Przepis na sukces

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Abby Green
Przepis na sukces

Tłumaczenie:

Agnieszka Wąsowska

PROLOG

Rafael Falcone spojrzał na złożoną w grobie trumnę. Na jej wieku leżało kilka kwiatów i rzucona przez najbliższych ziemia. Większość z nich stanowili mężczyźni, co mogło potwierdzać plotki, że Esperanza Christakos miała wielu kochanków.

Rafaelem miotały sprzeczne uczucia. Oczywiście dominował żal z powodu straty matki, choć nigdy nie był z nią mocno związany. Była piękną, ale trudną we współżyciu kobietą. Odeszła od jego ojca, pozostawiając go w rozpaczy.

Była kobietą, które potrafiła sprawić, że mężczyzna całkowicie zapominał o swojej godności i o sobie samym. Na szczęście on do takich mężczyzn nie należał. Doskonale wiedział, czego pragnie, i potrafił konsekwentnie do tego dążyć. Jego głównym życiowym celem było budowanie imperium motoryzacyjnego rodziny Falcone. Piękne kobiety były jedynie miłym przerywnikiem, nic ponadto. Nigdy z żadną nie związał się na dłużej i żadnej nie pokochał.

W przeszłości poznał tylko jedną, która była bliska tego, by go w sobie rozkochać, ale to był zamknięty rozdział i nie zamierzał do tego wracać.

Jego przyrodni brat, Alexio Christakos, popatrzył na niego z lekkim uśmiechem. Rafael poczuł w piersi znajomy ucisk. Kochał brata, ale ich związek trudno byłoby nazwać łatwym. Zazdrościł mu ojca, który zawsze był dla niego wsparciem, czego zupełnie nie dało się powiedzieć o jego własnym. Ojczym także nie darzył go sympatią.

Odwrócili się i odeszli od grobu, pogrążeni we własnych myślach. Obaj odziedziczyli po matce zielone oczy, choć oczy Alexia miały złotawe błyski, których brak było oczom Rafaela. Ten ostatni miał także ciemniejsze i grubsze włosy niż brat.

Obaj byli potężnie zbudowani, choć Alexio był szczuplejszy. Na policzkach Rafaela widniał jednodniowy zarost i kiedy zatrzymali się przy samochodach, brat spojrzał na niego z wyrzutem.

– Nie mogłeś się przynajmniej ogolić?

Rafael spojrzał na brata z błyskiem w oku.

– Za późno wstałem.

Wolał nie tłumaczyć mu, dlaczego spędził tę noc z kobietą. Szukał w jej ramionach zapomnienia, w nadziei, że to pozwoli mu nie myśleć o śmierci matki i o tym, jak odeszła od jego ojca, czyniąc z niego wrak człowieka. Ojciec nie przyszedł nawet na jej pogrzeb, pomimo że Rafael bardzo go namawiał.

Alexio, najwyraźniej nieświadomy wewnętrznych niepokojów brata, potrząsnął głową i uśmiechnął się kpiąco.

– To niewiarygodne. Jesteś w Atenach dopiero dwa dni. Nic dziwnego, że nie chciałeś się u mnie zatrzymać, tylko wolałeś hotel.

Rafael odsunął od siebie ponure wspomnienia i otworzył usta, żeby odpowiedzieć, kiedy ujrzał spóźnionego gościa wysiadającego z samochodu. Na jego widok odebrało mu mowę. Alexio podążył spojrzeniem za jego wzrokiem.

Mężczyzna był wysoki i patrzył na nich nieustępliwie. Wydał mu się dziwnie znajomy. Patrząc na niego, miał wrażenie, że ogląda samego siebie albo Alexia. Jego oczy były podobne do oczu matki, choć znacznie ciemniejsze niż jego czy Alexia. Czy to możliwe, żeby był…?

– W czym możemy pomóc? – spytał zimno.

Mężczyzna przeniósł wzrok z jednego na drugiego, po czym uśmiechnął się kpiąco.

– Czyżby było nas jeszcze więcej?

Rafael spojrzał na brata, który zmarszczył brwi.

– Nas? O czym pan mówi?

Mężczyzna przeniósł wzrok na Rafaela.

– Nie pamiętasz mnie, prawda?

W głowie Rafaela pojawiło się blade wspomnienie. Stoi z matką na schodach. Otwierają się drzwi i wybiega z nich chłopiec, kilka lat starszy od niego. Ma jasne włosy i ogromne oczy.

