Matka Boża Pomyślności z Quito

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Wstęp

Objawienia Matki Bożej w Quito w Ekwadorze zostały uznane przez Kościół. Wciąż jednak – zwłaszcza w Europie – są bardzo mało znane. A szkoda, bo niosą one z sobą przesłanie nadziei i ocalenia.

Maryja odwiedziła prostą zakonnicę, matkę Mariannę Franciszkę od Jezusa ponad czterdzieści razy. W czasie tych mistycznych wizji mówiła jej o tym, co stanie się w XIX i XX wieku. Zapowiedziała ogłoszenie dogmatu o swym niepokalanym poczęciu i nieomylności papieża, a także wojny, prześladowania Kościoła, a nawet pożar kościoła Koncepcjonistek w Quito.

W XVI wieku Matka Boża powiedziała do matki Marianny Franciszki: „Jakże mi przykro, że mówię to tobie, iż będą miały miejsce liczne i wielkie świętokradztwa publiczne i skryte, profanacje Najświętszej Eucharystii! W tej epoce wiele razy nieprzyjaciele Jezusa Chrystusa, nakłaniani przez demona, w miastach będą kraść konsekrowane Hostie tylko po to, aby ostatecznie bezcześcić postaci eucharystyczne! Mój Najświętszy Syn będzie rzucany na ziemię i rozdeptywany”.

W innej wizji Maryja ostrzegała: „Sakrament małżeństwa, który symbolizuje jedność Chrystusa i Jego Kościoła, będzie atakowany i profanowany. Masoneria, która wówczas będzie rządzić, narzuci bezbożne, niesprawiedliwe prawa mające na celu zniszczenie tego sakramentu, umożliwiając wszystkim grzeszne życie i zachęcając do wydawania na świat nieślubnych dzieci, ze związków niepobłogosławionych przez Kościół. Duch chrześcijański bardzo szybko upadnie, a cenne światło wiary zagaśnie, aż dojdzie do prawie zupełnego zepsucia obyczajów. Skutki świeckiego wychowania doprowadzą do zmniejszenia się liczby powołań kapłańskich i zakonnych”.

Jakże znajomo brzmią te słowa... Na naszych oczach niszczone są rodziny, demoralizuje się dzieci i młodzież, a media raz po raz donoszą o profanacjach nie tylko we Francji czy Włoszech, ale także w naszej, skądinąd katolickiej Polsce.

Patrząc na to, co dzieje się wokół nas, w sercach wielu budzi się niepokój. Rządzący naszym krajem, którzy określają się katolikami, wprowadzają pod płaszczem wolności nowe prawa mające wykorzenić z serca człowieka wiarę w Boga i nadzieję pokładaną w Jego miłosierdziu. Ideologia gender, wprowadzana już od przedszkola, ma zniszczyć i zdemoralizować dzieci już od najmłodszych lat...

To wszystko jednak nie może spowodować, że staniemy się tylko biernymi obserwatorami. Maryja, która zeszła na ekwadorską ziemię, zapewniła, że nabożeństwo do Matki Bożej Pomyślności[1] – bo tak siebie określiła – będzie tarczą pomiędzy Bożą sprawiedliwością a światem, który się sprzeniewierzył Bogu. Ono ochroni tę występną ziemię przed straszliwą karą, na jaką zasłużyła. Matka Boża – podobnie zresztą jak w 1918 roku w Fatimie – zapewniła, że kiedy z ludzkiego punktu widzenia wszystko będzie się wydawać stracone i szala zwycięstwa przechyli się na stronę zła, przyjdzie Maryja, która zmiażdży głowę szatana i strąci go do piekielnych czeluści...


Ekwadorczycy i mieszkańcy Quito są przekonani, że ich miasto, wzniesione na zboczach góry ­Pichincha, zostało wybrane przez Boga i Maryję, uświęcone Jej przyjściem i ofiarowane, by stamtąd, poprzez Zakon Niepokalanego Poczęcia, mogła poprzez wszystkie wieki otaczać ich opieką.

Każdego roku do Quito, stolicy Ekwadoru, przybywają rzesze pielgrzymów z różnych części tego małego południowoamerykańskiego państwa, a w ostatnich dziesięcioleciach także z różnych zakątków świata. Ruch pielgrzymkowy ożywia się szczególnie w miesiącach maryjnych: w maju, październiku, jak również w lutym, kiedy Kościół obchodzi święto Ofiarowania Pańskiego i w Quito czci Maryję pod wezwaniem Matki Bożej Pomyślności. Ukoronowanie dziewięciodniowej nowenny ku czci Matki Bożej przypada corocznie 2 lutego, czyli w święto Ofiarowania Pańskiego, u nas zwane także Matki Bożej Gromnicznej. Te wielkie i piękne obchody rozpoczyna nocna procesja różańcowa ulicami miasta aż do klasztoru Koncepcjonistek.

