Francuskie noceTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Francuskie noce
Francuskie noce
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 56,89  45,51 
Francuskie noce
Francuskie noce
Audiobook
Czyta Artur Krajewski, Joanna Pocica
19,99  15,79 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Copyright © by Adriana Rak, 2019

Copyright © by Wydawnictwo WasPos, 2019

All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania

oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz

Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Autor oraz Wydawnictwo WasPos informują, iż niniejsza

publikacja jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo

do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

Redakcja: Aneta Grabowska

Korekta: Angelika Ślusarczyk

Projekt okładki: Adam Buzek

Zdjęcie na okładce: pl123rf.com, copyright by © Andrey Kiselev

Skład i łamanie: Adam Buzek, skladpublikacji@o2.pl

Ilustracje wewnątrz książki: copyright by © pngtree

Wydanie I

ISBN 978-83-66425-15-6

Wydawnictwo WasPos

Warszawa, tel. 517-315-854,

www.waspos.pl

kontakt@waspos.pl

„Francuskie noce” to nieco odważniejsza odsłona autorki, ale równie udana i zrobiona ze smakiem. Nie braknie tutaj silnego uczucia, które mimo upływu lat, wciąż tli się w sercach kochanków. Nie zabraknie również rozczarowań dnia codziennego, przez co książka zyskuje na autentyczności. Już teraz gorąco wam polecam.

Justyna Dziura – Z miłości do książek

,,Francuskie noce” to powieść tak wciągająca i wspaniała, jak Creme brulee. Pod swą chrupiącą warstwą życia codziennego, jego problemów, cierpień i rozstań, skrywa się delikatny krem, który nosi nazwę miłość. Ta książka jest do bólu prawdziwa i porywająca. Genialna, a zarazem subtelna, zwracająca uwagę czytelnika na to co w życiu najważniejsze.

Daria Lizoń – Papierowa Łowczyni

„Francuskie noce” to pełna sprzecznych emocji i refleksji powieść, która powala na nogi czytelnika. Czyta się z zapartym tchem. Polecam!

Natalia Tyczyńska – To lubię czytać

Adriana Rak to pisarka, która przeniesie Was w świat szczerej, czystej i pozbawionej jakichkolwiek uprzedzeń miłości. Historia Marysi i Bilala jest idealnym dowodem na to, że prawdziwe uczucie nie zna granic.

Grzegorz Kuciński – Maveric wśród książek

Z dedykacją dla Ciebie, mój Jedyny.

Ty wiesz…

I’m down for you so ride with me.

My enemies your enemies

Cause you ain’t never had a friend like me

Nobody knows where we’ll be

My Enemies your enemies

Cause you ain’t never had a friend like me…

Tupac Shakur – Never had a friend like me

PROLOG

W POPRZEDNIEJ CZĘŚCI

KILKA LAT WCZEŚNIEJ…

BILAL

Przez całą podróż do Paryża nie myślałem o niczym innym. Słowa Marysi wciąż dźwięczały mi w głowie. Wiedziałem jednak, że miała rację. Nasz związek na dłuższą metę nie miał racji bytu. Przynajmniej nie w takich okolicznościach. I choć zdawałem sobie z tego wszystkiego sprawę, nie umiałem sobie z tym poradzić. Nie potrafiłem żyć bez niej.

Kiedy tylko wróciłem do Paryża, zacząłem się pakować. Nie chciałem mieszkać tam dłużej. Nie dałbym rady żyć w miejscu, które kojarzy mi się z Marysią. Zresztą nadal – pomimo jej nieobecności – w całym mieszkaniu roznosił się ten cholerny kwiatowy zapach, tak charakterystyczny dla mojej ukochanej. Poza tym wystarczyło tylko spojrzeć na ściany, na których wisiało mnóstwo naszych wspólnych fotografii. Nie mogłem tam przebywać, bo popadłbym w totalną rozpacz.

Po nieco ponad tygodniu, spędzonym na pakowaniu i wysyłaniu moich rzeczy do domu, byłem już w Casablance. Na mój widok mama aż zastygła ze zdziwienia.

– Wróciłeś do domu, synku? Och, jak miło cię tutaj widzieć! – Przybiegła do mnie i wtuliła się w moje ramiona.

– Tak, wróciłem na stare śmieci – odparłem, starając się zachować poważną twarz. Nie chciałem pokazywać im wszystkim swoich emocji. Nie byłem na to gotowy.

– Czyli zerwałeś już z tą dziewczyną? Już nie mieszkacie razem w Paryżu? – Moja mama zawsze była dociekliwa jak nikt inny.

– Marysia postanowiła wrócić do Polski.

