SzeregowiecTekst

Z serii: Dawid Kruk #1
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa
Adrian K. Antosik

Szeregowiec

© Copyright Adrian K. Antosik & e-bookowo

Projekt okładki: Agnieszka Walczak

ISBN 978-83-7859-159-7

Wydawca:

Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl

Kontakt:

wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione.

Prolog

Ciemność i tępy ból. Były to pierwsze bodźce, jakie do mnie dotarły. Strach ścisnął mi żołądek. Wiedziałem, że zaraz po mnie przyjdą, że koniec zbliża się niemiłosiernie szybko. Nie liczyłem już na wspaniałą odsiecz „wielkich” Amerykanów czy innych wojsk sojuszniczych współpracujących z Polakami w tej akcji ratunkowej. Negocjacje z terrorystami, którzy uprowadzili autokar z siedemnastoma turystami zdążającymi na upragnione wakacje w ciepłych krajach też gówno dały. No ale cóż, czy da się przekonać do czegoś gości fanatycznie oddanych swojej sprawie?

Lęk sprawił, że moim ciałem, co jakiś czas targały dreszcze. Sprawiło to, że zgiąłem się w spazmach bólu, które potęgował strach, a on znów dreszcze i tak w kółko. Odór moczu, brud, zaduch miejsca, w którym się znajdowałem przestały już być przeze mnie zauważane. Dookoła słychać było ciężkie oddechy współtowarzyszy niedoli. Pamiętałem jak jeszcze przed paroma godzinami zapędzono nas tutaj, by zaraz potem wywlekać nas stąd pojedynczo. W końcu każdy pechowy wycieczkowicz przeszedł serię wymyślnych tortur, skrupulatnie nagrywanych na małej kamerze. Okrwawionych i nieprzytomnych zaciągano nas z powrotem do ciemnego pomieszczenia wydrążonego w ziemi, z ciężkimi metalowymi drzwiami. Przypomniało mi się, jak pierwszy raz przyszli. Nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że będą nas tak brutalnie traktować. A wszystko przez jakiś konflikt, wywierane represje i wszystko to, do czego nigdy nie przykuwałem uwagi gdy głośno „krzyczeli” o tym w wiadomościach. Dziś miałem stać się ofiarą walki o coś, co mnie nie dotyczyło, tak jak nie dotyczyło mojej rodziny, a nawet mojego kraju. Kolejna krwawa ofiara z turysty, któremu chciało się polecieć gdzieś dalej niż do babci na wieś.

Na policzkach czułem łzy cieknące mi z opuchniętych oczu. W ustach miałem metaliczny posmak krwi, a całe ciało bolało mnie nawet przy najdrobniejszym poruszeniu. Myślałem, że zaraz umrę, że nie przeżyję kolejnego wdechu czy spazmu. Właśnie wtedy otworzyły się drzwi. Poczułem chłodne, świeże powietrze wpadające gdzieś z zewnątrz. W pomieszczeniu rozległy się westchnienia strachu, ciche łkania. Usłyszałem szmer przesuwających się ciał. Nawet nie próbowałem podążyć w ślady innych, próbujących oddalić się jak najbardziej od drzwi. Jakiś mężczyzna krzyknął coś twardym głosem w niezrozumiałym języku. Dwie dłonie chwyciły mnie pod ramiona. Poczułem jak podnoszą mnie z ziemi, a następnie wloką jakimś korytarzem. Z wielkim wysiłkiem uchyliłem powieki i była to jedyna rzecz, na jaką mogłem się zdobyć. Na uniesienie głowy nie starczyło mi sił, przez co bezwładnie zwisała. Gdy weszliśmy do jakiegoś większego pomieszczenia oprawcy poderwali mnie usadawiając na stołku, co skwitowałem jedynie syknięciem z bólu. Ktoś złapał mnie za włosy. Powoli, z sadystyczną uciechą podnosił moją bezwładną głowę do góry. Jęknąłem, a świat zawirował mi przed oczami. Docierały do mnie jakieś głośno wykrzykiwane słowa, będące jedynie niezrozumiałymi dźwiękami wypowiadanymi szybko, w podnieceniu. Nagle zapadła cisza, którą przerwał mężczyzna mówiący ciężką do zrozumienia angielszczyzną:

– Open your fucking eyes…

W obawie przed kolejnym bólem spróbowałem otworzyć szerzej ciężkie, jakby były z ołowiu powieki. Światło wycelowane prosto w moją twarz raziło jak diabli. Dopiero po chwili zobaczyłem przed oczyma lufę pistoletu, a zaraz za nią wyszczerzone w demonicznym uśmiechu oblicze jakiegoś ciemnoskórego człowieka. Poczułem jak mimowolnie moje kąciki ust drgnęły. Coś głośno huknęło, świat zapadł w zupełne ciemności…

