AwersTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Copyright © Adrian Bednarek, Ryszard Ćwirlej, Hanna Greń,

Marta Guzowska, Izabela Janiszewska, Robert Małecki,

Marta Matyszczak, Małgorzata Rogala, Magda Stachula,

Bartosz Szczygielski, Mariusz Zielke,

Przemysław Żarski, 2020

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2020

Redaktor prowadzący: Adrian Tomczyk

Marketing i promocja: Anna Rychlicka-Karbowska

Redakcja: Mirosław Ruszkiewicz

Korekta: Gabriela Niemiec, Mirosław Krzyszkowski

Projekt okładki:

Paweł Panczakiewicz / panczakiewicz art.design

www.panczakiewicz.pl

Projekt typograficzny: Mateusz Czekała

Łamanie: MELES-DESIGN

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

eISBN 978-83-66570-12-2

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

SPIS TREŚCI

Adrian Bednarek

NIEZNAJOMA

Ryszard Ćwirlej

NIEBIAŃSKI DOM

Hanna Greń

CZARNE NIEBO

Marta Guzowska

MARYJKA

Izabela Janiszewska

CAŁA PRAWDA O KŁAMSTWIE

Robert Małecki

CIERNIE

Marta Matyszczak

TELEFON Z ZAŚWIATÓW

Małgorzata Rogala

USŁUGA (NAJKRÓTSZE ŚLEDZTWO GÓRSKIEJ I TOMCZYKA)

Magda Stachula

PRAGA

Bartosz Szczygielski

PRZYSTAWKA

Mariusz Zielke

W KAMPINOSIE NIE MA ŻMIJ

Przemysław Żarski

DESPERACJA

Adrian Bednarek

NIEZNAJOMA

– Może pojedziemy gdzieś, gdzie nikt nas nie będzie widział? – Pytanie zadane przez ciemnowłosą piękność wisiało nad nimi od chwili, w której przysiadła się do jego stolika.

Czterdzieści minut wcześniej Damian skończył pracę. Osiem godzin obsługiwania klientów banku dało w kość. Jak zwykle w piątek nie spieszyło mu się do przepłaconego mieszkania z prestiżowym widokiem na Kaufland i McDonalda. Tam czekała żona, dwójka małych dzieci, a w pakiecie kolejna harówka. Kąpanie, czytanie bajek, usypianie i pewnie jakieś sprzątanie. Nie tak miało to wyglądać osiem lat po ślubie. Miał być awans, własny dom, służbowy samochód i święty spokój.

Codzienność była męcząca, a gorący częstochowski wieczór zachęcał, żeby choć trochę pokręcić się po mieście. Postanowił, że zanim wsiądzie w autobus, który przetransportuje go wprost do weekendowej monotonii, zje chociaż dobrego hamburgera i poprawi go piwem. Z takim założeniem przekroczył próg Fabryki Częstochowa. Miał fart. Lokal pękał w szwach, ale kiedy wszedł, czteroosobowa rodzina właśnie zwalniała stolik.

Ciemnowłosa piękność pojawiła się kilka minut po tym, jak złożył zamówienie. Była młodsza od niego. Dzięki dziewczęcym rysom twarzy i lekko zadartemu nosowi trudno było dokładnie określić jej wiek, ale na pewno nie przekroczyła trzydziestki. Niemal sklejone ze skórą dżinsy podkreślały szczupłe biodra, luźna koszula w kratkę rozpięta pod szyją maskowała piersi, niebezpiecznie pobudzając wyobraźnię. Idealnie proste włosy kończyły się pod łopatkami, grzywka opadała na czoło. Najbardziej urzekło go jej spojrzenie. Kiedy pytała, czy może się dosiąść, jasnozielone oczy, przypominające barwą młode liście, zaczęły go hipnotyzować. Nie potrafił odmówić, zgodził się odruchowo.

Dziewczyna usiadła po drugiej stronie stolika. Powiedziała, że ma na imię Patrycja. Cały czas patrzyła mu prosto w oczy, zdawała się w ogóle nie mrugać. Najpierw oboje ponarzekali na to, jak ciężko znaleźć miejsce w tej knajpie, potem ona napomknęła, że jest projektantką wnętrz i właśnie wraca ze spotkania z wyjątkowo irytującym klientem, któremu nic nie pasuje. On opowiedział o banku i skali ludzkiej upierdliwości wykraczającej poza wszelkie standardy. Śmiała się do rozpuku, słuchając jego drwin na temat kolejnych oszołomów z wygórowanym mniemaniem o sobie.

