Uśpione pragnieniaTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Uśpione pragnienia
Uśpione pragnienia
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 64,95  51,96 
Uśpione pragnienia
Uśpione pragnienia
Audiobook
Czyta Agnieszka Krzysztoń
32,95  24,38 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Agata Kołakowska, 2020

Projekt okładki

Sylwia Turlejska

Agencja Interaktywna Studio Kreacji

www.studio-kreacji.pl

Zdjęcie na okładce

© Giada Piras/Trevillion Images

Redaktor prowadzący

Anna Derengowska

Redakcja

Ewa Charitonow

Korekta

Katarzyna Kusojć

Maciej Korbasiński

ISBN 978-83-8097-595-8

Warszawa 2020

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

TERAZ

Jechały w milczeniu. Wydawało się, że nie zostało już nic do dodania. Magda odsunęła się od Bianki, jak najdalej się dało. Wsparła policzek o pas bezpieczeństwa i wpatrywała się w odległy księżyc. Tej nocy był wyrazisty jak nigdy. Ostry i zimny. Swą błyszczącą powierzchnią zdawał się wżerać w ogromną ciemną płachtę. Zawsze gdy myślała o Ziemi jak o małym punkcie we Wszechświecie, wszystko inne wydawało się jej idiotyczne. Marne, chwilowe. Ona. Ludzie wokół. Nawet jej rodzina i wszystkie obowiązki. Tym razem jednak spojrzenie z innej perspektywy niczego nie zmieniało. Wciąż była tak samo wściekła.

Bianka zacisnęła ręce na kierownicy i jeszcze bardziej skupiła wzrok na leśnej drodze, która wiła się to w jedną, to w drugą stronę, jakby nie mogła się zdecydować. Wąska ulica nieśmiało wdzierała się w las, który szczelnie ją otaczał. Samochodowe reflektory oświetlały znaki ostrzegające o kolejnych ostrych zakrętach i zwracające uwagę na dziką zwierzynę. Bianka zwolniła nieco, bo nawierzchnia zrobiła się śliska. Prószył śnieg, na który chyba już nikt nie liczył. Był grudzień i ludzie wybiegali myślami ku świętom. Jakby mogły coś zmienić na lepsze! – wzięła kolejny zakręt, za którym unosiło się pasmo mgły. Wyglądało trochę jak leśna zjawa, niezadowolona, że coś mąci spokój nocnej przechadzki.

W głowie Bianki kotłowały się słowa, które przed chwilą usłyszała od Magdy na przydrożnym parkingu. Wszystkie były przykre, ale najgorsze zostało wycedzone na końcu. Tonem oschłym, dosadnym.

– Ciebie tu nigdy nie powinno być…

To poruszyło Biankę. Nie, nie waga wypowiedzianego zdania, a fakt, że wiele razy myślała podobnie. Że nie ma miejsca dla nich obu.

– Nic nie powiesz?! – Zirytowana Magda pokręciła głową. – Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? – podniosła głos, a potem odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.

Najwyraźniej miała zamiar iść sama w tę noc, bo nie obejrzała się ani razu. Bianka przyglądała się jej przez chwilę, po czym pobiegła za nią. Wirujące płatki śniegu rozbijały się o jej policzki.

– Zwariowałaś? Wracaj do auta! – zawołała. – Dokąd się wybierasz?!

– Byle dalej od ciebie!

Gdy wreszcie jej dosięgła, mocno szarpnęła za rękaw kurtki, tak żeby Magda się odwróciła.

– To odludzie! – Wskazała otaczające je rozległe pola.

Magda przeciągle wypuściła powietrze. Nie chciała patrzeć.

– Racja – odezwała się beznamiętnie. – Spędzimy noc w siedlisku, a rano wracamy. Potem nie chcę cię więcej widzieć.

To także nie było przyjemne, pomyślała Bianka, patrząc kątem oka na koleżankę. Włączyła radio, bo miała już dość ciszy, przez którą las wydawał się jeszcze bardziej mroczny i złowrogi. Cieszyła się, że siedzą w bezpiecznym samochodzie, a nie muszą iść tędy po omacku. Niecierpliwie przeskakiwała kolejne stacje. Większość serwowała łagodne, tulące dźwięki. Wreszcie znalazła coś energetycznego.

