Wiedźmin. Historia fenomenuTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Zapraszamy na www.publicat.pl

Projekt okładki

NATALIA TWARDY

Koordynacja projektu

PATRYK MŁYNEK

Redakcja

DOROTA PACYŃSKA

Korekta

URSZULA WŁODARSKA

ANNA KURZYCA

Edycja fotografii

MAREK NITSCHKE

Redakcja techniczna

LOREM IPSUM – RADOSŁAW FIEDOSICHIN

Wydawca dołożył wszelkich starań w celu odnalezienia podmiotu autorskich praw majątkowych, jednakże w przypadku części materiałów nie udało się ustalić autorstwa lub skontaktować z autorem. Działając w poszanowaniu prawa, wydawca prosi autorów o kontakt.

Copyright © Publicat S.A., Adam Flamma MMXX (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved

ISBN 978-83-245-8452-9

Konwersja: eLitera s.c.


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Wstęp

Początki

Wiedźmin

Rozmowa z Andrzejem Sapkowskim. Wiedźmin nie podzielił losu innych

Król opowiadań

Czas na sagę!

Na podbój świata

Rozmowa z członkami grupy ESSE. Prawda o rock operze

Sezon burz

Rozmowa z Tomaszem Pindlem. Nadzieja przyszła ze wschodu

Literacki fenomen

Rozmowa z Krzysztofem Banaszykiem. Anioł wyrzucony z niebios

Na planszy komiksu

Rozmowa z Bogusławem Polchem. Najtrudniejsza jest pierwsza adaptacja

Wiedźmun i Święty Grill

Trudny romans z grami

Rozmowa z Markiem Oleksickim. Komiks, który nie powstał

Wiedźmin po amerykańsku

Rozmowa z Aleksandrą Motyką. Inaczej niż zwykle

Atak na kino!

Wiedźmińska superprodukcja

Geralt, gwiazdy i pół roku w terenie

Smok, strzyga i eliksiry

Rozmowa z Januszem Bocianem. Smok daleki od ideału

Geralt na afrykańską nutę

Bezimienni vs. dziady borowe

Premiera bez scenarzysty

Sukces komercyjny?

A po latach...

Rozmowa z Markiem Brodzkim. O Wiedźminie dowiedzieli się wszyscy

Wiedźmiński Tomb Raider

O tym, jak Wiedźmin nie został strzelanką

Rozmowa z Ryszardem Chojnowskim. Historia pewnego projektu

Kandydat do Sejmu

Geralt wylądował!

