Gdańsk przed burzą.Tekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Toteż aczkolwiek zabił Porada, to jednak za moralne źródło tej zbrodni w każdym razie uważać można zacytowane wyżej zdanie z artykułu ,,Vorpostenu”. Porada tylko wprowadził w czyn hasło „zniszczyć przeciwnika”, tylko idąc za wskazówkami enuncjacji „Vorpostenu” – „w swym najbliższym otoczeniu, na swoją rękę, w zakresie swej siły” walczył z ideowym wrogiem…

I gdyby w Gdańsku obowiązywały normalne prawa, to nie „Danz. Volksstimme” powinna była być zawieszona, lecz właśnie organ urzędowy gdańskiego okręgu NSDAP – „Danz. Vorposten”, jako wzywający do niebezpiecznego naruszenia spokoju publicznego i do stosowania śmiertelnego terroru. I dlatego trzeba przyznać całkowitą słuszność posł. Weisemu37 (niemieckonarodowy), że natychmiast po ukazaniu się wyżej wymienionego artykułu złożył u naczelnego prokuratora skargę przeciw autorowi tego artykułu, opierając się na § 111 ustęp 2, obowiązującego w Gdańsku kodeksu karnego, i uczynił p. Zarskego odpowiedzialnym za wszystkie wypadki napadów, urazów cielesnych, uszkodzenia majątku i naruszenia spokoju, które po ukazaniu się jego enuncjacji zajść mogą.

Zobaczymy, jak sądy gdańskie zareagują i na tę skargę, i na zabójstwo Karschnika, zaszłe po ukazaniu się inkryminowanego artykułu. Będzie to miało znaczenie zarówno i dla ludności polskiej w Gdańsku, która – jak wiadomo – w ostatnich czasach również w imię hasła „Zniszczyć” traktowana była.

X

W zakończeniu zaznaczyć trzeba, że w sprawie zniszczenia stadionu robotniczego związku sportowego została złożona u Wysokiego Komisarza LN skarga. Uczynił to zarząd główny robotniczego związku sportowego w Warszawie, gdański bowiem robotn. związek sportowy jest filią tej organizacji centralnej. Co się zaś tyczy napaści na Polaków, to jakoś w ostatnim tygodniu nie zanotowano ich ani jednej.

Zdaje się, że nie bez wpływu w danym razie pozostały bądź co bądź smutne wypadki, które rozegrały się przed świętami Wielkiejnocy w Wejherowie, Kacku i Orłowie.

Quidam

KURIER WARSZAWSKI dnia 7 maja 1935 roku

Omyłka p. prezesa

Gdańsk, w maju

Przemawiając na otwarciu gdańskiego Sejmu w dn. 30 kwietnia, p. prezes Senatu Wolnego Miasta Gdańska38 uważał za odpowiednie powiedzieć, co następuje:

„Rząd Wolnego Miasta Gdańska z troską obserwuje fakt, że niezgodne z prawdą i zniekształcone wiadomości o rzekomym ucisku Polaków w Gdańsku doprowadziły do zajść między polską ludnością a niemiecką mniejszością w pobliskich Gdańskowi miejscowościach granicznych”.

Otóż odmawiając panu prezesowi Senatu Wolnego Miasta zasadniczo prawa do poruszania w jego enuncjacjach spraw wewnętrznych Rzeczypospolitej, musimy wyrazić jak największe zdziwienie, że pan prezes Senatu gdańskiego zaprzecza uciskowi ludności polskiej w Wolnym Mieście i nazywa „niezgodnymi z prawdą” wiadomości o napadach na Polaków, które miały miejsce w ostatnich czasach.

Czyż istotnie tylko wytworem fantazji dziennikarzy były wszystkie te zajścia, o których donosiłem w ciągu marca i kwietnia? Czyż naprawdę tylko plotką było tych 230 zajść, o których mówi w swych pismach do Senatu komisarz jeneralny Rzplitej39 w Gdańsku?

I czyż naprawdę tylko wyssane z palca są fakty napaści na Polaków, o których donosiłem w liście ostatnim?

O ile mi wiadomo, w żadnym urzędowym wydawnictwie gdańskim nie zostało zamieszczone zaprzeczenie opisów tych smutnych zajść, które ukazały się w swoim czasie w „Gazecie Gdańskiej”.

A więc, niestety, te zajścia miały miejsce i p. prezes Senatu stanowczo niesłusznie zarzuca prasie polskiej, że przesadza i zniekształca prawdę.

