Dokąd odchodzą parasolki

Tekst
Z serii: Salamandra
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

12
Za przeproszeniem, wyobraźmy sobie bezskrzydłowca, powiedzmy pchłę
۱۲

Za przeproszeniem, wyobraźmy sobie bezskrzydłowca, powiedzmy pchłę, której masa ciała wynosi 0,0009 kg, oraz psa, jej gospodarza, tak około 40-kilogramowego. Świetnie! Pchła będzie miała, zaokrąglając w górę, 44 445 razy mniejszą masę niż ten pies, wydaje mi się, że tak powinno być, nie jestem dobry w rachunkach, jedną sprawą jest ważenie dywanów, a drugą ważenie pcheł. Do rzeczy. Pchła pchły, zachowując założoną proporcję pchły i psa, będzie 44 445 x 44 445 razy mniejsza, jeśli chodzi o masę, od psa, czyli 1 975 358 025 razy mniejsza, o ile się nie mylę. I przejdźmy do następnego rachunku, dla pchły pchły pchły psa będzie to 1 975 358 025 x 1 975 358 025, czyli 3 902 039 326 931 900 625 razy mniejsza masa od masy psa, co jest wartością zdecydowanie poniżej różnicy pomiędzy istotą ludzką a Słońcem: człowiek ważący około 65 kg, gram w tę czy we w tę, jest 30 601 538 461 538 461 538 461 538 462 razy lżejszy aniżeli Słońce, które ma masę 1 989 100 000 000 000 000 000 000 000 000 kg, będąc do tego gwiazdą względnie małą. Aby zachować precyzję, trzeba by powiedzieć, że jesteśmy pchłą nienormalnie wielką pchły normalnej pchły normalnej pchły normalnego psa ważącego około 40 kg, może wilczura. Ile może ważyć owczarek niemiecki? Jutro będę musiał to sprawdzić, inszallah.

13
Groby dwóch
۱۳

Groby dwóch derwiszów złodziei znajdowały się w pobliżu pola usianego chlebowcami i krukami. Wysoki mur, kamienny, wznosił się pośrodku placu, wielkie wrota otwierały się w tym murze, żaby rechotały, a końskie muchy krążyły nad głowami wiernych. Amina weszła z Salimem na rękach. Miała ze sobą pieniądze i złoty łańcuszek. Derwisze złodzieje to lubią. Dziesiątki ludzi czekały, żeby wejść do mauzoleum, gdzie stoją grobowce. Amina próbowała przedostać się na początek, kłamiąc, pokazując biedną sierotkę, która potrzebuje pomocy, pokazywała wszystkim Salima, mówiąc, że dziecko straciło ojca na wojnie przeciwko niewiernym, że ojciec był torturowany, został poćwiartowany, upodlony. Odcięli mu powieki, słuchajcie, odcięli mu nogi, słuchajcie, zhańbili walecznego mudżahedina, krzyczała. Nikt się nie przejmował jej słowami. Gdyby to była jej bratowa, Bibi, mężczyźni zachwycaliby się jej rozpuszczonymi włosami, jej perfumowanymi włosami, jej włosami pachnącymi dojrzałym mango. Ona była inna niż Bibi, całkiem inna.

Tamtego dnia:

Amina miała na sobie jasnoróżowy salwar-kamiz.

Amina pofarbowała włosy z rana.

We wszystkie inne dni:

Amina miała krzywe zęby.

Odczekawszy niemal godzinę, Amina zdołała wejść do mauzoleum. Jakiś mężczyzna przyjął od niej pieniądze, włożył jej do ust jakieś aromatyczne nasiona i suszone owoce i dał jej wody do popicia. Salim płakał na rękach cioci. Amina modląc się, obeszła oba grobowce siedem razy, prosząc, żeby derwisze ukradli komuś szczęście i dali je jej. Derwisze złodzieje mówili, że na świecie nie ma nic bez kradzieży, aby coś zdobyć, musimy pozbawić coś albo kogoś właśnie tego czegoś. Amina dawała pieniądze, pozbawiała się ich i wydawało jej się to sprawiedliwe. Prosiła o męża, chciała wyjść za mąż, tylko tego pragnęła. Derwisze, którzy działali metafizycznie, zamieniali otrzymane pieniądze na proszone szczęście, więc kradli komuś to szczęście, o które się prosiło. Aminie podobali się ci dwaj święci, są uczciwi, mawiała, bo kradną.