Nierealny Świat

Nim jeszcze otworzyłem oczy dotarło do mnie, że otacza mnie bezgraniczna cisza. Czułem się zdrowy, wypoczęty i pełen sił. Całkiem inaczej niż jeszcze przed chwilą. Nie otwierając powiek wziąłem głęboki wdech. Świeże powietrze wypełniło moje płuca. Westchnąłem cicho. Cały ból, który jeszcze przed chwilą sprawiał, że odchodziłem od zmysłów gdzieś zniknął. Wiedziałem, że leżę na czymś miękkim. Z lękiem w sercu otworzyłem oczy, obawa zaraz jednak ustąpiła zaskoczeniu. Znajdowałem się w śnieżnobiałym pokoju. Jedynym meblem, jaki się tu znajdował było ogromne łóżko, w którym leżałem. Szybko dotknąłem swojej twarzy. Opuchlizna i rany gdzieś zniknęły, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. Z niedowierzaniem przyjrzałem się swoim palcom, które nie były już połamane. Powoli podniosłem się i rozejrzałem. Miejsce to nie było duże, jednak bardzo czyste. Od razu pomyślałem, że tak właśnie wyglądają mieszkania bogatych wariatów. Czyste, schludne, bez klamek. Zanim dotarła do mnie nierealność całej sytuacji, w ścianie otworzyła się śluza, której wcześniej nie dostrzegłem. Do środka weszła jakaś osoba w białej szacie z kapturem na głowie. Coś piknęło i drzwi, żywcem wyjęte z filmów fantastycznych, zamknęły się za jej plecami. Znów byłem w szczelnie zamkniętym pomieszczeniu, wpatrując się w przybysza. Jedyne, co ukazywało się spod szaty to długie, smukłe dłonie. Powoli postać podeszła do mnie, wyciągając rękę. Jej palce przesunęły się po moim policzku, a ja nie rozumiejąc, co się dzieje uśmiechnąłem się do niej. Postać uniosła rękę ku górnej części szaty. Gdy ściągnęła z głowy kaptur ujrzałem piękną, kobiecą twarz, którą okalały krótkie białe włosy. Jej pełne, czerwone wargi delikatnie rozchyliły się, a zamknięte oczy się otworzyły. Ku mojemu przerażeniu były całe czarne, bez najmniejszego śladu białka. Chciałem krzyknąć z przerażenia, gdy nieznajoma pochyliła się szybko do przodu. Nasze wargi zwarły się w namiętnym pocałunku. Poczułem spokój, powieki same mi się zamknęły, a cała obawa ustąpiła. Usłyszałem szelest osuwającej się na podłogę śnieżnobiałej szaty. Kobieta wsunęła się zgrabnie pod kołdrę, nie odrywając swych ust od moich. Jej bliskość była dziwnie uspokajająca, a jednocześnie podniecająca. Kochaliśmy się długo i namiętnie. W końcu opadliśmy na poduszki wycieńczeni. Ostatnie co dotarło do mojego wyczerpanego umysłu było ciepło kobiecego ciała wtulającego się we mnie i pytanie zadane sobie w myślach „Czy jestem w niebie?”.

Obudziło mnie delikatne muśnięcie w policzek. Z niechęcią otworzyłem oczy. Stała nade mną kolejna zakapturzona postać. Choć patrzyłem z dołu, nie dostrzegłem jej twarzy. Przez zwiewną szatę nie potrafiłem nawet określić jej płci. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie krzyknąć, lecz nie zrobiłem tego. Czekałem co nieznajoma osoba zrobi. Gestem ręki wskazała na krawędź łóżka i spytała miękkim kobiecym głosem:

– Mogę usiąść?

Skinąłem głową na znak zgody. Gdy siadała, wydawało mi się, że czuję na sobie zaciekawione spojrzenia. Zerknąłem dyskretnie w bok, białowłosa dziewczyna była wciąż obok mnie. Delikatnie odchrząknąłem i spytałem półgłosem:

– Gdzie ja jestem?

– Trudno będzie ci w to uwierzyć, no ale cóż, im szybciej się dowiesz, tym chyba lepiej. Jesteś w przyszłości.

Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się drwiący uśmieszek, postać w odpowiedzi delikatnie ruszyła ręką. Na przeciwległej ścianie rozbłysnął duży ekran. Na zatrzymanej klatce ujrzałem wyprostowanego ciemnoskórego mężczyznę wpatrującego się w kamerę z wściekłością. Kobieta uczyniła kolejny ruch ręką i nagranie ruszyło. Od razu rozpoznałem charakterystyczny język, jakim posługiwali się moi oprawcy, jednak ze zdziwieniem stwierdziłem, że rozumiem każde wypowiadane przez nich słowo.