Skoro jednak p. prezes Senatu, a zarazem zastępca kierownika okręgu gdańskiego stronnictwa narodowosocjalistycznego, poruszył sprawę bezsprzecznie smutnych zajść w Wejherowie, Kacku i w szczególności w Orłowie, które zdarzyły się w drugim tygodniu kwietnia, to musimy i my zabrać w tej sprawie głos.

Otóż całą odpowiedzialność za te zajścia ponieść musi nikt inny, tylko gdański okręg partii narodowosocjalistycznej.

Wysłańcy z Gdańska bowiem pozwalali sobie już od dłuższego czasu, wbrew wszelkim zasadom gościnności, szerzyć nie tylko wśród mniejszości niemieckiej na Wybrzeżu, lecz przede wszystkim wśród polskiej ludności kaszubskiej, występną agitację, skierowaną do przygotowania podłoża do tzw. pokojowej rewizji traktatu wersalskiego, o ile dotyczy on Pomorza, i do oderwania tej dzielnicy od Polski.

Wysłańcy z Gdańska bowiem szerzyli wśród ludności kaszubskiej świadomie fałszywe wiadomości o tym, że po wyborach gdańskich, które w wyniku dadzą przyłączenie Gdańska do Rzeszy, zostanie do Niemiec przyłączone również Pomorze.

Wysłańcy z Gdańska bowiem agitowali za odbieraniem przez Kaszubów dzieci ze szkół polskich i nic dziwnego, że te praktyki agitatorów gdańskich wreszcie przebrały miarkę i wywołały czynny protest patriotycznie czującej i nastrojonej ludności, która już dłużej nie mogła patrzeć, jak w najbardziej nielojalny sposób panowie z okręgu gdańskiego NSDAP spiskują przeciw całości Rzplitej.

Nikt, oczywiście, nie może pochwalać tych czynów, wskutek których zginął Groene, ale też ten, co sieje wiatr, zawsze w końcu burzę zebrać musi…

Quidam

Przyczyny katastrofy

Gdańsk, w maju

„Jakie przyczyny wywołały katastrofę?” – oto pytanie, które zadają sobie tu wszyscy od dn. 2 maja, tzn. od ogłoszenia decyzji Senatu o dewaluacji guldena.

„Przecie jeszcze tak niedawno słyszeliśmy zapewnienia tak autorytatywnych osób, jak prezydenta Senatu i «Gauleitera», według których zarówno stan gospodarczy Gdańska, jak waluty gdańskiej jest doskonały – a tu raptem katastrofalna obniżka wartości guldena, tego, jak się wyraził ongiś prezydent dr Rauschning, «palladium gdańskiego», którego rządy gdańskie broniły tak zacięcie dotychczas i bronić miały nadal”.

I nie ma błędu w określeniu – „katastrofa”. Obniżenie wartości guldena jest w każdym razie katastrofą dla szerokich sfer ludności gdańskiej, ciułającej skwapliwie oszczędności w tej właśnie walucie. Jest ono również katastrofą morską dla tych, którzy obecnie sprawują rządy w Wolnym Mieście. Rozgoryczenie jest powszechne i gdyby obecnie jakimś trafem przyszło do wyborów, narodowi socjaliści na pewno nie otrzymaliby nawet trzeciej części głosów zebranych w dn. 7 kwietnia.

Jakież są przyczyny katastrofy?

Nietrudno je wskazać.

Po pierwsze, to coraz bardziej wzrastający brak zaufania do guldena i wynikająca z niego ucieczka od tej waluty. W swoim czasie pisałem już o tej ucieczce. Od tego czasu (początek stycznia br.) stosunki bynajmniej się nie zmieniły, owszem, rozwijały się w dalszym ciągu w tym samym kierunku. Już w dn. 15 kwietnia pokrycie spadło do 49,9 procenta, stan złota – do 19,5 miliona, a portfel wekslowy wzrósł do 25 689 277 guld.

W ostatnich dwóch tygodniach kwietnia zaś stosunki tak się pogorszyły, że w dn. 30 kwietnia pokrycie wynosiło już 34,3 procenta, stan złota – już tylko 13,3 miliona, a portfel wekslowy wzrósł do 30 870 198 guldenów.

I na próżno urzędowe enuncjacje gdańskie tę ucieczkę od guldena przypisują bądź „zdradzieckim” zabiegom opozycji, bądź intrygom „nieodpowiedzialnych elementów”, bądź spekulacji giełdowej, albo nawet wprost Polsce.

Rządzący w Gdańsku pod batutą namiestnika z ramienia NSDAP, p. Alberta Forstera, narodowi socjaliści sami sobie przypisać muszą winę, że ludzie posiadający w Wolnym Mieście pieniądze stracili zaufanie do guldena gdańskiego.