– Przywiozła cię do mojego domu. Miałeś jakieś trzy lata, a ja siedem. Przyjechała, żeby mnie ze sobą zabrać, ale ja nie chciałem. Nie po tym, jak mnie zostawiła.

Rafael poczuł, że oblewa go zimny pot.

– Kim jesteś?

Mężczyzna uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały zimne.

– Jestem twoim przyrodnim bratem. Nazywam się Cesar Da Silva. Przyjechałem, żeby pożegnać kobietę, która wydała mnie na świat, choć wcale na to nie zasłużyła. Byłem ciekaw, ilu ma synów. Chyba jesteśmy tylko my trzej.

– Co, do diabła…? – Alexio stanął obok brata ze zdezorientowaną miną.

Rafael nie był w stanie się poruszyć. Znał nazwisko Da Silva. Kojarzył je z firmą Da Silva Global Corporation. Być może nawet spotkał tego mężczyznę w przeszłości, nie wiedząc o tym, że to jego brat. Wszyscy trzej byli do siebie tak podobni, że mogliby uchodzić za trojaczki.

Kiedy pytał matkę o chłopca, którego zapamiętał z dzieciństwa, zawsze zmieniała temat. Podobnie jak nigdy nie chciała mówić o swojej przeszłości z czasów, kiedy była modelką w Paryżu.

Rafael wskazał ręką Alexia.

– To jest Alexio Christakos, twój młodszy brat.

Cesar Da Silva popatrzył na Alexia lodowatym wzrokiem.

– Trzech braci, trzech różnych ojców. Tyle tylko, że was nie zostawiła.

Obaj bracia przez dłuższą chwilę mierzyli się wzrokiem.

– Nie przyjechałem tu, żeby z tobą walczyć, bracie. Nie mam nic do żadnego z was.

– Jedynie do naszej matki, jeśli prawdą jest to, co mówisz.

Cesar uśmiechnął się gorzko.

– Och, zapewniam cię, że to prawda, choć wolałbym, żeby było inaczej.

Podszedł do grobu, wyjął coś z kieszeni i rzucił na trumnę. Przez dłuższą chwilę stał nieruchomo, po czym odwrócił się do nich. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Skinął głową braciom, wsiadł do srebrnej limuzyny i odjechał.

Rafael spojrzał na brata, który sprawiał wrażenie zupełnie zdezorientowanego.

– Co, do diabła…

– Nie mam pojęcia.

Popatrzył w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał samochód Cesara, i pokręcił głową.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Trzy miesiące później…

– Sam, przepraszam, że ci przeszkadzam, ale ktoś do ciebie dzwoni. Ktoś, kto ma bardzo seksowny głos i obcy akcent.

Sam znieruchomiała. Seksowny głos… Obcy akcent… Odczuła nagły niepokój, ale przecież to nie mógł być on. Podniosła wzrok na swoją sekretarkę w dziale naukowym londyńskiego uniwersytetu.

Starsza kobieta patrzyła na nią z lekkim uśmiechem.

– Czyżbyś spędziła ten weekend z kimś wyjątkowym?

Sam odpowiedziała Gertie uśmiechem.

– Chciałabym, ale nic z tego.

– Nie tracę nadziei, Sam. Potrzebujesz wspaniałego mężczyzny, który się tobą zajmie.

Sam nie przestawała się uśmiechać, choć miała ochotę powiedzieć Gertie, że doskonale radzi sobie bez mężczyzny.

– Na której linii jest ta rozmowa?

– Na pierwszej.

Gertie mrugnęła porozumiewawczo i wyszła z gabinetu.

– Doktor Samantha Rourke. W czym mogę pomóc?

Przez chwilę w słuchawce panowała cisza, po czym rozległ się niski, głęboki i bez wątpienia seksowny głos, który doskonale znała.

Ciao, Samantho. Mówi Rafael…

Poza ojcem tylko on używał jej pełnego imienia. Jedynie w momentach największego uniesienia mówił do niej Sam. W jednej chwili zaczęły nią targać zupełnie sprzeczne emocje: gniew, złość, ból, ale także niezmierna czułość i pożądanie.

Ponieważ nie odpowiadała, po chwili znów usłyszała jego głos, tym razem znacznie bardziej rzeczowy.

– Rafael Falcone… Pamiętasz mnie?

Jak by mogła zapomnieć! Ścisnęła w ręku telefon i zająknęła się.