Damian szybko przestał myśleć o żonie, dzieciach i codzienności. Przecież nie robił nic złego. To miała być odskocznia, wspólny posiłek, krótka rozmowa podbudowująca ego trzydziestopięciolatka. Nic więcej. Nakręci się, złapie pozytywne wibracje, a gdy Karolina i dzieci będą spać, ulży sobie pod prysznicem. Ciemnowłosa piękność pozostanie miłym wspomnieniem, skonsumuje ją w wyobraźni. Tak to miało wyglądać – do chwili, w której złożyła swoją propozycję.

– Twój mąż nie będzie miał nic przeciwko? – spytał zamiast odmówić.

Od lat nie siedział sam na sam z piękną nieznajomą. Zdążył zapomnieć, jakie emocje wywołuje takie zbliżenie. Kiedyś był niezłym graczem, tylko młodość zmieniła go przedwcześnie. Trawiło go poczucie winy, zamknął się w sobie i dobrowolnie stronił od kontaktów z dziewczynami. Później, gdy już się otrząsnął, poznał Karolinę i zaangażował się w związek, który przypominał mu, jak spokojne i niegroźne potrafi być życie.

Ale ta ciemnowłosa piękność złożyła mu konkretną propozycję. I to taką, jakie zdarzają się zwykle w fantazjach i z rzeczywistością mają niewiele wspólnego. Damian musiał poluzować krawat, na koszuli pojawiły się pierwsze krople potu.

– Ups, masz rację. – Dziewczyna pogłaskała złotą obrączkę na palcu. – Nie powinnam… – Przygryzła wargę i polizała ją, jakby chciała ukoić ból zadany przez zęby. – To idiotyczne. Nie wiem, co mnie napadło. – Odwróciła się w stronę okna, lekko zawstydzona.

– Wcale nie idiotyczne. – Słowa zachęty same wyskoczyły mu z ust. Bał się, ale przeczuwał, że podobna sytuacja nie powtórzy mu się już nigdy w życiu. – Potrafiłabyś przejść nad tym do porządku dziennego? Żadnych wyrzutów sumienia?

– Myślę, że dałabym radę. – Wzruszyła ramionami. – Nigdy nie sprawdzałam, dzisiaj też nie zamierzałam. Miałam po prostu ochotę na coś pysznego. Ale do diabła! – Spojrzała mu w oczy, jej słodki głos wszedł na wyższy ton. – Od czterech lat taplam się w całkiem udanym związku, tylko ta monotonia jest zamulająca. Brakuje iskry, elementu zaskoczenia, czegoś innego. Czasami jest tak nudno, że aż boli. Spontan z nieznajomym mógłby być świetnym wspomnieniem na gorsze dni. – Przyłożyła dłoń do ust. – Sorki, sama nie wierzę, że to mówię.

– Doskonale cię rozumiem. – Damian czuł, że jeśli odpuści, wyjdzie w jej oczach na przeciętnego faceta z równie przeciętną posadką, który nie ma odwagi wziąć spraw w swoje ręce. Dokładnie takiego, jakim był przez większą część swojego życia. – Dokąd chciałabyś pójść?

Świadomość, że Patrycja jest mężatką, w dziwny sposób dodawała mu animuszu. Partner w zbrodni wszystko ułatwia. Oboje popełniają przestępstwo, są współwinni, więc jedno będzie kryło drugie. Zabawią się, odnajdą ugaszoną iskrę, przeżyją przygodę, a potem wrócą grzecznie do swych rodzin. Pozostaną w swojej pamięci. Jednorazowy skok w bok. Marzenie większości dorosłych ludzi.

– Na pewno nie do mojego domu – parsknęła śmiechem.

Damian pomyślał o tym, że nie zabrałby tej dziewczyny do dwugwiazdkowej speluny. Byłoby to zbyt uwłaczające. Do Patrycji pasowałby hotel Mercure, ewentualnie Grand albo Ibis, ale na takie przybytki brakowało mu forsy. Akurat kończył się miesiąc i zawsze był wtedy spłukany, a rodzinne wydatki rosły proporcjonalnie do kurczących się zasobów.

– U mnie też nie da rady – powiedział, żeby zagrać na czas i pomyśleć nad alternatywnym rozwiązaniem.

– Moi rodzice wyjechali na wakacje – słowa Patrycji były niczym najpiękniejsza muzyka. – Możemy pojechać do nich, zupełnie jak za starych, dobrych czasów. – Puściła mu oko.

Coraz bardziej się pocił, ręce zaczynały mu drżeć. Czuł się podobnie, gdy po raz pierwszy rzucił fajki i po kilku dniach walki z myślami zdecydował, że jednak kupi paczkę.