Wiedźmin nie dla konsol

O krok od katastrofy

Zabójcy królów

Czarodziejka z okładki

Porozbijane głowy i dzień 50 MB

Rozmowa z Jackiem Rozenkiem. Każdy marzy o takich przygodach

Ta gra zdefiniowała gatunek na nowo

W oczekiwaniu na Dziki Gon

Pamiętna noc

Dziady, żuraw i 27 sekund

Rozmowa z członkami zespołu Percival Schuttenbach. Świat wiedźmińskich dźwięków

Geralt na księżycu i horda wampirów

Efekt Wiedźmina

Rozmowa z Marcinem Kosmanem. Autorzy nie patrzyli na trendy

Geralt w muzeum

Rozmowa z Anną Gwoźdź. Wiedźmiński świat budzi wysokie oczekiwania

Wiedźmin na scenie

Rozmowa z Wojciechem Kościelniakiem. Szukając wiarygodnego bohatera

Pierwsze starcie z Hollywood

Netflix wchodzi do gry

Spotkanie na szczycie

Henry, który chciał być wiedźminem

Musisz znaleźć Geralta z Rivii

Rozmowa z Tomaszem Bagińskim. Trafić do szerokiej publiczności

Machina ruszyła

Premiera

Rozmowa z Michałem Cetnarowskim. Andrzej Sapkowski trafił w serca czytelników

Epilog, czyli nowy początek

Podziękowania

Przypisy

Pamięci Bogusława Polcha i Macieja Parowskiego

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


WSTĘP

Geralt z Rivii. Wiedźmin. Biały Wilk. Płatny zabójca potworów. Każde z tych mian znane jest miłośnikom popkultury pod wszystkimi szerokościami geograficznymi. Dziś to bohater, który wszedł do tak zwanego kanonu, dzięki czemu gracz, fan seriali, komiksu czy literatury fantasy zna wędrowca z mieczem (a niekiedy z dwoma) na plecach. Można go postawić w jednym szeregu z Darthem Vaderem, Hanem Solo lub Indianą Jonesem. Wszyscy oni są rozpoznawalni, nawet jeśli ktoś nie zna filmów, gier lub książek, z których się wywodzą. Tak właśnie działa popkultura – pobudza i stymuluje masową wyobraźnię, kreując postaci i niesamowite opowieści, które żyją potem w każdym zakątku globu. I dziś takim bohaterem, prawdziwym bohaterem, a nie tylko pobożnym życzeniem polskiego fana, jest Geralt, wiedźmin, płatny zabójca potworów, a tak naprawdę fenomen kulturowy i socjologiczny. Białowłosy wojownik, który szturmem wziął cały świat – najpierw dzięki wspaniałej literaturze, jaka wyszła spod pióra znakomitego pisarza Andrzeja Sapkowskiego, następnie bestsellerowym grom wideo, będącym obecnie punktem odniesienia dla twórców multimedialnej rozrywki ze wszystkich kontynentów, i na koniec serialowi Netfliksa, najpopularniejszemu w historii tej platformy. Produkcji, którą śmiało można zaliczyć do grona najbardziej wyczekiwanych, tak samo jak miało to miejsce w przypadku kolejnych sezonów Gry o tron.

 

Jednak to nie wszystko. Dziś słowo „wiedźmin” oznacza coś więcej. To marka, symbol jakości i wspaniałej kulturowej przygody, którą udało się zainteresować odbiorców na całym świecie. W rodzimej gospodarce mówi się o tak zwanym „efekcie Wiedźmina”, czyli o tym, jak sukces serii studia CD Projekt RED zapoczątkował istny boom na polskie gry wideo, który trwa do tej pory, a także jak dziś popularność serialu wpływa na sprzedaż gier i przede wszystkim książek Andrzeja Sapkowskiego. To dzięki Wiedźminowi twórcy rozrywki interaktywnej są tak wspierani przez nasz rząd, popularność przygód Białego Wilka sprawiła również, że tysiące ludzi nad Wisłą chcą projektować i tworzyć gry. Sukces jednej marki pociągnął za sobą kolejne, bardzo często kreowane przez ludzi, którzy w swoim CV mają pracę nad jedną z części wirtualnych przygód Geralta.

Internet co jakiś czas zasypywany jest kolejnymi plotkami i domysłami, czy będziemy świadkami nowych przygód Geralta i jego przyjaciół.

Wiedźmin to także symbol oczekiwania. Na kolejne książki Andrzeja Sapkowskiego, na następne gry, komiksy czy sezony serialu. Fani czekają na coś nowego, zagadują twórców na spotkaniach, konwentach czy targach branżowych. Internet co jakiś czas zasypywany jest kolejnymi plotkami i domysłami, czy będziemy świadkami nowych przygód Geralta i jego przyjaciół. Obecnie mało który tekst kultury w ogóle może pochwalić się takim zainteresowaniem, statusem czegoś, na co zawsze czeka się z napięciem. Wreszcie wiedźmin to też kawał historii nie tylko polskiej literatury, ale i komiksu, filmu, serialu i oczywiście interaktywnej rozrywki. Na każde z tych mediów Biały Wilk wywarł duży wpływ i zapisał się trwale w ich annałach. Warto o tym pamiętać, bo dziś jest to postać transmedialna. Znajdziemy ją prawie wszędzie. Ale też nie sposób się dziwić – mówimy o świecie i bohaterze, którzy formalnie istnieją od grudnia 1986 roku, kiedy to na łamach „Fantastyki” pojawiło się pierwsze opowiadanie Andrzeja Sapkowskiego o Geralcie z Rivii. To ponad trzy dekady, w czasie których białowłosy zabójca potworów rozwijał się na łamach kolejnych opowiadań i powieści, zawitał na komiksowe plansze, stał się obiektem zainteresowania filmowców, twórców gier, komiksów, słuchowisk i w końcu serialowego potentata, jakim jest Netflix. I w każdym z tych obszarów wzbudzał zainteresowanie, nie pozostawił nikogo obojętnym. To bez wątpienia sukces i kolejny czynnik fenomenu wiedźmina.


Pierwsza strona opowiadania, które zmieniło wszystko, „Fantastyka”, 1986 r.

