Joanna usiadła w drugim fotelu.

– U niej nie byłam. Nie mam zamiaru.

– Nie martwisz się, że ona przyjdzie na premierę?

Milena roześmiała się.

– Nie stać jej będzie, poza tym bilety są tylko dla VIP-ów, nie sądzę, żeby ona się do nich zaliczała. Ani żaden z jej przyjaciół. – Zaśmiała się nieszczerze.

– No tak. Jeszcze tylko dwa dni i wyjedziemy stąd. Dasz radę, Mila.

– Jasne, że dam. Zawsze dawałam i nie zamierzam tego zmieniać. – Milena utkwiła twardy wzrok w pustej szklance z grubo ciosanego szkła i wiedziała, że nie powiedziała swojej agentce całej prawdy. Bo o ile nie bała się przypadkowego spotkania z własną matką, o której już dawno przestała w ten sposób myśleć, to jednak był jeszcze ktoś, kogo bała się jak najgorszego koszmaru. I nie opuszczało jej dziwne przeczucie, że ten ktoś ma i możliwości, i ochotę, aby się z nią spotkać. Aby pojawić się na premierze jej filmu. A najgorsze było to, że gdzieś głęboko w jej umyśle pojawiło się przekonanie, że właśnie dlatego premiera jej filmu odbywa się w tym mieście. Mieście, w którym narodziła się i umarła miłość. W mieście Krasnego.

2.

Korn & Marylin Manson, Cry For You

Podobno jedyne, co w nas naprawdę pozostanie, to wspomnienia. Oznaka naszej bytności w latach ubiegłych, niczym zapisana na taśmie wideo etiuda przemykająca urywanymi obrazami w naszych umysłach. Tylko taśmę można skasować, można wyrzucić.

Dlaczego nie mogłem zrobić tego samego z własnymi myślami? Jeden przycisk i wreszcie uwolniłbym się od wspomnień. I od niej.

Milena Kępska uśmiechała się swoim firmowym, uroczym uśmiechem, który sprawiał, że obecnym na sali miękły kolana. Miała do perfekcji opanowane kontakty z prasą – dziennikarze ją lubili, bo zawsze znalazła dla nich czas i powiedziała kilka słów do kamery lub mikrofonu. Stawała się wrogo nastawiona jedynie w momentach, gdy któryś z przedstawicieli mediów próbował naciągnąć ją na zwierzenia osobiste. Dlatego na każdej konferencji prasowej padało zastrzeżenie, aby nie zadawać pytań związanych z życiem aktorki.

– Jak pani ocenia swoją grę w Gdyby miało nie być jutra? – spytała dziewczyna z wałbrzyskiego radia.

– Dałam z siebie wszystko. Główna bohaterka… żyła we mnie. Po prostu na jakiś czas porzuciłam swoją osobowość i stałam się Natalią.

– Jak współpracowało się pani z resztą obsady? – dopytywał dziennikarz z ogólnopolskiego magazynu poświęconego kinu.

– Świetnie. To profesjonaliści, a do tego wspaniali ludzie. Zespół był naprawdę zgrany – odpowiedziała Milena bez zastanowienia.

– Dlaczego akurat Wałbrzych? – Pytanie ponownie zadała dziennikarka radiowa.

Milena zawahała się, ale odpowiedziała niemal natychmiast, nie dając po sobie poznać, że pytanie zaczyna wkraczać na „teren prywatny”.

– To moje rodzinne miasto. Taki powrót do korzeni. To chyba normalne?

– Czy pani bliscy są dumni z pani osiągnięć? – spytał jakiś jasnowłosy dziennikarz, sprawiając, że stali bywalcy konferencji prasowych Mileny spojrzeli na niego z pogardą.

– Następne pytanie! – Joanna była jak zawsze czujna.

– Jakie są pani najbliższe plany?

– Teraz trochę się pourlopuję. Dostałam kilka propozycji, przeglądam scenariusze, jeszcze nie podjęłam żadnej decyzji.

– Czy pani matka będzie na premierze filmu?

Milena spojrzała z wściekłością na wścibskiego dziennikarza i dała swojej menadżerce sygnał do zakończenia spotkania.

– Dziękujemy państwu, panią Kępską czeka jutro emocjonujący wieczór, na pewno po pokazie niektórzy z państwa będą mogli zadać jej kilka pytań.

– Ale… Pani Kępska!… Milena! Może jeszcze… Jak?

Pytania utknęły w kakofonii ogólnego zamieszania, ale Milena już tego nie słyszała. Wyszła bocznym wyjściem odprowadzana przez ochronę, za nią szła Joanna.

– Co to za dupek? – warknęła aktorka, gdy już znalazły się w samochodzie.