– Zabijemy was wszystkich, niewierni. Na naszą chwałę będziemy tańczyć na waszych grobach. Dziś umrze was garstka, jutro spłonie cały świat. Będziemy was topić w waszej krwi…

Podczas gdy człowiek na pierwszym planie majestatycznie się produkował, dostrzegłem, że dwóch innych za nim wlecze coś po podłodze, a następnie usadawia na krześle. Dopiero po chwili rozpoznałem w tym pokrwawionym bezwładnym ciele własną postać. Liczne rany i zadrapania, palce powykręcane pod dziwnymi kątami. Skrzywiłem się na ten widok. Jeden z oprawców stanął za mną. Z wyraźną satysfakcją na twarzy złapał mnie za długie czarne włosy. Powoli, z sadystyczną uciechą podniósł moją bezwładną głowę. Mężczyzna na pierwszym planie wychrypiał:

– A oto dowód naszej woli – cofnął się i wymierzył pistolet prosto w moją głowę. Przez zaciśnięte zęby wysapał ciężko – otwórz pieprzone oczy…

Moja postać na filmie z wysiłkiem uczyniła to, co jej nakazywał. Nagle, ku mojemu zaskoczeniu moja twarz rozszerzyła się w pogardliwym uśmiechu, co rozwścieczyło tego, który z takim zapałem przemawiał do kamery. W napięciu czekałem, aż wpadnie do środka jednostka specjalna, by mnie uratować, kiedy będę tracił przytomność. Skupiłem się na tym tak bardzo, że aż podskoczyłem, gdy rozległ się huk wystrzału. Zobaczyłem jak moja głowa rozpryskuje się na kawałki. Wraz z końcem filmu ekran zniknął. Przez długą chwilę wpatrywałem się w śnieżnobiałą ścianę nie mogąc dojść do siebie. W końcu wychrypiałem zmienionym głosem.

– Jaja sobie ze mnie robicie?!

Zakapturzona kobieta pokręciła głową mówiąc:

– Niestety nie. W twojej teraźniejszości, a naszej przeszłości zostałeś zastrzelony. Jednak udało nam się sprowadzić cię tutaj. Nie pytaj jak, będzie jeszcze czas żeby o tym porozmawiać. Zanim pójdę, chcę cię jeszcze upewnić w tym, że mówimy prawdę…

 

Kobieta powoli ściągnęła z głowy kaptur. Miała kruczoczarne włosy, całe czarne oczy bez najmniejszego śladu białka i subtelne czerwone wargi. Jej twarz miała delikatne rysy. Można by nazwać ją nawet piękną, gdyby nie jasnoniebieski kolor skóry. Wziąłem głęboki wdech i długo nie wypuszczałem powietrza. Przez chwilę wpatrywałem się w nieznane stworzenie.

– Czym jesteś? – spytałem przez ściśnięte gardło.

– Człowiekiem płci żeńskiej i nie czym tylko kim. Nazywają mnie Hera. A teraz odpocznij, wiele przeżyłeś jak na tak krótką chwilę.

Bez pożegnania wstała i podeszła do ściany po mojej prawej stronie, śluza z sykiem otworzyła się, a następnie zamknęła za dziwną kobietą. Zrobiło się cicho. Białowłosa piękność, leżąca przy mnie, miarowo oddychała, a ja nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony dziwiło mnie to, co stało się ze mną na wyświetlonej projekcji. Sama forma odtworzenia filmu zaskakiwała, a na dodatek ukazano mi moją własną śmierć, co było już totalną przesadą. Przez głowę przeleciała mi myśl, że umarłem i jestem gdzieś w zaświatach, a cały ten motyw z przyszłością był jedynie próbą przybliżenia mi aktualnego stanu sytuacji. Zaraz jednak odrzuciłem tę możliwość. Z drugiej zaś strony, jakaś część mnie podpowiadała mi, że to wszystko jest prawdą. Tak jakby mówiła „przyjmij to za pewnik i dostosuj się do nowej sytuacji”. Po głębszym namyśle stwierdziłem, że „dziwni” ludzie nie przerażali mnie, byli mi nawet w jakiś sposób bliscy, jakbym ich już kiedyś spotkał. Zastanawiałem się również w jaki sposób rozumiałem język oprawców z filmu; zaraz po tragicznej dla mnie końcówce było to drugie niezrozumiałe zjawisko. Czułem się rozdarty. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, a jednocześnie ogarniał mnie spokój i ukojenie. Z rozmyślań wyrwało mnie ciche mruczenie. Ciepła kobieca dłoń zaczęła delikatnie gładzić moją klatkę piersiową.

– Jesteś strasznie spięty – wyszeptała miękkim głosem – spokojnie, zrozumiesz to. Twój mózg został zaopatrzony w wiele użytecznych informacji, dzięki którym łatwiej pojmiesz co się stało.