Przecie każdy, kto patrzył w ciągu ostatnich dwóch lat na gospodarkę Senatu i stronnictwa narodowosocjalistycznego, na prowadzenie bardzo kosztownych, a w czasie światowego kryzysu zbędnych robót (jak np. przebudowa starego teatru na Kohlenmarkcie40, która, rozpoczęta na małą skalę, wskutek nienależytego przygotowania musiała potem przeistoczyć się właściwie w budowę nowego; jak np. budowa dróg, mających znaczenie tylko strategiczne, i to dla Rzeszy, itd.); na szafowanie groszem dla celów niemających nic wspólnego z żywotnymi sprawami Wolnego Miasta, na kolosalne wydatki na rozbudowę ukrytego pod maską tzw. Landespolizei czy SA i SS, czy wreszcie umundurowanej organizacji lotniczej; kto czytał stale sprawozdania Banku von Danzig i widział, jak pokrycie, wynoszące w końcu czerwca 1933 r. 87%, spadało coraz niżej, aż do 34% w dn. 3 kwietnia 1935, jak zapas złota z 35,1 miliona skurczył się do 13,3 miliona, jak zapas dewiz z 2,3 miliona spadł do 255 tysięcy, a portfel wekslowy w tym samym czasie z 6 960 296 guld. wzrósł do 30 870 198 guld.; kto czytał w dziennikach gdańskich, że partie opozycyjne w Volkstagu w ciągu tychże dwóch lat wciąż na próżno upominały się u Senatu o złożenie przezeń sprawozdania z wykonania budżetu – ten, oczywiście, w obawie o swe kapitały w żaden sposób nie mógł mieć zaufania do waluty gdańskiej i musiał je stracić, tak jak podobno w ostatnich już dniach stracili nawet niektórzy krewni bardzo wysoko w tutejszej hierarchii partyjnej postawionych osób.

Podobnie pp. narodowi socjaliści są odpowiedzialni za drugą przyczynę katastrofy. Jest nią niewątpliwie nieodpowiednie nastawienie życia gospodarczego Wolnego Miasta.

Zamiast zgodnie z przyrodzonymi warunkami geopolitycznymi oraz z warunkami, stworzonymi przez obowiązujące międzynarodowe umowy dążyć do zrośnięcia się z Polską, która zawsze była, jest i zawsze będzie naturalnym zapleczem tutejszego portu, Senat gdański w ciągu ostatnich dwóch lat robił wszystko, aby porwać niemal wszystkie nici wiążące ekonomicznie Gdańsk z Rzeczpospolitą i uczynić zeń nawet ekonomicznie część Rzeszy Niemieckiej, tak jak jest on nią pod względem kulturalnym, partyjnym i politycznym. Zamiast np. znieść wszystkie ograniczenia przywozu z Polski, pp. narodowi socjaliści postawili bariery ograniczające ten przywóz. W szczególności zaś – jak wiemy – ograniczyli przywóz płodów rolnych, jaj, mleka i masła. Potworzyli odpowiednie centrale, które zabrały w swe ręce przywóz tego wszystkiego z Polski i handel nim zarówno wewnątrz Wolnego Miasta, jak na zewnątrz; skierowali wywóz do Rzeszy, która płacić za to nie może, i w końcu doszli do tego, że Rzesza zadłużyła się na 10 milionów guldenów, z których w ostatnich czasach nic do Gdańska już nie wpłynęło.

 

I na próżno dyktator gdański, Forster, w ostatnich czasach błagał o uregulowanie tej należności. Berlin stanowczo zapowiedział, że ani feniga nie zapłaci. I nic dziwnego, że to przepełniło miarę – i gdy w dn. 30 kwietnia p. Forster z tą definitywną rezolucją przyjechał do Gdańska, Senatowi nie pozostało już nic innego do uczynienia, jak powzięcie decyzji o dewaluacji guldena.

Tak to zemściło się na pp. narodowych socjalistach naruszenie przyrodzonego porządku rzeczy. Zemściło się na nich to, że – jak powiedział dobitnie prezydent Greiser na posiedzeniu Volkstagu w dn. 2 maja – „działali w celach szerokich zagadnień narodu niemieckiego, że działali nie jako gdańszczanie, lecz tylko jako Niemcy”.