– Co ty mówisz? – Aida aż wstała od stołu, przy którym siedzieli moi najbliżsi, jedząc obiad. – Naprawdę nie jesteście już razem?

– To decyzja Marysi, którą muszę zaakceptować – odpowiedziałem oschle i skierowałem swoje kroki ku schodom prowadzącym na drugie piętro naszego domu, gdzie znajdował się mój pokój. Chciałem być sam. Potrzebowałem tego jak chyba nigdy wcześniej.

– Dobrze zrobiła. – Usłyszałem z oddali głos mojej matki. – Jestem taka szczęśliwa! Mój ukochany synuś wrócił do domu!

– Nie wiem tylko, z czego się tu cieszyć. – Aida nie kryła się ze swoimi myślami. Taka już była. – Z tego, że twój syn ma złamane serce? Że zmarnował sobie całe życie? No rzeczywiście, wielki powód do świętowania!

– Oj, poboli i przestanie. Jeszcze będzie w swoim życiu szczęśliwy. Sama zobaczysz.

– Chyba dopiero wtedy, jak dacie mu wszyscy święty spokój i pozwolicie na to szczęście. W innym wypadku nie ma szans. Och, jak mi go szkoda! Co za rodzina!

– Lepiej się zamknij! I jedz w spokoju obiad! – wykrzyknął Abdul, któremu z pewnością nie podobała się szczerość siostry.

– Sam się zamknij i zajmij się wreszcie sobą, człowieku. Przestań wtykać nos w nie swoje sprawy, bo przyjdzie taki czas, że gorzko tego pożałujesz. Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że niedługo będę mogła się stąd wyprowadzić i zamieszkać po ślubie z Chalidem. Mam dość waszej obłudy i zakłamania. Chora, popieprzona rodzinka! – dodała, po czym, nie patrząc na nikogo, wstała od stołu i skierowała swoje kroki do sypialni. – Jeszcze tylko dwa miesiące i spadam z tego piekła! Nie mogę się doczekać! Tymczasem żegnam, bo wolę być sama, niż patrzeć na te wszystkie zakłamane twarze. – Aida była w swoim żywiole. Jako jedyna zawsze celnie umiała stwierdzić to, co było oczywiste, ale zamiatane przez moją rodzinę pod dywan.

W tamtym jednak czasie nie miałem ani sił, ani ochoty na to, by z nią porozmawiać, więc wszedłem do swojego pokoju, położyłem się na łóżku i zasnąłem. Potrzebowałem ciszy i spokoju. Chciałem pobyć trochę w samotności i raz jeszcze przemyśleć wszystko to, co wydarzyło się w ostatnim czasie.

Gdy przebudziłem się w nocy, ciągle zadawałem sobie pytania, analizując ostatnie miesiące. Czy przez ostatni czas robiłem wszystko w zgodzie z własnym sumieniem? Czy byłem szczęśliwy? I przede wszystkim, czy zrobiłem wszystko, aby odzyskać Marysię? I chociaż myślałem o tym całą noc, zadając sobie wciąż te same pytania, nie odnalazłem żadnej jasnej odpowiedzi. Byłem zrozpaczony i nie umiałem ocenić swojej sytuacji. Poza tym pragnąłem spokoju. Chciałem odpocząć i przez to odpuściłem sobie, po cichu mając nadzieję, że czas uleczy nasze rany i Marysia wróci do mnie.

Niestety, było to naiwne myślenie, niemające nic wspólnego z nadchodzącą przyszłością…

MARYSIA

Dni mijały jak szalone. Ani się obejrzałam, a upłynął miesiąc. Miesiąc pełen tęsknoty i smutku.

Odkąd wrócił do Paryża, nie pisaliśmy ani nie rozmawialiśmy ze sobą zbyt często. Sami już chyba zrozumieliśmy, że nie ma po co dłużej się męczyć.

Dłuższą rozmowę przeprowadziliśmy tylko raz – w dniu, w którym Bilal poinformował mnie, że wyprowadza się z naszego paryskiego mieszkania. Oznajmił także, że czynsz zapłacony jest za kolejne pół roku, więc spokojnie mogę tam wrócić i pomieszkać. Nie chciałam jednak tego robić.

Wiedziałam co prawda, że muszę tam polecieć chociażby po moje rzeczy, ale zrobiłabym wszystko, aby nigdy więcej nie przekroczyć progu tego mieszkania. Miejsca, które do końca moich chwil będzie kojarzyło mi się tylko z Bilalem.

Mój powrót do Paryża był jednak nieunikniony. Kiedy dowiedziałam się, że Bilal nie mieszka już w naszym mieszkaniu, ani nawet nie pojawia się w okolicy u naszych wspólnych znajomych, zdecydowałam, że muszę w końcu tam pojechać. Musiałam zakończyć pewien rozdział w swoim życiu, a bez wyjazdu i uprzątnięcia wszystkiego, nie byłoby to możliwe.