– Zaprogramowaliście mnie?

– Nie, uzupełniliśmy część twojej wiedzy. A właściwie nie my, bo ja się do nich nie zaliczam, tylko Odwieczni.

– Kto?

– Z jedną z nich przed momentem rozmawiałeś. Wiesz, oni są z twoich czasów…

– Poczekaj – przerwałem jej – jeszcze nie ogarniam wszystkich terminów. Możesz jakoś tak po kolei mi wytłumaczyć?

Dziewczyna przytuliła się mocniej do mnie.

– Dobrze. Wszystko zaczęło się rok po twojej śmierci. Ludzie odkryli sposób, w jaki można przedłużać życie przeciętnego śmiertelnika. Na początku wydawało się to cudownym krokiem w nowy wiek. Nieśmiertelność była prawie na wyciągnięcie ręki. Powoli przeciętna długość życia ludzi zwiększała się. Nauka parła naprzód jak rozpędzony pociąg. W tej wielkiej euforii nikt nawet nie zastanawiał się nad możliwymi konsekwencjami. Niestety, wystąpiły skutki uboczne. Ludzie stawali się bezpłodni, choć na początku nie zrobiło to na nikim wrażenia, ponieważ średnia wieku człowieka liczona była już w wiekach. Jednak gdy przyrost naturalny drastycznie zmalał, a ludzie zaczęli ginąć w niewyjaśnionych okolicznościach, wybuchła panika. Naukowcy szybko zaczęli podejmować próby odwrócenia procesu w jaki zapędziła się ludzkość, jednocześnie próbując wykryć sprawców zamachów. Gdy udało się w końcu wykryć sprawców, na Ziemi nie pozostało już wielu ludzi. Kilkaset tysięcy to wszystko, co pozostało z ogromnej populacji z twoich czasów. Dziś nazywamy ich Odwiecznymi. Nikt już nie liczy ile mają lat. Zaraz po skazaniu na śmierć całego odłamu zabójców i ich straceniu, podpisano projekt o odrodzeniu ludzkości. Przez wiele lat próbowano na wszelkie sposoby odnowić populację ludzką. Nie przynosiło to jednak upragnionego wyniku. Choć technika rozwijała się nadal w zastraszającym tempie, nikt nie potrafił rozwiązać problemu, jaki przed sobą postawili Odwieczni. Ostatnim gwoździem do trumny rodzaju ludzkiego był rozwój techniki terraformowania i kosmonautyki. Wielu ludzi straciło serce do pracy nad projektem. Tworzyli statki kosmiczne i jedni po drugich opuszczali nasz Układ Słoneczny. Na początku próbowali odnaleźć życie w kosmosie. W końcu stanęło na tym, iż każdy osiadł na jakiejś planecie „ożywionej” przez siebie. Trwało to długo. Dziś w naszym Układzie Słonecznym znajduje się zaledwie garstka Odwiecznych, ja i ty.

Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w nią z powątpiewaniem. W końcu dziewczyna ze znużeniem pstryknęła palcami. Coś syknęło po mojej lewej stornie. Podniosłem się delikatnie na łokciu i spojrzałem w tamtą stronę. Widok, który ujrzałem zadziwił mnie. Śluza, która się otworzyła była wielkości całej ściany. Zobaczyłem duży balkon, a tuż za nim spływał wodospad szumiąc cicho. Uświadomiłem sobie, że budynek, w którym się znajdowałem musiał być częściowo wczepiony w zbocze jakiejś góry pokrytej bujną zieloną roślinnością. Tuż nad tym przepięknym widokiem jaśniało bezchmurne niebo, którego większą część zajmowała Ziemia. Dokładnie taka, jaką pamiętałem ze zdjęć satelitarnych w podręcznikach do geografii, jakby upływ czasu nie wpłynął na kształt planety. Powoli osunąłem się na poduszkę. Dziewczyna pstryknęła jeszcze raz palcami i śluza zamknęła się.

– Teraz wierzysz?

– Sam nie wiem – odpowiedziałem. – Wszystko to wydaje się takie nierealne.

– Wiem, co czujesz.

– Wiesz? – zdziwiłem się – przecież…

Dziewczyna podniosła się na łokciu i wpatrzyła we mnie czarnymi oczami. Na jej ustach pojawił się smutny uśmiech.

– Mnie było łatwiej niż tobie, ponieważ żyłam w czasach, gdy długowieczność była już na porządku dziennym. Lecz również nie mogłam w to uwierzyć od razu. Wszystko wydawało się dziwne. Po jakimś czasie pogodziłam się z tym.

– Powiedz, jak się nazywasz?

– Lucze, Dawidzie – odparła dziewczyna uśmiechając się do mnie słodko.