– Nie będziesz miała problemów? – musiał zapytać.

Nic o niej nie wiedział, nie miał pojęcia, kim jest jej mąż. To mógł być kafar z siłowni ogarnięty manią zazdrości albo jakiś psychol kontrolujący każdy jej ruch. Później ścigałby Damiana lub, co gorsza, powiedziałby o wszystkim Karolinie, niszcząc ich małżeństwo.

– Skąd! – Machnęła ręką. – Mój mąż jest początkującym architektem. Trafiła mu się niezła fucha. Już rano odgrażał się, że nic nie odklei go dzisiaj od kompa. Ja mogę mieć jeszcze jedno nieplanowane spotkanie z klientem. – Chwyciła go za dłoń. Jej skóra parzyła, ale w przyjemny sposób, jak promienie letniego słońca. – A ty unikniesz konsekwencji?

 

– Coś wymyślę.

Wystarczyło napisać Karolinie SMS-a i wytłumaczyć, że musi zostać w biurze. Powiedzieć, że dostali cynk o niespodziewanym nalocie z centrali, który szykuje się w poniedziałek, i razem z pozostałymi kasjerami muszą się przygotować. Wróci trzeźwy, co będzie stanowić bezsprzeczny dowód na jego prawdomówność. Potrzebował chwili zapomnienia. Od wielu lat dusił się w swoim życiu, a Patrycja była jak tlen.

– Lubię u mężczyzn takie zdecydowanie. – Na nodze poczuł jej stopę. Przejechała nią wzdłuż jego kości piszczelowej. Była zbyt śmiała jak na kogoś, kto nigdy nie wywinął podobnego numeru, a Damian zbyt napalony, żeby wnikać w szczegóły.

– Naprawdę to zrobimy? – spytał, jakby ciągle nie mógł uwierzyć. – Wyjdziemy stąd i…?

Pokiwała głową, mocniej zaciskając palce na jego dłoni.

***

Dwadzieścia minut później Patrycja zaparkowała wysłużonego fiata punto pod starym domem na ulicy Czarneckiego. Ślepa uliczka granicząca z czteropasmową Jana Pawła. Blisko miasta, nieśmiały zalążek centrum, a jednak bardzo dyskretnie.

– Otworzysz bramę? – spytała. – Nie chcę afiszować się przed sąsiadami swoim przyjazdem.

Damian niechętnie zdjął rękę z jej uda. Dotykali się przez całą drogę. Był nakręcony jak dzieciak w lunaparku. Wszystko układało się znakomicie, nawet Karolina połknęła haczyk i życzyła mu owocnej pracy. Dla uzyskania lepszego efektu zapewnił ją, że jutro cały dzień poświęci na prace domowe. Ale teraz miał już o tym nie myśleć. Nie liczył się niewierny mąż, którym się stawał. Liczyła się tylko niewierna żona, która wysiadła z samochodu.

– Zapraszam – powiedziała, uporawszy się z zamkiem w drzwiach.

Na pierwszy rzut oka dom robił kiepskie wrażenie. Piętrowa rudera wyglądała tak, jakby lada dzień miała się rozsypać. W środku cuchnęło lekami, stęchlizną oraz jodyną. Zapach kojarzący się z dziadkiem i babcią przypominał, że nic nigdy nie jest w pełni doskonałe. Ale zgrabna pupa Patrycji przeczyła tej teorii. Patrząc na nią, Damian zapomniał o wszelkich blokadach. Rzucił się na dziewczynę, gdy tylko minęli przedpokój. Przywarł do jej pleców, dłonie zacisnął na biodrach, usta wbił w szyję. Smak obcej kobiety odurzał jak wódka.

– Chcesz zobaczyć mój dawny pokój? – Patrycja sprytnym ruchem wywinęła się z jego objęć. – Rodzice ciągle nie wyrzucili łóżka.

Nie chciał, nie interesowało go zwiedzanie pokoi. Nie potrzebował łóżka. Chciał mieć Patrycję tu i teraz, opartą o starą boazerię w korytarzu.

– Jasne. – Mimo wszystko Damian panował nad sobą. Nie chciał wyjść na nachalnego, wolał dostosować się do jej reguł.

Chwyciła go za rękę i poprowadziła na górę. Piętro też było zniszczone i zaniedbane. Odpadające klepki od parkietu, brudne ściany, a na nich jakieś czarno-białe zdjęcia ślubne z bardzo dawnych czasów.

– Ten. – Wskazała zamknięte drzwi, przed którymi stała masywna komoda.