Po tygodniu od podjęcia decyzji byłam już na miejscu.

Paryż przywitał mnie piękną pogodą. Ja jednak byłam na tyle przybita, że nie potrafiłam cieszyć się ani pogodą, ani otaczającymi mnie widokami. Chciałam jak najszybciej znaleźć się na naszej dzielnicy, wejść do mieszkania, spakować się i wrócić. Bilet powrotny miałam zresztą kupiony. Zgodnie z planem już po weekendzie miałam wrócić do Polski.

Kiedy dojechałam taksówką pod kamienicę, poczułam ucisk w brzuchu, sygnalizujący, jak bardzo się denerwuję. Sama nie wiedziałam dlaczego. Przecież miałam się tylko spakować i przygotować mieszkanie do oddania właścicielowi. Nie widziałam żadnego sensu w tym, aby miało stać puste przez kolejne pół roku, bo to, że tam nie wrócę nigdy więcej, wiedziałam od samego początku.

Gdy przekroczyłam próg naszego mieszkania, po policzkach zaczęły lecieć mi łzy. To szaleństwo! Co ja w ogóle robię? – myślałam. Mój organizm jednak jasno pokazywał, w jakim stanie tak naprawdę się znajduję. Nie było sensu dłużej oszukiwać samej siebie. Byłam przybita i tak bardzo nienawidziłam tego mieszkania, że każda kolejna spędzona w nim minuta jeszcze bardziej pogłębiała mój depresyjny stan. Czułam, że jeśli dalej tak pójdzie, to oszaleję, więc czym prędzej zabrałam się za pakowanie rzeczy. Biorąc pod uwagę fakt, że każdy kąt przypomniał mi o ukochanym mężczyźnie, nie było to łatwe zadanie.

Po nieco ponad dwóch godzinach ktoś zadzwonił do drzwi. W pierwszej chwili byłam przerażona, bo obwiałam się, że to może być Bilal. Po chwili jednak dotarło do mnie, że dzień wcześniej pisałam z Latifą, która obiecała, że mnie odwiedzi. I nie myliłam się. Latifa stała tuż za drzwiami wraz ze swoim dzieckiem, które trzymała w ramionach.

 

– Jak miło cię widzieć, Latifo! Jakie śliczne to twoje dzieciątko! A jak słodko sobie śpi! Wejdź, proszę, zapraszam do salonu. Zaraz przyniosę nam coś do picia.

Latifa posłusznie udała się do salonu, a ja poszłam do kuchni, gdzie przygotowałam dla nas kawę.

Nawet pieprzone opakowanie po kawie przypomniało mi o Bilalu!

To była jego ulubiona, specjalnie zamawiał ją sobie z Maroka… – przeszło mi przez głowę.

– Co tam u ciebie? Jak żyjecie? – zaczęłam po chwili rozmowę.

– Dzięki, u nas wszystko po staremu, choć jesteśmy kompletnie niewyspani, ale dajemy radę. Lepiej mi powiedz, co u ciebie? Bo chyba nie za dobrze, co?

– Daj spokój, nie ma o czym gadać.

– Dlaczego nie jesteście już razem? Przecież byliście tacy zakochani!

– Znasz całą prawdę. To nie mogłoby się udać. Nasz związek od początku nie miał przyszłości, tylko zaślepieni miłością nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Byliśmy jak nastolatki, którzy żyją tu i teraz, nie myśląc o tym, co nas czeka dalej. I jak widzisz, tak się dłużej nie da. Tym bardziej, że ani ja, ani Bilal nie mamy zamiaru się zmieniać.

– Ale dlaczego? Czy to wszystko przez jego rodzinę, a raczej przez jego matkę?

– Wiesz co, okropnie jej nie lubię, ale chyba miała rację, kiedy mówiła, jak wiele nas dzieli. Kiedy byłam w Maroku, pokochałam wasz kraj, ale na dłuższą metę nie dałabym rady w nim żyć. Tak samo, jak Bilal w Polsce. Sama więc rozumiesz, to nie ma sensu.

– Och, kochana. Tak mi przykro! Byliście tacy wpatrzeni w siebie! Rąk od siebie nie odrywaliście! Kiedy człowiek na was patrzył, to myślał, że to jest prawdziwa miłość! I co? I dupa!

Westchnęłam, przypominając sobie o tym, że rzeczywiście tak było. Latifa miała rację, ale co z tego? Nie mogłam już zmienić decyzji.

