Dużo orgazmów proszę

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


3

LISA

Pierwszy raz usłyszałam słowo „łechtaczka”, gdy użyła go Ellen DeGeneres. Miałam trzynaście lat i oglądałam jej występ w wieczornym paśmie komediowym. Mówiła o seksie i stwierdziła, że to takie zabawne słowo, bo trzeba przy nim bardzo dużo poruszać językiem i ustami, i jeśli wypowiesz je dość wiele razy podczas seksu oralnego, to doprowadzisz kobietę do orgazmu. Z kontekstu domyśliłam się, że ta cała „łechtaczka” musi znajdować się gdzieś w pobliżu waginy, bo wiedziałam, że tam się robi różne nieprzyzwoite rzeczy. Wtedy jednak nie byłam zaznajomiona ze słowem „wagina” i nawet nie czułam się z nim zbyt komfortowo. Czytałam o kobiecych narządach w podręczniku biologii, ale ani razu nie wypowiedziałam ich nazwy głośno.

Nigdy z nikim nie rozmawiałam o „tych okolicach” i nie dotykałam ich poza sytuacjami absolutnie koniecznymi. Znałam ulubione słowo Robbiego Williamsa (funky), ale nie miałam pojęcia, czym jest łechtaczka. Słyszałam, że Brian z Backstreet Boys obgryza paznokcie, ale na swoją wulwę mówiłam „pupa”, a jeśli trzeba było wyrazić się bardziej precyzyjnie, to dodawałam: „moja… przednia pupa”.

Wiedziałam, że Keanu oznacza po hawajsku „rześki wiatr”, ale gdy w książce Deenie Judy Blome główna bohaterka mówiła, że dotyka swojego „specjalnego miejsca, aż poczuje się lepiej”, ścisnęłam się mocno za nadgarstek i zdziwiłam się, że nic się nie dzieje.

„Łechtaczka” to nie tylko wspaniałe słowo, którym można doprowadzić kobietę do orgazmu podczas seksu oralnego, lecz także fantastyczny organ. Judy Blume miała rację, to naprawdę wyjątkowe miejsce, pełne zakończeń nerwowych, które za sprawą odpowiedniej stymulacji sprawiają, że miękną nam nogi, pochwa wilgotnieje, a głowę wypełniają roje gwiazd. Łechtaczka jest czymś tak niesamowitym, że nie rozumiemy, dlaczego nie stawia się jej kapliczek i nie zdobi jej wizerunkiem wszystkiego, co popadnie (od puszek na ciastka przez imprezowe czapeczki aż po piñaty), i dlaczego nie powstaje więcej doskonałych dzieł architektury tworzonych na jej podobieństwo, skoro mamy tyle kopuł w kształcie cycków i fallicznych wieżowców (chyba nie istnieje ani jeden budynek zaprojektowany na wzór łechtaczki).

Jest jednak iskierka nadziei. Jeśli wpiszecie „łechtaczka” w wyszukiwarce Etsy, znajdziecie kilkanaście stron z rękodziełem ku czci tego organu, od błyszczących kolczyków po korki do wina. Możesz też pobrać aplikację OMGYes!, z którą nauczysz się technik obsługi łechtaczki. Nie jest tania, ale nawet Emma Watson mówi, że warto19 (a poza tym często trafiają się okazje za pół ceny; nawet najbardziej orgazmiczne dziewczyny docenią taką promocję). Poczytaj na ten temat w co bardziej oświeconych magazynach i czasopismach, takich jak „Bustle”, „Cosmopolitan”, „Guardian” czy „Refinery29”. Dodaj do obserwowanych artystkę Clitorisity na Instagramie. Dziewczyna tworzy kredą na chodnikach graffiti w kształcie łechtaczki z podpisami w rodzaju: „Wiesz, co to takiego?”. To kropla w morzu w porównaniu z konstelacjami penisów na ścianach, szkolnych szafkach i drzwiach do kibla na całym świecie, ale to przecież nie konkurs.