– Nie… to znaczy tak, pamiętam.

Omal się nie roześmiała histerycznym śmiechem. Jak mogłaby zapomnieć tego mężczyznę, skoro codziennie patrzyła na miniaturę jego twarzy?

Bene. Jak się masz, Sam. Jesteś już doktorem?

– Tak… – Serce waliło jej w piersi tak mocno, że z trudem wydobywała z siebie głos. – Zrobiłam doktorat po… – nie dokończyła. Co miała mu powiedzieć? Po tym, jak wkroczyłeś w moje życie i zupełnie wywróciłeś je do góry nogami? – Po tym, jak widzieliśmy się ostatni raz. W czym mogę ci pomóc?

Ucisk, jaki odczuwała w gardle, był nie do zniesienia. Może pomogłaby mu, mówiąc, że ma syna?

– Jestem w Londynie, ponieważ chcemy otworzyć tu nasze przedstawicielstwo.

– Rozumiem.

Rafael Falcone tutaj, w Londynie. Wyśledził ją. Ale po co? Milo. Jej syn, jej świat. Jego syn.

W pierwszej chwili pomyślała, że coś wie, ale potem się uspokoiła. Gdyby wiedział, nie rozmawiałby z nią w ten sposób. Musi jak najszybciej się go pozbyć.

– Miło było cię usłyszeć, ale jestem teraz dość zajęta…

– Nie jesteś ciekawa, po co do ciebie dzwonię? – przerwał jej ostro.

Znów oblał ją zimny strach.

– No cóż, chyba jestem – powiedziała bez zbytniego entuzjazmu w głosie.

– Chciałem zaproponować ci pracę w Falcone Motors. Badania, które aktualnie prowadzisz, są w sferze naszych zainteresowań.

Tym razem Sam ogarnęła panika. Już raz dla tego człowieka pracowała i nie wyniknęło z tego nic dobrego. Nie, drugi raz nie popełni tego samego błędu.

– Obawiam się, że to niemożliwe. Zobowiązałam się do pracy na uniwersytecie.

Przez chwilę w słuchawce panowała cisza.

– Rozumiem.

Zapewne spodziewał się, że rzuci mu się do stóp, zachwycona propozycją, jaką jej złożył. Większość kobiet tak na niego reagowała. Nic się nie zmienił. I to niezależnie od tego, co się między nimi wydarzyło.

Do dziś pamiętała to, co powiedział jej, kiedy od niej odchodził.

„Tak będzie lepiej, cara. Zresztą, od początku było wiadomo, że to nic poważnego, prawda?”

 

Przyznała mu wówczas rację, ponieważ tego właśnie się po niej spodziewał. Te słowa upewniły ją w przekonaniu, że podjęła słuszną decyzję, postanawiając wychowywać Mila samotnie. Mimo to wyrzuty sumienia nieustannie ją nękały. Powinna była mu powiedzieć.

Była tak zdenerwowana, że propozycja, jaką jej przed chwilą złożył, tak naprawdę nie dotarła w pełni do jej świadomości.

– Posłuchaj, naprawdę jestem bardzo zajęta. Jeśli więc nie masz nic przeciwko temu…

– Nie chcesz nawet o tym porozmawiać?

Przypomniała sobie, jak się czuła, kiedy dał jej do zrozumienia, że nie jest nią już zainteresowany.

– Nie, nie chcę. Do widzenia, signor Falcone.

Do widzenia, signor Falcone. Tyle tylko usłyszał od kobiety, którą znał swego czasu tak blisko. Rafael spojrzał na trzymany w ręku telefon. Nie był przyzwyczajony do tego, żeby kobiety tak bezpardonowo go odprawiały.

Samantha Rourke w niczym nie przypominała kobiet, z którymi się spotykał. Od początku była inna. Zjawiła się w jego fabryce we Włoszech w charakterze stażystki. Była tuż po zrobieniu dyplomu na politechnice i w dodatku była jedyną kobietą w ich grupie. Niezwykle inteligentna, a do tego bardzo piękna. Chętnie by ją zatrudnił, żeby dla niego pracowała, gdyby nie fakt, że spodobała mu się jako kobieta.

Miała piękne ciało, które skrzętnie skrywała pod niemal męskimi ubraniami, jakie z upodobaniem nosiła. Miał ochotę zedrzeć je z niej i zobaczyć, co się kryje pod spodem. Jej oczy były szare i przypominały kolorem morze podczas sztormu. Za każdym razem, kiedy ją widział, pragnął jej coraz mocniej.