Pielgrzymi przychodzą, by uczcić Matkę Bożą Pomyślności, Madonnę, która przed czterema wiekami w czasie kilku objawień pozostawiła hiszpańskiej mniszce, koncepcjonistce, matce Mariannie Franciszce od Jezusa Torres y Berriochoa proroctwa dotyczące przyszłych wieków. Do głębi przeszywają słowa Maryi skierowane do skromnej zakonnicy: „Ach, córko moja droga, jeśli dane byłoby tobie żyć w tych nieszczęsnych czasach, umarłabyś z bólu, widząc wypełnianie się wszystkiego, co tobie objawiłam”. A ludzkość właśnie żyje w takich czasach nie tylko w Ekwadorze, ale i na całym świecie, doświadczając trudów i cierpień, obserwując ataki szatana na Kościół, rodzinę, relacje międzyludzkie, człowieka. Istnieje jednak w sercach nadzieja na zbliżające się zwycięstwo Matki Bożej, które sama zapowiedziała: „Ta noc będzie straszna, ponieważ z ludzkiego punktu widzenia zło będzie triumfować. Wówczas nadejdzie moja godzina, w której w cudowny sposób zdetronizuję pysznego szatana, rzucając go pod moje stopy i strącając go do otchłani piekielnych, uwalniając wreszcie Kościół i ojczyznę od jego okrutnej tyranii”.

Chociaż Maryja, przyjmując imię Matki Bożej Pomyślności, objawiała się na przełomie XVI i XVII wieku, kiedy Ekwador był jeszcze kolonią hiszpańską, Jej słowa i proroctwa dopiero teraz są poznawane przez świat.

Każdego z pielgrzymów przyciąga w Quito również majestatyczna figura Matki Bożej Pomyślności. Klęcząc przed cudownym obliczem Maryi, rozważają oni słowa Jej proroctw, zachęcające do modlitwy, ofiary, do poważnego traktowania swojego życia i wiary, a także do odpowiedzialności za siebie i innego człowieka. Przybywają do tego sanktuarium, gdyż mają w pamięci słowa Matki Bożej, która powiedziała hiszpańskiej mniszce: „Cześć oddawana Mnie jako Matce Bożej Pomyślności będzie wsparciem i obroną wiary w niemal całkowitym zepsuciu obyczajów w XX wieku”; „W XX wieku nabożeństwo to uczyni cuda w sferze duchowej i doczesnej” – zapewniła Maryja. Matka Boża poprzez swoją posłanniczkę – matkę Mariannę Franciszkę – obiecała, że w trudnych czasach nie pozostawi bez pomocy nikogo, kto z ufnością będzie się do Niej się zwracał. Poprzez wieki Maryja wielokrotnie potwierdzała swoje słowa, obdarzając łaskami i udzielając pomocy w sytuacjach, które po ludzku były beznadziejne.


[1] Znanej przede wszystkim jako Matka Boża Dobrego Zdarzenia – przyp. red.

Wizja Trójcy Świętej w 1582 roku

Objawienia Matki Bożej, proroctw i spraw, które są drogie matczynemu sercu Maryi, spadły niespodziewanie na młodą mniszkę koncepcjonistkę. Był rok 1582. W sercu jednego z miast na terenach kolonii podległych koronie hiszpańskiej od kilku lat istniał klasztor Koncepcjonistek, czyli sióstr ze Zgromadzenia Niepokalanego Poczęcia. Zakon miał być ostoją dla miasta San Francisco de Quito i stanowić wsparcie duchowe oraz moralne dla ludności tubylczej, a także nowych osadników. Koncepcjonistki, które przybyły z Hiszpanii, miały również zająć się edukacją i wychowaniem młodzieży. Pomimo krótkiej obecności na tych ziemiach mniszki szybko zyskiwały nowe kandydatki pragnące włączyć się w służbę Bogu. Zachęcał je przykład bardzo młodej, głęboko uduchowionej zakonnicy, siostry Marianny Franciszki od Jezusa, która opuściła swoją ojczyznę, aby służyć na odległym kontynencie.

Tego dnia siostra Marianna Franciszka modliła się w kaplicy klasztoru. W związku z przykrościami, które właśnie ją spotkały, pobiegła przed tabernakulum, aby opowiedzieć Jezusowi o tym, co się wydarzyło, i zawierzyć swoje doświadczenia. Z kontemplacji i rozmowy z Chrystusem – z „uwięzioną Miłością”, jak Go najczęściej nazywała – czerpała siły do przyjmowania i pokonywania codziennych trudności.