Oczywiście to nie artystki z Etsy mają obowiązek uczyć nas kobiecej anatomii. Chciałybyśmy, żeby kobiety miały więcej okazji do nauki o łechtaczce. Szkoła to dobry początek, ale następne kroki powinny prowadzić o wiele dalej. Marzy nam się, żeby o łechtaczce opowiadały wielkie gwiazdy YouTube’a. Czy społeczność graczy nie mogłaby podzielić się ze sobą wiedzą i technikami? Spece od marketingu, a może podczas pracy nad brandingiem dla następnej modnej, etycznej marki zaproponujecie kampanię celebrującą łechtaczki? Dzielmy się tą miłością.

Gdy przeprowadziłyśmy ankietę wśród słuchaczek i słuchaczy (nasi odbiorcy to głównie olśniewające, niezależne, wygadane kobiety i kilku olśniewających, niezależnych, wygadanych mężczyzn), większość nie rozpoznała modelu całej łechtaczki. Żaden wstyd nie wiedzieć, jak naprawdę wygląda ten organ, ale to pokazuje, na jak niskim poziomie jest obecnie edukacja seksualna. Głównie dlatego, że społeczeństwo niewiele uwagi przywiązuje do tego cudownego organu.

Może się wydawać, że łechtaczka to jedynie maleńki guziczek przyjemności u szczytu wulwy, ale oto jak wygląda w całości…


Jedna z naszych słuchaczek spytała: „Czy to abstrakcyjny obraz, na którym siedzę z piersiami rozlanymi na kolanach po wykarmieniu dziecka, rozkładam ręce i zastanawiam się, co mi tak rozpieprzyło ciało?”. Nie miała racji, ale i tak nas rozbawiła.

Zanim opowiemy ci, jak możesz się zabawić ze swoją (albo cudzą) łechtaczką, przedstawimy dziewięć wspaniałych faktów o tym sprytnym i nie takim znowu małym organie20:


1

Perełka przyjemności umiejscowiona na szczycie wulwy to zaledwie „żołądź” łechtaczki, choć może sądziłaś, że masz do czynienia z całym organem. Uznaj ją za coś w rodzaju główki penisa, tylko że w jeszcze wspanialszej odsłonie.

2

Reszta łechtaczki składa się z siedemnastu części, w tym z ciała jamistego – dwóch filarów z tkanki wzwodnej, a także z dwóch „odnóg”. Mniejsze wargi sromowe również uznaje się za część łechtaczki. W całości organ ten może mieć ponad dziesięć centymetrów głębokości. Tyle co penis…

3

Łechtaczka jest stworzona z takiej samej tkanki, co trzon i żołądź penisa. W życiu płodowym wszyscy mieliśmy tak zwany wyrostek płciowy, który w dziewiątym tygodniu rozwoju przekształca się w penisa lub łechtaczkę. Żołędzie łechtaczki i penisa są do siebie tak podobne, że biologicznie uznaje się je za dwie wersje tego samego organu. Coś jak taka sama glina umieszczona w dwóch formach o różnych kształtach.

4

Badacze do tego stopnia ignorowali łechtaczkę, że jej prawdziwy kształt i rozmiar został odkryty dopiero w 1998 roku przez naukowczynię Helen O’Connell z Uniwersytetu w Melbourne. A wiecie, że ser w spreju wymyślono w 1965 roku?

5

Łechtaczka jest zbudowana z tkanki wzwodnej, do której w chwilach podniecenia napływa więcej krwi, co powoduje pęcznienie tego organu, czyli coś w rodzaju erekcji. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat, możesz poszukać w internecie podręcznikowych zdjęć wulwy z nabrzmiałą i obojętną łechtaczką albo – wiemy, że zabrzmimy jak feministki z lat siedemdziesiątych – złap lusterko, lubrykant i sama obczaj, co tam się dzieje.

6

Wiele źródeł podaje, że łechtaczka ma ponad 8 tysięcy zakończeń nerwowych, czyli szacunkowo tyle, co penis (niektórzy twierdzą, że żeński organ ma ich więcej niż męski). W rzeczywistości nie ma twardych dowodów na żadną z tych teorii, ale jedno, co wiemy na pewno, to że łechtaczka ma od cholery zakończeń nerwowych, a kobiety są równie zdolne do przeżywania fantastycznych orgazmów, co faceci. Poza tym w żołędzi penisa znajduje się też ujście cewki moczowej, a zatem funkcja użytkowa łączy się z rozrywkową, łechtaczka zaś służy wyłącznie odczuwaniu przyjemności.