Przy dynamicznych uderzeniach perkusji jechało się znacznie lepiej. Bianka nie poczuła nawet, że jej stopa mocniej przyciska pedał gazu. Było to możliwe, bo wreszcie jechały prostym odcinkiem. Niezły kawałek! – pomyślała, spoglądając na wyświetlacz, żeby sprawdzić, kto jest wykonawcą. Jednak pojawiła się tylko nazwa i częstotliwość rozgłośni. Wzruszyła ramionami i ponownie uniosła wzrok.

– Uważaj! – wrzasnęła Magda.

Przed maską wyrosło ogromne cielsko, nie dając Biance czasu na reakcję.

Uderzenie było silne. Pasy szarpnęły. Ryk ranionego zwierzęcia poniósł się po lesie wraz z piskiem opon auta, które obróciło się niczym bezwładna zabawka. Stoczyło się ze skarpy, po czym z hukiem wbiło w jedno z drzew na skraju drogi.

Zapadła cisza. Przerywało ją tylko słabe rzężenie konającego jelenia. W jego czarnych oczach odbijał się jasny punkt. Zimny, odległy księżyc.

WTEDY

1

Szybkie kroki niosły się po radiowym korytarzu. Bianka przeszła przez kolejne szklane drzwi i minęła podświetlany komunikat z prośbą o ciszę, którym nikt z pracowników stacji nie zwykł się przejmować. Wyciągnęła telefon z tylnej kieszeni dżinsów i spojrzała na ekran. Za trzy siódma, odczytała z ulgą. Wyrobiłam się!

Do Wrocławia pędziła jak szalona. Z Opola to zaled­wie nieco ponad godzina drogi, ale jadąc A4, nigdy nie wiadomo, na co się trafi. No i zazwyczaj punktualna Bianka wyruszyła w trasę zdecydowanie za późno. Wszystko przez to, że tuż po obiedzie usadowiła się na kanapie z laptopem. Miała zamiar pracować, ale zupełnie jej nie szło. Postanowiła się zdrzemnąć. A że nie miała w zwyczaju sypiać w ciągu dnia, nie nastawiła budzika. Podejrzewała, że i tak nie zaśnie. Zerwała się przerażona po półtorej godziny i wypadła z mieszkania prawie tak jak stała. Włożyła tylko trampki i zgarnęła torebkę z szafki w przedpokoju. Już w drodze uporała się z rozmazanym pod oczami tuszem i próbowała ujarzmić rozwichrzone włosy. Jej czarna kręcona czupryna zawsze wyglądała nieco niesfornie i trochę zawadiacko, dlatego w końcu uznała, że nie ma sensu się nią przejmować.

Skręciła za róg, gdzie znajdowało się studio. No masz! – nerwowym gestem chwyciła za torebkę. Z tego wszystkiego zapomniałam zabrać książek! Zrobiło się jej głupio, bo jeszcze wczoraj Marek, prowadzący audycję, przypominał jej o tym esemesem. Nie lubiła nie dotrzymywać słowa.

Akurat otworzyły się drzwi i pojawił się w nich pięćdziesięcioletni dziennikarz, z którym Bianka znała się od pięciu lat. Towarzyszył mu mężczyzna w kraciastej marynarce. Marek uśmiechnął się na jej widok i przedstawił Michała Tębaka, organizatora przeglądu serbskich filmów. Bianka słuchała przez chwilę nowo poznanego, który zachęcał ją do odwiedzenia festiwalu. Podał nawet tytuły produkcji, które koniecznie powinna zobaczyć. Zapewniła, że sprawdzi swój czerwcowy terminarz, choć dobrze wiedziała, że raczej nie znajdzie w nim miejsca dla serbskiej kinematografii.

Kiedy pan Tębak pożegnał się, Marek serdecznie ją uściskał, jakby była jego młodszą siostrą.

– Bianka, dobrze cię widzieć!

– Ciebie również. – Poklepała go po ramieniu. – Choć myślałam już, że nie zdążę. Wyobraź sobie, że zaspałam – wyjaśniła.

– Na dziewiętnastą? – Otworzył szeroko oczy. – Chodź! Mam nową koleżankę. – Poprowadził Biankę do środka.

– To nie ma Kacpra?!