Salim płakał na rękach u Aminy, a ta próbowała go uspokoić, wkładając mu do ust mały, tłusty palec, nie przestawała szeptać, żeby derwisze złodzieje dali jej to, czego pragnie, proszę, dobrego chłopa. Pozostali wierni krążyli wokół grobowców jak ona, podczas gdy gdzieś na świecie innym kradziono szczęście. Gdzieś, może bardzo daleko stamtąd, jakaś kobieta zalała się łzami, mężczyzna utracił majątek, chłopak wpadł pod samochód, ich szczęście zostało skradzione. A w innym miejscu, po kilku okrążeniach wokół grobowców, jakaś kobieta znowu została pokochana, jakiś mężczyzna otrzymał spadek, jakiś chłopak smakował importowaną czekoladę.

Amina była zazdrosna o Bibi, zazdrościła jej tego, że udało jej się zostać matką i wyjść za tak dobrego człowieka, jak jej brat, Fazal Elahi. Nie znosiła spontaniczności Bibi, włosów falujących na wszystkie strony, jakby nie wiedziały, że stanowią część kobiety, i wierzyły, że są wiejącym wiatrem. Nie lubiła jej, ale nie była w stanie życzyć jej źle. Przynajmniej nie potrafiła obiektywnie tego zwerbalizować, zwłaszcza tam, przy ciałach świętych derwiszów.

Salim wreszcie zasnął, w końcu, więc Amina wyciągnęła gruby palec z jego ust, wyszła z sanktuarium, minęła grupę ubranych na biało derwiszów, którzy siedzieli na ziemi i modlili się, przekładając w dłoniach nasiona papai, i poszła kawałek dalej. Wsiadła do bagażówki i pojechała do centrum miasta. Salim spał przy jej piersi.

Sklep jej przyjaciółki Miriam znajdował się na rogu, w szarym budynku oklejonym plakatami reklamowymi. Dwie małpy skakały po balkonach i paw skrzeczał przed drzwiami. Tkaniny w sklepie ułożono wedle kolorów, czerwienie z czerwieniami, błękity przy błękitach, pomarańczowe z pomarańczowymi, żółcie z żółtymi, zielone z zielonymi. Aminie podobał się ten porządek.

Miriam stała za kontuarem, piłowała paznokcie niewielkim metalowym pilnikiem. Kiedy zobaczyła Aminę, uniosła głowę i się uśmiechnęła. Salim ciągle spał.

– Poszłaś do grobów świętych? – zapytała Miriam.

– Tak.

Miriam spojrzała na rękę, na pomalowane paznokcie, odwracała dłoń z jednej strony na drugą, dmuchała na paznokcie. Zapytała:

– Gdzie jest matka tego dziecka?

– Nie wiem.

– Ty ciągle się nim opiekujesz. Wiem, że to twój bratanek, ale ta suka musi się zachowywać. Twój brat nic nie robi? W moim domu ojciec już dawno wybiłby jej z głowy wszystkie grzechy, pasem.

Miriam znowu podmuchała na paznokcie. Powiedziała:

– Śahzana widziała ją na ulicy z jakimś facetem.

– Kogo? Bibi?

– Bibi.

– A co to był za facet? Nie mój brat?

– Nie. Handlarz bydła.

– Nie wiem, co mam robić. Mój brat jest ślepy i mnie nie słucha.

– Dilawar byłby dla ciebie dobrą partią.

– Syn generała?

– Oczywiście.

– No byłby.

– Kilka dni temu widziałam, jak Bibi wsiadała do jego samochodu.

– Niemożliwe. Do samochodu Dilawara?

– Twój brat musi coś zrobić, Amino.

– Niektóre kobiety nigdy się nie nauczą.

– Nauczą się, Amino. Muszą po prostu dostać porządne lanie. Posłuchaj, co powiedział mułła Mossud w ostatni piątek: Nie sposób złamać duszy słowami, ale można złamać duszę kopniakami, pięściami. Wiesz, nie chcę powiedzieć czegoś nie tak, ale to właśnie usłyszałam, mam dobrą pamięć, potrafię sobie wszystko przypomnieć.

– No potrafisz, bardzo mnie to przeraża.

– Mułła powiedział, że połamane żebra wbijają się w duszę i ludzie zachowują się w inny sposób. Jeśli chcesz kogoś zmienić, dokładnie tak powiedział, Amino, słowo w słowo, zacznij od duszy, na głowę potem przyjdzie pora. Nasza głowa zawsze idzie za ciałem.