7

Łechtaczka po łacinie nazywa się clitoris, od greckiego słowa „klucz”. Może dlatego, że otwiera drzwi do wspaniałych orgazmów? Tak to sobie wyobrażamy. A do tego jeszcze siedzenie w autobusie bywa przyjemniejsze.

8

Ponieważ łechtaczka „rozpościera się” na przestrzeni całej wulwy, można ją stymulować nie tylko sprawnymi ruchami palca, języka lub zabawki erotycznej przyłożonej do żołędzi, ale też – w zależności od budowy ciała kobiety – z zastosowaniem technik penetracji, seksu analnego lub ocierania się genitaliami bez stosunku. Niektórzy uważają, że wszystkie kobiece orgazmy biorą się ze stymulacji łechtaczki, tylko na różne sposoby i w różnych miejscach.

9

Prawdopodobnie istnieje też jakiś dziewiąty wspaniały fakt na temat łechtaczki, który warto tutaj umieścić, ale jeszcze go nie znamy. Ponieważ zachodnia nauka odkryła pełną strukturę tego organu dopiero w 1998 roku, nasza wiedza na jego temat to prawdopodobnie zaledwie czubek góry lodowej (podobnie jak żołądź łechtaczki). Rozumienie działania cudownej clitoris będzie się zapewne zwiększać z czasem, chyba że świat potrzebuje więcej nabiału w spreju i naukowcy uznają tę ścieżkę badań za lepszą inwestycję czasu i energii.

Jakie wrażenie zrobiły na tobie te informacje? Czy znałaś wszystkie te fakty? Mamy nadzieję, że przynajmniej dla części czytelniczek nie były one zaskoczeniem. Niesamowite, wychowaliśmy się w przekonaniu, że kobiety i mężczyźni się od siebie różnią, a genitalia stanowią najbardziej podstawowy znacznik tych różnic. Kiedy więc czytamy, że tak naprawdę wcale nie dzieli nas tak wiele, trochę kręci nam się w głowie. Jeżeli też się tak poczułaś, wypij szklankę wody, zjedz jakąś niewielką przekąskę, weź głęboki oddech i wróć do nas.

A teraz, kiedy już mamy całą tę wiedzę… Co z nią zrobimy?

Po pierwsze, mamy nadzieję, że dzięki niej poczujesz się pewniej z tym, jak doświadczasz przyjemności. Jak pisałyśmy we wstępie, spora część kobiet nie szczytuje wyłącznie za sprawą penetracji – nic w tym dziwnego, skoro większość zakończeń nerwowych odpowiadających za przyjemność znajduje się nie wewnątrz pochwy, lecz w żołędzi łechtaczki.

W latach dziewięćdziesiątych wszystkie magazyny dla kobiet zmuszały nas do poszukiwania punktu G – miał być wrażliwym miejscem na wewnętrznej ścianie waginy – ale dziś zdania na jego temat są podzielone. Niektórzy sądzą, że punkt G rzeczywiście istnieje i stanowi pozostałość tkanki, która w płodach płci męskiej formowała się w gruczoł krokowy. Jest też druga szkoła, według której wszystko odnosi się do jednego organu i wynika z całej gamy pysznych czynności, takich jak lizanie, palcówki, penetracja waginalna lub analna, korzystanie z wibratora lub własnej ręki albo wspaniała kombinacja dowolnych powyższych elementów, które stymulują różne części łechtaczki i sieć otaczających ją nerwów, prowadząc do podniecenia i, miejmy nadzieję, orgazmu.

 

Korzystaj z tej wiedzy w rozmowach ze swoimi dziećmi – maluchy często bawią się swoim ciałem w kąpieli i czerpią z tego wiele radości. Jeśli czteroletnia córka wskaże na swoją łechtaczkę i spyta, co to takiego, nie chwytaj nerwowo za butelkę płynu do kąpieli, żeby pokazać małej obrazek z Elsą, bo niedługo wychodzi Kraina Lodu 2 i fajnie byłoby ją obejrzeć w kinie, prawda? Zamiast tego wytłumacz dziecku, co to takiego (na przykład „to miejsce nazywa się łechtaczka, a kiedy będziesz starsza, zobaczysz, że dotykanie jej na osobności może być przyjemne”). Pomyśl o rozdziale z seksem przez rajstopy i o tym, że chcesz przecież wyposażyć swoją córkę w wiedzę na temat własnej anatomii. Nie ma nic odrażającego ani nieprzyzwoitego w uczeniu czterolatki, jak działa jej ciało. W szkołach ostrzega się dzieci przed nieznajomymi, ale nikt nie tłumaczy im podstaw seksualności.