– Wybrał wolność. Kupił chałupkę w Karkonoszach i organizuje tam warsztaty twórcze. Pasie kozy i takie tam. Slow life czy jak to się nazywa.

– Co ty powiesz…

– No! Będzie już ponad pół roku, jak wyjechał. Dawno do nas nie zaglądałaś.

– Bo nie było z czym. A! – Skrzywiła się. – Zapomniałam egzemplarzy dla słuchaczy. Przepraszam, przypominałeś. Jutro wyślę, okej?

– Najważniejsze, że dotarłaś. – Zamknął drzwi. – Przyprowadziłem kolejnego gościa – zaanonsował koleżance, która siedziała przy stole i przeglądała egzemplarz reportażu, o którym mieli dzisiaj rozmawiać.

Brunetka o wyglądzie poukładanej prawniczki odłożyła książkę i podeszła.

– Magda. – Wyciągnęła rękę. – Miło cię poznać.

– Bianka. – Oddała zdecydowany uścisk i uśmiechnęła się uprzejmie. Lubiła bezpośredniość radiowców, odniosła jednak wrażenie, że Magdzie nie przychodzi ona naturalnie. Wydawało się, że narzuciła sobie obowiązującą formę, która do niej nie pasowała. – Słyszałam, że zajęłaś miejsce Kacpra? – zapytała. – I jak? Dajesz radę wytrzymać z Markiem? Bo Kacper podobno w końcu wybrał kozy. – Mrugnęła do znajomego.

– Pytanie, czy on wytrzymuje ze mną.

Marek usadowił się za konsoletą.

– Nie skarżę się. Taka natura!

– To właściwie przypadek, że tutaj jestem – wyjaśniła Magda, sadowiąc się przed mikrofonem. Zaproponowała Biance, aby zajęła miejsce obok, i podała jej słuchawki. – Dość niespodziewany powrót po szesnastu latach. Spotkałam w sklepie kolegę z dawnych radiowych czasów i zapytał, czy nie miałabym ochoty popracować na starych śmieciach. Stworzyć duet z tym jegomościem. – Łypnęła w stronę Marka.

– Rozumiem, że się wahałaś? – wtrąciła Bianka.

– Skąd! Od razu odmówiłam! Ale jak wiadomo, Marek to mruk. Nie mogli znaleźć nikogo innego, więc wychodzili swoje – zażartowała.

– I teraz żałujesz! – podsumowała Bianka z udawanym współczuciem.

– Co czwartek! A tak naprawdę to chyba nikt nie słucha tej audycji, skoro wciąż mnie trzymają.

Marek wywrócił oczami.

– Ale pleciesz! Dzięki niej wreszcie nie muszę się za wiele odzywać – zwrócił się do Bianki.

Magda postukała palcem w okładkę książki.

– Rano skończyłam czytać. To było mocne. Dlaczego zdecydowałaś się napisać o rodzinach samobójców?

– Bo to rzadko poruszany temat. Zazwyczaj ludzie chcą wiedzieć, dlaczego ktoś targnął się na życie. Ale według mnie ważne są także inne pytania. Chciałam je zadać.

 

– Jak dotarłaś do tych rodzin? Chyba trudno było skłonić je do zwierzeń? – dociekała Magda.

– Madzia, zostaw sobie coś na wejście – upomniał ją Marek. – Gość nam się wypstryka i co potem?

– Bianka nie wygląda na kogoś, kto miałby problem z mówieniem.

– Ale emocje nie będą już te same – oświadczył, sadowiąc się wygodniej na krześle.

Magda otworzyła reportaż w zaznaczonym miejscu. Podała książkę autorce, wskazując palcem akapit.

– Wciąż myślę o tym fragmencie. – Marek rzucił komunikat „trzydzieści”, co oznaczało, że zaraz będą wchodzić na antenę.

Bianka spojrzała na zaznaczone zdania, a potem na Magdę. Była zaskoczona. To nie był jeden z tych fragmentów tekstu, o których autor z góry wie, że zagra nim na czułej strunie czytelnika. To był subtelny kawałek, bardziej dla niej samej, nie dla świata. Ktoś, kto zwrócił na to uwagę, musiał mieć podobną do niej wrażliwość. Bianka westchnęła i uśmiechnęła się pod nosem. Magda dostrzegła w tym coś więcej niż zwykły grymas. Odebrała to jako milczące porozumienie. I wiedziała, że się nie myli, choć poznała Biankę Rott zaledwie dziesięć minut wcześniej.