Puściła go, sugerując, żeby szedł przodem. Damian szarpnął za klamkę, wszedł do środka i zapalił światło. Nieduże łóżko stało w centralnym punkcie pokoju, zaścielone jakąś wiekową kapą. Na nim leżały dwie duże ramki ze zdjęciami. Podniecenie momentalnie uciekło, zastąpił je lodowaty dreszcz.

Damian znał postać ze zdjęć.

Chciał jakoś zareagować, spytać Patrycję, o co chodzi, skąd wzięła te fotki. Nie zdążył, bo potworny ból zawładnął jego szyją. Ostrza wbijały się w nią jedno za drugim jak szpony dzikiego zwierzęcia. Próbował je zrzucić, ale trwale zatrzasnęły się na jego szyi. Ciągle mógł oddychać, choć z każdym jego ruchem ostrza przecinały kolejne mięśnie, tkanki i żyły.

– Podoba ci się obroża? – głos Patrycji się zmienił. Nie brzmiała już słodko i zalotnie. Przepełniała ją pogarda. – Sama zaprojektowałam. – Weszła do pokoju, usiadła na łóżku.

Damian bezradnie wyciągnął ręce w jej kierunku. W uszach mu zagwizdało, krew podeszła do gardła. Upadł na kolana.

– Kawałek skóry i szkło z rozbitej butelki. – Patrycja postawiła ramkę na podłodze. – Plus oczywiście zapięcie.

W końcu domyślił się, kim ona jest. Chciał jej powiedzieć, że to nie jego wina, że byli dzieciakami, a on nie miał na to żadnego wpływu. Zamiast słów z jego ust wydobył się charkot. Cały czas szarpał się z obrożą. Pragnął tlenu, a tlen się kończył. Obraz przed oczami zrobił się zamazany, zasłaniała go krwista kurtyna.

Czuł, że umiera.

– Dobranoc, Damianku, pozdrów ją ode mnie. – Patrycja chwyciła jego dłonie i docisnęła do obroży. Kawałek szkła przeciął tętnicę.

Ostatnie, co zobaczył, to dziewczyna na zdjęciu.

Myślała, że będzie odczuwać wstręt, przerażenie albo chociaż wyrzuty sumienia. Dotąd nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy. Wizja zabójstwa dojrzewała w niej długo. Męczyła się latami, aż w końcu zrozumiała, że musi stanąć twarzą w twarz ze swoim lękiem i usunąć go na zawsze. Wtedy wreszcie przestanie ją boleć. Siedząc na łóżku przy zwłokach, czuła tylko czystą satysfakcję. Naprawdę było jej lepiej. Ból nieco zelżał.

Wcześniej, zanim przyprowadziła Damiana, wiele razy testowała swój atak. Wyobrażała sobie, jak on wchodzi do pokoju; ramki ze zdjęciami ustawiła celowo, miały uświadomić mu, czemu umiera. Potrzebowała też kilkunastu sekund jego dezorientacji, żeby wyciągnąć obrożę z komody i zatrzasnąć mu ją na szyi. Treningi były proste, ćwiczyła na manekinie pożyczonym ze sklepu, w którym na co dzień pracowała.

Gdy wszedł do domu, obleciał ją strach, ale szybko wzięła się w garść. Myślenie o przeszłości dodało jej sił. Przypomniała sobie tamte dni. Tragiczna wiadomość, potem kolejna. Burza myśli w głowie, chęć złamania przysięgi, sztuczne łzy Damiana na pogrzebie, gdy stał nad trumną, jakby naprawdę to wszystko stało się nie z jego winy.

Tygodnie głodówki, które spędziła bez celu na łóżku, rozmawiając z duchem, klinika, domowe kłótnie, wzajemne obwinianie się i rozwód rodziców, który miał przynieść ulgę, a w rzeczywistości zniszczył jej okres dorastania.

Przeżyty mrok stanowił silny motywator.

Zachęcał do popełnienia zbrodni.

– Wyobraź sobie, co poczuje twoja żona, kiedy nie wrócisz dziś z pracy. Nie wrócisz też jutro, pojutrze, za tydzień ani za miesiąc. Do końca życia będzie się z tym męczyć – powiedziała do zwłok. – I dobrze, idiotka nie ma pojęcia, z jakim bydlęciem się hajtnęła.

Umierając, Damian zachlapał cały pokój krwią, ale nie martwiła się tym. Państwo Ociepa, małżeństwo emerytów, do których należał dom, wracali z sanatorium dopiero w przyszłym tygodniu. Znali ją od dziecka, opiekowała się domem podczas ich wyjazdu. Będzie miała czas, żeby posprzątać.

– Wiesz, byłeś łatwiejszy, niż przypuszczałam. – Kucnęła nad trupem i zaczęła ciągnąć go na drugą stronę pokoju.