– To jakaś tutejsza gazeta. Dostał akredytację, bo jest przedstawicielem lokalnych mediów. Nie chcieliśmy, aby później pisali, że masz gdzieś mniejsze gazety.

– Szuka taniej sensacji. Wredna, mała menda – Milena zaciskała szczęki i ciężko oddychała.

– Nie przejmuj się nim, to płotka.

– Zasady są zasadami! – Rudowłosa kobieta utkwiła w swej menadżerce twardy wzrok. – Nikt nie ma prawa mnie pytać o moje życie. Ani o nią!


Igor zrobił ostatni przelew i oparł się o skórzane oparcie fotela. Czekał na Sebola, który już jechał w kierunku Cristala. I myślał o swoich synach. Grześ miał w przyszłym tygodniu urodziny, zastanawiał się więc nad prezentem dla chłopca. Myślał o wielu rzeczach, byleby tylko zaprzątnąć czymś umysł i nie skupiać się na tym, o czym bał się rozmyślać. Na całe szczęście usłyszał tupot ciężkich butów i po chwili otworzyły się drzwi jego gabinetu. Do środka wpadł wysoki, potężny facet z ogoloną na gładko czaszką.

– Co się tak tłuczesz? – Igor przewrócił oczami.

– Szefie, ale jaja! – Olbrzym usiadł na krześle, które zaskrzypiało pod jego potężnym ciałem.

– Co jest?

– Rozmawiałem z tą menadżerką, ta impreza, co jutro tu będzie, to po premierze tego filmu, co gra ta szefa znajoma.

Igor spojrzał czujnie na Sebola, czy mógł się domyślać, że…? Nie, to niemożliwe. Na wszelki wypadek postanowił ukręcić łeb plotkom, zanim powstaną.

– Ale wielka sensacja. Przecież wiedziałem o tym, myślisz, że nie wiem, co się dzieje w mojej firmie? – powiedział spokojnie, kierując myśli współpracownika na inne tory niż znajomość szefa z aktorką.

– Ale szefie! Ta Kępska to wielka gwiazda! Zajebista reklama dla naszej knajpy! – ekscytował się Sebol.

– Wiem. Dlatego się zgodziłem – dodał Krasny, ucinając wszelkie spekulacje.

Przynajmniej swoich pracowników mógł okłamywać. Bo siebie samego… nie, to już nie było takie proste. Nic nie było proste, kiedy tylko rudowłosa dziewczyna pojawiała się w jego głowie. We wspomnieniach. Była tam niemal zawsze. Ukrywał to głęboko, ale ona tam tkwiła jak zadra, przypominając o czasach, które minęły.

Jechałem do niej, mieszkała na Podgórzu w starej, poniemieckiej kamienicy. Kilka razy odprowadziłem ją tam, ale widziałem, że krępuje się zaprosić mnie do siebie. Podejrzewałem, że musi mieć jakiś problem ze starymi, choć nie byłem pewien. Wiedziałem tylko, że muszę się z nią zobaczyć. Coś mnie do niej ciągnęło, cały czas o niej myślałem, a w szkole starałem się wciąż na nią wpadać. Moi kumple domyślili się, że ta mała ruda bardzo mi się podoba. Miałem gdzieś ich głupie docinki i wścibstwo, najważniejsze było dla mnie to, że Milena ze mną rozmawiała, szczerze i otwarcie. Nigdy przede mną nie grała. Nie udawała, nie przymilała się. Była sobą, nie kolejną panienką, której zależało na poderwaniu Krasnego. I ja przy niej też mogłem być szczery. Mogłem być sobą. Szedłem Katowicką i skręciłem w Reymonta. Mieszkała w tym brudno-pomarańczowym budynku. Wbiegłem na parter i już tam do moich uszu dobiegły odgłosy jakiejś burzliwej awantury. Szybko zorientowałem się, że ten hałas dochodzi z mieszkania Kępskich. Stanąłem niezdecydowany, nie wiedząc, co robić. Wreszcie usłyszałem krzyk Mileny: „Mam tego dość!”. Drzwi otworzyły się z hukiem i zapłakana dziewczyna wypadła na klatkę schodową. Gdy mnie dostrzegła, zatrzymała się na moment. Wyglądała na niepewną i zagubioną.

 

– Co ty tu… – Jej dalsze słowa zginęły w duszącym szlochu, który próbowała zdusić dłonią, a gdy jej się nie udało, machnęła ręką i zbiegła po schodach na dwór. Z mieszkania wytoczyła się ładna blondynka o przepitej twarzy, ubrana tylko w prześwitującą halkę. Za nią stał facet, kiwał się, nie mogąc zachować równowagi, a jego czerwony nochal jednoznacznie wskazywał na zainteresowania.