Kiedy mniszka leżała krzyżem na posadzce kaplicy, opowiadając o tym, co ją przed chwilą spotkało, usłyszała dziwny hałas. Podniosła się, uklękła i rozejrzała dokoła, chcąc zobaczyć, co się dzieje. Otaczał ją mrok zaciemniający całe wnętrze oraz przedostający się zewsząd dym i kurz. Zatrwożona, szybko zwróciła wzrok na główny ołtarz i tabernakulum. Ołtarz był jedynym miejscem w kaplicy jaśniejącym pięknym blaskiem, a obok otwartego i pustego tabernakulum pojawił się ukrzyżowany Pan Jezus. Było tak jak na Golgocie – u stóp krzyża po jednej stronie stała Maryja, a po drugiej uczeń Jan. Pod krzyżem zaś klęczała Maria Magdalena, płacząc gorzkimi łzami. Siostra Marianna Franciszka od Jezusa widziała Chrystusa pogrążonego w głębokim cierpieniu. Wiedziała, że przyczyną ran i agonii Zbawiciela są ludzkie grzechy, także popełniane przez nią. Widziała Matkę Bożą stojącą nieruchomo, łzy spływające po Jej policzkach, twarz przeszytą ogromnym bólem.

Serce siostry Marianny ściskał ogromny żal z powodu wszystkich grzechów, za jakie cierpiał Chrystus. Mniszka powiedziała, że jest gotowa ponieść karę i ofiary, by zadośćuczynić za nie. W tym momencie podszedł do niej Anioł Stróż, pomógł jej się podnieść z posadzki, dając jednocześnie znak, że powierzona zostanie jej tajemnica. Zakonnica uniosła wzrok i zobaczyła, że Matka Boża odwróciła się do niej. „Ty nie jesteś winna, ale świat, który grzeszy” – powiedziała Maryja w odpowiedzi na żal i skruchę wypełniające serce siostry Marianny. Gdy wypowiadała te słowa, Pan Jezus wchodził już w stan agonii. Jednocześnie młoda mniszka usłyszała wyraźny, doniosły głos, który rozbrzmiewał w całej kaplicy. Był to głos Boga: „Ta kara będzie dla XX wieku”. Potem siostra Marianna zobaczyła nad głową ukrzyżowanego Jezusa trzy miecze. Na każdym z nich widniały kolejno napisy: „Ukarzę herezje”, „Ukarzę bezbożność” oraz „Ukarzę nieczystość”.

 

Ta wizja przeraziła siostrę Mariannę Franciszkę, ponieważ zdawała sobie sprawę z ciężaru grzechów, którymi ludzie obrażają i będą obrażać kochającego Boga. Kiedy tak patrzyła na miecze, Maryja zadała jej pytanie: „Córko moja, czy chciałabyś ofiarować siebie i swoje cierpienia za ludzi tych czasów?”. Zakonnica zgodziła się, a gdy tylko potwierdziła swoją dyspozycyjność, trzy miecze przeszyły jej serce i osunęła się na ziemię. W tym momencie znalazła się ona przed tronem Boga, który wskazał jej dwie korony: jedną, niezwykle piękną – koronę chwały niebieskiej i nieśmiertelności, a drugą – koronę z białych lilii otoczonych raniącymi kolcami. Siostra Marianna miała wybrać między chwałą w niebie a ponownym zejściem na ziemię i poniesieniem ofiary za grzechy ludzkości w XX wieku. Jej ofiara miała skrócić czas trwania kar. Mniszka zapragnęła, aby wypełniła się w niej wola Boża[2].

Po tym widzeniu siostra Marianna Franciszka od Jezusa powróciła do życia i ponownie odzyskała wszystkie zmysły. Zakonnica rozważała jeszcze objawienie Trójcy Świętej i mistyczną wizję przed tronem Bożym. Jednocześnie przerażeniem i ogromnym cierpieniem napełniała ją świadomość grzechów ludzi w przyszłych wiekach. Był 1582 rok, a grzechy herezji, bezbożności i nieczystości miały ściągnąć Boży gniew w XX wieku.

To wydarzenie zapoczątkowało objawienia Maryi hiszpańskiej koncepcjonistce. Podczas tych kilku niezwykle ważnych spotkań Matka Boża powierzyła swojej ukochanej córce wiele tajemnic. Opowiedziała o tym, co wydarzy się w przyszłości; o radości, jaką będą dawały Jej wierne dzieci, ale także o grzechach człowieka w przyszłych wiekach. Pomimo tego dramatu niewierności Maryja pozostawiła również przesłanie nadziei i pocieszenia. Zapewniła, że będzie obdarzać wieloma łaskami i nie pozostawi bez opieki tych, którzy pełni ufności, zawierzenia i żalu za popełniane grzechy zwrócą się do Niej o pomoc.