Z powrotem wtuliła się w moje ramię i zamruczała. Czułem jej zapach, ciepło jej ciała, wszystko to było tak bardzo namacalne, a jednocześnie tak nierealne. Westchnąłem ciężko.

– Wiesz, masz śliczne imię – szepnąłem.

Dziewczyna zaczęła delikatnie przesuwać opuszkami palców po mojej klatce piersiowej.

– Powiedz mi, kim jest Hera?

– Ona jest najstarszą Odwieczną. Pomysł odrodzenia ludzkiej rasy był jej. To dzięki niej się tutaj znalazłeś. To również ona odnalazła mnie i uratowała. Ziemia i Księżyc należą do niej.

– Byłaś na Ziemi?

– Jeszcze nie. Śpijmy, miałeś dziś wiele przeżyć, a jeszcze jest wcześnie…

Spojrzałem w biały sufit nade mną, łza popłynęła mi po policzku. Wciąż targały mną sprzeczne uczucia. „Czy to możliwe, że wszystko to jest prawdą – zastanawiałem się w myślach – czy może jestem w domu bez klamek i ludzie w białych kitlach leczą mnie po ciężkiej traumie jaką przeżyłem po przymusowym „wypoczynku u terrorystów”. Zamknąłem powieki. Usnąłem…

Pierwszy Dzień Nowej Ery

Gdy się obudziłem, leżałem sam w łóżku. Podniosłem delikatnie głowę i uświadomiłem sobie, że wszystko to, co wczoraj przeżyłem nie było snem. Dostrzegłem również małe zmiany w moim pokoju. Pierwsze, co zobaczyłem, to stojące przy przeciwległej ścianie biurko z wygodnym fotelem, w którym siedziała Lucze ubrana w swoją nieskazitelnie białą szatę. Zerknąłem w prawą stronę. W ścianie zauważyłem drzwi wyraźnie odznaczające się w całej konstrukcji pomieszczenia. Obok nich stała szafa i regały. Podniosłem się z łóżka. Dojrzałem szare ubranie leżące na szafce nocnej, której również nie pamiętałem z wczorajszego dnia. Ubrałem się w nie. Było miękkie, nie krępowało ruchów a jednocześnie wydawało się solidne. Gdy odwróciłem się w stronę dziewczyny, ta wpatrywała się we mnie z uśmiechem. Delikatny dreszcz przeszedł mi po plecach na widok jej czarnych oczu, jednak zaraz uśmiechnąłem się serdecznie mając nadzieję, że dziewczyna niczego nie dostrzegła.

– Dzień dobry – powiedziałem.

– Dzień dobry – odparła. – Zobacz, co Hera ci wstawiła.

Podszedłem do niej i zerknąłem na biurko, na którym spoczywała bezprzewodowa klawiatura od komputera, posiadająca z prawej strony płaski pulpit wielkości dłoni.

– Super, dostałem klawiaturę.

– Nie wygłupiaj się – skwitowała – połóż rękę tutaj.

Wskazała płaski prostokąt pulpitu. Z delikatnym wahaniem dotknąłem go. Coś pod moją ręką błysnęło. Na ścianie przed biurkiem pojawił się ekran, choć ze smutkiem stwierdziłem, że w wielkości jednej czwartej tego, który włączyła Hera. Na oko miał czterdzieści cali. Wyskoczyło na nim wielkie L, które zaraz ustąpiło miejsca wielkiej mapie wszechświata.

– Co to?

– To program umożliwiający połączenie się z każdą żywą osobą we wszechświecie, nie jest ich zbyt dużo. Aktualnie jesteś na stronie głównej, można tu znaleźć informacje o każdej planecie, satelicie, układzie słonecznym, liczbie ich mieszkańców, ukształtowaniu terenu, gatunkach fauny i flory zamieszkujących te planety, które podpisały Traktat Ludzkości. Jak na razie do wyboru mamy jedynie Ziemię oraz jej księżyc.

– No to widzę, że można poszaleć.

Na tą ironiczną uwagę dziewczyna zmarszczyła nosek jednak puściła ją mimo uszu.

– Planety możesz wyszukiwać ręcznie albo wciskając ESC i wpisując ich nazwę. Jest tutaj również opcja z własnym profilem, listą kontaktów oraz wieloma innymi funkcjami, które można używać. Wpisując swoje imię i nazwisko zamiast planety możesz dostać się na swój profil, jego edycja jest możliwa po przednim skanie prawej dłoni. To coś jak połączenie poczty elektronicznej wraz z wszelkimi komunikatorami społecznościowymi i zwykłą stroną internetową. Spróbuj wejść na swój profil.