No dobrze, zostawmy dzieci. Co z tobą? Wydaje nam się, że w tym miejscu warto się zatrzymać i zaprezentować kilka technik osiągania orgazmu, bo to nie jest coś, co przytrafia się kobietom tak po prostu (chyba że ci się bardzo poszczęści i zdarzy ci się orgazm we śnie – niektóre z nas naprawdę tak mają). Aby go osiągnąć, trzeba się zrelaksować i oczyścić umysł ze zmartwień o zaległe rachunki, spotkania w pracy i o to, na jaki kolor pomalować sypialnię, bo stara farba odłazi. Musisz skupić się na wrażeniach płynących z ciała i się im poddać, napiąć mięśnie miednicy albo przyspieszyć oddech. Ale kiedy już się przekonasz, co lubisz i jak do tego dojść, będzie ci coraz łatwiej i przyjemniej osiągać orgazm.

Zaczęłam czerpać przyjemność z seksu dopiero wtedy, gdy nauczyłam się masturbacji. Żałuję, że nie odkryłam jej wcześniej21.

Eva Longoria

Wrócimy jeszcze do tego tematu później, ale na razie zachęcamy cię do wypróbowania którejś z poniższych rad.

19 This is the sex education website that Emma Watson loves, „Marie Claire”, 23.07.2018, www.marieclaire.co.uk/news/omgyes-the-sex-education-website-that-emma-watson-loves-15912 [dostęp 20.02.2020].

20 Rachel N. Pauls, Anatomy of the clitoris and the female sexual response, „Clinical Anatomy” 2015, nr 28, s. 378–384.

21 Can you guess which celebrity spent $6,000 on sex toys?, „Marie Claire”, 23.10.2017, www.marieclaire.co.uk/life/sex-and-relationships/celebrities-sex-toys-546426 [dostęp 20.02.2020].

GORĄCE SPOSOBY NA GORĄCE PRZEŻYCIA

Przedstawiamy kilka sprawdzonych technik osiągania orgazmu – przetestuj je w dowolnych kombinacjach i przekonaj się, jak na ciebie działają. Możesz to uznać za mieszankę wedlowską przyjemności albo sałatkę wrażeń. Wybierz odpowiedni lubrykant do pomocy (zob. przewodnik po lubrykantach na s. 86), upewnij się, że jesteś w domu sama (lub z zainteresowanym partnerem), nie spodziewasz się kuriera i nie włożyłaś nic do piekarnika. Jeśli czujesz się niepewnie lub masz bardzo wrażliwą łechtaczkę, możesz na początek zostać w majtkach albo od razu je ściągnąć. Zgaś światło, zaciągnij zasłony, odpal playlistę na Spotify… Zrób, co możesz, by poczuć się komfortowo i swobodnie w swoim otoczeniu.

 • Zacznij od przesuwania palcem po napletku łechtaczki, jeszcze nie angażując się w bezpośredni kontakt. Spróbuj stymulacji okolic łechtaczki okrężnymi ruchami.

 • Wykorzystaj wszystkie palce jednej dłoni i naciskaj pulsującymi ruchami na mniejsze wargi sromowe, jakbyś grała na pianinie.

 • Wsuń nieznacznie palec do pochwy i zostaw – możesz spróbować ucisnąć lekko zakończenia nerwowe w tym miejscu lub krążyć lekko wokół wejścia, pobudzając żołądź łechtaczki drugą dłonią.

 • Ustaw jedną dłoń nieruchomo i naprzyj na nią kroczem. Eksperymentuj z różną prędkością ruchów i pozycjami palców, aż znajdziesz najlepsze.

 • Rozsuń większe wargi jedną dłonią, a drugą przesuwaj po odsłoniętych mniejszych wargach, żołędzi i napletku łechtaczki.