Źródło: fot. Patryk Młynek, materiały własne autora

Mówiąc o przygodach Geralta, warto też zauważyć, że nie mieliśmy w historii naszej popkultury takiej postaci ani świata, które stałyby się rozpoznawalne i zdobyły globalną popularność. A do tego bezpośrednio kojarzonych z Polską. Najpierw Białego Wilka pokochali czytelnicy z Czech, Słowacji i Rosji, później z kolejnych krajów, czyniąc z Andrzeja Sapkowskiego najczęściej tłumaczonego polskiego autora fantastyki obok Stanisława Lema. Potem świat szturmem podbiła wiedźmińska gra, a następnie popularny serial Netfliksa, przyczyniając się do tego, iż najbardziej kojarzonymi w świecie Polakami są papież Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Robert Lewandowski i... Geralt z Rivii, fikcyjna postać wymyślona przez łódzkiego pisarza. Jak na bohatera książek, komiksów, gier i serialu to całkiem niezły wynik, prawda?

Oczywiście z wiedźminem wiąże się też masa przeróżnych pytań. Przede wszystkim, jak to się stało, że bohater wykreowany przez Sapkowskiego w PRL-owskiej Łodzi szybko stał się najważniejszą postacią polskiej fantastyki? Jak to możliwe, że droga Białego Wilka trwa już tyle lat i czy sam autor spodziewał się, że stworzone przez niego uniwersum zachwyci miliony odbiorców w różnych krajach? Czy twórcy filmu wiedzieli, że przejdą do historii polskiej kinematografii? Czy pracownicy CD Projekt RED mieli świadomość, że tworząc grę Wiedźmin 3: Dziki Gon, wypuszczają na rynek jeden z najlepszych tytułów w dziejach branży? Dziś, patrząc na liczne wizerunki Geralta na koszulkach, plakatach, okładkach czy nawet w memach, tych pytań mamy jeszcze więcej. A odpowiedzi nie zawsze są takie oczywiste.

W końcu rzecz najważniejsza. Dziś za Geraltem stoi rzesza fanów z całego świata. To tłumy czytelników, komiksiarzy, graczy, miłośników seriali, którzy dorastają wraz z przygodami Białego Wilka. I którzy mogą cieszyć się jego perypetiami, ale także masą wiedźmińskich gadżetów, od medalionów począwszy, a skończywszy na kosmetykach o zapachu bzu i agrestu, charakterystycznych dla czarodziejki Yennefer, ukochanej wiedźmina. Geralt to obiekt badań socjologów, filologów, literaturoznawców, kulturoznawców, słowem: badaczy z wszelkich dziedzin. To temat prac magisterskich, doktoratów, książek, filmów na YouTubie. To fenomen, jakiego Polska jeszcze nie miała. Wiedźmin jest także przedmiotem wielu sporów, debat i westchnień wydawców oraz specjalistów od sprzedaży, którzy chcieliby trafić na taki skarb, jakim jest twórczość Andrzeja Sapkowskiego, produkcje CD Projekt RED czy serial Netfliksa. Wiedźmin to również emocje, całe palety emocji przeżywane przez tych, którzy spotkali się na szlaku z Geraltem, czy to za sprawą literatury, czy innego medium. A Biały Wilk na tym popkulturowym szlaku jest już od ponad trzydziestu lat. To pełna niesamowitych historii podróż, której kulisy i najważniejsze momenty niniejsza książka ma opisywać.


Andrzej Sapkowski, twórca Wiedźmina

Źródło: fot. Mateusz Grochocki/East News

Dlaczego czytelnikom przeszkadzała batystowa bielizna Renfri? Jak do roli filmowego wiedźmina przygotowywał się Michał Żebrowski? Do kogo podobny jest komiksowy Biały Wilk? Co w siedzibie CD Projekt RED robiła pani premier? O tym, i nie tylko o tym, dowiecie się z kart tej książki. Jest ona moim osobistym hołdem dla wszystkich twórców, którzy dołożyli cegiełkę, by świat poznał wiedźmina i zafascynował się nim. Począwszy od Andrzeja Sapkowskiego, bez którego geniuszu wiedźmińskie uniwersum nie ujrzałoby światła dziennego, przez jego propagatorów, a także twórców komiksów i gier, na osobach zaangażowanych w powstanie netfliksowego Witchera kończąc. To także opowieść dla fanów Geralta, do których mam zaszczyt się zaliczać, jak i podziękowanie za pasję twórców, ich gotowość do poświęceń i ciężką pracę. To podziękowanie w oczekiwaniu na jeszcze więcej.

Mam nadzieję, że książka, którą trzymasz w rękach, pomoże Ci, drogi Czytelniku, zrozumieć niesamowitą drogę, jaką białowłosy wiedźmin przebył od opowiadania opublikowanego w grudniu 1986 roku do statusu ikony światowej popkultury.