14
Przeznaczenie ma wiele twarzy. Rybak miał jedną córkę
۱۴

Przeznaczenie ma wiele twarzy. Rybak miał jedną córkę i sprzedał ją. Tak zaczynał się film, na który poszła Amina. Dobrze zrobiła, że zostawiła Salima pod opieką niemowy, pomyślała Amina, musiała odpocząć. Jednak smutna historia, przepełniona śmiercią, muzyką, tańczącymi rybami i ludźmi, wprowadziła ją w jeszcze większe podenerwowanie. Wracając pieszo do domu, Amina dowiedziała się – był to jedyny temat rozmów na ulicach – że fryzjer chrześcijanin został zamordowany, bo zgolił brodę muzułmaninowi, mężczyźnie, który usiadł w fotelu przed ogromnym lustrem, pośród wiszących wszędzie dookoła zdjęć mężczyzn o przeróżnych fryzurach i cytatów religijnych, pośród nożyczek, zraszaczy, brzytew i żyletek. Niech mi pan zgoli tę brodę, powiedział mężczyzna, a fryzjer, choć wiedział, że to zabronione, zrobił to. Następnego dnia po ścięciu tej sunnickiej brody golibroda został znaleziony z ustami wypełnionymi kamieniami i gdyby rozcięto mu brzuch, można by zobaczyć, że też pełno w nim było kamieni. Tak mówiła ulica.

Amina słuchała tego i zadawała sobie pytanie: dlaczego ludzie, dlaczego ci ludzie, jak ten fryzjer, robią rzeczy nielegalne? Co za głupota. Niech Bóg ich pokarze i poprawi. W oddali zobaczyła sylwetkę, która wydała jej się znajoma, nie ze względu na kształt, ale sposób poruszania się. Wyglądała jak jej bratowa. Bibi ma szczególny sposób chodzenia, pomyślała Amina, to może być tylko ona, z tymi rozkołysanymi biodrami i falującymi włosami. Przyspieszyła kroku. Jeszcze bardziej przyspieszyła. Jeszcze bardziej przyspieszyła. Jeszcze raz przyspieszyła i już niemal biegła. Była to Bibi, bez wątpienia. Szła u boku mężczyzny, którego Amina nigdy nie widziała. Czy to ten handlarz bydłem? Albo jakiś inny? Widziała, jak wchodzą do kamienicy w stylu kolonialnym, biało-zielonej. Stała, patrząc na budynek. Trwało to kilka minut. Miała ochotę wejść do środka i zburzyć tę kamienicę oraz zmasakrować cudzołożnicę i hodowcę bydła. Stała tam z zaciśniętymi pięściami i drżącymi nerwowo powiekami. Amina poprawiła chustę, westchnęła i wróciła do domu.

Niemy Badini siedział na ziemi i bawił się z Salimem. Amina spojrzała na nich i minęła ich po drodze do kuchni. Badini bawił się z Salimem i obaj się zaśmiewali: w grę wchodziły też łaskotki, dwa pluszaki, blaszany samochód, dwie kolorowe piłki. Amina chwyciła cebulę i zaczęła ją kroić. Wzięła rondel i wrzuciła do niego cebulę. Polała olejem i dodała goździki i kumin, dosypała soczewicy i ostrej papryki, doprawiła solą i szafranem, i jeszcze nasionami kolendry, potem zawołała do Badiniego:

 

– Gdzie jest Bibi?

Kuzyn odpowiedział, że nie wie, lecz Amina była w kuchni, więc nie mogła zobaczyć przemawiających rąk Badiniego.

Amina stwierdziła, że powinien porozmawiać z jej bratem, bo dłużej tak być nie może, to ona jest matką Salima, a nie ciotka ani kuzyn czy ojciec.

– Gdzie jest Bibi? – wrzasnęła Amina. – Gdzie jest moja bratowa?

Badini nic nie odpowiedział, bo Amina znajdowała się w kuchni i nie mogła zobaczyć, jak przemawiają jego ręce.

15
Dwie chińskie wazy zakołysały się, kiedy pekińczyk
۱۵

Dwie chińskie wazy zakołysały się, kiedy pekińczyk przebiegł korytarzem. Dilawar miał właśnie wyjść z domu, gdy ojciec, generał Ilia Wasiljewicz Krupin, chwycił go za włosy. Dilawar przewrócił się do tyłu, pekińczyk szczekał.