– Ja go ciągle kocham i właśnie dlatego zdecydowałam, że osobno nam będzie lepiej. Czasem miłość nie wystarczy, by być razem i jesteśmy tego świetnym przykładem. Kocham go i będę go kochać zawsze. Dlatego chcę dla niego jak najlepiej, a związek ze mną zabijał w nim wszystko, co najlepsze.

– To bardzo mądre, co mówisz. Gratuluję ci odwagi, bo nie każdy potrafiłby zdecydować się na odejście, gdy kocha. Sama zresztą nie wiem, czy ja bym tak umiała… Odejść od Karima… Nie, nie potrafiłabym. A zresztą…

– A zresztą co?

– Ach, nic takiego. Przypomniała mi się nasza przeszłość. On mnie kiedyś zdradził, wiesz? I to z własną kuzynką! No nie patrz tak, romans z kuzynką to codzienność w naszej kulturze, szczególnie z taką nieco dalszą kuzynką. Poza tym byliśmy wtedy młodzi i sami nie wiedzieliśmy do końca, czy chcemy ze sobą być, czy nie. A facet, jak to facet potrzebował wrażeń i kobiety u boku. Zwodziłam go miesiącami, aż w końcu zdecydowałam, że chcę wziąć z nim ślub i założyć rodzinę. I właśnie wtedy, dzień przed naszym weselem, przyznał mi się do tego, co zrobił. Zdradził mnie z nią podobno dwa razy. Kiedy mi to opowiadał, aż płakał z emocji, a muszę ci powiedzieć, że widziałam chyba tylko dwa razy w życiu, jak on płacze, więc czułam, że był ze mną szczery. Postanowiłam dać mu szansę i patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, nie żałuję swojej decyzji. Chociaż nie jest nam łatwo, a czasem pokłócimy się tak mocno, że nie rozmawiamy ze sobą kilka dni, to nie zamieniłabym go na nikogo innego. Kocham go i będę z nim już na zawsze.

Jak dotąd małżeństwo Latify wydawało mi się nie mieć żadnych skaz, więc doprawdy byłam w szoku, kiedy usłyszałam od niej te słowa.

– Przepraszam, nie wiedziałam, że musiałaś przechodzić przez takie rzeczy.

– Przestań, nic się nie stało. Było i na szczęście minęło. Mam nadzieję, że bezpowrotnie. Chciałam ci po prostu pokazać, że czasem każdy postawiony jest przed trudnym wyborem i tylko od nas samych zależy, co wybierzemy. Jestem pod wrażeniem tego, jak dojrzałą decyzję podjęłaś i trzymam kciuki za ciebie i za Bilala. Jest mi cholernie przykro, że nie będziecie razem, ale rozumiem już wszystko. I naprawdę mocno ci kibicuję.

– Dziękuję, to naprawdę wiele dla mnie znaczy.

– Nie ma za co, zawsze będę z tobą. Nawet wtedy, gdy będę daleko.

Zgodnie z obietnicą Latifa do dziś pozostaje jedną z najbliższych mi osób. I choć spotykamy się naprawdę bardzo rzadko, jesteśmy w stałym kontakcie. Jestem jej za to niesamowicie wdzięczna.

MARYSIA

W końcu nadszedł ten dzień. Dzień, w którym zmieniło się, a raczej wyjaśniło wszystko.

Miałam już dość ostatnich miesięcy i żałowałam, że nie skończyłam tego wcześniej. Postanowiłam zadzwonić do Bilala i oznajmić mu, że od tej chwili jesteśmy wolni. Że życzę mu szczęścia i takie tam. Przecież i tak żyliśmy osobno od kilku miesięcy. Czas więc wszystko wyjaśnić. Do tej rozmowy przygotowywałam się dobrych parę dni, ale okazało się, że i tak na marne. Chciałam zakończyć ten związek bez emocji, ale nie udało się. Niestety. To było najtrudniejsze pożegnanie w całym moim życiu. Nawet życie bez matki, za którą nadal tęsknię, nie bolało tak bardzo, jak moje rozstanie z Bilalem.

– Hej, masz chwilę? Chciałabym porozmawiać – zaczęłam bez zbędnego przedłużania.

– Witaj, Marysiu. Tak, jasne. W czym rzecz?

– Chciałabym… Chciałabym się z tobą pożegnać.

– W jakim sensie? Wyjeżdżasz gdzieś?

– Bilal, nie, no coś ty. Ja chciałam pożegnać się z tobą. Chciałabym życzyć ci szczęścia w życiu i powodzenia. Mam nadzieję, że znajdziesz niedługo odpowiednią kandydatkę na żonę i matkę twoich dzieci.

– Już znalazłem.

– Ach, tak… Postanowiłam, że czas to zakończyć. Czas zakończyć wszystko, co jest między nami, a raczej – co było między nami. Ten czas, który spędziłam z tobą, był najpiękniejszym w moim życiu, ale…

– Ale trzeba się rozstać.