POCZĄTKI

Życie w powojennej Polsce nie było usłane różami. Kraj z wolna odbudowywał się po drugiej wojnie światowej, a ludzie próbowali przystosować się do nowych, niełatwych realiów. Nie inaczej działo się w Łodzi, choć akurat to miasto stosunkowo łagodnie, na ile to w ogóle możliwe, przeszło przez koszmar okupacji. To właśnie tutaj, 21 czerwca 1948 roku, na świat przyszedł Andrzej Sapkowski, syn nowo przybyłej do Łodzi pary. Jego ojciec, Eugeniusz, pochodził spod Wilna, natomiast matka, Krystyna, z podkieleckiej wsi, dlatego też przyszły pisarz czasami określa sam siebie łodzianinem w pierwszym pokoleniu. Od samego początku szczególny wpływ na autora miał ojciec, wojskowy, weteran walk pod Berlinem w ramach tak zwanej operacji berlińskiej. To właśnie on zasugerował nastolatkowi, by ten, zamiast iść do rejonowego ogólniaka[1], uczęszczał do prestiżowego liceum im. Bolesława Prusa[2]. Z perspektywy czasu decyzja okazała się słuszna, ponieważ słynna „dwudziestka jedynka” uchodziła za szkołę o profilu mocno humanistycznym, co być może jeszcze bardziej pogłębiło zainteresowania pisarza.

Andrzej Sapkowski zagorzałym czytelnikiem był od dziecka. Już we wczesnych latach narodziła się jego fascynacja Trylogią Henryka Sienkiewicza. Jak sam opowiada, już w wieku kilku lat poznał niektóre z Kronik marsjańskich Raya Bradbury’ego, wcześnie miał też styczność z prozą Harry’ego Harrisona, przy czym już w dzieciństwie czytał książki obcojęzyczne w oryginale, co chętnie podkreśla w wywiadach.


XXI LO im. Bolesława Prusa w Łodzi. W tym liceum kształcił się Andrzej Sapkowski

Źródło: fot. Krzysztof Jasiński/Afa Pixx/Getty Images Poland

Dalsze, policealne losy Sapkowskiego są nieco zaskakujące. Ojciec bardzo chciał, żeby syn został inżynierem, co gwarantowało wtedy dobre zarobki i spory szacunek w społeczeństwie. Niestety, jak na złość potomek nie był tym zupełnie zainteresowany. „Materiał ze mnie na inżyniera był żaden”[3], mówił wiele lat później. Wybawieniem dla przyszłego twórcy Wiedźmina okazał się... handel zagraniczny, nowo otwarty kierunek na wydziale ekonomiczno-socjologicznym łódzkiego uniwersytetu. Dziś Andrzej Sapkowski przyznaje, że do studiowania akurat tej dziedziny natchnął go ojciec. „Mój tatunio stwierdził, że taki pracownik handlu zagranicznego to taki półinżynier, więc może być”, opowiada z charakterystyczną dla siebie swadą. Był to kierunek specyficzny, ponieważ jak wspomina Sapkowski, stawiano głównie na naukę języków obcych. Z pozostałych przedmiotów można było zdawać egzaminy poprawkowe, ale jeśli ktoś nie zaliczył egzaminu z języka, musiał przenieść się na inny fakultet. Co ciekawe, pisarz podkreśla, że już w chwili rozpoczęcia nauki na wyższej uczelni w roku 1966 biegle mówił w trzech językach obcych, co również miało wpływ na wybór studiów[4]. Do dziś zresztą autor ma opinię poligloty. W wywiadzie z Barbarą Mitkowską wyjaśnił: „Znam biegle kilka języków, w tym: angielski, rosyjski, niemiecki, włoski i czeski. W tych językach w środku nocy, będąc obudzony telefonem, mogę rozmawiać i odpowiadać na pytania, zanim jeszcze skojarzę, w jakim języku pytają. W kilkunastu kolejnych językach potrafię powiedzieć dzień dobry, dogadać się z recepcją hotelu, sprawdzić rozkład jazdy pociągów, przeczytać gazetę”[5]. Bez wątpienia te umiejętności przysłużyły się Sapkowskiemu później w trakcie pracy twórczej.

Andrzej Sapkowski to poliglota, zna biegle kilka języków, w tym angielski, rosyjski, niemiecki, włoski i czeski.