[2] Por. F. Adessa, Nuestra Señora condena la masoneria, Nuestra Señora de Buen Suceso, „Chiesa Viva”, nr 413, luty 2009, str. 5.

Marianna Franciszka Torres y Berriochoa


Pośredniczką przesłania i poleceń Matki Bożej była skromna, pokorna i odważna mniszka. Marianna Franciszka Torres y Berriochoa przyszła na świat w 1563 roku w rodzinie hiszpańskich arystokratów. Młode małżeństwo, Diego Torres Cádiz i Maria Berriochoa Alvaro, mieszkające w małym baskijskim miasteczku w prowincji Vizcaya, było bardzo szczęśliwe, kiedy urodziło się ich pierwsze dziecko. Torresowie byli głęboko wierzącą rodziną. Ulubionym patronem, do którego zwracali się w swoich potrzebach, był św. Franciszek z Asyżu. Na jego też cześć nadali córce imię Marianna Franciszka.

Wychowywana w duchu wiary i pobożności dziewczynka już od najmłodszych lat przejawiała niezwykłą wrażliwość duchową. Była obdarzona wyjątkową urodą, wrażliwością, łagodnym charakterem i inteligencją. Bardzo często matka i sąsiedzi widzieli, jak klęczy przed tabernakulum w kościele, który znajdował się tuż obok domu rodzinnego. Niestety, w 1570 roku w świątyni doszło do pożaru. Jego przyczyną była najprawdopodobniej lampka paląca się przy Najświętszym Sakramencie. W tych dniach w domu Torresów gościł brat matki dziewczynki – Luis Jaime de Berriochoa – który był księdzem. Gdy tylko zauważył pożar, pobiegł do kościoła i próbował dotrzeć do ołtarza. Mimo ogromu płomieni, które trawiły wnętrze świątyni, udało mu się wynieść konsekrowane Hostie i przenieść je do innej świątyni.

Marianna Franciszka bardzo przeżyła pożar kościoła, który był jej drugim domem. Niestety, zniszczeniu uległy również dom parafialny i dom Torresów. Z tego powodu nie zachowały się pamiątki z pierwszych lat życia rodziny. Ogień strawił cały majątek. Rodzina została więc zmuszona do opuszczenia prowincji Vizcaya. Torresowie z córką Marianną i synami: Diego i Santiago przenieśli się do Santiago de Galicia w północno-­-zachodniej części półwyspu. W nowym miejscu zamieszkania dziewczynka także często odwiedzała pobliski kościół parafialny, którym opiekowali się ojcowie franciszkanie. Już od najmłodszych lat nie mogła doczekać się chwili, kiedy przystąpi do Pierwszej Komunii Świętej i przyjmie do serca Pana Jezusa. Ogromną wiarę dziecka, które wiele czasu spędzało przed Najświętszym Sakramentem, dostrzegł jeden z zakonników.

Pewnego dnia, kiedy dziewczynka klęczała przed tabernakulum, modląc się na głos, powiedziała: „O Jezu, miłości moja, kiedy będę mogła zjednoczyć się z Tobą w Komunii Świętej?”. W chwili, gdy z jej ust padły te słowa, usłyszała wyraźny głos dobiegający od strony ołtarza, gdzie znajdowało się tabernakulum: „W dniu, w którym zechcesz, droga córko, gdyż twoje serce jest już przygotowane”. Bardzo ją to poruszyło. Po pewnym czasie postanowiła opowiedzieć o tym, co usłyszała, zaufanemu franciszkaninowi. Zakonnik obserwował niezwykłą dojrzałość duchową i emocjonalną dziewczynki, ale te słowa stały się dla niego wskazówką. Bez zwłoki zajął się więc przygotowaniem dziecka do przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej. To cudowne wydarzenie miało miejsce 8 grudnia 1572 roku, gdy Marianna Franciszka miała zaledwie dziewięć lat. W ówczesnym czasie istniał zapis, który precyzował, że do Pierwszej Komunii Świętej mogą przystępować dzieci w wieku od czternastego do szesnastego roku życia. Zakładano, iż w tym mniej więcej wieku młode osoby wykazują już konieczną dojrzałość i mają świadomość wagi tego wielkiego wydarzenia.