– Tak, dokładnie. I tak od kilku miesięcy nie żyjemy już ze sobą. Nie jest mi łatwo to wszystko mówić, ale nie mam wyjścia i mam nadzieję, że to rozumiesz.

– Rozumiem… – Bilal bez wątpienia był przygotowany na tego typu rozmowę, na co wskazywał niezwykle spokojny i opanowany ton jego głosu.

– Cieszę się i chciałabym z całego serca życzyć ci po prostu powodzenia. Jesteś cudownym facetem, nie tylko przystojnym, ale i mądrym. Jestem pewna, że szybko ułożysz sobie życie. Zasługujesz na to…

– Wzajemnie, Marysiu. Wzajemnie…

– Chciałabym jeszcze, abyś pozdrowił ode mnie Aidę i waszą rodzinę, szczególnie twojego tatę. To cudowny człowiek, podobnie jak twoja siostra. Bardzo ich polubiłam, więc przekaż im, proszę, moje uściski. Wiedz, że już nigdy więcej nie będę szukać z tobą kontaktu, przynajmniej nie przez najbliższy czas. Tak będzie lepiej i dla mnie, i dla ciebie.

– Dziękuję, na pewno im to przekażę.

– To co? Do zobaczenia, mam nadzieję. Miło było cię usłyszeć.

– Ciebie również, naprawdę…

– To cześć!

– Marysiu?

– Tak?

– Kocham cię i zawsze cię kochałem. Pamiętaj o tym! Nigdy cię nie zapomnę i chciałbym, abyś była szczęśliwa. Przepraszam też za wszystko, za każdą jedną rzecz, którą zrobiłem źle. Przepraszam, że mnie poznałaś, że stanąłem na twojej drodze i że zakochałem się w tobie… Gdybym wiedział, że… – Zaczął się jąkać. – Gdybym wiedział, że to tak wszystko będzie, to nie zbliżyłbym się do ciebie ani na centymetr, żeby cię nie zranić. Przepraszam i proszę o to, abyś mnie nigdy nie zapomniała. Kiedy będziesz czasem patrzyła w niebo, po którym będzie sunął jakiś samolot, przypomnij sobie o kimś takim jak ja. O kimś, kto zawsze będzie cię kochał. Bezwarunkowo.

– Ja też cię kocham, dlatego postanowiłam odejść, aby nigdy więcej cię nie ranić.

– Tak, wiem…

– Muszę kończyć, przepraszam. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.

– Ja też. Do zobaczenia, moje marokańskie słońce… Będę tęsknił za tobą przez całe życie.

Po tych słowach rozłączyłam się. Płakałam tak mocno, że nie nadążałam wycierać swoich łez, płynących, a raczej ściekających po policzkach. Przez kolejne godziny toczyłam walkę sama ze sobą. Chciałam zadzwonić do Bilala i wszystko odwołać. Chciałam prosić, aby przyjechał do mnie i zabrał mnie jak najdalej. Pragnęłam jego obecności i ciepłych słów kierowanych w moją stronę. Wiedziałam jednak, że to nie ma sensu. I trzymałam się tego przez kolejne lata, w których ani razu nie odezwałam się do niego, nawet wtedy, kiedy składał mi życzenia w moje urodziny.

Po kilkunastu miesiącach od naszego rozstania na mojej drodze stanął mężczyzna, z którym postanowiłam związać się na zawsze. Od początku był dobrym człowiekiem, który w imię mojego szczęścia był w stanie zrobić naprawdę wiele. Jako jedyny nie oczekiwał ode mnie niczego w zamian i cierpliwie czekał na każdy mój ruch. Z biegiem czasu pokochałam go. I kocham nadal. Jesteśmy razem już jakiś czas, a od ponad roku wychowujemy naszego syna, który jest spełnieniem moich najskrytszych marzeń. Kiedy tak siedzę z moimi dwoma mężczyznami, wiem, że nie zamieniłabym swojego życia na żadne inne. Wiem też, że kilka lat wcześniej podjęłam słuszną decyzję. Tym bardziej teraz, kiedy mam świadomość, że Bilal również jest szczęśliwy, że ma żonę, z którą pragnie dziecka… Cieszę się i życzę mu powodzenia jak nikomu innemu na świecie.

Po wielu latach w końcu odnalazłam swoje szczęście. I chciałabym, aby nie opuściło mnie już nigdy więcej…

OBECNIE

CZĘŚĆ PIERWSZA

Nie będzie tak, jak było,

bo świat już nie ten sam.

I miłość to nie miłość.

I łza to już nie łza.