Nie podobało mu się to, co czuje. W jego fabryce pracowało mnóstwo kobiet, żadna jednak nie zawróciła mu w głowie tak jak Sam. Zawsze skrupulatnie przestrzegał tego, żeby oddzielać pracę od życia osobistego. Ona jednak była wyjątkowa. Piekielnie bystra i zupełnie różna od kobiet, które znał. Pięknych, zadbanych, seksownych i doskonale wiedzących, jak posługiwać się tymi atutami. Podobnie jak on cynicznych.

Sam była jedynie seksowna, ale nie zdawała sobie z tego sprawy. Była zupełnie nieświadoma faktu, że mężczyźni niemal pożerają ją wzrokiem. Rafael nie mógł tego znieść. Pragnął jej dla siebie i to jeszcze zanim się nawet pocałowali.

W końcu nie wytrzymał. Któregoś dnia zadzwonił, żeby przyszła do jego biura. Kiedy weszła, po prostu wziął ją w ramiona i pocałował. Nawet teraz wspomnienie tego pocałunku rozgrzewało mu krew. Zaklął. Myślał o niej znacznie częściej, niż chciałby to przed sobą przyznać. Ostatnio na pogrzebie matki. To, co ich łączyło, to coś więcej niż czysty seks. Omal nie połączyło ich… dziecko. Nie chciał mieć dzieci i ta perspektywa wprawiła go w przerażenie.

Odwrócił się i spojrzał na biuro. Najwyraźniej Sam nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Niepotrzebnie ją odnalazł. Powinien raz na zawsze zapomnieć o istnieniu Samanthy Rourke.

W sobotę rano obudziła się, czując przy sobie małe ciepłe ciałko. Uśmiechnęła się i objęła synka, wdychając jego słodki zapach.

– Witaj, przystojniaczku.

– Witaj, mamuś. Kocham cię.

Pocałowała chłopca w główkę.

– Ja ciebie też bardzo kocham.

Milo odsunął głowę i Samantha otworzyła oczy, żeby na niego spojrzeć.

– Jesteś śmieszna – zachichotał chłopczyk.

Zaczęła go łaskotać i wkrótce oboje byli już całkiem rozbudzeni. Malec zerwał się z łóżka i zbiegł po schodach na dół.

– Tylko nie włączaj jeszcze telewizora! – krzyknęła za nim Sam.

Usłyszała, że się zatrzymał, i wyobraziła sobie jego zawiedzioną minę.

– Okej. Pooglądam książeczki.

Sam wiedziała, że kiedy zejdzie na dół, zastanie synka zajętego oglądaniem książek. Nie umiał jeszcze czytać, ale uwielbiał książki. Był bardzo grzecznym i pogodnym chłopcem. I niezwykle inteligentnym. Czasami trochę ją to przerażało, nie była bowiem pewna, czy potrafi prawidłowo nim pokierować.

Bridie, gospodyni jej ojca, często spoglądała na nią swymi przenikliwymi irlandzkimi oczami i mówiła:

– Ciekawe, po kim on to odziedziczył? Jego dziadek był profesorem fizyki, a ty, odkąd pamiętam, siedziałaś z nosem w książkach. Nie wiem nic o jego ojcu, więc trudno mi powiedzieć, co odziedziczył po nim… – W tym momencie Sam spoglądała na nią znacząco i Bridie zmieniała temat.

Gdyby nie pomoc Bridie O’Sullivan, nigdy nie skończyłaby studiów i nie dostała pracy na uniwersytecie, która pozwalała jej utrzymać siebie i syna. Bridie opiekowała się Milem pięć dni w tygodniu, dzięki czemu ona mogła pracować. Zajmowała niewielkie mieszkanie, które kilka lat temu zostało dobudowane do domu.

Sam założyła szlafrok i ruszyła na dół, żeby zrobić śniadanie. Próbowała zagłuszyć w sobie poczucie winy, które gnębiło ją od czasu rozmowy z Rafaelem. A nawet dłużej, bo od całych czterech lat.

Źle sypiała, nękana wspomnieniami z przeszłości, a kiedy zasnęła, miała różne sny. Niektóre z nich bardzo gorące. Budziła się spocona, w zmiętej pościeli, z walącym sercem.

Rafael Falcone. Mężczyzna, który pokazał jej, jak bezbarwne było dotąd jej życie i jakie może być wspaniałe.