– Dokąd to się wybierasz? – zapytał generał.

Oczy Dilawara zrobiły się wilgotne z bólu, który wychodził mu z włosów.

– Do miasta.

Generał Krupin otworzył dłoń, wypuścił włosy, pozwolił, żeby syn wstał, i powiedział, że ulice gadają, że ciągle słyszy rzeczy, które mu się nie podobają. Jego lewa ręka chwyciła Dilawara za twarz i ścisnęła ją, kciuk zagłębił się w jednym policzku, pozostałe palce w drugim, środkowy palec na uchu, wnętrze dłoni przy dolnej wardze. Mówił do lewej ręki: ciągle słyszę rzeczy, które mi się nie podobają. Dilawar miał wykrzywioną twarz. Po tej wykrzywionej twarzy spłynęła mu łza. Generał Ilia Wasiljewicz Krupin sięgnął prawą ręką do kieszeni, wyciągnął z niej białą chusteczkę i wytarł mu łzę. Uśmiechnął się i rozluźnił lewą rękę. Dilawar się pochylił, dyszał, opierał się jedną ręką o kolana. Generał Krupin wymierzył w niego palec wskazujący. Nie musiał nic mówić. Dilawar wyszedł z domu, podszedł do jeepa, ciągle słyszał pekińczyka szczekającego po drugiej stronie drzwi. Generał podniósł psa z podłogi i pogładził go po głowie.

Dilawar wyciągnął klucze z kieszeni, wsiadł do jeepa, spojrzał na siebie we wstecznym lusterku. Miał na policzkach odbite palce ojca. Przesunął ręką po twarzy w nadziei, że wymaże w ten sposób czerwone ślady. Założył ciemne okulary, ale szybko je ściągnął. Bardziej lubił jeździć bez nich, bo miał niebieskie oczy, kontrastujące z jego smagłą skórą i ciemnobrązowymi włosami. Zapalił silnik i ruszył z miejsca, otworzył okno i splunął na zewnątrz. Wyjechał z osiedla, na którym mieszkał, pełnego domów z murami i ogrodami, przyjechał do dzielnicy wysokich bloków i zatrzymał się naprzeciwko numeru 16. Bilal stał przy drzwiach budynku, pod białym balkonem udekorowanym sześciokątnymi płytkami, z rękami w kieszeniach wojskowych spodni maskujących. Odkleił się od ściany, gdy zobaczył nadjeżdżającego jeepa, i zrobił dwa kroki w stronę ulicy. Otworzył drzwi, wsiadł i przywitał się z Dilawarem.

Dzień był gorący. Dilawar wystawił lewy łokieć przez okno. Objechał rondo i dotarłszy do śródmieścia, skręcił w wąską uliczkę, zatłoczoną, przede wszystkim handlarzami, i zaparkował po kilku metrach pomiędzy stoiskami z książkami i kebabami. Obaj wysiedli. Żeby przejść, Dilawar odsunął jakieś ubrania zawieszone na sznurku, dwa tureckie ręczniki, jeden różowy, drugi jasnobłękitny, białe prześcieradło i koc. Weszli do dwupiętrowego domu. Przed oboma mężczyznami otworzył się salon, salon zadymiony, z okrągłymi stoliczkami, metalowymi tacami, metalowymi kubkami, fajkami opium i dywanami. Dilawar przywitał się z właścicielem, mężczyzną wąsatym, ale bez brody, z ogoloną głową i w okularach. Bilal poprawił poduszkę, żeby się oprzeć, Dilawar zrobił to samo i poddali się dymowi.

Popołudnie dobiegało końca, gdy wrócili do jeepa. Ruszyli w stronę rzeki i zatrzymali się w ogrodzie. Podeszły do nich dwie kobiety. Bibi była z przyjaciółką o imieniu Nowera. Obie wsiadły do jeepa, który natychmiast odjechał, zostawiając za sobą chmurę pyłu i głośne śmiechy.

Bibi wróciła do domu nocą, gdy Amina już uśpiła Salima na swojej piersi, na podłodze. Leżeli otoczeni trzema wielkimi poduchami. Bibi minęła ich, weszła po schodach, przeszła obok chrapiącego Badiniego, minęła pokój męża. Była pewna, że Fazal Elahi nie śpi. Bibi otworzyła drzwi do pokoju, rozebrała się, położyła i zasnęła.