Posłusznie zrobiłem to o co mnie prosiła. Już po chwili zobaczyłem swoje zdjęcie wraz z kilkoma podstawowymi informacjami o mnie. W dolnym rogu ekranu żarzyła się na czerwono miniaturka czyjegoś zdjęcia. Kliknąłem na nią. Nagle na połowie ekranu pojawiło się zdjęcie Lucze, a tuż obok niej „Czy chcesz przyjąć od tej osoby zaproszenie?”. Kliknąłem „Tak” i po chwili miniaturka zdjęcia widniała pod pozycją „Ostatnio dodani”. Dziewczyna zaśmiała się wesoło.

– Świetne, co nie?

Rzeczywiście była to naprawdę bajerancka rzecz. Po chwili zastanowienia odszukałem profil Hery, niestety oprócz kilku podstawowych wiadomości o niej, które już znałem nie znalazłem tam nic ciekawego. Szybko cofnąłem się do wyszukiwania. Następnie wpisałem Księżyc niestety oprócz nazwy oraz dużego satelitarnego zdjęcia wszystkie zakładki dotyczące tego miejsca głosiły „w budowie”. Niewiele myśląc powtórzyłem całą procedurę z Ziemią, ale jej strona była identyczna do strony Księżyca. Z dezaprobatą kliknąłem kilkakrotnie ESC. Wróciłem do głównej strony wszechświata i nagle wyświetliła się nowa strona. Były tam poukładane alfabetycznie po lewej stronie hasła takie jak rozrywka, wszechświat, planety, księżyce, ludzie. Dodatkowo na środku ekranu pojawił się napis „W Systemie”, a zaraz pod nim były trzy podświetlone na niebiesko kategorie: planety, księżyce, ludzie. Przy każdej z nich w nawiasach napisane liczby, przy dwóch pierwszych jedynki a przy ostatniej trójka.

– Chyba coś zepsułem – powiedziałem z przekąsem.

– Nie, wydaje mi się, że właśnie jesteśmy na prawdziwej głównej stronie. Choć nie byłam tutaj jeszcze.

Na dźwięk pukania do drzwi aż podskoczyłem. Jak na znak odwróciliśmy się w ich stronę. Ku mojemu zaskoczeniu pojawił się na ich framudze mały ekranik i zobaczyłem niebieską twarz Hery.

– Czy ona nas widzi? – spytałem półgłosem.

– Ani nas nie widzi, ani nie słyszy – odparła z widocznym rozbawieniem Lucze – ale wie, że tu jesteśmy, więc wypadałoby otworzyć. Na prawo od drzwi masz taką czarną płytkę przymocowaną do ściany. Przyłóż tam dłoń.

Zrobiłem tak jak mi poradziła. Po chwili śluza otworzyła się z sykiem. Odwieczna podniosła na mnie swoje niesamowite oczy i uśmiechnęła się.

– Mogę wejść?

– Oczywiście, proszę – odparłem wpuszczając ją do środka.

– Ja muszę uciekać – powiedziała Lucze – do zobaczenia później.

Nim śluza zamknęła się dziewczyna wyszła z pomieszczenia.

– Jak ci się podoba twój pokój? W miarę wygodnie urządzony?

– Bardzo.

Kobieta zerknęła na monitor i uśmiechnęła się.

– Widzę, że Lucze wprowadziła cię w tajniki naszego Systemu?

– I tak i nie – mówiąc to uśmiechnąłem się do niej – niechcący wyszedłem poza mapę wszechświata i znalazłem się na tej stronie. A ona ją pierwszy raz w życiu widziała.

– Nie dziwię się, niedawno ją dodaliśmy, jako główną stronę.

– Coś nie ma w niej dużo ludzi i informacji…

Kobieta uśmiechnęła się.

– Prawda. Do Systemu są przyłączone jedynie planety, które podpisały z nami „Traktat Ludzkości”. Niestety, jak do tej pory nie cieszy się on dużą ilością członków. Upłynie jeszcze wiele czasu zanim stanie się on w pełni sprawny.

 

– To znaczy, że nie ma sensu klikać po zakładkach, bo i tak nic tam nie znajdę?

– Jeśli będziesz miał ochotę to możesz wejść na zakładkę „wiedza”. Ten dział, a zwłaszcza kilka gałęzi jest tam solidnie rozwiniętych, niestety niektóre z nich są również puste jak chociażby historia. Do naszych czasów niektóre z gałęzi wiedzy zostały bezpowrotnie jak do tej pory zatracone. No, ale będziesz miał jeszcze czas to obejrzeć. Co powiesz na mały spacer po balkonie?

– Czemu nie – odparłem uśmiechając się.

Podeszliśmy do ściany naprzeciwko drzwi wyjściowych i dotknąłem czarnej płytki po prawej stronie. Śluza otworzyła się z sykiem. Dziarskim krokiem ruszyłem do przodu.