Okres studiów okazał się ważny dla przyszłego twórcy z jeszcze jednego powodu, to wtedy zetknął się bowiem z twórczością J.R.R. Tolkiena, która z miejsca go zafascynowała. Z czasem do panteonu ulubionych twórców łodzianina dołączył również Umberto Eco, do dziś przedstawiany przez Sapkowskiego jako jego literacki ideał. Po ukończeniu wyższej uczelni pisarz trafił do łódzkiego Skórimpexu, przedsiębiorstwa zajmującego się międzynarodowym handlem futrami, by z czasem przejść do Textilimpexu, odpowiadającego za obrót tekstyliami. W ten sposób rozpoczęła się trwająca ponad dwie dekady przygoda autora z handlem. Jak sam podkreśla, był to czas obowiązkowego chodzenia w krawacie, na co szczególną uwagę mieli zwracać jego szefowie.

 

W „Wiadomościach Wędkarskich” z 1984 roku mogliśmy przeczytać pierwsze opowiadanie Andrzeja Sapkowskiego o polowaniu... na pstrąga

Źródło: fot. Patryk Młynek, materiały własne Krzysztofa Chodorowskiego, fotografia okładkowa Sylwester Bajor

Jednak z punktu widzenia rozwoju twórczego lata poświęcone wykonywaniu profesji są ważne z innego powodu. Przede wszystkim w trakcie licznych podróży zagranicznych Sapkowski nabywał literaturę fantastyczną, o czym otwarcie i z nieskrywaną dumą mówi w wywiadach. Dzięki temu był zaznajomiony z pozycjami, które do Polski jeszcze nie dotarły, co wpłynęło również na jego warsztat. Poza tym to w doświadczeniach zawodowych należy upatrywać źródeł obecności w dziełach pisarza zagadnień handlu i ekonomii – odgrywających ważną rolę zwłaszcza w sadze o Geralcie – i tak dobrego oddania wpływu kwestii ekonomicznych na wojnę.

Nim jednak świat usłyszał o Białym Wilku, łodzianin próbował mierzyć się z literaturą jako tłumacz. W czerwcu 1983 „Fantastyka” opublikowała na swoich łamach jego tłumaczenie opowiadania Cyrila M. Kornblutha pod tytułem Słowa Guru. Był to „pierwszy raz” Sapkowskiego z tym miesięcznikiem, który później okaże się niezwykle istotny w jego karierze. Po latach popularny AS[6] przyznawał, że nie myślał o karierze pisarskiej, planował i przygotowywał kolejne tłumaczenia między innymi opowiadań Rogera Zelaznego, Fritza Leibera czy Briana Aldissa. Mimo to w roku 1984 opowiadanie Stalogłowy ukazało się w „Wiadomościach Wędkarskich”. Tekst dotyczył połowu pstrąga stalogłowego, jednego z najtrudniejszych przedstawicieli tego gatunku do złowienia. I choć opowiadanie nie ma w sobie nic z fantasy, widać w nim swadę i charakterystyczny styl, którym później Sapkowski podbił serca publiczności. Początkującego pisarza od razu doceniono, przyznając mu II miejsce w konkursie literackim. Był to pierwszy twórczy przejaw jednej z największych pasji łódzkiego autora (obok kotów i myślistwa) – łowienia ryb.



WIEDŹMIN

Dziś powstanie opowiadania Wiedźmin owiane jest legendą i wśród wielu miłośników fantasy uchodzi za coś w rodzaju mitu założycielskiego tego gatunku w naszym kraju. Nie jest to do końca prawda, bo pierwsze polskie opowiadania należące do tego gatunku zostały wydane na początku lat 80. XX wieku, a wielu historyków literatury wskazuje czasy jeszcze wcześniejsze. Niezależnie od tego teraz już wiemy, że Geralt z Rivii nie podbiłby serc czytelników, gdyby nie Krzysztof, syn Andrzeja Sapkowskiego.

To on czytywał regularnie „Fantastykę” i w dużej mierze to dzięki niemu pisarz wziął udział w konkursie ogłoszonym w marcowym numerze czasopisma w 1985 roku. Jak wspomina AS: „Dowiedziałem się z numeru „Fantastyki” [o konkursie – przyp. autora], który walał się w mieszkaniu, rzucony przez mojego nieporządnego syna, wtedy trzynastolatka”. Z kolei w innym wywiadzie pisarz wyjaśnia: „Zupełnie szczerze: chciałem zrobić przyjemność mojemu synowi, który jest zagorzałym miłośnikiem tego typu literatury i stałym czytelnikiem Waszego pisma [„Fantastyka”]. Zapytał mnie kiedyś: »Dlaczego nie napiszesz czegoś takiego?«. »Nie ma problemu, powiedziałem, napiszę«. No i tak powstał Wiedźmin. Zresztą właśnie od syna dowiedziałem się o Waszym konkursie i jego warunkach”[7].