Myślała, że uwiedzenie żonatego, tak akuratnego, wstrzemięźliwego i wystraszonego faceta jak Damian nie będzie proste. Dlatego założyła obrączkę. Złoty symbol przynależności miał sprawić, że on poczuje się pewniej. Resztę zrobił jej strój, wygląd i spojrzenie. Lokalizację wybrała nieprzypadkowo. Wiedziała, że jak co piątek Damian pokręci się po mieście i pójdzie do Fabryki wchłonąć hamburgera. Przez ostatni miesiąc regularnie obserwowała jego wyjścia z pracy. Kilka razy dosiadała się

do żonatych facetów w innych knajpach, testując swoją umiejętność podrywu.

– Co za tempo – stwierdziła, z dumą patrząc na ścienny zegar. Wskazywał kwadrans po dziewiętnastej. Do Damiana dosiadła się zaledwie dwie godziny wcześniej. – Szybko mi z tobą poszło.

Załatwienie Damiana sprawiło jej niemałą satysfakcję, ale nie mogła spocząć na laurach. Noc dopiero się zaczynała, a ból jeszcze nie zniknął.

– Zaraz będziesz miał towarzystwo – jeszcze raz zwróciła się do trupa, kiedy przeszukiwała mu marynarkę.

Szybko zlokalizowała telefon. Położyła go na podłodze, spod łóżka wyjęła tłuczek do mięsa, który schowała tam na wszelki wypadek. Kilka szybkich uderzeń i delikatny jak bombka choinkowa iPhone rozpadł się na kawałki. Potem wyciągnęła kartę SIM, połamała ją i wywaliła do worka na śmieci. Nie martwiła się tym, że policja namierzy sygnał logowania do sieci. W aucie miała włączony zagłuszacz sieci GSM i sygnału GPS. Damian był tak pochłonięty wspólnym macankiem, że ani razu nie sięgnął po komórkę. Ostatni cyfrowy ślad zostawił w Alejach, kiedy pisał SMS-a do żony.

Zniszczywszy smartfon, poszła do łazienki. Stojąc przed lustrem, odpięła perukę. Zmyła makijaż, który zmienił kontury jej twarzy. Godzinami uczyła się go nakładać. Obejrzała chyba wszystkie filmy instruktażowe na YouTube. Podkład, korektor, rozświetlacz i bronzer spłynęły do umywalki. Dżinsy, w których czuła się jak otoczona dodatkową, ciaśniejszą skórą, wylądowały na podłodze. Podobnie stanik powiększający biust. Była sobą i w niczym nie przypominała już ciemnowłosej piękności.

Fryzurę miała w stylu wojskowym, ciało żylaste, lekko umięśnione, twarz chudą i kościstą. Opryszczka nie zniknęła z policzków od czasów dzieciństwa. Efekt wielu lat stresu. Wyglądała przeciętnie i była tego świadoma. Wiedziała, że policja trafi do Fabryki, to będzie ich ostatni trop w sprawie zaginięcia Damiana. Będą szukać zjawiskowej brunetki, która nie istnieje.

– Ty wolisz blondynki – wskazała palcem wydrukowane zdjęcie niebrzydkiego mężczyzny wetknięte za ramę lustra. – Teoretycznie powinno pójść łatwiej. – Sięgnęła do torby, w której trzymała akcesoria niezbędne do przygotowania kolejnego wcielenia na dzisiejszą noc.

Dochodziła dwudziesta pierwsza, ostatnie promienie słońca nagrzewały La Playę. Restauracja połączona z barem po zmroku zmieniającym się w dyskotekę, zlokalizowana przy zbiorniku wodnym otoczonym piaszczystą plażą, od pewnego czasu była nieformalnym centrum rozrywki. Plaża w środku miasta przyciągała tłumy. Godzina zmierzchu była przejściowa. Rodziny z dziećmi, starsze małżeństwa, rowerzyści pragnący zrelaksować się przy zimnym piwku powoli ustępowali miejsca młodzieży skuszonej intymnością terenów zielonych, gościom restauracji i imprezowiczom otwierającym nocną zmianę baru. W tej przedziwnej mieszance ludzkich ciał świeżo upieczona morderczyni czuła się pewnie.

Wysmarowane kremem brązującym nogi, których najciekawsze fragmenty skryła pod dżinsową spódnicą, przyciągały wzrok. Podobnie jasna koszulka na ramiączkach z wyeksponowanym dekoltem. Stanik push-up robił robotę, ale i tak najlepiej prezentowały się włosy. Jasne kręcone loki unosiły się pod wpływem ciepłego wiatru. Peruka kosztowała majątek. Makijaż znów zmienił jej twarz – była ciemniejsza niż poprzednio, bardziej wyrazista; usta podkreśliła różową szminką. Typ podmiejskiej solary i strój łatwej niuni. Jej drugi cel gustował w niewymagających dziewczynach.