Andrzej Zaucha – „Póki masz nadzieję”

MARYSIA

Ostatnie miesiące, za sprawą ciągłego powracania do wspomnień, nie były dla mnie dobrym czasem. Miotałam się i rozpaczałam, ciągle wspominając swoją przeszłość. Jednakże kiedy patrzę na to wszystko teraz, wiem, że nie mogłam postąpić inaczej. To, co przeżyłam niegdyś z Bilalem, było czymś najpiękniejszym i zarazem najtrudniejszym w moim życiu. Oboje byliśmy nie tylko zakochani, lecz również młodzi. Kiedy pojawiły się pierwsze poważne problemy, sami nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić. I to nas zgubiło…

Czy powinnam się poddać? Czy powinnam walczyć do końca, ustąpić Bilalowi, zgadzając się na jego warunki, i przy okazji zatracić samą siebie? A może nadszedł czas, by odejść? – zastanawiałam się wtedy często, stawiając sobie wciąż te same pytania. Pytania, na które nie umiałam znaleźć jednoznacznej odpowiedzi i jeśli mam być szczera, nie umiem zrobić tego do dzisiaj.

Nie ma dnia, w którym nie myślałabym o swojej przeszłości. Często zdarza mi się, szczególnie nocą, rozmyślać o tym, co wspólnie przeżyliśmy. Zwłaszcza teraz, kiedy w moim życiu wszystko zaczyna się sypać, nurtuje mnie kilka spraw. Czy byłabym szczęśliwa, jeśli przystałabym na wszelkie warunki, jakie niegdyś stawiał mi mój ukochany? Zakładając, że nadal bylibyśmy razem, jak wyglądałoby nasze życie? Czy potrafiłabym odnaleźć się w tak odległej dla mnie kulturze?

No właśnie… Sama nie wiem. Pytań, na które nie znam odpowiedzi, jest mnóstwo. Tak samo, jak i czarnych scenariuszy, rodzących się w mojej głowie, które co rusz podpowiadają, że mimo tego, co mówi moje serce, postąpiłam słusznie.

Przez ostatnie miesiące, żyłam wspomnieniami i mogę powiedzieć, że powracanie do przeszłości w pewnym sensie uspokoiło mnie.

Od opisywanych przeze mnie zdarzeń w Marokańskim słońcu minął już jakiś czas i niewątpliwie sprawił on, że na pewne sprawy spoglądam teraz inaczej. I choć sama nie wiem, czy żyjąc teraz i posiadając taką wiedzę, postępowałabym dokładnie tak samo, jak kiedyś, jestem pewna jednego – niczego nie żałuję. I nie będę żałować nigdy.

Lata spędzone u boku Bilala były dla mnie najważniejszą lekcją w życiu. Co prawda mój wcześniejszy związek z Maćkiem nieźle dał mi w kość, jednakże to właśnie Bilala kochałam najbardziej na świecie, stąd też związek z nim odbił swoje piętno na mojej psychice. To były piękne, lecz bolesne i trudne chwile. Czas, który nauczył mnie jednego – nigdy niczego nie mogę być pewna, bo później i tak ze swoim cierpieniem zostanę sama. Gdy kilka lat temu związałam się z moim obecnym mężem, obiecałam sobie, że już zawsze będę pamiętać o tym i cokolwiek miałoby się nie dziać, pozostanę czujna. I wiecie co? Po raz kolejny oszukiwałam samą siebie, niemalże każdego dnia…

Moja ukochana babcia, która ostatnio bardzo podupadła na zdrowiu, często zaśmiewała się i mówiła, abym nigdy nie robiła sobie żadnych planów na przyszłość, bo nie można być pewnym tego, co przyniesie los. Kiedy słyszałam jej słowa, zwykle wykłócałam się z nią o to, w jaki sposób powinnam zatem żyć. Czy życie z dnia na dzień, pozbawione jakichkolwiek perspektyw, ma sens? Ona jednak, w ogóle nie zważając na to, co mówię, trwała przy swoim zdaniu, twierdząc, że życie to tylko ulotne chwile, dla których powinniśmy żyć i z których powinniśmy jako ludzie cieszyć się. A planowanie nie ma sensu właśnie dlatego, bo późniejsze ewentualne zderzenie ze smutną rzeczywistością podetnie nam skrzydła i odbierze sens dalszego życia. Niestety muszę przyznać, że miała rację, cholerną rację. Kiedy patrzę wstecz i myślę o tym, jak naiwna byłam wtedy, kiedy zdecydowałam się wyjść za mojego obecnego męża, nie mogę nie przyznać babci słuszności. Mam już dość okłamywania samej siebie i życia w ciągłej niewiadomej… Moje szczęśliwe życie u boku Piotra Kwiatkowskiego to fikcja i czas wreszcie, abym zmierzyła się z tym problemem, choć sama jeszcze nie do końca wiem, jak powinnam to zrobić. Przecież mamy syna. Radosław jest oczkiem w głowie nie tylko moim, ale także mojego męża, co do tego nie mam i nigdy nie miałam żadnych wątpliwości. Od samego początku Piotr był bowiem niezwykle oddanym, czułym i odpowiedzialnym ojcem. Czasem, gdy spoglądam na to, z jaką czułością i oddaniem opiekuje się naszym dzieckiem, zastanawiam się, co takiego mu zrobiłam, że swojej miłości nigdy tak naprawdę nie potrafił przelać na moją osobę. Przez ostatnie lata wydawało mi się, że jesteśmy szczęśliwi. Mieliśmy wspólne plany na przyszłość, podobne spojrzenie na wiele spraw, podobaliśmy się sobie nawzajem, a jednak między nami czegoś brakowało. Czego? Być może miłości, tej szczerej i prawdziwej, której ja od początku nie umiałam mu dać i jak widać, on także miał z tym problem, choć muszę przyznać, że początkowo bardzo dobrze się z tym krył.