Założyli słuchawki. Rozległ się dżingiel programu Kulturalne czwartki, po czym Magda przedstawiła gościa, a także podała powód spotkania, czyli zaanonsowała reportaż Rzeczy osobiste. Planowała zacząć od fragmentu tekstu, który sobie zaznaczyła, ale coś w reakcji Bianki podpowiedziało jej, aby tego nie robić. Gdyby była dziennikarką z krwi i kości, nie zważałaby na podobne subtelności, tylko poszła prosto za wykrytą emocją. Ale ona przyjeżdżała na czwartkowe audycje ze wszystkich powodów świata poza reporterskimi.

Wzięła do ręki książkę i popatrzyła Biance prosto w oczy.

– Dlaczego opisujesz ludzkie historie? Skupiasz się na innych, poświęcasz im dużo przestrzeni. Mówi się przecież, że tak naprawdę autorzy zazwyczaj piszą o sobie?

– To, że opowiadam historie innych ludzi, nie znaczy, że nie ma w nich także prawdy o mnie.

– Zatem ile jest Bianki Rott w Rzeczach osobistych?

– Ja również doświadczyłam miłości i strat. Może jest mnie tam nawet więcej, niż jestem skłonna przyznać.

– Mówisz o miłości i stratach, a ja w twojej książce zobaczyłam przede wszystkim odbicie własnego strachu. Na miejscu jednej z bohaterek reportażu, pani Doroty, której najstarszy syn, jedenastoletni chłopiec, targnął się na życie, chyba postradałabym zmysły. Nie uniosłabym tego. Przyznam, że jej opowieść bardzo mną wstrząsnęła. Jestem matką i nawet nie wyobrażam sobie bólu, jakiego doświadczyła. Dręczących pytań, poczucia winy. Pani Dorota wspominała o ludziach, którzy ją oceniali. Uważano, że musi być złą matką, skoro jej dziecko nie chciało żyć. Nie mam pojęcia, jak to zniosła.

– Musiała dać radę dla pozostałej dwójki – zauważył Marek.

– Ta rozmowa była bardzo poruszająca – potwierdziła Bianka. – W pewnym momencie obie płakałyśmy. Proces przechodzenia pani Doroty przez żałobę jest dokładnie opisany, żeby pokazać czytelnikowi cały mrok tego stanu. W takim przypadku żałoba jest jeszcze trudniejsza niż w przypadku śmierci naturalnej. Dochodzi wstyd i poczucie naznaczenia. Osoby w takiej sytuacji zwykle się izolują. Zazwyczaj także niezauważane są potrzeby rodzin samobójców. Mało kto wie, jak z nimi rozmawiać. Zostają więc same.

Magda pokiwała głową ze zrozumieniem.

– W dzisiejszych czasach zbyt często nie zwracamy uwagi na potrzeby drugiego człowieka.

– O tym także jest ta książka. – Bianka splotła dłonie. – Oprócz głównego tematu pojawiają się wątki poboczne, według mnie wcale nie mniej ważne. Liczę, że będą w stanie uwrażliwiać.

– To jest twoja misja? – zapytała Magda.

– W sumie nie zastanawiałam się nad tym. Po prostu idę za tym, co czuję. Ale jeśli mam jakikolwiek cel, to pewnie właśnie taki.

Magdalena słuchała w skupieniu, jak Bianka opowiada o swojej pracy, o wcześniej wydanych tytułach, z których każdy podejmował ważki społecznie problem. I z każdym zdaniem tamtej przepełniało ją wrażenie, że dobrze ją zna. Z łatwością odczytywała jej emocje, rozumiała subtelną gestykulację i mimikę, jakby nie raz i nie dwa widziała podobną w lustrze. Wychwytywała niedopowiedzenia i wszystkie niuanse. Jak sekretny język wymyślony tylko dla nich. To było silne uczucie. Nie z kategorii tych, kiedy ma się po prostu do czynienia z dobrym rozmówcą.

Zupełnie jakbym dyskutowała ze sobą, pomyślała poruszona Magda.