Jak widać zasługi Krzysztofa Sapkowskiego są niepodważalne. Dlatego też przez wielu uważany jest on za najbardziej wpływowego czytelnika w historii rodzimej fantastyki. Być może bez niego Geralt nigdy by się nie narodził...

Pierwsze opowiadanie powstawało dość długo[8], bo blisko pół roku, i do redakcji czasopisma zostało wysłane w ostatnim terminie – w grudniu 1985 roku. „Począwszy od pierwszych numerów rocznika 1986, na długo przed zakończeniem prac jury i rozstrzygnięciem konkursu, „Fantastyka” zamieszczała opowiadania »zauważone wśród prac nadesłanych«. A mojego Wiedźmina nie ma, ani widu, ani słychu. Ha, pomyślałem, ja tu z ambicjami do wyróżnienia, może i nagrody – a tu nawet nie zauważyli. Aż wreszcie przyszedł numer grudniowy – i jest Wiedźmin. Hurra!” – tak okres czekania na publikację pierwszego opowiadania o Geralcie wspominał po latach pisarz w jednym z wywiadów.

By jednak w całości zrozumieć, kim dla polskiej fantastyki okazał się Sapkowski, należy wspomnieć o tym, że wcześniej ta gałąź rodzimej literatury zdominowana była przez autorów science fiction ze Stanisławem Lemem na czele. Podobne preferencje dominowały też w środowisku osób związanych z „Fantastyką” oraz powstającymi w całym kraju lokalnymi klubami miłośników tego gatunku. Fantasy rodem z powieści J.R.R. Tolkiena czy Roberta E. Howarda o wojownikach walczących mieczem, elfach i krasnoludach była krytykowana i traktowana po macoszemu przez rodzimych pisarzy. Tomasz Pindel w swoich Historiach fandomowych przywołuje współczesne, dość sceptyczne (nawet po tylu latach!) opinie Marka Oramusa i Lecha Jęczmyka, jednych z najbardziej wpływowych postaci środowiska „Fantastyki”. Pierwszy z nich mówi wprost: „Tak, przyszła ta fala fantasy [...], ale ja jestem za science fiction. Z fantasy staram się nie mieć do czynienia. No, czasem coś czytam, ale to mnie umacnia w nienawiści”. Z kolei Jęczmyk deklaruje: „Fantasy? Nie jestem anty, ale to dla dziewcząt... Bardzo łatwo pisać takie rzeczy. Jedna trzecia to skomplikowane nazwy i imiona. Zostawiam to kobietom”. Te wypowiedzi pozwalają zrozumieć, dlaczego przez lata to właśnie Jęczmyk i Oramus z dużym powątpiewaniem odnosili się do twórczości Sapkowskiego, ale także przede wszystkim do samego gatunku w ogóle. Dowodzi tego słynne spotkanie w klubie „Jajko” na terenie Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (dzisiejsza Szkoła Główna Handlowa). Maciej Parowski, będący z kolei jednym z największych orędowników twórczości AS-a, wspomina zdarzenie w taki sposób:

„Wiosną w tym samym roku 1986, pod koniec którego zjawił się Geralt z Rivii, był spęd fantastów w SGPiS-ie. Jakiś oczytany w przekładach czytelnik złożył wówczas obywatelskie zamówienie na polską fantasy. I wszyscy, jak tam byli – Baraniecki, Oramus, Ziemkiewicz, Żwikiewicz – tak wszyscy się zarzekali, że nie chcą mieć nic wspólnego z podobnymi głupotami. W grudniu zjawił się Sapek i jednym opowiadaniem zmienił układ”[9]. Jakby tego było mało, na konkurs, w którym wziął udział również AS, przysłano wiele opowiadań właśnie fantasy, a nie science fiction, tak dotychczas gloryfikowanej w Polsce. Świadczy to dobitnie o tym, że Andrzej Sapkowski ze swoim Wiedźminem nie tylko wykazał się literackim kunsztem, ponieważ pokonał sporą konkurencję, ale również doskonale wpisywał się w budzącą się potrzebę fanów na coś innego niż to, co dotychczas polski czytelnik mógł znaleźć z gatunku fantastyki.