Dawid Piasecki był młodszym o trzy lata bratem Damiana. Zachowywał się zupełnie inaczej, jakby rzeczy, które zrobił za młodu, nigdy go nie opuściły, jedynie utrwaliły ówczesny system wartości.

Przychodził na La Playę w każdy weekend, gdy kończył pracę w warsztacie samochodowym. Przepijał tu większość pensji, śliniąc się do najbardziej zdzirowato wyglądających lasek. Zawsze towarzyszyło mu kilku kumpli. Wszyscy ładowali do późnej nocy lub do momentu, w którym wódka odcinała im prąd.

Dziś na drodze Dawida stanęła blondwłosa piękność.

– Cześć, jestem Agnieszka – rzuciła bez cienia skrępowania, gdy składał swoje zamówienie przy barze.

Łypnął na nią podejrzliwie. Mimo rozrywkowego stylu życia wyglądał lepiej niż brat. Damian miał wyraźny zarys rosnącego brzucha, na siłę napompowane łapy i przerzedzone włosy. Z kolei Dawid był trochę wyższy, lekko dopakowany, a jego gęste włosy ciekawie łączyły się z mętnym spojrzeniem czarnych oczu. W innych warunkach mogłaby go uznać za przystojnego.

– Agnieszka, co tutaj nie mieszka? – wybełkotał chłopak, odbierając szklankę czystej i puszkę red bulla. Zdecydowanie nie był już trzeźwy. – Fajne imię, fajna piosenka. Trzymaj się. – Nie zamierzał wdawać się w dyskusje, co bardzo ją zdziwiło.

– Postawisz mi drinka? – rzuciła desperacko, kompletnie zdezorientowana.

– A co ja jestem, knajpa all inclusive? Sama sobie postaw!

– Myślałam, że napijemy się, potem skoczymy do mnie… – Czując, że grunt pali jej się pod nogami, uderzyła prosto z mostu.

– Pewnie, obudzę się, ty będziesz z tatą, a za nim prokurator! – zarechotał.

– Wyglądam aż tak młodo? – Trudno było w to uwierzyć. Miała dwadzieścia sześć lat, a makijaż, choć dodawał urody, ewidentnie ją postarzał.

 

– Fakt. – Dawid umoczył usta w wódce, nawet się przy tym nie krzywiąc. – No to rano przyjdzie dwóch ruskich z wystawionym rachunkiem. Nie, dzięki. Kłopotów mam pod dostatkiem.

– Jesteś bezczelny – odparowała, nie wiedząc, co powiedzieć.

– Wcale nie, jestem tylko szczery. Na razie!

Liczyła, że zgarnie go do siebie w mniej niż dziesięć minut. Tymczasem najwyraźniej czekała ją ciężka przeprawa.

Plan się sypał, a czas płynął nieubłaganie. Morderczyni musiała improwizować. Dawid okupował stolik blisko parkietu, razem z kumplami opróżniali kolejne drinki. Postawiła na wzbudzenie w nim zazdrości. Podrywała najciekawiej wyglądających typów, tańczyła z nimi najbliżej wiadomego stolika, uśmiechała się do nich promiennie, przytulała, czasami wsuwała im ręce pod koszulki albo dawała się macać po tyłku. Nigdy czegoś takiego nie robiła, ale było to zaskakująco łatwe. Szybko stała się obiektem pożądania większości mężczyzn bawiących się w dyskotekowej części La Playi. Każdemu dziękowała po kilku wspólnych tańcach.

W trakcie przedstawienia Dawid zaczął się na nią gapić. Zdał sobie sprawę, że gdyby jej nie odmówił, byłby teraz królem lokalu, najważniejszym samcem w stadzie. W końcu to ona do niego podeszła, wybrała go, a on ją olał. A teraz przepijał porażkę kolejnymi drinkami, zbierał się na odwagę albo układał odpowiednią gadkę i w końcu ruszył do boju.

– Wiesz co, głupio się zachowałem – o wiele bardziej pijany zagadał do niej, kiedy zamawiała wodę przy barze. – Dużo kręci się tu podejrzanych lasek. Jestem nieufny, swoje przeszedłem. Źle cię oceniłem, więc się kajam. – Ukłonił się jak aktor po odegraniu sztuki w teatrze. – Dasz mi szansę, żebym się zrehabilitował?