Dla Marianny Pierwsza Komunia Święta – jak napisała już jako mniszka – była tak niezwykłym spotkaniem z Jezusem, że gdy tylko przyjęła Go do serca, doświadczyła ekstazy i niezwykłego poznania znaczenia daru, jakim dla człowieka jest Eucharystia. Widziała wtedy Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą, która wyjaśniła jej, czym jest ślub czystości. Zobaczyła też Trójcę Świętą i św. Józefa. Tego dnia w mistyczny sposób doszło do zaślubin i zawierzenia się dziewczynki Panu Jezusowi. Marianna powtórzyła słowa ślubu czystości przekazane jej przez Matkę Bożą. Bardzo czytelne było dla niej wezwanie do życia konsekrowanego. Wiedziała, że Bóg powołuje ją do służby w określonym zakonie – w zgromadzeniu sióstr koncepcjonistek. Od tej chwili w szczególny sposób przeżywała każdą Mszę Świętą[3]. Przez modlitwę oraz wypełnianie swych codziennych obowiązków przygotowywała się na ten wielki dzień.

[3] Por. L. Cadena y Almeida, Madera para esculpir la imagen de una Santa, Quito 1986, str. 19.

Zakon Niepokalanego Poczęcia

W XVI wieku koncepcjonistki były dość młodym zakonem. Zgromadzenie miało swoje korzenie na Półwyspie Iberyjskim. Zamysł jego powstania nie był jedynie natchnieniem konkretnej osoby, ale głębokim pragnieniem wyrażonym osobiście przez samą Matkę Bożą. Na powiernicę tego zadania Maryja wybrała Hiszpankę, Beatrycze z Silvy, urodzoną w 1424 roku. Była ona niezwykle wrażliwą i pobożną kobietą, która początkowo przebywała na dworze królewskim Izabeli Kastylijskiej. Później młoda kobieta została uwięziona. Właśnie wtedy za więziennymi kratami odwiedziła ją Matka Boża, która powierzyła jej misję utworzenia nowego zgromadzenia ku czci Jej niepokalanego poczęcia. Gdy tylko Beatrycze opuściła więzienie, udała się do Toledo, gdzie zamieszkała przy klasztorze Sióstr Cystersek. Tam wiodła głębokie życie duchowe, mając w sercu życzenie Matki Bożej i szukając sposobności wypełnienia tego pragnienia.

Po trzydziestu latach, w 1484 roku, w Toledo wraz z kilkoma współtowarzyszkami Beatrycze wypełniła wreszcie misję, którą powierzyła jej Maryja – powołała Zakon Niepokalanego Poczęcia. Charyzmatem sióstr klauzurowych była kontemplacja tajemnicy Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Początkowo mniszki żyły według reguły św. Benedykta, później jednak zamieniły ją na regułę św. Franciszka z Asyżu. Tak żyją i działają do dziś. Matka Boża sama wskazała strój, jaki miały nosić zakonnice. Biały habit to symbol czystości. Jest on przepasany sznurem zakonnym również przypominającym o czystości, powściągliwości, gotowości do wyrzeczeń oraz wypełniania woli Bożej. Na habit siostry zakładają niebieski płaszcz, który przypomina o duszy Maryi Dziewicy, pełnej łaski i poczętej bez grzechu pierworodnego. Na głowie mniszki noszą czarny lub biały welon. Na szyi mają zawieszony medalion lub szkaplerz z wizerunkiem Matki Bożej. Jest on symbolem więzi miłości, jakie łączą każdą z sióstr z Maryją. Często zarówno szkaplerz, jak i pewne elementy ubioru zakonnego, na przykład kolor i fason welonu, nieco różnią się od siebie w zależności od domu zakonnego, w którym mniszki żyją. Siostry utrzymują się najczęściej z szycia i zdobienia szat liturgicznych. Swoimi codziennymi modlitwami obejmują przede wszystkim grzeszników. Podejmują ofiary, wyrzeczenia i modlitwy ekspiacyjne za grzechy, które ranią Najświętszą Matkę i Jej Syna. Dziś koncepcjonistki mają swoje domy w: Hiszpanii, Portugalii, Belgii, Meksyku, Hondurasie, Ekwadorze, Salwadorze, Kolumbii, Brazylii, Peru, Boliwii, Argentynie, Gwinei Równikowej, Indiach[4].

[4] Por. www.nuestrasenoradelbuensuceso.com.