M. Parowski: W grudniu 1986 pojawił się Sapek i jednym opowiadaniem zmienił układ.

Co ciekawe, pisarz nie wygrał konkursu. Zajął III miejsce, razem z Aleksandrem Bukowieckim i Markiem Dyszlewskim. Zwyciężył Marek S. Huberath (z opowiadaniem Wrócieeś Sneogg, wiedziaam), natomiast drugie miejsce zajął Jan Maszczyszyn (z opowiadaniem Ciernie). Jury w składzie Adam Hollanek (ówczesny redaktor naczelny czasopisma), Maciej Parowski, Lech Jęczmyk, Andrzej Niewiadowski i Jacek Rodek, a więc osoby znane i poważane w środowisku miłośników fantastyki, nagrodziło AS-a za „sprawność warsztatową i walory czytelnicze”. Poza oczywistym uznaniem wisienką na torcie była również nagroda w wysokości ówczesnych 10 tysięcy złotych, co, jak pisarz przyznawał później w wywiadach, stanowiło wartość jego miesięcznej pensji. Po latach Maciej Parowski przyznawał: „Sapkowski nie wziął w »Fantastyce« pierwszej nagrody, bo... za dobrze się czytał, bo jego lekkość była myląca, maskowała kulturowe głębie i warsztatową maestrię. A Huberath, też przecież wielki autor, podbił nas fantastyką ponurą, problemową, broniącą nieszczęsnych kalek w postatomowym świecie. Tego atomu baliśmy się wówczas najbardziej”[10]. Z perspektywy czasu te słowa dobrze oddają klimat, w jakim przyszło debiutować twórcy wiedźmina, który, jak się wkrótce miało okazać, wywrócił świat polskiej literatury fantastycznej do góry nogami. Niewiele jednak brakowało, by opowiadanie przepadło w stosie prac nadesłanych na konkurs. Szczególne zasługi należy tutaj przypisać Markowi Zalejskiemu, ówczesnemu grafikowi czasopisma. To on latem 1986 roku zaczepił Parowskiego i pokazał mu opowiadanie Sapkowskiego, mówiąc, że choć nie jest specem od literatury, to opowiadanie po prostu mu się spodobało. Redaktor posłuchał kolegi i po lekturze zadecydował o publikacji Wiedźmina. Początkowo było z tym sporo komplikacji, ponieważ tekst był zwyczajnie za długi i trzeba go było skrócić o blisko dziesięć stron. Parowski był jednak nieugięty i mimo nacisków wykreślił tylko jeden akapit, którego AS nigdy do tekstu nie przywrócił. By jednak zachować wymogi czasopisma, wymieniono opowiadanie zagraniczne.

M. Parowski: Sapkowski nie wziął w „Fantastyce” pierwszej nagrody, bo... za dobrze się czytał.

„Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy, od bramy Powroźniczej” – tym zdaniem Geralt z Rivii objawił się światu w opowiadaniu zatytułowanym Wiedźmin. Czytelnicy poznają w nim bohatera, najemnego zabójcę potworów, który trafia do miasta Wyzima, by na zlecenie króla Foltesta odczarować królewnę zaklętą w strzygę. Pierwsze wrażenie, jakie sprawia Geralt, jest dość specyficzne. Jest małomówny, wręcz mrukowaty, i konkretny, a jeśli już coś mówi, bywa cyniczny. Również jego wygląd budzi grozę – ma mlecznobiałe włosy, jest blady, a jego twarz bynajmniej nie wzbudza sympatii. Taką postać zarysował Sapkowski, pokazując jednocześnie wycinek interesującego świata, a konkretnie dworu królewskiego oraz kulisy jednej z jego intryg, i dając odbiorcom ciekawe dialogi oraz wartką, fascynującą akcję. Publikacja przeszła do historii również z innego powodu. Widzimy w niej prawdopodobnie pierwszą próbę zilustrowania wiedźmina. Grafika Grzegorza W. Komorowskiego przedstawia postać siedzącą na koniu, odzianą w pelerynę i mającą na sobie dziwne nakrycie głowy. Najważniejszy jest jednak fakt, że czytelnikom opowiadanie się spodobało. Podobno znalazł się nawet jeden, który wysłał do redakcji „Fantastyki” tysiąc złotych z prośbą o przekazanie autorowi. Legenda głosi, że hojnego darczyńcę nękał później z tego powodu urząd skarbowy...