W odpowiedzi zaszczyciła go przenikliwym spojrzeniem jaskrawozielonych oczu.

Dalej wszystko potoczyło się według planu. Wsadziła zataczającego się Dawida do samochodu, zagłuszyła sieć i opuścili La Playę, udając się na Czarneckiego. Chłopak ledwie dał radę otworzyć jej bramę. Był totalnie zalany, całą drogę przepraszał ją za wcześniejsze zachowanie i mówił, że zajebiście wygląda w spódniczce. Chciał zatrzymać się na stacji po szampana, ale powiedziała, że ma w domu butelkę. Auto należało do małżeństwa emerytów, praktycznie go nie używali, ona zawsze parkowała poza zasięgiem kamer, wizyta na stacji oznaczałaby wyrok.

W przeciwieństwie do brata Dawid nie próbował jej rozebrać od samego wejścia. Ewidentnie nie brakowało mu jednorazowych przygód. Śmiał się, opowiadał jakieś bzdury, wydawało jej się, że bardziej potrzebuje pogadać, niż uprawiać seks. Ochoczo zareagował na propozycję wizyty w jej pokoju.

Kiedy szli po schodach, czas zwolnił. Zabójczyni myślami znów wróciła do tamtych potwornych dni.

***

Miała sześć lat, jej siostra Ania szesnaście. Mieszkały w dziesięciopiętrowym bloku, który kończył ulicę Czarneckiego, trzysta metrów od domu Ociepów. Ona chodziła do zerówki mieszczącej się w podstawówce po drugiej stronie jezdni. Obok znajdowało się technikum, do którego uczęszczała Ania. Czasami starsza siostra odbierała ją ze szkoły.

W Dzień Wagarowicza Ania też odebrała siostrę. Już na pierwszy rzut oka było widać, że jest inna niż zawsze. Trochę przygaszona, jej wzrok zdawał się zagubiony, jakby krążył po zupełnie obcym świecie. Cerę miała bledszą, brzydko pachniała, jak tata w weekendy. Buzia, zwykle radosna, tego dnia przypominała maskę powagi.

Żeby dotrzeć do domu, dziewczyny musiały stanąć na pasach i przejść przez Jana Pawła. Kiedy zbliżyły się do swojego bloku, Ania zaproponowała spacer. Długo szły w milczeniu, młodsza siostra starała się zagadywać, opowiadała o cukierkach, które koleżanka rozdawała na urodziny, i kolejnej nagrodzie za dobre zachowanie.

– Bracia Piaseccy zawsze dostają to, czego chcą – nagle Ania przerwała siostrze wywód.

– Aha… – dziewczynka przytaknęła. Nie miała pojęcia, kim są bracia Piaseccy ani co ich łączy z jej siostrą.

– Posłuchaj, Kasiu, coś ci powiem. – Ania zwróciła się do niej szalenie poważnym tonem. – To będzie nasza tajemnica. Nie zdradzisz jej rodzicom ani swoim koleżankom. – Kucnęła przed siostrą, położyła jej ręce na ramionach. Spojrzenie miała lodowate. – Jesteś wystarczająco dojrzała, żeby pojąć znaczenie siostrzanego sekretu? Zdajesz sobie sprawę, że on nie może opuścić twojej główki, choćby nie wiem co się wydarzyło?

Kasia poczuła się ważna jak nigdy wcześniej. Ania zawsze jej imponowała, młodsza siostra była w nią zapatrzona jak w obrazek. Zawsze były sobie bliskie, bawiły się razem, razem się kąpały, siostra czytała jej bajki na dobranoc. Działo się tak do czasu, aż Ania zaczęła technikum. Teraz coraz częściej znikała z domu, nie dostrzegała młodszej siostry, zbywała ją, żyła swoim życiem.

– Nie powiem nikomu. Zabiorę nasz sekret do grobu. – Kasia użyła słów, które usłyszała w jakimś starym filmie. Zrobiłaby wszystko, żeby odzyskać dawną siostrę.

– Bracia Piaseccy… – zaczęła Ania, ciągle kucając. – Jeden z nich, Damian, chodzi ze mną do klasy. Chyba nawet byłam w nim zakochana. – Jej głos zaczął się łamać, ostatni wyraz zdawał się kłuć w język. – Dzisiaj zaprosił mnie na wagary. Wiesz, co to? – Dziewczynka pokręciła głową. – To znaczy, że nie idziesz na lekcje. Zamiast do szkoły poszliśmy do niego, zaproponował wino, potem… potem go pocałowałam, a potem…

Nagle Ania wybuchnęła płaczem i popędziła przed siebie.