16
Wzdłuż długiej ulicy, która prowadziła
۱۶

Wzdłuż długiej ulicy, która prowadziła do sklepu Miriam, rosły figowce bengalskie, mieszające swoje liście – i owoce – z niezliczonymi kablami elektrycznymi i telefonicznymi przecinającymi ulice. Amina weszła do sklepu. Miriam składała kolorowy koc i nie uniosła wzroku, kiedy przyjaciółka podeszła do kontuaru. W tej pozycji, z oczyma utkwionymi w materiale, powiedziała:

– Bibi była tutaj wczoraj, kupowała materiał.

Porozmawiały o Bibi, plotkowały o tym, jak się ubiera, jak się porusza, jak pali.

17
Poranek wstał mglisty i nie było widać gór na horyzoncie po drugiej stronie
۱۷

Poranek wstał mglisty i nie było widać gór na horyzoncie po drugiej stronie okna. Wszystko było białe. Fazala Elahiego obudził płacz Salima. Usiadł na łóżku, jeszcze zamroczony snem, mocno przecierał oczy. Wstał, dopiero gdy poczuł się wystarczająco obudzony, żeby pójść, choćby zataczając się, do pokoju Bibi. Salim głośno płakał w kołysce. Elahi rzucił okiem na łóżko małżonki.

Było puste. Gdzie też może być Bibi? Zszedł po schodach na parter, bardzo ostrożnie, bo były bardzo strome. Siostra zagniatała chleb.

– Gdzie jest moja żona? Mały jest głodny. Cały czas płacze.

– Nie ma jej w pokoju?

– Gdyby była w pokoju, nie pytałbym cię o nią.

– Nie widziałam, żeby schodziła. Musi być na górze! – odpowiedziała Amina niemal krzykiem.

– Przepraszam, nie ma jej, Amino, pewnie wyszła, a ty jej nie zauważyłaś, nie można widzieć wszystkiego, tyle się dzieje dookoła, że czasem aż mi się kręci w głowie.

– Może, ale nie wydaje mi się. Wstaję bardzo wcześnie, a ona zwykle…

– Tak, wiem, ale mogła wyjść, kiedy byłaś na podwórku albo się kąpałaś.

– Nie byłam na podwórku i się nie kąpałam.

– Albo kiedy sprzątałaś kuchnię, albo kiedy przygotowywałaś składniki…

– I wyszłaby bez śniadania? Niby dokąd?

– Nie wiem, nie wiem. Może poszła na bazar, kobiety chodzą na bazar, robią zakupy, kupują buty, cienie do oczu, sam Allah to wie, może czegoś brakowało Salimowi.

– Jemu z całą pewnością czegoś brakuje. Brakuje mu cyca.

– Oczywiście, rozumiem, masz świętą rację, ale tymczasem trzeba uspokoić dziecko. Mogłabyś go uśpić?

Amina wytarła ręce w ścierkę i weszła po schodach. Płacz nie ustawał przez ponad godzinę. Elahi także wszedł na pierwsze piętro, żeby się ubrać. Zajrzał do pokoju Bibi, gdzie Amina rozpaczliwie starała się uśpić Salima. Wkładała mu mały palec do ust, ale to tylko jeszcze bardziej rozdrażniało dziecko. Podnosiła go nad głowę, tańczyła z nim i śpiewała mu. Elahi kazał jej zamilczeć.

– Przepraszam, wystarczy, że już jeden się wydziera, nie trzeba więcej. Jak mój kuzyn mógłby spać w takim harmidrze?

Zastukał do drzwi Badiniego. Ponieważ nie dostał odpowiedzi, uchylił je. Kuzyn chrapał w najlepsze brzuchem do góry, wieloryb prychający na powierzchni łóżka. Zamknął drzwi i poszedł do swojego pokoju. Ubrał się i uczesał, i po chwili zszedł na dół. Nalał sobie herbaty, zjadł chleb z dżemem i suszone owoce. Salim dalej płakał. Poszedł do gabinetu i zamknął drzwi, bo nie mógł się skupić przy tych wrzaskach. Dokładnie przejrzał rachunki eksportu dywanów i poczuł się wyczerpany cyferkami. Co za żałosne wyniki, pomyślał. Liczby są takie przygnębiające, zawsze tak dokładne, mówią nam wszystko precyzyjnie, jeden plus jeden równa się dwa i tak dalej, zupełnie bez polotu. Przepraszam, gdyby cyfry były czymś dobrym, istniałyby w naturze i pasałyby się na polach, ale Allah wie lepiej, wszak stworzył świat i krajobraz bez żadnych cyfr. Istnieją tylko w naszych głowach i na rachunkach, i fakturach, wszystkie tak absolutnie kategoryczne, spoglądają na nas z góry, wydają się wielbłądami, niech Allah je poprawi i nauczy pokory. Gdyby były czymś porządnym, pasałyby się jak kozy.