 • Unieś biodra i napnij mięśnie dna miednicy (na s. 292 znajdziesz instrukcje, jak to robić), następnie rozluźnij i powtarzaj kolejno wszystkie czynności, by zwiększyć doznania i stymulować się jednocześnie od wewnątrz.

 • Ułóż dłoń w „słuchawkę” (kciuk i mały palec wyprostowane, pozostałe trzy zgięte) i poruszaj nadgarstkiem tak, by kciukiem dotykać łechtaczki, a małym palcem wejścia do pochwy, naprzemiennie przenosząc nacisk z jednej strony na drugą.

 • Wypróbuj sposób zalecany przez aplikację OMGYes!, polegający na doprowadzaniu się na skraj orgazmu, przerywaniu i ponownej stymulacji. Zbliżaj się do szczytowego punktu tyle razy, ile zdołasz, aż poczujesz, że dłużej nie wytrzymasz i musisz dojść. To przypomina nieco seks tantryczny, tylko bez kadzidełek i całej tej ezoterycznej otoczki.

 • Zmieniaj prędkość, z jaką wykonujesz wszystkie powyższe ćwiczenia: próbuj robić to szybko, potem powoli i znów szybciej, aż znajdziesz rytm, który ci najbardziej odpowiada.

 • To samo tyczy się nacisku: stosuj delikatne postukiwanie palcem wokół żołędzi i napletka łechtaczki oraz w okolicach warg sromowych, następnie zwiększaj siłę i znów próbuj łagodniejszego podejścia.

 • Jeśli masz wolną rękę, pobaw się sutkami: możesz je na przykład łaskotać albo szczypać. A jeśli masz ochotę na eksperymenty, spróbuj stymulacji okolic analnych – mamy tam wiele zakończeń nerwowych, które pomagają osiągnąć orgazm, warto więc z nich korzystać.

Jeśli uznasz którąś z tych technik za pomocną, nie zatrzymuj tej wiedzy dla siebie. Podziel się nią z partnerem. Nie bój się wziąć go łagodnie za rękę i poprowadzić w tempie i z siłą nacisku, jaka sprawia ci przyjemność. Mało które doświadczenie jest równie frustrujące, jak leżenie i rozmyślanie o tym, co zrobić z resztkami sosu bolońskiego z obiadu, podczas gdy partner nieporadnie próbuje się tobą zająć – i na odwrót. Czas położyć kres tym męczarniom! A jeżeli nie jesteś pewna, jak poruszyć ten temat, sięgnij po metodę pozytywnych reakcji.

Reaguj głośniej, kiedy coś ci się spodoba, i bądź ciszej, gdy nie będzie ci przyjemnie. Zamiast wypominać partnerowi, z czym sobie nie radzi, jęcz z zadowolenia, gdy robi coś dobrze, albo pochwal go entuzjastycznie na koniec, żeby wiedział, co na ciebie działa. Jeśli coś cię zaboli, natychmiast dawaj znać. Życie jest za krótkie na bolesny seks. Ty również możesz stać się szczodrą i otwartą kochanką: pytaj partnera, co lubi, albo proponuj kilka różnych rozwiązań, jeśli to dla was łatwiejsze („Lubisz, kiedy robię to tak? A może wolisz w ten sposób, trochę łagodniej?”). Powinno go to zachęcić do podobnej komunikacji z tobą.

A skoro już jesteśmy przy dzieleniu się doświadczeniami, możesz opowiedzieć o najlepszych technikach koleżankom. W poprzednim rozdziale stwierdziłyśmy, że łatwiej znieść złe przeżycia, kiedy dzielimy się nimi z przyjaciółmi. Rozmów o masturbacji również nie trzeba się wstydzić – im więcej się z niej zwierzamy, tym mniej nas ta sytuacja zawstydza i wszyscy możemy czuć się swobodniej. Nie trzeba dyskutować na ten temat głośno z koleżanką podczas podróży autobusem do pracy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście wymieniły się spostrzeżeniami na spacerze albo przy drinku. Oto nasze wyzwanie: jeśli nie wiesz, od czego zacząć, możesz zagaić, że właśnie czytasz tę książkę… Dajesz!