Biegła bez sensu osiedlowymi ulicami, oddalając się od domu, aż w końcu przysiadła na ławce. Zalana łzami, rozedrgana. Młodsza siostra szybko do niej podbiegła. Wtedy Ania, patrząc gdzieś w pustkę przed sobą, kontynuowała opowieść. Opowiedziała o pocałunkach Damiana, o tym, jak włożył jej dłoń pod bluzkę, o ściąganiu ubrań, oporach znikających wraz z kolejnymi łykami wina, o rytuale, który wydawał jej się intymny i miłosny, o wyznaniach jak z książek i o tym, co się stało, gdy w jego mieszkaniu pojawiło się towarzystwo… Podzieliła się swoim wstydem, brudem i słowami, które potem odbijały się echem w głowie dziewczynki przez całe życie. „Bracia Piaseccy zawsze dostają to, czego chcą”.

Dziewczynka była zdecydowanie za młoda, żeby usłyszeć, co siostra ma do powiedzenia. A Ania była zbyt niedojrzała, zbyt przestraszona i zawstydzona, żeby porozmawiać o tym z kimś dorosłym. Ból musiał ją pochłaniać, zżerać jak próchnica, tylko w ekspresowym tempie. Nie wytrzymała napięcia. Następnego dnia, wracając ze szkoły, po kilku godzinach oglądania twarzy Damiana Piaseckiego, rzuciła się pod samochód na Jana Pawła.

Czteropasmówka, duże prędkości. Zginęła na miejscu.

W Dzień Wagarowicza siostra podzieliła się z Kasią wszystkimi szczegółami. Powiedziała, że jeden z krzywdzących ją braci to jeszcze dziecko. Dziecko, które upokorzyło ją najbardziej. Dziecko, które na nią pluło, kopało ją i biło, zafascynowane odkrywaniem „dorosłości”. Dziecko, które teraz pijane otwierało pokój na piętrze w domu Ociepów.

Początkowo zakładała, że załatwi go tak jak Damiana. Wykorzysta element szoku, żeby założyć mu obrożę. Obawiała się konfrontacji z mężczyzną, dlatego atak z zaskoczenia był najlepszy. Ale natłok wspomnień i widok tego skurwiela ledwo trzymającego się na nogach sprawiły, że zapragnęła czegoś innego.

Dawid wszedł do pokoju, bełkocząc coś o suszy w ustach. Ona w tym czasie otworzyła szufladę w komodzie. Obok obroży leżały dwa noże i tasak kuchenny. Przygotowała je na wszelki wypadek, jakby intuicyjnie przewidziała, co zechce zrobić. Wybrała tasak.

– Ooo, sentymentalne focie! – Dawid krzyknął radośnie na widok ramek. Chłopak był tak zamroczony, że nie rozpoznał Ani na zdjęciach. Nie widział też zwłok, bo leżały w dalszej części pomieszczenia przykryte kocem. – Lubię oglądać wspominki, ale moglibyśmy najpierw przepłukać usta?

Zamachnęła się, celując w odcinek szyjny kręgosłupa. W tym samym momencie on potknął się o własne stopy i poleciał na łóżko. Chrupnęła kość. Tasak zamiast w szyi zakotwiczył w barku Dawida Piaseckiego.

– Aaaaa! – Dawid upadł, drąc się wniebogłosy.

Spanikowana Kasia nie wiedziała, co robić. Próbować wyrwać tasak i uderzyć ponownie? Wrócić się do komody po inną broń?

Odpowiedź przyszła sama, bo Piasecki niczym wojownik z gry komputerowej wstał na równe nogi, chwycił za rękojeść tasaka i wyciągnął go z własnego barku. Krew lała się jak z przedziurawionej butelki, ale znieczulony alkoholem mężczyzna zdawał się w ogóle nie czuć bólu.

– Co jest, do kurwy nędzy?! – krzyknął, biorąc zamach na zdezorientowaną dziewczynę.

Odskoczyła w ostatniej chwili. Piasecki zaatakował ponownie. Nad głową Kasi świsnęło ostrze, wylądowała po drugiej stronie pokoju. Tam, gdzie leżał Damian.

– Załatwię cię, ty porąbana suko! – Zbliżał się do niej powoli, przekonany, że panuje nad sytuacją.

Ciągle nie zwracał uwagi na to, że się wykrwawia. Odurzony mózg jeszcze nie działał jak należy, adrenalina dodawała mu kopa. Potrzebował silnego wstrząsu, dlatego zabójczyni pociągnęła koc, odsłaniając zwłoki. Manewr zadziałał, bo Piasecki stanął, w bezruchu gapiąc się na trupa.