 

Z Piotrem poznaliśmy się przypadkiem. Akurat tego dnia, w którym się poznaliśmy, za namową mojego przyjaciela Witka postanowiłam zrobić coś wreszcie ze sobą i wyjść do ludzi. Ostatnie miesiące spędziłam przecież na rozpaczaniu po utracie Bilala. W tamtym czasie nie umiałam poradzić sobie ani z emocjami, ani z własnym życiem. Po mojej wyprowadzce z Paryża wróciłam w dobrze znane mi miejsce. Zamieszkałam u babci, powracając do swojego dawnego pokoju i… życia. Kiedy mieszka się w miejscu takim jak Gniewino, nietrudno o to, aby nagle stać się miejscową sensacją. Zresztą, jak doskonale pamiętacie, za sprawą Maćka nie była to dla mnie żadna nowość. W tamtej chwili jednak byłam na tyle rozchwiana emocjonalnie, że czasem wystarczyła jedna głupia plotka, aby wytrącić mnie z równowagi. Nienawidziłam siebie samej, a także i ludzi mieszkających wokół. Miałam serdecznie dość ich wszystkich – wszystkich poza ukochaną babcią, która już kolejny raz okazała się być moją ostoją. Nie wiem, ile dokładnie czasu minęło, nim wreszcie postanowiłam wziąć się w garść. Z pewnością były to długie miesiące, spędzone na samotnym życiu we własnym pokoju, na życiu, które moja kochana staruszka starała się ze wszystkich swoich sił naprawić. Od zawsze była ona jednak na tyle wyrozumiałą i – przede wszystkim – mądrą osobą, że kiedy widziała moją niechęć i czuła moje odtrącenie, nie naciskała dłużej i pokornie czekała na kolejną szansę, w której – jak się domyślam – dopatrywała się nadziei. I tak oto, głównie dzięki jej cierpliwości, a także pomocy Witka, postanowiłam wreszcie wziąć się za siebie. Chciałam po prostu zacząć żyć na nowo i choć na chwilę zapomnieć o bolesnej przeszłości. Dzięki przeprowadzeniu niezliczonej ilości rozmów z tą dwójką byłam niezwykle podekscytowana i z wielką nadzieją wyczekiwałam tego, co przyniesie przyszłość. Byłam gotowa do działania, bo naprawdę potrzebowałam zmian. Dlatego też, kiedy po jakimś czasie Witek zaprosił mnie do siebie i swojej rodziny, nie wahałam się ani chwili. Postanowiłam polecieć do Francji, nie bacząc na to, że przecież mieszka on zaledwie kilka kilometrów od Paryża, w którym miałam wylądować i spędzić pierwszą noc swojego pobytu… Z miastem tym łączyło mnie tak wiele wspomnień, a każde z nich nosiło jedno imię. Bilal… W tamtym czasie chciałam jednak pokazać, że jestem silna i że w ogóle nie przejmuję się takimi sprawami. Na szczęście, pomimo wewnętrznych obaw dotyczących tego, czy dam radę, wytrzymałam. Obyło się bez smętnych wynurzeń przyjaciołom, a nawet bez posępnych myśli w mojej głowie. Gdy tam leciałam, byłam maksymalnie skupiona na tym, aby jak najszybciej dostać się do wsi, w której mieszkał mój przyjaciel. I to właśnie tam, na jednej z francuskich prowincji, poznałam – jak mi się wtedy wydawało – mężczyznę swojego życia.