I chociaż wciąż jeszcze głoszą, że nadal tak działać będą; chociaż uważają – jak znowu to przedstawił p. Greiser – że w katastrofie guldena zawinił traktat wersalski, oddzielając Gdańsk od Rzeszy, i Polska, w której w 1925 r. złoty spadł do połowy niemal swej wartości; chociaż w dalszym ciągu starają się wszelkimi siłami przeciwstawić się unifikacji gospodarczej, celnej i monetarnej z Polską, to jednak życie i naturalny rozwój warunków przejdzie ponad tymi wszystkimi ich zabiegami i zmusi ich do dalszych kroków w kierunku Polski, tak jak obecnie zmusiła ich uczynić już pierwszy krok wywołana przez nich samych katastrofa guldena.

Quidam

KURIER WARSZAWSKI dnia 12 maja 1935 roku

Opieczętowanie kawiarni

Władze gdańskie opieczętowały kawiarnię Café Prack, której właściciel, p. Taudien, skazany został za nadmierne pobieranie cen za kawę, na 600 guldenów grzywny.

KURIER WARSZAWSKI dnia 15 maja 1935 roku

Co powie Liga Narodów

Gdańsk, w maju

Jak wiadomo, na styczniowym zebraniu Ligi Narodów rozpatrywana była skarga centrum gdańskiego na niezgodne z obowiązującą konstytucją Wolnego Miasta postępowanie narodowosocjalistycznego Senatu gdańskiego.

Zgodnie z propozycją referenta tej sprawy, lorda Edena, Liga Narodów nie rozpatrywała skargi in merito, odłożywszy to na posiedzenie majowe, zaleciła natomiast Senatowi gdańskiemu dojść do porozumienia z centrum drogą bezpośrednich pertraktacji, co też prezydent Senatu Greiser przyrzekł uczynić.

Jakoż powróciwszy z Genewy, istotnie przystąpił do rozmów zarówno z klerem katolickim w Gdańsku, jak z przedstawicielami centrum. Gdy zaś okazało się z jednej strony, że Senat bynajmniej nie chce w niczym prawie ustąpić i niczego odwołać ze swych antykonstytucyjnych zarządzeń, z drugiej zaś, że katolicka opozycja nie może przystać na oddanie się na łaskę i niełaskę narodowym socjalistom – jak to wszyscy pamiętamy – p. Albert Forster, aczkolwiek pod względem prawnym całkowity obcokrajowiec, faktyczny jednak – wbrew wszelkim danym ustrojowym – dyktator gdański, nakazał nowe wybory do Volkstagu. Wybory te miały przynieść bezwzględną zagładę opozycji katolickiej i socjaldemokratycznej. Tymczasem – jak to mamy świeżo w pamięci – pomimo doprowadzonej do szczytu agitacji oraz jak najbrutalniejszego terroru, stosowanych przez stronnictwo rządzące, wykazały one, że opozycja nic nie straciła, a raczej zyskała na sile.

Opozycja w Wolnym Mieście nie jest jakimś nic nieznaczącym ułamkiem, jakąś malutką kupką malkontentów. To bardzo poważny odłam społeczeństwa, to prawie połowa ludności i jeśli się zważy, w jak trudnych warunkach i pod jakim naciskiem musiała ona pracować podczas wyborów, to od razu widać, że składa się ona z ludzi jak najlepiej uświadomionych politycznie, ideowo wyrobionych i mających całkowitą odwagę cywilną wypowiadania swego zdania i walczenia o nie. Toteż opozycji gdańskiej lekceważyć nie można.

Zbliża się majowa sesja Ligi Narodów i sprawa skargi centrowej na Senat gdański będzie musiała być na niej rozpatrywana. Senatowi nie udało się dojść do ugody ani z klerem, ani z centrum; nie udało się mu również zetrzeć opozycji w proch i w ten chociażby sposób uczynić rozpatrywanie skargi centrowej bezprzedmiotowym.

Owszem, postępowanie Senatu podczas wyborów nie tylko nie osłabiło tenoru skargi, lecz odwrotnie, wzmocniło go. Opozycja może przedłożyć i na pewno przedłożyła komu należy jeszcze większy niż przedtem zbiór faktów, stwierdzających dobitnie, w jaki sposób zupełnie świadomie tu, w Wolnym Mieście, łamie się wszelkie formy prawne, przez konstytucję ustalone.

Na majowym zebraniu Liga Narodów będzie musiała rozpatrzeć gruntownie i powziąć decyzję wyraźną.

Wszelkie połowiczne ujęcie i rozstrzygnięcie sprawy stwierdzi całkowicie dobitnie, że Liga Narodów nie może przeprowadzić swej woli nawet tam, gdzie może ingerować bezpośrednio. Jeśli Liga nie obroni słusznych żądań opozycji gdańskiej, jeśli odda połowę ludności Wolnego Miasta na pastwę bezwzględnego terroru i samowoli jednego stronnictwa, wykaże, iż jest całkowicie bezsilna, i to nie tylko w Gdańsku, ale i gdzie indziej.