Zastanawiała się, co w niej było takiego, co przyciągnęło jego uwagę. Cokolwiek to było, popełniła błąd i uwierzyła, że jest to coś, co jest w stanie przywiązać go do niej na stałe. Po raz setny zapewniła samą siebie, że Rafael nie zasługuje na to, żeby dowiedzieć się o istnieniu Mila. Nigdy go nie chciał, więc nie ma powodu, dla którego miałby go teraz zapragnąć. Nigdy nie zapomni, jak pobladł, kiedy powiedziała mu, że jest w ciąży.

Usiadła na łóżku, przytłoczona ciężarem wspomnień. Kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży, Rafaela nie było, ponieważ wyjechał w interesach na trzy tygodnie. Gdy tylko wrócił, zadzwonił do niej, żeby się spotkać. Była podekscytowana i niespokojna. Pamiętała, co jej powiedział przed wyjazdem.

„Ta krótka rozłąka dobrze nam zrobi, cara. Twoja osoba absorbuje mnie tak bardzo, że mam zaległości w pracy…”

Jednak kiedy weszła do jego biura, zobaczyła, że jest poważny. Żeby nie stracić resztek odwagi, wypaliła od razu na dzień dobry.

– Mam ci coś do powiedzenia.

– Słucham.

Splotła palce w nerwowym geście, zastanawiając się, jak mogła być tak naiwna i sądzić, że Rafael ucieszy się z wiadomości, którą miała mu do przekazania. Spędzili razem zaledwie miesiąc. Jeden wspaniały miesiąc. Cztery tygodnie. Czy to wystarczy?

– Sam?

Spojrzała mu w oczy i głęboko nabrała w płuca powietrza.

– Jestem w ciąży.

Jej słowa zawisły między nimi w powietrzu. Krew odpłynęła Rafaelowi z twarzy i Sam w jednej chwili wiedziała już, że była kompletną idiotką, sądząc, że ta wiadomość może go ucieszyć.

Rafael był tak blady, że przez chwilę miała wrażenie, że zasłabnie. Chciała do niego podejść, ale wyciągnął rękę, jakby chciał ją zatrzymać.

– Jak?

Zatrzymała się w pół kroku.

– Nie uważaliśmy dostatecznie.

Zważywszy na fakt, że kochali się niemal nieustannie, nie było w tym nic dziwnego. W kuchni, w jej mieszkaniu, w łazience, pod prysznicem w palazzo, wszędzie. Teraz wydawało jej się to takie… szokujące. Takie pełne desperacji. Czysty seks, nic ponadto. Czy ona w ogóle go znała?

Spojrzał na nią oskarżycielsko.

– Powinnaś była brać tabletkę.

– Biorę, ale to jest tabletka niskodawkowa, a w zeszłym miesiącu raz zapomniałam wziąć…

Rafael ciężko opadł na fotel. Wyglądał tak, jakby w jednej chwili postarzał się o dziesięć lat.

– To nie może być prawda – mruknął, jakby jej tu w ogóle nie było.

– Możesz mi wierzyć, że dla mnie to też jest szok.

Spojrzał na nią podejrzliwie.

– Czyżby? Skąd mam wiedzieć, że tego nie zaplanowałaś? Że nie zastawiłaś na mnie pułapki?

Sam otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

– Naprawdę myślisz, że mogłabym zrobić to celowo? – zdołała wreszcie z siebie wydusić.

Wstał i zaczął się nerwowo przechadzać po gabinecie. Roześmiał się w sposób, od którego przeszły ją po plecach ciarki. W pewnym momencie zatrzymał się przed nią i spojrzał jej w oczy.

– Kobiety często tak robią, żeby zapewnić sobie utrzymanie do końca życia. Bogaty mężczyzna to doskonały łup.

Wstała i odruchowo zacisnęła dłonie w pięści.

– Jesteś draniem. Nigdy nie posunęłabym się do czegoś podobnego.

Przypomniała sobie jego spojrzenie, kiedy weszła do gabinetu, i w jednej chwili wszystko zrozumiała.

– Miałeś zamiar powiedzieć mi, że to koniec, prawda? Po to właśnie chciałeś mnie widzieć.

Na chwilę odwrócił wzrok, a kiedy ponownie na nią spojrzał, jego wzrok był pozbawiony wszelkich uczuć.

– Tak.