DLACZEGO KOCHAMY ZABAWKI

Masz mało czasu? Trochę się nudzisz? Pora wytoczyć ciężkie działa. Na początek rozprawmy się wreszcie z mitem, że od zabawek erotycznych stracisz wrażliwość. Owszem, możesz się przyzwyczaić do osiągania orgazmu w konkretny sposób, ale nie możesz się od tego uniewrażliwić na doznania. Masz prawo do urozmaiconego życia seksualnego i nie ma nic zdrożnego w tym, że od czasu do czasu sięgniesz po różowego pomocnika (zauważyłyście, że prawie wszystkie zabawki są wściekle różowe?). Korzystanie z zabawek erotycznych może sprawić, że masturbacja będzie szybsza i łatwiejsza. Firma Lovehoney zleciła badanie, w którym przeanalizowano fale mózgowe siedemnastu kobiet, kiedy masturbowały się dłonią i wibratorem – podczas korzystania z zabawki poziom odczuwanego podniecenia okazał się wyższy22.

Przyrządy erotyczne świetnie sprawdzają się też podczas seksu z partnerem, zwłaszcza jeśli nie osiągasz orgazmu od samej penetracji. Nie myśl, że nie wypada ci wchodzić do sex shopu. Korzystanie z erotycznych zabawek to żaden wstyd. Niejedna bogini seksu chętnie ich używa.

22 Carly Stern, Women orgasm 17% longer using a vibrator, „Mail Online”, 30.09.2018, www.dailymail.co.uk/femail/article-6224431/Women-orgasm-17-cent-LONGER-using-vibrator.html [dostęp 20.02.2020].

JAKĄ ZABAWKĘ WYBRAĆ – PRZEWODNIK

Jeśli słuchałaś kiedyś naszego podkastu, pewnie już wiesz, że zabawki najnowszej generacji wprawiają w lekkie oszołomienie: niektóre mają na przykład własną aplikację, którą trzeba zainstalować na telefonie, żeby druga osoba mogła zdalnie kontrolować urządzenie z dowolnego miejsca (nawet z innego kraju). Poprosiłyśmy więc słuchaczki korzystające z zabawek erotycznych podczas masturbacji (czyli 50 procent naszych odbiorczyń), a także te, które używają ich podczas seksu z partnerem (27 procent), aby poleciły nam swoje ulubione urządzenia. Poniżej znajdziesz pięć, które uznały za najlepsze (w przypadkowej kolejności):

PRZYSSAWKI DO ŁECHTACZKI

Z wyglądu taka zabawka przypomina epilator, więc jeśli przypadkiem zostawisz ją na komodzie, teściowa raczej nie zwróci na nią uwagi. Ma niewielki otwór, który należy przyłożyć do żołędzi łechtaczki – wibracje i przyssawka gwarantują świetną zabawę!

RAMPANT RABBIT

Wibratory z „króliczkiem” to absolutny klasyk od czasów pojawienia się w Seksie w wielkim mieście: łączą penetrację ze stymulacją łechtaczki, dzięki czemu przyjemność jest podwójna.

MINIMASAŻERY

Małe, ciche i niedrogie – wibratory w kształcie naboju to bardzo dobra i dyskretna opcja dla wrażliwych kobiet. Można ich używać podczas stosunku.

RÓŻDŻKA

To urządzenie podłączane do prądu – naszym zdaniem kształtem przypomina nieco sylwetkę Dartha Vadera. Potężne narzędzie do wydobywania intensywnych doznań i natychmiastowych orgazmów. Nie dla delikatnych.

PACKI DO KLAPSÓW

Są dostępne w pięknych kształtach i kolorach – powieszone na ścianie wyglądałyby jak dzieło artysty. Najlepsze mają dwie strony: skórzaną do bicia i futerkową do głaskania. Wypróbuj naprzemiennie obie możliwości, by odkryć całą gamę doznań.

Co należy wiedzieć o zabawkach erotycznych:

 • Jeśli chciałabyś wypróbować jakieś przyrządy w seksie z partnerem, ale na samą myśl masz ochotę zakopać się metr pod ziemią, zacznij od czegoś neutralnego, na przykład od olejku do masażu. To bezpieczny wybór na start, dzięki któremu łatwiej będzie ci zaproponować inne akcesoria i urozmaicić swoje doznania – oczywiście to samo można powiedzieć o lubrykantach.