Pierwszy wizerunek (prawdopodobnie) Geralta z Rivii autorstwa Grzegorza W. Komorowskiego. „Fantastyka” 1986

Źródło: fot. Patryk Młynek, materiały własne autora

Dziś należy powiedzieć otwarcie, że literacka kariera Andrzeja Sapkowskiego zaczęła się od sukcesu, za którym ciągnęły się liczne nieporozumienia i stale towarzysząca krytyka ze strony innych pisarzy i redaktorów. Już samo środowisko „Fantastyki” było mocno podzielone. Za AS-em mocno opowiadali się Maciej Parowski i Rafał A. Ziemkiewicz[11], zwolennik tak zwanej fantastyki rozrywkowej, który intensywnie popularyzował twórczość Sapkowskiego. Inni jednak, w tym wspomniani Lech Jęczmyk czy Marek Oramus[12], zwracali uwagę między innymi na fakt, że świat wiedźmiński pełen jest sprzeczności, nadużywa magii, a nawet (na co pomstowali czytelnicy) nie oddaje rzeczywistych realiów epoki średniowiecza, do której uniwersum rzekomo nawiązywało. Z podobnymi opiniami Sapkowski zmagał się zresztą dość długo. Już przy okazji pierwszego tekstu zarzucano mu zbytnią inspirację historią o pogromcy strzygi, którą w XIX wieku spisał Roman Zmorski. Przy kolejnych opowiadaniach krytyczne głosy zwracały uwagę na detale, które podobno „raziły” wielu czytelników. Do najbardziej absurdalnych należy pretensja o to, że księżniczka Renfri w opowiadaniu Mniejsze zło, opublikowanym na łamach „Fantastyki” w 1990 roku, nosi... batystową bieliznę, a w świecie wiedźmina, wyraźnie zdaniem czytelników inspirowanym średniowieczem[13], batyst jeszcze nie istniał. Oczywiście dziś te zarzuty mogą wydawać się śmieszne, ale nie były to jedyne kwestie, które poddawano krytycznemu osądowi. Praktycznie każdy tekst odnosił ogromny sukces i zdobywał popularność wśród czytelników, jednocześnie zaś wzmagał głosy, twierdzące głównie, jak bardzo standardowe, wręcz uniwersalne są dylematy, które Sapkowski przedstawia za pomocą perypetii swoich bohaterów.

Zarzucano Sapkowskiemu, że jest „autorem jednego opowiadania”.

Nie można jednak zaprzeczyć, że publikacja Wiedźmina okazała się swoistym przełomem, którego skutkiem, poza rosnącą popularnością pisarza, były kolejne opowiadania, również ukazujące się w „Fantastyce”[14]. Pierwsze z nich, Droga, z której się nie wraca, wydrukowane po dłuższej przerwie w czerwcu 1988 roku, nie traktowało jednak o wiedźminie, a o przygodzie z udziałem jego matki, Visenny. Początkowo spotkało się to z mieszanym odbiorem, zarzucano autorowi, że to już nie opowieść o wiedźminie, a on sam sprawia wrażenie „autora jednego opowiadania”. Mimo to tekst znalazł swoich zwolenników. Dzięki niemu czytelnicy mogli dowiedzieć się nieco więcej o samym świecie, który powoli zaczynał budować Sapkowski. Wiele światła rzuca na to zagadnienie wywiad, jakiego autor udzielił Rafałowi A. Ziemkiewiczowi w sierpniowym numerze „Fantastyki” z 1988 roku. Tytuł wywiadu był wielce proroczy – Rozpędzam się. Sapkowski mówi w nim wprost między innymi, że nie lubi postaci Conana ani twórczości Roberta E. Howarda, wyjaśniając tym samym, że nie inspirował się nim, tworząc Geralta. O uniwersum pisarz twierdzi natomiast: „Istnieje na ten temat parę nieporozumień. Brakowało mi czystej, klasycznej fantasy [...], dysponujemy materiałem nie gorszym niż mitologia celtycka czy normańska” – wskazując na to, że inspirował się rodzimymi baśniami i legendami. Nie jest to do końca prawda, gdyż u Sapkowskiego odnaleźć można wiele nawiązań do tekstów, legend i baśni z całego świata (w zasadzie czyni on z nich wręcz antybaśnie), w tym jego ulubionych legend arturiańskich. Nie pierwszy raz pisarz wodzi swoich rozmówców (co stanie się jego domeną w przyszłości) za nos, tak samo jak czytelników, prowadząc z nimi od początku intelektualną grę. Dowodzą tego kolejne opowiadania, na przykład Ziarno prawdy opublikowane w marcu 1989 roku w „Fantastyce”. Dowiadujemy się z niego nieco więcej o Geralcie, jego podejściu do wiedźmińskiego fachu – często mu obcego i sprzecznego z jego poglądami – i do potworów, których czasami nie chce zabijać. Między innymi za to opowiadanie pisarz otrzymał Śląkfę, czyli nagrodę Śląskiego Klubu Fantastyki w kategorii Twórca, pierwszą z wielu nagród, jakie mu przyznano.