Nie dalej jak przed kilku tygodniami p. Greiser pozwolił sobie na groźby w stosunku do wysokiego komisarza LN (sławne pytanie: „Czy pan chce podzielić losy p. Knoxa?”), tenże p. Greiser na masówce w dniu 2 maja wobec paru tysięcy ludzi już całkiem jawnie lekceważąco traktował LN, mówiąc ex re skarg opozycji, że mu jest wszystko jedno, czy w Genewie jest trzy, czy też pół tuzina tych memoriałów.

Panowie z Genewy muszą też pamiętać o tym, że – o ile nie położą zawczasu tamy poczynaniom żołnierzy spod buławy p. Forstera – to mogą być postawieni, już nawet w niedługim czasie, wobec takich ich postępków, które już nie słów i rezolucji, ale czegoś trwalszego i skuteczniejszego będą wymagały.

Pomimo lekceważących wykrzyków p. Greisera na masówkach tenże p. Greiser – jak słychać – stara się nawiązać pertraktacje z klerem i centrum, żywiąc nadzieję, że może w ostatniej chwili uda mu się osiągnąć jakie takie wyniki, które zapobiegną ujemnemu osądzeniu Senatu w Genewie.

Quidam

KURIER WARSZAWSKI dnia 2 czerwca 1935 roku

Po powrocie z Genewy

Gdańsk, koniec maja

Tak tedy jesteśmy już po majowej sesji Rady Ligi Narodów. Cały jej przebieg śledzono tu, w Gdańsku, z wielkim zainteresowaniem, jako że na jej porządku dziennym znalazło się naraz aż pięć punktów dotyczących Wolnego Miasta.

Cztery punkty spowodowane zostały przez petycje tutejszej opozycji antynarodowosocjalistycznej, piąty zaś zjawił się jako wynik zatargu prezydenta Senatu Artura Greisera z wysokim komisarzem LN Seanem Lesterem w sprawie uprawnień tego ostatniego w Gdańsku.

A więc i opozycja, i Senat oraz narodowi socjaliści z niepokojem oczekiwali, co rzeknie Genewa. Depesze podały już ogólny rezultat narad genewskich nad punktami gdańskimi. Ale że podają one go w języku dyplomatycznym, więc trzeba to wszystko przełożyć na potoczny, aby móc jasno zrozumieć istotę uchwał.

Uchwała Rady LN z soboty dnia 24 maja odsyła rozpatrzenie spraw poruszonych w petycjach opozycji do komisji prawniczej, złożonej z trzech członków, z tym że wnioski, do których ta komisja dojdzie, zostaną przedstawione Radzie na jesiennej sesji. A więc i tym razem jeszcze nie powzięto żadnej ostatecznej decyzji. Nie jest to jednak ani zwycięstwo opozycji, ani tym bardziej Senatu, chociaż p. Zarske w „Danziger Vorposten” stara się to ustalić z takim nakładem słów i atramentu.

Godzi się zaznaczyć, że wszystkie petycje (przedstawicieli duchowieństwa katolickiego, stronnictwa centrum i organizacji żydowskich, jak również wydawnictwa „Danziger Volksstimme”) oskarżają Senat narodowosocjalistyczny o złamanie konstytucji, w szczególności jej § 73, zapewniającego każdemu obywatelowi Wolnego Miasta równe prawa bez względu na pochodzenie, stan i wyznanie oraz zasady wolności drukowanego słowa.

Oczywiście trudno przewidzieć, jak wypadnie orzeczenie prawników, których ma do pracy nad petycjami opozycji gdańskiej powołać p. Eden, stały referent spraw Wolnego Miasta w Lidze Narodów, nie bez znaczenia jednak jest fakt, że w wigilię niemal narad genewskich Senat gdański niespodzianie odwołał swe rozporządzenie z dnia 8 maja, wprowadzające prewencyjną cenzurę dla druków politycznych, a przeciw czemu centrum natychmiast założyło protest, i drugi, że tak pewny dotychczas siebie prez. Greiser już z góry zapewnił Radę, że Senat Wolnego Miasta jak najskwapliwiej zastosuje się do tego, co na zasadzie wniosków komisji trzech prawników zdecyduje Rada.