 • Szukaj zabawek zrobionych z medycznego silikonu. Niektóre przyrządy wytwarzane są z lekko toksycznych lub porowatych materiałów, które nie gwarantują pełnej higieny i bezpieczeństwa.

 • Czyść zabawki po każdym użyciu. Spytaj sprzedawcę lub przeczytaj instrukcję, by dowiedzieć się, jaka metoda jest najlepsza.

 • Wstydzisz się wejść do sex shopu? Możesz zrobić zakupy online i poprosić o dyskretne zapakowanie przesyłki na wypadek, gdyby listonosz zostawił ją pod twoją nieobecność u sąsiadów.

 • Pomoce wymienione powyżej to jedynie mała próbka przyrządów dostępnych na rynku. Możesz sobie sprawić wibrujące przyczepiane dildo do penetrowania partnerki, pierścienie na penisa z zamocowanymi masażerami, zabawki erotyczne dla transseksualnych mężczyzn – i wiele więcej. Jeśli cierpisz na pochwicę, spróbuj kupić sobie zestaw dildo, od bardzo małych do większych, żeby przyzwyczajać ciało do penetracji. (Zajrzyj do części Źródła – znajdziesz tam namiary na ludzi, z którymi możesz się skontaktować i dowiedzieć się, co posłuży ci najlepiej). I nie zapominaj o lubrykantach.

 

Dobra, dziewczyny, czaję. Uwielbiacie lubrykanty. A czy teraz mogłybyście mi powiedzieć, jak mam zacząć rozmowę na ten temat z partnerem?

Owszem, mogłybyśmy.

Wiemy, jak stresujące potrafią być takie pogadanki. Kiedyś nagrałyśmy podkast na żywo w sex shopie, a mimo to po zakończeniu rozmowy Anniki kupiła tylko saszetkę lubrykantu, a Lisa wprawdzie sprawiła sobie różdżkę, ale po powrocie do domu wepchnęła ją do szuflady i przez dwa miesiące nawet nie rozpakowała. Wiemy, że to trudne. Jeśli też tak masz, spróbuj wprowadzić w życie którąś z poniższych rad:

 • Użyj lubrykantu przed seksem. Dzięki temu nie będzie trzeba robić przerwy ani ryzykować niezręcznej sytuacji („To wy sobie przez chwilę pogadajcie, a ja wyskoczę na chwilkę coś załatwić…”). Z dodatkowym poślizgiem seks będzie dziesięć razy lepszy, a jeśli partner to skomentuje, możesz wykorzystać okazję i powiedzieć, że użyłaś lubrykantu z takiego i takiego sklepu, a skoro mu się to podoba, to moglibyście spróbować jeszcze kilku równie fantastycznych rzeczy. Świetny sposób na zainicjowanie rozmowy.

 • Napomknij o tym w chwili rozkosznego uniesienia po seksie, kiedy będziecie po ciemku leżeć w łóżku i patrzeć w sufit. Wiesz, że komunikacja przebiega swobodniej, kiedy ludzie nie patrzą sobie w oczy? Właśnie dlatego podczas jazdy samochodem, na spacerze i w łóżku łatwiej jest nam się otworzyć na głęboką rozmowę. Chwile po seksie to świetna okazja, by na świeżo powiedzieć, co ci się podobało, i zadać kilka pytań lub zasugerować coś, co mogłoby podnieść jakość waszych zbliżeń (na przykład: „Używałeś kiedyś zabawek? Może chciałbyś spróbować seksu z wibrującą nakładką? Wtedy moglibyśmy dojść jednocześnie”).

 • Zrzuć winę na nas! Uwielbiamy zaglądać na blogi i do recenzji – interesuje nas, co macie do powiedzenia. Wyznaj, że czytasz właśnie książkę, w której autorki sugerują, żeby poprawić krążenie w pośladkach za pomocą skórzanej packi, a następnie zamów ją w internecie.

 • Jeśli naprawdę nie możesz znieść myśli, że miałabyś porozmawiać z partnerem o zabawkach erotycznych albo z jakiejś przy nim skorzystać, to spróbuj podczas masturbacji. To świetny sposób na lepsze poznanie własnego ciała i odkrycie, co cię podnieca. Im bardziej rozbudzisz swoją wulwę, tym więcej tej energii wniesiesz do seksu z drugą osobą.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?