Królewska Audiencja Quito

Kiedy mała Marianna była trzyletnim dzieckiem, na dwór hiszpańskiego władcy Filipa II dotarła prośba od mieszkańców jednej z dalekich kolonii – Królewskiej Audiencji Quito – znajdującej się na Nowym Kontynencie. W planach władców hiszpańskich założone tam miasto San Francisco de Quito miało się stać kolebką tworzącej się kolonii; ośrodkiem kultury, sztuki i religii budowanym na czterech filarach: Bóg, Prawo, Kościół, Lud. Mieszkające tam hiszpańskie osadniczki i Kreolki, zaniepokojone nie najlepszą sytuacją moralną i społeczną w powstającym mieście, w porozumieniu z ówczesnym biskupem i zarządcami miasta, skierowały prośbę do króla Filipa II o wyrażenie zgody na sprowadzenie sióstr koncepcjonistek. Władca promulgował edykt, który zezwalał na stworzenie klasztoru w hiszpańskiej kolonii.

Chociaż król zaaprobował pomysł, to jednak ze względu na kwestie ekonomiczne realizacja tego planu zajęła ponad dziesięć lat. Mieszkańcy Quito zaczęli gromadzić środki finansowe na zakup terenu i budowę kaplicy oraz klasztoru. Datki zbierano nie tylko pośród osadników hiszpańskich, ale również wśród ludności tubylczej, która zresztą chętnie włączała się w pomoc. Tymczasem Filip II sam wybrał pięć koncepcjonistek, powierzając im troskę o edukację religijną i formację dziewcząt. Do tego zadania wezwał też młodą siostrę Marię od Jezusa Taboadę, zakonnicę z klasztoru w Galicji, która miała zostać przełożoną nowego domu zakonnego. Była ona też spokrewniona z rodziną królewską, a także z rodziną Torresów.

Kiedy Marianna Franciszka dowiedziała się o misji powierzonej jej ciotce, dostrzegła w tym możliwość realizacji swojego powołania. Rodzice dziewczynki nigdy nie sprzeciwiali się wstąpieniu córki do zakonu, ale ich pragnieniem było, aby pozostała w ojczyźnie. Niemniej Marianna Franciszka bardzo prosiła matkę Taboadę o możliwość dołączenia do grupy sióstr. Krewna wyraziła zgodę. W tym czasie rozpoczęto już przygotowania do wyprawy na odległy kontynent. Droga ta nie była łatwa. Siostry musiały pokonać trudności i dopełnić wiele formalności, by uzyskać pozwolenie na opuszczenie Hiszpanii, podróżowały więc z Galicji do Madrytu, z Madrytu do Sewilli i ostatecznie do Kadyksu, aby uzyskać odpowiednie dokumenty[5].

 

Na kilka dni przed wypłynięciem na odległy kontynent, kiedy Marianna Franciszka była na codziennej Mszy Świętej i przyjęła Komunię Świętą, miała kolejną wizję, w której zobaczyła Pana Jezusa. To utwierdziło ją w przekonaniu o słuszności podjętej decyzji. Chrystus przypomniał dziewczynce, że nadszedł czas, by opuściła swoją ojczyznę, rodzinę i dom. Zapowiedział też zbliżające się cierpienie. Jednocześnie zapewnił ją o swoim wsparciu, o sile, odwadze i wytrwałości, których jej nie będzie brakować. Jezus, przedstawiając Boży plan wobec Marianny, nie zmuszał jej do podjęcia decyzji. Pozostawił przyszłej mniszce wolność wyboru.

Kiedy nadszedł 1576 rok, pięć mniszek, nieco ponad trzydziestoletnia przełożona sióstr – matka ­Taboada oraz trzynastoletnia Marianna wyruszyły w długą podróż do hiszpańskiej kolonii. Wyprawa trwała kilka miesięcy i była bardzo trudna. Podczas niej doszło też do pewnego zdarzenia, które nie pozostawiało wątpliwości, że zły duch będzie walczył, aby nie powstało nowe dzieło koncepcjonistek. Nastoletnia Marianna Franciszka, delikatna, ale niezwykle dojrzała duchowo, spokojnie znosiła wszelkie trudy podróży. W ciągu dnia z nieba spływał męczący żar słoneczny, innym razem zasnuwało się ono ciemnymi chmurami, a silny wiatr oraz fale gwałtowanie kołysały płynącym statkiem, wywołując niepokój o bezpieczeństwo.