– Pocze… – zaczęła Hera.

Właśnie w tym momencie wyrżnąłem nosem w szybę. Cofnąłem się rozmasowując twarz.

– Trzeba dwukrotnie przycisnąć, jeśli chce się wyjść.

Idąc za jej radą nacisnąłem na płytkę jeszcze raz. Znowu coś syknęło. Niepewnie ruszyłem do przodu z wyciągniętą ręką. Tym razem jednak nie natrafiłem na żaden opór. Wyszliśmy na zewnątrz. Poczułem rześki powiew powietrza na twarzy. Przez chwilę wpatrywałem się zauroczony w przepiękny widok.

– Jesteśmy na Księżycu – powiedziała wyglądająca na trzydziestolatkę kobieta, jakby czytała mi w myślach.

– Tak podejrzewałem.

– Jak sobie radzisz z nową rzeczywistością?

– To dziwne uczucie dowiedzieć się, że się nie żyje.

– Owszem. Widzisz, jesteś pierwszym pozytywnym sukcesem naszego projektu. Pewnie już o nim słyszałeś?

– Tak, Lucze mi opowiadała.

– Przez wiele wieków próbowaliśmy na różne sposoby przywrócić nam dawno utracone możliwości. W wielu upadł duch i odeszli opłakiwać porażki. W końcu doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy nieskażonych egzemplarzy. Całkowicie czystych, które mają perspektywy rozwoju przed sobą.

– I co stworzyliście maszynę do cofania się w czasie?

– Nie – odparła z uśmiechem – oczywiście, że nie. Taka maszyna istnieje już od wielu stuleci. Dopiero niedawno doszliśmy, jak z niej skorzystać. Stworzyliśmy kopię twojego ciała, która była w identycznym stanie, w jakim byłeś tuż przed śmiercią, a następnie podmieniliśmy was. Dzięki czemu jesteś tu teraz z nami.

– Zabiliście klona?

– Nie. W twoim przypadku to była jedynie kupa komórek bez świadomości. Kawałek mięsa zgadzający się idealnie z twoim ciałem.

– A nie mogliście po prostu zmienić przeszłości?

– To również jest niemożliwe – powiedziała ze smutkiem Hera. – Podjęliśmy jedną próbę zmiany przeszłości. W rezultacie zginęło dziesięciu Odwiecznych, a próby dokonania zmian nie powiodły się.

Przez chwilę się zastanawiałem, nim znów zacząłem mówić.

– W gruncie rzeczy powinienem był ci podziękować. Gdyby nie ta podmiana byłbym już martwy.

Kobieta uśmiechnęła się.

– Jesteś naszą nadzieją, ale o tym porozmawiamy kiedy indziej. Dziś przyszłam cię zaprosić na małą ucztę.

– Ucztę – zdziwiłem się.

Dopiero na myśl o jedzeniu poczułem, jak bardzo jestem głodny. Mój żołądek zaburczał przeciągle.

– Tak, oprócz ciebie, mnie i oczywiście Lucze przyjdą jeszcze trzy osoby będące obecnie w obiekcie. Pozostali niestety porozlatywali się po kosmosie i minie trochę czasu nim wrócą.

– Z ogromną chęcią – mówiąc to, czułem jak ślina napływa mi do ust na samo wspomnienie jedzenia.

– Chodźmy– powiedziała wskazując w prawą stronę.

Ruszyliśmy wolno. Z każdym krokiem przyzwyczajałem się do przezierającej przez błękit nieba wielkiej kuli ziemskiej. Szliśmy przez dobre pięć minut nim Hera zatrzymała się przy ścianie. Położyła dłoń na małym, czarnym kwadraciku. Śluza z sykiem otworzyła się. Weszliśmy do środka i stanęliśmy przed niewielkim stołem zastawionym różnymi potrawami. W całym pomieszczeniu unosił się cudowny zapach jedzenia, na który mój brzuch od razu zareagował burczeniem, przypominając mi jak bardzo jestem głodny. Rozejrzałem się po ustawionych na stole półmiskach, w większości rozpoznawałem jedzenie, które się w nich znajdowało, ale były tam też potrawy, których w życiu na oczy nie widziałem. Pierwszym, co przykuło moją uwagę był półmisek z czarnymi wężami. Na jego widok pierwszy zapał do jedzenia rozpłynął się i uświadomiłem sobie, że chyba nie jestem aż tak głodny jak mi się wydawało. Kilka kolejnych mis było po brzegi wypełnione jakąś nie do końca dobrze zmieloną papką, mimowolnie wzdrygnąłem się i szybko przeniosłem wzrok na półmisek z ziemniakami. Nigdy nie byłem zwolennikiem awangardowych potraw. By nie tracić na nowo rozbudzonego apetytu przestałem wpatrywać się w półmisy. Zauważyłem, że wokoło okrągłego stołu stało pięć krzeseł. Kobieta gestem ręki wskazała mi miejsce. Usiadłem, ona zajęła miejsce naprzeciwko. Z zainteresowaniem rozejrzałem się po pomieszczeniu. Ku mojemu zadziwieniu nie było tu żadnych mebli. Spojrzałem w miejsce którędy weszliśmy, było tam wielkie przeszklenie na całą ścianę, którego nie spostrzegłem, gdy wchodziliśmy z zewnątrz. Zerknąłem na przeciwległą ścianę, w której był jakiś korytarz. Lecz nie widziałem, dokąd biegnie, ponieważ po trzech metrach skręcał w prawo. Ponownie spojrzałem prosto w przedziwne oczy kobiety. Powoli zaczynałem się do nich przyzwyczajać gdyż, nie przeszedł mnie znów zimny dreszcz, a przynajmniej tak sobie to tłumaczyłem. Wskazałem palcem na przeszklenie i z uśmiechem zapytałem:

– Nie widziałem tego z zewnątrz. Zamontowaliście tu lustro weneckie?

Hera uśmiechnęła się dobrodusznie. Jej niebieska skóra w świetle dziennym wyglądała jaśniej niż w moim pokoju.

– Zasada działania jest podobna, choć nie jest to lustro weneckie.

Gdy krzesło obok mnie zaszurało, aż podskoczyłem z zaskoczenia. Gwałtownie obróciłem się w lewą stronę. To Lucze zajmowała swoje miejsce, jej czarne oczy bez białek wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem.

– Chyba cię nie wystraszyłam?

Strach, dopiero teraz dotarło do mnie, że jeszcze przed paroma godzinami obcy człowiek wymierzył we mnie pistolet. Chciał mnie zabić, choć nawet mnie nie znał. Na samo wspomnienie tamtych chwil poczułem chłodny uścisk w sercu. Odrzuciłem jednak te czarne myśli od siebie.

– Troszkę – odparłem spokojnie – nie spodziewałem się.

Gdy wypowiadałem te słowa dostrzegłem dwie postaci, które weszły do środka. Chyba delikatnie skinęły głowami, więc odwzajemniłem ukłon. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, były pomarańczowe dłonie jednej z nich. Zajęli miejsca po obu stronach Hery. Z prawej usiadła ta o kolorze skóry dojrzałej pomarańczy. Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w obydwie ukryte osoby czekając, aż zechcą ujawnić swoje twarze. Zapadła cisza. W końcu nie wytrzymałem.

– Czemu chodzicie z zasłoniętymi twarzami?

– Nie chcieliśmy cię krępować – powiedziała postać o pomarańczowej skórze, – lecz jeśli ci to nie przeszkadza…

Szybkim ruchem zerwał kaptur z głowy. Moim oczom ukazała się przystojna twarz mężczyzny, w którego błękitnych oczach nie uświadczysz nawet odrobiny białka czy źrenicy. Krótko ścięte czarne włosy prawie ukrywały dwa małe różki tuż nad krzaczastymi brwiami.

– Jak ci się podoba, twardzielu?

– Nie gustuje w mężczyznach – odparłem hardo.

Mężczyzna roześmiał się serdecznie. Coś syknęło i błękitnooki krzyknął:

– Loki, przyleciałeś. Nie uwierzysz jakiego zgrywusa ściągnęliśmy!

Szybko odwróciłem się w stronę przeszklenia. Stał tam półnagi mężczyzna z długimi, rozpuszczonymi włosami. Z jego łopatek wyrastały czarno opierzone skrzydła. Skłonił się grzecznie, na co odpowiedziałem mu tym samym. Jego usta rozciągnęły się w subtelny uśmiech.

– Witaj Dawidzie – powolnym krokiem podszedł do ostatniego wolnego miejsca i zajął je.

– Skoro już tak wszyscy się przedstawiamy, to ja nazywam się Hermes– powiedział pomarańczowoskóry – a ty się nie przedstawisz?

Spytał się patrząc na postać wciąż ukrywającą swoją twarz pod szatą.

– Jeszcze przyjdzie na to czas – odparł kobiecy głos.

Spojrzałem na nią, w jakiś nierealny sposób wydała mi się bardzo znajoma.

– Dawidzie, powiedz – zaczęła Hera – czy w końcu nam wierzysz?

– Wybaczcie bezpośredniość – odparłem dyplomatycznie – jednak patrząc na was trudno wam nie uwierzyć. Choć jest to tak realne, to wciąż pewna część mnie nie może w to wszystko uwierzyć.

– Spokojnie chłopie – krzyknął Hermes z pełnymi ustami winogron – dla nas też wyglądasz dość antycznie.