Elahi uderzył w stół w gabinecie. Nie żeby był wzburzony, ale chciał samemu sobie dowieść, że jest w stanie uderzyć w stół i okazać niezadowolenie światem interesów. Spodobała mu się ta zdecydowana postawa i jeszcze bardziej spodobał mu się fakt, że nikt go nie widzi. Nie potrzebował świadków, żeby okazać swoją bezsprzeczną nieugiętość. Gest uczyniony w samotności jest bardziej szczery. Ponownie uderzył w stół, tym razem nieco mocniej, ale poczuł lekki brak przekonania, gdyż nieco osłabił gest jeszcze przed samym uderzeniem, w obawie, że zrobi sobie krzywdę. Westchnął i złapał się za głowę, gdyż płacz Salima przenikał przez drzwi. Siedział tak przez kilka minut. Kiedy zdecydował się wyjść z gabinetu i udać do fabryki, panowała cisza. Zajrzał na górę, cicho otworzył drzwi do pokoju Bibi. Amina siedziała na łóżku i bujała kołyskę.

– Śpi? – zapytał Elahi.

– Zasnął ze zmęczenia. Gdzie jest twoja żona, bracie? Dziecko musi dostać pierś.

Elahi włożył czapkę i wyszedł do fabryki. Martwił się, zadawał sobie pytanie: gdzie też może być moja żona? Gdzież ona może być?

Ulica była cała biała od mgły. Wygląda jak przyprószona śniegiem, pomyślał.

18
Po drodze do fabryki dywanów, przechodząc
۱۸

Po drodze do fabryki dywanów, przechodząc obok fryzjera NAJLEPSZY NA ULICY, Elahi nie mógł jak zwykle nie zwrócić uwagi na ten szyld, doskonale bezsensowny, wszak był to jedyny fryzjer na całej ulicy. Przypomniał sobie te wszystkie chwile, kiedy odprowadzał do fryzjera Bibi. Elahi powiedział kiedyś żonie, że chciałby, aby istniały salony piękności umysłu, gdzie styliści wyczesywaliby myśli, golimózgi przycinaliby wspomnienia, wygładzali pomysły. Przydaliby się, co, Bibi? Aććha! Wszystko byłoby łatwiejsze, nieprawdaż, Bibi? Taki człowiek mógłby nam wyciąć całą nienawiść. Bibi wzruszyła ramionami, podczas gdy Fazal Elahi się nią zachwycał, spoglądał na jej prowokujące nogi. Bibi wiedziała, że Fazal Elahi boi się chodzić u jej boku. Powiedziała mu kiedyś: Zauważyłeś już, Elahi, że ciała kobiet są zakazane, są jak te tabliczki, które mówią, że psom wstęp wzbroniony? Kobiety mają ciało tylko wtedy, kiedy są w hammamie, myją się i kiedy leżą pod mężem albo kiedy są bite. Wtedy dopuszcza się, że kobiety mają nogi, piersi, tyłek.

Odpowiedział Elahi:

– Przepraszam, przy mnie możesz mieć całe ciało, światło mojej duszy, z nogami, piersiami i tyłkiem. Niech Allah będzie pochwalony, wszak stworzył kobietę z całym ciałem, a nie zaledwie połowę. Subhanallah!

Kiedy jednak Bibi nosiła zachodnie ubrania i chodziła po ulicach z odsłoniętymi włosami, Elahi denerwował się, jąkał, miał ochotę iść kilka metrów za nią, żeby nikt go nie widział i nie ganił go za to, że pozwala małżonce chodzić po ulicach tak, jakby miała ciało, do tego jeszcze całe ciało, z nogami, piersiami i tyłkiem.

Bibi, ze swej strony, czerpała prawdziwą przyjemność z prowokowania, nie tylko całego świata, ale także Fazala Elahiego. Kiedy małżonek szedł ze wzrokiem wbitym w ziemię, Bibi miała uśmiechnięte usta, pasujące do dżinsów i obcisłej koszulki Tweety.


Bibi idzie z rozmytym Elahim