Pewnego dnia nad wodami oceanu rozwinęła się potężna burza. Sztorm zaczął poruszać statkiem coraz silnej i, pomimo wysiłków całej załogi, ryzyko utonięcia stawało się bardzo realne. Marianna i matka ­Taboada przypuszczały, że w tym wydarzeniu może się kryć jakieś przesłanie, dlatego pełne ufności modliły się do Pana Boga. Dziewczyna ze spokojem prosiła Matkę Bożą, Królową Mórz, o wsparcie, chociaż patrząc po ludzku, nadzieje na ocalenie gasły. Nagle matka Maria i Marianna Franciszka pośród wzburzonych wód zobaczyły ogromnego węża, który miał siedem głów. Potwór chciał zniszczyć statek. Dziewczyna, widząc to, straciła przytomność. W tym momencie ciemności, jakie ich otaczały, rozjaśniły się i burza ucichła. Marianna jednak w wizji nadal widziała tego samego przerażającego węża, który zapewniał, że nie pozwoli na założenie klasztoru i działanie zakonu na ziemiach Ameryki Łacińskiej, co więcej, będzie go „prześladował do końca czasów”. Chwilę później młoda postulantka miała kolejną wizję, w której ujrzała przepiękną kobietę mającą na głowie koronę z gwiazd i trzymającą na ręku małe dziecko. Marianna wiedziała, że jest to Matka Boża. Maryja miała w dłoni włócznię, która z jednej strony była zakończona pięknym, dużym krzyżem, a z drugiej ostrzem. Z pomocą Dzieciątka Jezus, które rączką przytrzymywało włócznię, uderzyła Ona w siedmiogłowego węża, niszcząc go. W tym momencie Marianna odzyskała przytomność, burza ustała, a statek płynął dalej aż do wybrzeży dzisiejszego Ekwadoru.

Dziewczyna ze szczegółami opowiedziała tę wizję swojej ciotce. Matka Maria Taboada była wzruszona tym, co usłyszała. Niedługo po tym, jak siostry dotarły do wybrzeży kolonii, mniszka, mając w pamięci ocalenie, jakiego pasażerowie dostąpili za wstawiennictwem Matki Bożej, nakazała wybić medalik przedstawiający tę wizję, który do dziś noszą siostry z Quito[6].

Statek płynący pod banderą Królestwa Hiszpanii szczęśliwie dopłynął do wybrzeży dzisiejszego Ekwadoru pod koniec 1576 roku. Ziemie te jeszcze w XV wieku znajdowały się w obszarze imperium Inków. Jednak wewnętrzne podziały między jego młodymi zarządcami umocniły nieco pozycję hiszpańskich konkwistadorów, Diego de Almagro i Francisco Pizarro, którzy od 1526 roku byli zainteresowani tymi terenami. Znajdowały się tam bowiem liczne złoża kruszców, przede wszystkim złota i srebra. Ostatecznie w następnym dziesięcioleciu Hiszpanom udało się zdobyć ten cenny obszar i od 1534 roku włączyć go do Wicekrólestwa Peru.

Sytuacja nowych, podbitych ziem nie była najlepsza. Szerzące się kolejne walki o tereny, wyzysk ludności tubylczej, brak norm moralnych niepokoił wielu nowych osadników, przede wszystkim zatroskane o losy kolonii kobiety. Stąd też pojawiła się myśl założenia na tych ziemiach klasztoru zakonu żeńskiego, kontemplacyjnego, który wraz z franciszkanami mógłby sprawować duchową opiekę nad tamtejszą ludnością.

Kiedy mniszki dotarły do wybrzeży kolonii, musiały jeszcze przebyć trudną, długą drogę szlakiem andyjskim, by dotrzeć do San Francisco de Quito, miasta założonego w 1533 roku jako jednego z pierwszych na kontynencie. Jego nazwa, poza Biedaczyną z Asyżu, nawiązuje także do jednego z plemion – Kwitu (Quitu), które zamieszkiwało te tereny. Miasto leży w Andach, po wschodniej stronie zbocza wulkanu Pichincha, na wysokości około 2700-2850 metrów n.p.m. i jeszcze dziś zalicza się do jednego z najwyżej usytuowanych miast na świecie. Poza tym znajduje się zaledwie czterdzieści kilometrów od równika, co warunkuje jego klimat[7]. Wędrówkę przez wysokie wzgórza utrudniał więc mniszkom tropikalny żar słońca, charakterystyczny dla letnich, grudniowych dni. Mimo doskwierającego upału i zmęczenia 30 grudnia 1576 roku zakonnice, które miały odtąd wspierać mieszkańców kolonii, dotarły do celu. Doświadczając wielu prób w czasie podróży, mogły przekonać się o swojej sile woli i ducha oraz wytrwałości i ufności w Opatrzność i opiekę Bożą.