Już te fakty pozwalają nam wyrazić przypuszczenie, że widocznie p. Greiser i towarzyszący mu urzędnicy Senatu zorientowali się, jak oceniają w Genewie petycje opozycji, i że lepiej jest na wszelki wypadek zająć pozycję mniej eksponowaną. Okrzyki triumfu zaś wydawane przez p. Zarskego przypisać należy niewątpliwie chęci zamaskowania, przynajmniej w części, tej porażki, jaką prez. Greiser i narodowosocjalistyczny Senat gdański ponieśli poprzedniego dnia, tj. w piątek 24 maja, kiedy Rada LN rozpatrywała sprawę wytoczoną przez wysokiego komisarza LN w Wolnym Mieście co do jego kompetencji. Przypomnieć tu należy, że prez. Greiser w mowach podczas okresu wyborczego, a prasa narodowosocjalistyczna gdańska nawet tuż przed sesją majową Rady LN, z całą zapalczywością swych młodych temperamentów twierdzili, że wysoki komisarz LN może pełnić funkcje tylko pierwszej instancji w sprawach spornych między Gdańskiem i Polską i że stanowczo nie ma prawa wglądu w czynności rządu państwa gdańskiego. Tym bardziej poczytano mu za czyn niezgodny z jego uprawnieniami przyjmowanie przedstawicieli opozycji. Tych ostatnich zaś za to nie tylko mianowano publicznie „zdrajcami kraju”, lecz nawet skazywano sądownie. Takie stawianie sprawy przez Senat i jego stronników wysoki komisarz LN uznał za ograniczanie jego uprawnień, a kiedy temu przekonaniu dał wyraz, usłyszał bardzo swoiste pytanie, czy chce doczekać się losów p. Knoxa41, komisarza LN na obwód sarrski.

Wobec tego musiał zapytać swą mocodawczynię, jak właściwie przedstawiają się jego uprawnienia i jaki właściwie jest zakres jego czynności.

P. Eden, referując tę sprawę na posiedzeniu w dniu 24 maja, aczkolwiek w niezwykle grzecznej formie, jednak całkowicie stanowczo oświadczył, że wykładnia uprawnień wysokiego komisarza LN, stosowana przez Senat gdański i prez. Greisera, jest błędna i że zawiera w sobie usiłowanie ograniczenia zakresu praw Ligi Narodów jako gwarantki konstytucji Wolnego Miasta.

Wbrew temu, co głosi p. Greiser, a za nim Senat i pisma narodowosocjalistyczne, z referatu p. Edena wynika, że zadaniem wysokiego komisarza jest przede wszystkim czuwać nad tym, aby zagwarantowana przez Ligę Narodów konstytucja gdańska była zachowywana. Dalej uznał p. Eden, że każdy obywatel Wolnego Miasta ma prawo zwracać się w tej właśnie sprawie do Wysokiego Komisarza i że w tym czynie bynajmniej nie można upatrywać jakiejkolwiek nielojalności w stosunku do Senatu. Podobnie nie można uważać za stawianie przeszkody Senatowi gdańskiemu zwracania się opozycji z petycjami do wysokiego komisarza. Nie można też stwierdzić, żeby dotychczas ktokolwiek w Gdańsku nadużył prawa petycji. Niesłuszny wreszcie jest pogląd, wedle którego Rada LN jakoby potępiła duchowieństwo katolickie gdańskie za złożenie petycji wysokiemu komisarzowi i że jakoby dała temu wyraz na styczniowej swej sesji, odkładając rozpatrzenie jej na później.

Z wywodami p. Edena zgodziła się jednogłośnie Rada LN, a więc uznała całkowicie ich uzasadnienie i tym samym całkowicie potępiła i Senat gdański, i prez. Greisera.

Ponieśli oni w danym razie zdecydowaną porażkę i nic dziwnego, że p. Greiser musiał również całkowicie podzielić poglądy p. Edena, zapewnić, że jest obowiązkiem rządu gdańskiego uznawać stanowisko i działalność wysokiego komisarza zgodnie z mającymi walor umowami i postanowieniami Rady, i wreszcie wyrazić ubolewanie, iż jego mowa dała powód do nieporozumień.

Co prawda prez. Greiser swe zachowanie poprzednie wytłumaczyć się starał chęcią wyrażenia zdania co do tych spraw, panującego rzekomo w szerokich sferach ludności gdańskiej, która wbrew rozumowi traktuje je uczuciowo, jednak powołując się w danym razie na zasadę wolności wyrażania swego zdania, zastrzeżoną w konstytucji gdańskiej, również uznał się za porażonego, gdyż dał tym powołaniem się mocną broń w ręce opozycji gdańskiej, która dotychczas przekonała się aż nadto dotkliwie na swej skórze, jak ta zasada jest przestrzegana przez Senat i samego p. Greisera.

 

Odtąd wysoki komisarz LN chyba zechce korzystać w całej rozciągłości ze swych praw.