Piotr był szarmancki i głównie tym mnie ujął. Już od pierwszych chwil spędzonych u jego boku czułam się jak prawdziwa kobieta. Poznaliśmy się na jednej z imprez organizowanych przez mojego przyjaciela. Na jego wsi panował taki zwyczaj, że przez cały wakacyjny okres wszyscy mieszkańcy tej miejscowości spotykali się w każdy piątek u jednego (co tydzień innego) znajomego po to, aby wspólnie spędzić czas, pobiesiadować i zacisnąć sąsiedzkie więzi.

Mój (jeszcze wtedy) przyszły mąż był dobrym znajomym Witka i Magdy. Tamtego dnia akurat (podobno, bo nigdy nie dowiedziałam się prawdy, a raczej tego, czy nasze spotkanie nie było jednak zaplanowane przez naszych przyjaciół) odwiedził ich przypadkiem, wracając z delegacji, w której był w Paryżu.

Tego letniego dnia, w czwartym dniu mojego pobytu we Francji, deszczowe popołudnie wcale nie zapowiadało, że wieczorem wspólnie zasiądziemy przy ognisku wraz z sąsiadami Witka.

Kiedy wracałam pieszo ze sklepu, który oddalony był od domu mojego przyjaciela o niecały kilometr, zaczął padać deszcz. Ja jednak nie przejęłam się tym jakoś szczególnie, bo nie była to żadna wielka ulewa, i postanowiłam, że wbrew moim wcześniejszym zapewnieniom, że zadzwonię do Witka, jak tylko zacznie padać, całą drogę przejdę pieszo. Nie martwiłam się tym, że mój przyjaciel i tak wyjedzie po mnie z domu, ponieważ akurat tego dnia – dzięki temu, że jego córki przebywały z rodzicami żony, a ona sama wyruszyła na zakupy do Paryża z przyjaciółkami – Witek miał chwilę dla siebie, którą postanowił spędzić w piwnicy, gdzie rzeźbił te swoje cudaczne figurki. To właśnie wtedy, podczas tego krótkiego deszczowego spaceru, poznałam Piotra, mojego męża, choć początek naszej znajomości wcale nie należał do udanych. A to wszystko dlatego, że jadąc autem, pędził jak szalony i ochlapał mnie wodą, która wylewała się z pobliskiej rzeczki na jezdnię, tworząc jedną wielką kałużę. Kiedy przejechał i ochlapał mnie całą, ja również wyglądałam jak jedno wielkie nie wiadomo co.

– Jak jeździsz, idioto?! – zdążyłam wykrzyczeć, widząc, że auto nie zwalnia i mknie dalej przed siebie. – Nawet się nie zatrzymał i nie sprawdził, co się stało! Naprawdę niezłe tu mają przyzwyczajenia, nie ma co – mówiłam sama do siebie, przeklinając w myślach to, jak fatalnie wyglądam. Po kilku kolejnych sekundach, spędzonych na wyzywaniu wszystkiego dookoła, stwierdziłam jednak, że dalsze stanie i narzekanie w deszczu wcale mi nie pomoże, więc czym prędzej udałam się do domu Witka, od którego dzieliło mnie zaledwie trzysta metrów.

Gdy po kilku minutach weszłam na podwórko, ujrzałam czarnego SUV-a, za kierownicą którego siedział ten palant, który kilka chwil wcześniej potraktował mnie w tak ohydny sposób i uciekł z miejsca zdarzenia! Nie mogłam mu zatem tego odpuścić, nawet jeśli miałby to być – a skoro jego auto stało pod domem Witka, to wszystko wskazywało na to, że tak właśnie będzie – znajomy mojego najlepszego przyjaciela.

– O! Tutaj jesteś, głupcze! – wykrzyczałam, kiedy tylko weszłam do domu i zobaczyłam nieznajomego mężczyznę rozmawiającego z Witkiem. – Ja nie wiem, co wy za maniery macie w tej Francji, ale tak się po prostu nie robi, rozumiesz? – syczałam wściekła, patrząc posępnie w oczy nieznajomemu. – Nawet jeśli zdarzy ci się kogoś ochlapać, to z łaski swojej zatrzymaj się i sprawdź, czy twojej ofierze nic się nie stało, idioto! To chyba nie wymaga wiele poświęcenia, co?

– Ja, ja… – Mężczyzna zaczął jąkać się nieskładnie, a do mnie dotarło, że jest Polakiem, bo po pierwsze chwilę wcześniej sama wykrzyczałam mu wszystko w swoim ojczystym języku, zapominając o tym, że jestem przecież we Francji, a po drugie nieznajomy zaczął mówić po polsku. Jednakże to, że był Polakiem, wcale mu nie pomogło. Wręcz przeciwnie, na samą myśl o tym, że jest moim rodakiem i zachował się w taki sposób, czułam jeszcze większą irytację.