Ludność San Francisco de Quito z niecierpliwością oczekiwała na przybycie sióstr. Oficjalna data założenia klasztoru została wyznaczona na 13 stycznia 1577 roku. Początkowo zakonowi nadano nazwę Królewski Klasztor Niepokalanego Poczęcia. Ze względu na statut koncepcjonistek franciszkanek mniszki były pod duchową opieką franciszkanów. Na klasztor, klauzurę i kaplicę wybrano kilka pomieszczeń znajdujących się w samym centrum, naprzeciwko urzędu miasta Królewskiej Audiencji Quito. Od października 1575 roku prowadzono budowę i remonty, tak by 13 stycznia 1577 roku uroczyście przyjąć mniszki. Na siostry oczekiwał też brat Antoni Jurado, który wówczas sprawował urząd przełożonego franciszkanów. Rozpoczęły się przygotowania do Mszy Świętej oraz uroczystości oficjalnego powstania klasztoru i złożenia ślubów przez siostry. Poza matką Marią Taboadą, trzydziestotrzyletnią wówczas mniszką, wspólnotę tworzyły: Łucja od Krzyża, siostra Franciszka od Aniołów, siostra Anna od Matki Bożej Niepokalanie Poczętej, siostra Magdalena od św. Jana i siostra Katarzyna od Niepokalanego Poczęcia, jak również nowicjuszka Marianna Franciszka od Jezusa. Podczas uroczystości poświęcono także stojący na podwyższeniu duży marmurowy krzyż, będący u początków wznoszonego pierwszego klasztoru na tych ziemiach. Wokół niego skupiało się również życie wspólnoty zakonnej. Dziś znajduje się on na dziedzińcu klasztornym, otoczonym krużgankami i murami klasztoru[8].

Przez pewien czas Marianna Franciszka poznawała życie koncepcjonistek za klauzurą. 8 września 1577 roku rozpoczęła nowicjat. Od tego momentu mogła już włączyć się w wiele wymiarów życia wspólnoty zakonnej, na co tak długo czekała. Nowicjat upłynął jej na gorliwym, pełnym poświęcenia i miłości wypełnianiu zadań, jakie do niej należały. Praktykowała regułę zakonną, podejmowała umartwienia, uczyła się. Cieszyło to zarówno przełożoną zakonu, jak i kierowników duchowych nowicjuszki. Niebawem nadszedł więc moment złożenia pierwszych ślubów zakonnych, które przyjęła 4 października 1579 roku, we wspomnienie swojego ulubionego świętego, Franciszka z Asyżu. W obecności brata Antoniego Jurado i przeoryszy matki Taboady Marianna Franciszka złożyła śluby: czystości, ubóstwa, posłuszeństwa i milczenia.

W chwili składania przyrzeczeń przyszła mniszka doznała ekstazy, którą później z polecenia swojego kierownika duchowego bardzo dokładnie opisała. Widziała wówczas Pana Jezusa, który przyszedł w obecności Matki Bożej i św. Józefa. Na dłoń Marianny włożył On pierścień z czterema cennymi kamieniami, na których widniały nazwy czterech złożonych ślubów. Jednocześnie powiedział, że jej życie będzie naznaczone cierpieniem. Dał jej też możliwość poznania tego, co w najbliższych latach czeka zakon w Quito. Marianna widziała więc ataki złego ducha, pokusy i prześladowania, ale i ofiary ekspiacji za grzechy; widziała kryzys, jaki miał dotknąć zakon, uderzające w niego prawa państwowe, jedną z mniszek, która z powodu trądu dostała nakaz opuszczenia ukochanego klasztoru i z pokorą podjęła tę ofiarę. W bolesnej wizji przyszłości Marianna zobaczyła również swoje cierpienie, które związane było z ofiarami podejmowanymi przez nią za grzeszników, ale też zadawane jej osobiście przez osoby dobre i bliskie. Mniszka mogła ujrzeć także stan swojej duszy, pokusy, jakie miały na nią przyjść, z wyjątkiem pokus przeciw czystości, uczucie osamotnienia, opuszczenia, co było dla niej bardzo bolesne. Prosiła więc o siły i łaskę wytrwania podczas prób. Zrozumiała, że złożenie profesji nie kończy czasu formacji i kształtowania siebie. W tej ekstazie jednocześnie jej ciało nie utraciło zmysłów i wykonywała poszczególne elementy ceremonii w świątyni[9].

Przez dwa lata, od października 1579 roku do października 1581 roku, Marianna cierpliwie i sumiennie wypełniała wszelkie polecenia, z pokorą i pogodą ducha przyjmując słowa krytyki lub napomnienia. Delikatne usposobienie, skromność, dokładność w wypełnianiu reguły, ale i wrażliwość na każdego człowieka dostrzegł w młodej mniszce jej spowiednik i kierownik duchowy – ojciec Antoni Jurado.