P. Lester po sesji majowej Rady LN osiągnął tak mocną pozycję, że może pokusić się o męskie załatwienie wielu domagających się jak najrychlejszego rozstrzygnięcia spraw wewnętrznych Wolnego Miasta i o zapobieżenie wielu niebezpieczeństwom, na które się składały ostatnie lata.

Quidam

KURIER WARSZAWSKI dnia 18 czerwca 1935 roku

Gdańska „action directe”

Gdańsk, w czerwcu

Senat gdański, jak wiadomo, w dn. 12 czerwca wprowadził bardzo ostre ograniczenia dewizowe. Tymczasem art. 195 tzw. umowy warszawskiej z dn. 24 października 1921 r. w p. 3 głosi: „Jeżeli Rzeczpospolita Polska ograniczenia takie [tzn. dewizowe] zniesie, natenczas Wolne Miasto Gdańsk nie będzie mogło stosować odpowiednich ograniczeń wobec Polski”.

Umowa warszawska zawarta była wówczas, gdy Rzeczpospolita miała u siebie ograniczenia dewizowe. Zostały one jednak potem zniesione, obecnie ich u nas nie ma i Gdańsk nie ma prawa ich u siebie zaprowadzać, o ile chodzi o Polskę.

Wydanie więc zarządzeń dewizowych, według których wolny obrót walutowy z Polską jest bardzo utrudniony i ograniczony, jest niczym innym, jak action directe, i jako takie oznacza złamanie bardzo ważnego punktu umowy regulującej stosunek Gdańska do Rzeczypospolitej i podlega dyskusji w Genewie, gdyby rząd polski w bezpośrednich pertraktacjach nie osiągnął cofnięcia tego rozporządzenia. Zdają sobie z tego doskonale sprawę sfery oficjalne gdańskie – i sam prez. Senatu Greiser.

Kończąc ustęp swej mowy w Volkstagu w dn. 12 czerwca, odnoszący się do ograniczeń dewizowych, p. Greiser powiedział dosłownie: „W czasie niebezpieczeństwa nie można zwracać uwagi na papierowe prawa i paragrafy”.

Jest więc w danym razie prez. Greiser tylko pojętnym uczniem polityków niemieckich, podobnie jak i prezydent Banku Rzeszy Niemieckiej dr Schacht42, który w swym przemówieniu do licznie zaproszonej w tym celu publiczności w gdańskim Artushofie w dn. 14 czerwca powiedział, omawiając gdańskie zarządzenia dewizowe: „W takich razach sądzę nie według maksymy Fiat iustitia pereat mundus43, lecz powiadam sobie, że w czasach gospodarczego załamania się państwa i groźnego położenia ludności może być tylko jedna droga: niemiecka ludność Gdańska musi żyć, chociażby paragrafy musiały umrzeć”.

Pamiętać trzeba, że przed wydaniem rozporządzenia co do ograniczeń dewizowych prez. Greiser bawił w Berlinie i dopiero powróciwszy z tych narad z drem Schachtem, użył w swej mowie przytoczonego wyżej zwrotu.

Jest jeszcze jeden przyczynek do charakterystyki polityki niemieckiej. Opinia polska winna też sobie doskonale to zapamiętać, aby kiedyś nie spotkała jej katastrofalna niespodzianka.

Przeciwko bezceremonialnemu postępkowi Senatu gdańskiego opinia polska w kraju winna równie zdecydowanie zaprotestować, jak zaprotestowali kierownicy firm polskich w Gdańsku w swym piśmie do Senatu w dn. 14 czerwca, jak zaprotestował rząd polski w dn. 12 czerwca, jak wreszcie postąpił komisarz jeneralny Rzplitej, gdy w dn. 14 czerwca otrzymał pismo prez. Greisera, proszące, aby poczta polska w Gdańsku zaprzestała przyjmowania przekazów pocztowych i przesyłek pieniężnych do Polski. Tegoż dnia prez. Greiser otrzymał odpowiedź, że prośba jego stanowczo spełniona nie będzie, gdyż poczta polska jest ustanowiona dla ułatwienia komunikacji między portem gdańskim a Polską, a ograniczenia dewizowe zostały wydane przez Senat wbrew obowiązującej umowie.

Jest rzeczą ciekawą, że dzienniki prosenackie w dniu wydania rozporządzenia o ograniczeniach dewizowych starały się odpowiednio spreparowanymi notatkami zapewnić opinię gdańską, że ten nowy krok Senatu uczyniony został – w porozumieniu z rządem Rzeczypospolitej. A nawet w mowie prez. Greisera nie brak było zwrotów, które miały na celu jak gdyby uspokojenie ludności gdańskiej co do stanowiska Polski w tej sprawie. Toteż z niejakim zdziwieniem odczytywano potem w piątek 14 czerwca wiadomość o proteście polskim, podaną przez „Danz. Neueste Nachrichten”, a przemilczaną przez „urzędowy organ” narodowosocjalistyczny „Danz. Vorposten”.