– Śliczniutki – wybełkotała roznegliżowana blondynka. – Zgubiłeś się?

Odwróciłem się bez słowa i wybiegłem na ulicę w poszukiwaniu Milki. Dostrzegłem ją w górze ulicy. Biegła w kierunku starego wiaduktu. Ruszyłem za nią i szybko dogoniłem. Złapałem ją za ramiona i odwróciłem do siebie. Była zapłakana, na czerwonym od płaczu policzku wciąż było widać odbity ślad dłoni.

– Milena, co się stało?

– Zostaw mnie. Wszyscy mnie zostawcie! – Odepchnęła mnie i chyba dopiero wtedy zrozumiała, że to ja. – Co ty tu robisz? Po co tu przyjechałeś? Jezu! – Zakryła dłońmi twarz, ale zdążyłem dostrzec w jej oczach wstyd i zażenowanie.

– Milena, ojciec cię uderzył? Milena, proszę, spójrz na mnie. – Złapałem ją za nadgarstki i zmusiłem, żeby na mnie spojrzała.

– Krasny. Źle ulokowałeś swoje zainteresowania. Idź do swojego świata. – Patrzyła na mnie już bez wstydu. Za to z jakimś dziwnym żalem.

– Myślę, że doskonale ulokowałem swoje zainteresowania. Chcę być z tobą. Nieważne, kim są twoi rodzice. Liczy się tylko to, kim ty jesteś.

Patrzyła na mnie i wiedziałem, że intensywnie myśli – rozważa to, co jej powiedziałem. Prawda czy kłamstwo? Szczerość czy fałsz? Wreszcie westchnęła i ramiona opadły jej w bezbronnym geście rezygnacji. Spojrzała na mnie oczami pełnymi rozpaczy.

– To nie jest mój ojciec. Ja… nie mam ojca. A moja matka jest alkoholiczką.

Prawda. Tak proste słowa. Niemal beznamiętne. A uderzyły mnie jak obuchem. Ja zawsze miałem rodzinę – ojca, matkę, siostrę. Kochali mnie, a ja kochałem ich. Pierwszy raz porównałem moje życie z życiem tej dziewczyny. I zrozumiałem, jak wielka dzieli nas przepaść. Ogarnął mnie niewypowiedziany żal. I zrozumiałem, że dla mnie już nic nie będzie takie samo, dopóki nie pomogę Milenie wyrwać się z tego domu.

– Chcę z tobą być. Zależy mi na tobie. Bardzo. I pomogę ci. Tylko pozwól mi na to. – Podszedłem krok bliżej i patrzyłem jej prosto w oczy. Ona wpatrywała się w moje i znowu wszystko rozważała. I wreszcie… oparła czoło o moją pierś, a ja przytuliłem ją do siebie. I tak staliśmy, ja głaskałem jej włosy, a ona szlochała w moją kurtkę. I wiedziałem, że ta dziewczyna na zawsze zagości w moim sercu. W moim życiu. Pragnąłem tego bardziej niż czegokolwiek innego.

Igor zamknął gabinet i powoli ruszył w stronę parkingu. Odkąd ona znów pojawiła się w jego życiu, ciężko mu było skupić się na czymkolwiek i nie myśleć o tym, co było. I o tym, co jest. O tym, co może być, nie myślał, chyba że myśli te dotyczyły przyszłości jego synów. Teraz oni byli dla niego najważniejsi, wszystko co robił, robił po to, aby zapewnić im dostatnie życie i bezpieczeństwo. Łatwo było robić interesy, zarabiać pieniądze, kosić konkurentów. Gorzej, gdy przychodził wieczór, gdy chłopcy leżeli już w łóżkach, a samotność pukała do drzwi pustej sypialni. Dlatego Igor ciągle pracował, niemal od rana do wieczora, jedynie weekendy i poranki poświęcając synom. Pomagały mu matka i siostra, które nigdy tak naprawdę nie dowiedziały się, co wydarzyło się przed laty i dlaczego rozstał się ze swoją dziewczyną. Przecież szalał za nią, a ich związek był przykładem na to, że prawdziwa miłość naprawdę istnieje. Lecz Krasny wiedział swoje. Miłość pojawia się i znika, a jedno, co jest pewne, to kasa i władza. I tego się trzymał.