Patrzyła w duże niebieskie oczy kobiety, które rozpalały się, gdy mówiła o czymś ważnym. Dostrzegała w nich szczerość i bezkompromisowość. Zastanawiała się, czy to możliwe, że także Bianka czuje tę dziwną więź. Miała ochotę przerwać wymianę zdań i zapytać ją o to, ale siedziała niemal w bezruchu.

Bianka miała przyjemny tembr głosu. Taki, którego można słuchać bez końca. Ale wywiad powoli zbliżał się do finiszu, a w Magdzie rozgorzał niepokój. Oto Bianka zaraz wyjdzie ze studia, rozejdą się i to będzie koniec. Nie chciała tego.

Kiedy Marek przejął mikrofon i zaczął podsumowanie rozmowy, Bianka poczuła ulgę. Po karku spływał jej pot, choć w studiu działała klimatyzacja. Miała wrażenie, że przez cały czas plotła od rzeczy. Choć udzielała odpowiedzi, prawie ich nie słyszała, jakby jakaś jej część znajdowała się gdzie indziej. W dodatku mówiła na wdechu, co sprawiało, że ciągle brakowało jej powietrza. Od tego wszystkiego wirowało jej w głowie i czuła mrowienie w palcach dłoni. Była przejęta jak podczas pierwszych występów w mediach. A przecież miała już lata doświadczeń. Skołowana analizowała sytuację i uznała, że nie może chodzić o Marka ani o audycję na żywo. To obecność Magdy coś z nią zrobiła. Ale nie umiała tego nazwać, przyporządkować.

Z głośników wreszcie zabrzmiała muzyka. Bianka wciągnęła głęboko powietrze, po czym wypuściła je przeciągle.

– Moje panie, zdaje się, że byłem prawie niepotrzebny – podsumował Marek. – Ale wygląda na to, że zaciekawiłyście słuchaczy – rzucił okiem na ekran komputera. – Mamy sporo zgłoszeń po książki. Nie zapomnij przysłać! – Obrzucił Biankę wymownym spojrzeniem.

– Jasne – przytaknęła, a on poderwał się z krzesła, oznajmiając, że musi wyskoczyć na dymka.

Zostały same. Milczały. Ale nie czuły się skrępowane. W końcu Magda odezwała się pierwsza:

– Dzięki za rozmowę. To było takie…

– …nietypowe – dokończyła Bianka.

– Lepiej bym tego nie ujęła.

– Zastanawiam się, czy mogłyśmy spotkać się wcześniej.

– Zabawne, że o to pytasz. Ciągle o tym myślałam, ale nie wydaje mi się.

Bianka wsparła brodę na dłoni.

– Mimo to mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że cię dobrze znam. Zupełnie nie mogłam się skupić na tym, co mówiłam.

– Miałam to samo! Dziwne, prawda? Aż dostałam dreszczy. – Magda potarła przedramię.

– Kto wie, może to wspomnienia z poprzedniego życia? – Bianka spojrzała z uśmiechem na komórkę.

Zauważyła, że dzwonił Tomek. Ucieszyła się. Wracał do domu po dwutygodniowej nieobecności. Stęskniła się, choć powinna być już do tego przyzwyczajona. Czas na mnie, pomyślała, ale nie mogła podnieść się z krzesła. Jakby coś ją przytrzymywało. Zdawała sobie sprawę, że jeśli to zrobi, obie wrócą do swoich spraw. Początkowo będą pamiętać o tym spotkaniu i co jakiś czas wspominać nietypowe doświadczenie. Może nawet wymienimy kilka mejli, ale potem wszystko się zatrze i stanie się tylko wspomnieniem. Innym, szczególnym, ale odłożonym na półkę jak tysiące innych. Ale może tak trzeba, stwierdziła, powoli sięgając po torebkę przewieszoną przez oparcie krzesła.

– Masz ochotę na kawę? – Magda zareagowała od razu.

Choć wiedziała, że w zasadzie powinna już wracać do domu, to nagle stał się on mniej ważny. Mniej pilny.

Marek jeszcze przez chwilę pogawędził z nimi przy automacie z napojami, ale musiał się zbierać, bo w mieszkaniu czekał na niego pies.