Sfery rządowe gdańskie śledzą jednak z dużym zaniepokojeniem reakcję społeczeństwa polskiego – i niewątpliwie na skutek tego zamieszczona została w dziennikach gdańskich w bardzo widoczny sposób wiadomość, że przywozowi pieniędzy do Gdańska nic nie stoi na przeszkodzie i że turyści winni tylko zaraz po przyjeździe zgłaszać, ile mają pieniędzy, w celu zaznaczenia tego w paszporcie lub dowodzie osobistym.

Jeśli się zważy, że w Sopocie bardzo liczne mieszkania zostały już przed 12 czerwca wynajęte letnikom z Polski, to łatwo zrozumieć, że ta wzmianka jest dla nich przeznaczona.

Quidam

KURIER WARSZAWSKI dnia 26 czerwca 1935 roku

Do czego dążą?

Gdańsk, w czerwcu

Zerwano ostatecznie rokowania polsko-gdańskie.

Minister Roman opuścił Gdańsk. To znaczy rokujące strony od razu nie doszły do żadnego wyniku, który pozwoliłby prowadzić rokowania dalej.

Wobec jak największej ze strony polskiej wyrozumiałości i szczerego dążenia do dojścia do porozumienia oczywista jest rzecz, że to tylko gdańska strona winna jest zerwania rokowań. Gdańsk nie chce żadnego porozumienia z Polską.

Strona polska żądała słusznie, opierając się na obowiązujących umowach, aby Gdańsk cofnął ograniczenia dewizowe. Senat gdański i rządzące w Wolnym Mieście stronnictwo od tych ograniczeń – zupełnie bezprawnie ogłoszonych i stanowiących action directe przeciw Polsce – odstąpić nie chce. „Danz. Vorposten”, urzędowy organ stronnictwa narodowosocjalistycznego, zakończył swój artykuł wstępny w dn. 19 czerwca, tj. w dniu rozpoczęcia rokowań słowami:

„Gdańsk zwróci rokowania w tym kierunku, aby gdańsko-polska współpraca przystosowała się do zmienionych warunków”.

To znaczy, że Rzeczpospolita ma się pogodzić z bezprawnymi i wrogimi w stosunku do niej zarządzeniami pp. Greisera, Forstera, Hellfericha i innych tym podobnych panów – i winna im dać wszystko, czego zażądają.

Ten sam artykuł „Vorposten” głosił, że „gdańscy uczestnicy nie dopuszczą do rozpatrywania sprawy unifikacji waluty w Gdańsku i w Polsce”, gdyby to zagadnienie strona polska chciała uczynić przedmiotem rokowań. Zresztą o tym zamiarze strony gdańskiej dobitnie wypowiedział się prez. Greiser w swej mowie w Volkstagu w dn. 12 czerwca, chociaż przyznał, że „Polska pomimo wszystko na zasadzie konwencji paryskiej z dn. 9 listopada 1920 r. ma prawo żądać od Ligi Narodów unifikacji waluty, tzn. wprowadzenia w Gdańsku złotego jako urzędowej waluty”.

To stanowisko Senatu gdańskiego i stronnictwa rządzącego w Wolnym Mieście jest bardzo znamienne. Przecie tenże prez. Greiser w swej mowie przez radio w dn. 4 czerwca powiedział, że „dewaluacja gdańskiego guldena była niezbędna, aby usunąć różnicę w poziomie dwu walut znajdujących się na jednym obszarze gospodarczym” i powtórzył to samo w swej mowie w Volkstagu dn. 12 czerwca.

A więc uznając i teoretycznie, i praktycznie prawo i konieczność zrównania waluty na celnym obszarze polskim, Senat gdański z jak największym oporem trzyma się swego całkowicie zdeprecjonowanego i bezwartościowego guldena, dla obrony jego popełnia action directe przeciw Polsce i upiera się przy swych bezprawnych zarządzeniach dewizowych.

I to gdy, jak to już donosiłem, wszystko to zabija Gdańsk ekonomicznie i naraża ludność jego na dotkliwe braki, które z każdym dniem będą się objawiać coraz bardziej.

„Jest jednak w tym szaleństwie metoda”, gdyż trudno przypuścić, aby Senat gdański czynił to wszystko bezcelowo.