Gdy wszedł do domu, synowie oglądali telewizję, matka kończyła sprzątać w kuchni. Często zastanawiał się, jak by żył, gdyby nie ona. Zawsze przy nim trwała, pomagała mu, wspierała go. A sama przecież też wiele przeżyła. Gdy zmarł ojciec, Igor myślał, że mama nie poradzi sobie bez niego. Rodzice byli bardzo ze sobą związani, kochali się mocno i gdy patrzył na nich, jako dziecko zawsze marzył o takiej właśnie miłości. Kiedy jego siostra przeżyła swój koszmar, a on został sam, bo Milena wolała karierę i związek ze starszym reżyserem, Igor przestał wierzyć, że takie uczucie jest możliwe. A gdy Iwona odeszła i zostawiła go z synami… coś w nim pękło. Umarło. I cały czas żył w takiej uczuciowej pustce, przekazując tylko ogrom miłości synom, matce i siostrze.

– Jesteś głodny?

– Nie mamo, dziękuję. Jak chłopcy?

– W porządku. Lekcje odrobione, kolację zjedli. Grzesiek chyba ma do ciebie sprawę. – Starsza kobieta uśmiechnęła się i pokręciła głową.

Igor usiadł w fotelu i popatrzył na synów. Obaj byli tak bardzo podobni do niego, ale starszy, Marek, miał oczy swojej matki. Grześ za to wyglądał kropka w kropkę jak ojciec.

– Co tam, wojownicy?

– Tato! – Chłopcy chyba dopiero teraz dostrzegli, że nie są już sami w salonie. Skoczyli na tatę, niemal go przygniatając.

– Udusicie mnie! – śmiał się Igor, siłując się z szalejącymi synami. Gdy powitania się zakończyły, spojrzał na Grzesia.

– Babcia mówiła, że masz sprawę.

– No tak, tato. Co jest za tydzień? – Blondynek patrzył z niewinną minką.

Krasny potarł w zamyśleniu czoło.

– Hmmm. Za tydzień? Czekaj, dzisiaj mamy czwartek, więc za tydzień… Mam! Będzie czwartek! – wykrzyknął radośnie, udając, że zupełnie nie rozumie, o co syn go pyta.

– Oj, tato, wiesz doskonale! – Grześ nie dał się zwieść podstępowi ojca.

– Wiem, twoje urodziny, przecież już chyba zaprosiłeś kumpli? – spytał poważnie Igor.

– Tak, ale chciałem porozmawiać na temat prezentu.

– Co takiego? – spytał zaskoczony.

– No bo Marek dostał iPoda. Ja też chcę.

– Jestem starszy, baranie – odezwał się pogardliwym tonem zapatrzony w bajkę Marek.

– Nie mów tak do brata. Nie przypominam barana, więc wy też nie. – Igor szybko zareagował i skupił wzrok na młodszym synu. – Dostałeś stare mp3 Marka, chyba jeszcze działa?

– No tak, ale iPod jest lepszy, więcej tam wchodzi, no proooooszę – upierał się Grześ.

– Zastanowię się. Poza tym prezent ma być niespodzianką.

– Będę bardzo zaskoczony, obiecuję, tatoooo.

Igor roześmiał się, bo Grzesiek często w ten sposób wymuszał wiele rzeczy na babci czy cioci, ale na nim jeszcze nie próbował takich sztuczek. Musiał przyznać, że syn był bardzo przekonujący. Gdy chłopcy poszli już spać, Igor udał się do pokoju matki, która oglądała swój ulubiony serial. Mama wprawdzie miała swoje mieszkanie, ale często zostawała u Igora.

– A gdzie Monika? – spytał zaniepokojony.

– Poszła do kina czy coś. – Starsza kobieta wzruszyła ramionami.

Krasny wrócił do salonu, nalał sobie whisky i zmieniając kolejno kanały w telewizorze, starał się choć na chwilę przestać myśleć o pewnej rudowłosej dziewczynie. Nagle usłyszał odgłos podjeżdżającego pod ich posesję samochodu. Podszedł do kuchennego okna i ujrzał Monikę wysiadającą z czarnego bmw. Nie musiał dostrzec kierowcy, aby wiedzieć, z kim przyjechała jego siostra. Jednak, chcąc nie chcąc, ujrzał, jak z auta wybiega Sebol – jego prawa ręka – i szarmancko przytrzymuje dziewczynie drzwi. Nawiasem mówiąc, Monika wydawała się bardzo z tego zadowolona. Sebol objął dziewczynę i krótko pocałował. Ta pogłaskała go po wygolonej czaszce i posyłając mu jeszcze jednego całusa, weszła do ogrodu.

Igor czmychnął do salonu, biorąc do ręki pilota.

– No, Sebol, to nie było mądre z twojej strony – mruknął do siebie i już wiedział, czego może się spodziewać po jutrze. I że dla Sebola następny dzień zacznie się dużo gorzej, niż skończył się ten. Bo ostatnią rzeczą, jakiej Igor pragnął dla Moniki, było to, żeby związała się z chłopakiem z miasta.