– Mam nadzieję, że nic nie rozniósł – powiedział. Trzy miesiące po stracie wieloletniego przyjaciela, owczarka niemieckiego, przygarnął szczeniaka ze schroniska. – Tęsknię za Harrym, ale bez psa to nie to samo życie – odparł, kiedy Bianka wyraziła współczucie. – No nic, trzymajcie się, dziewczyny! – Uścisnął je na odchodnym.

Magda odprowadziła go wzrokiem. Upiła kolejny łyk kawy z plastikowego kubka.

– Smakuje jak plastik. Powinnyśmy pojechać gdzieś na lepszą.

– Raczej innym razem. Teraz nie mam czasu. Mój facet wrócił do domu. Długo się nie widzieliśmy.

– Trzeba było tak od razu! Wstrzymuję cię.

– Gdybym nie chciała, nie zostałabym. To mówisz, że po tylu latach wróciłaś do radia… Dość niecodzienne.

– To moja odskocznia od rutyny. Na co dzień uczę angielskiego.

Bianka zgniotła kubek i wyrzuciła do kosza na śmieci.

– W szkole czy na kursach?

– Kiedyś byłam lektorką w prywatnej szkole, ale od lat prowadzę lekcje u siebie w domu. Uznaliśmy z mężem, że to dogodne wyjście dla naszej rodziny. Mogę być kobietą pracującą i jednocześnie stale obecną mamą. Kiedy to ustaliliśmy, wydawało się idealnym rozwiązaniem.

– A nie jest?

– Nie ma idealnych rozwiązań.

Bianka założyła włosy za ucho.

– Wiem coś o tym.

Magda popatrzyła z zaciekawieniem.

– Musisz prowadzić interesujące życie. Ciągle poznajesz nowe osoby.

– Lubię to. Choć tematy, które podejmuję, zazwyczaj nie należą do lekkich. Ale czy to znowu takie interesujące? Ludzie w gruncie rzeczy są tacy sami. Chodzące kalki.

Magda uniosła palec.

– I może to jest cała tajemnica, dlaczego mi przy tobie tak swojsko.

– Może – zaśmiała się Bianka. – W sobotę urządzam imprezę urodzinową. Wpadniesz?

Magdzie od razu wyświetlił się w głowie film ukazujący plan najbliższej soboty. Zosia w południe ma zajęcia na basenie. Obiecałam jej także nocowanie u koleżanki, stwierdziła. Trzeba jej spakować niezbędne rzeczy, a wieczorem być w pogotowiu, gdyby jednak Zośce się odwidziało. Choć ma już pięć lat, to nadal mała przylepa. Jeśli miałabym pojechać na imprezę, to Darek musiałby odebrać Franka od kolegi po przygotowaniu projektu na polski. Z Psiego Pola na Kozanów jest spory kawałek, więc nie ma mowy, aby wieczorem wracał sam. Mimo że ma trzynaście lat i uważa, że jest wystarczająco doros­ły, skwitowała.

Do tego dochodził jeszcze cosobotni maraton filmowy z Darkiem. Zawsze wtedy otwierali wino i zasypiali już na drugim seansie. Teraz miałaby zmienić rytuał, zamiast pidżamy włożyć sukienkę?

– Czemu nie? – odezwała się. – Dawno nigdzie nie wychodziłam.

– Świetnie! – Bianka poprosiła ją o numer telefonu i wysłała swoje namiary. – Zaczynamy o dwudziestej.

Wyszły razem z budynku, gawędząc o studenckich latach, kiedy to czasem przychodziło się na wykłady niemalże prosto z imprezy. Obie wspominały ten okres dość podobnie, choć Bianka była po politologii, a Magda skończyła anglistykę. Nauka, choć ważna dla obu, była jednak w tle relacji koleżeńskich, licznych wyjazdów i szybszego bicia serc. Magda tuż po studiach poznała Darka i potem wszystko potoczyło się szybciej, niż miało. Bianka po obronie, oprócz tytułu magistra, miała w kieszeni pierwszy miłosny zawód.

Pożegnały się na parkingu i wsiadły do samochodów. Obie potrzebowały chwili, aby odjechać. Przekręciły kluczyki, dopiero gdy zdały sobie sprawę, że na szczęście zobaczą się już pojutrze.