A więc to koniec. Jedno słowo, które pozbawiło ją złudzeń, że to, co łączyło ją ze znanym w świecie playboyem, jest czymś wyjątkowym. Bała się, że jeśli teraz spróbuje coś powiedzieć, rozpłacze się. Wybiegła z biura. Ukryła się w swoim niewielkim mieszkaniu, nie zważając na Rafaela, który próbował się do niej dostać.

I wtedy to się zaczęło. Tępy ból w dole brzucha i krwawienie. Była tak przerażona, że otworzyła drzwi. Popatrzyła na Rafaela i odezwała się stłumionym głosem.

– Krwawię.

Zabrał ją do kliniki. Sam odruchowo trzymała ręce na brzuchu, jakby za wszelką cenę chciała ocalić to, co się kryło w jej wnętrzu. Choć do tej pory nigdy poważnie nie myślała o tym, żeby mieć dzieci, w tej chwili odczuwała tak przemożną chęć zostania matką, że sama była tym zaskoczona. Sama straciła swoją bardzo wcześnie i wychowywał ją ojciec, któremu trudno było zarzucić nadmiar ciepłych uczuć.

W klinice okazało się, że jej ciąży nic nie zagraża i że plamienie jest najprawdopodobniej spowodowane stresem. Jeśli będzie unikać sytuacji, w których może się silnie zdenerwować, zapewne urodzi zdrowe dziecko.

Uczucie ulgi było obezwładniające. Jednak myśl o czekającym na zewnątrz Rafaelu ostudziła jej euforię. Przy nim na pewno się zdenerwuje, a to może niekorzystnie wpłynąć na ciążę. Bała się powiedzieć mu, że nie poroniła.

W tej chwili do jej uszu dobiegł strzęp rozmowy, którą Rafael toczył z kimś przez telefon tuż za uchylonymi drzwiami.

– Jestem chwilowo zajęty… Nie, nic ważnego… Załatwię to najszybciej, jak się da, i wrócę do ciebie…

Ostatnie promyki nadziei zniknęły jak zdmuchnięty płomień świecy. Rafael najwyraźniej traktował ją jak problem, który trzeba załatwić. Wierzył w to, w co chciał wierzyć, czyli że poroniła. Skończył rozmawiać i wszedł do pokoju. Sam wyglądała przez okno. Miała wrażenie, że coś w niej pękło. Zmusiła się, żeby zachować spokój.

Rafael podszedł do łóżka.

– Sam…

Nawet na niego nie spojrzała.

– Słucham?

– Naprawdę mi przykro, że tak się to wszystko skończyło. Nie powinniśmy byli pozwolić, żeby sprawy zaszły tak daleko.

– Rzeczywiście, nie powinniśmy.

Była wściekła. Miała ogromną ochotę powiedzieć mu prawdę, ale wiedziała, że nie powinna. Teraz liczyło się przede wszystkim dobro dziecka.

Spojrzała na niego.

– Co się stało, to się nie odstanie. Muszę tu zostać jedną noc na obserwację. Jutro wracam do domu.

Rafael pobladł. Wiedziała, że w tej chwili marzy jedynie o tym, by się jej pozbyć. Nie obchodziło go, że właśnie stracił dziecko.

– Załatwię wszystko najszybciej, jak się da.

– Po prostu idź, Rafael. Zostaw mnie samą. – Czuła, że jeszcze chwilę, a się rozpłacze. Zacisnęła palce na brzegu łóżka.

Rafael spojrzał na nią tymi swoimi zielonymi oczami, z których nic nie można było wyczytać.

– Tak będzie lepiej, cara. Uwierz mi… Jesteś taka młoda… wszystko jeszcze przed tobą. Zresztą, to i tak nie było nic poważnego, prawda?

Sam zacisnęła zęby. Teraz skupi się na swojej karierze i na dziecku. Nic innego się nie liczy.

– Oczywiście, że nie. A teraz idź już, dobrze?

Bała się, że jeśli będzie musiała przebywać w jego obecności jeszcze chwilę, rozsypie się, i Rafael dostrzeże, co się dzieje w jej sercu.

Rafael odsunął się.

– Zorganizuję ci podróż do domu. Nie musisz się o nic martwić.

Stłumiła histeryczny śmiech, który w niej narósł na myśl o tym, jak teraz zmieni się jej życie. W odpowiedzi skinęła jedynie głową.

– Świetnie.

Rafael był już niemal przy drzwiach. Ulga, jaką odczuwał, była niemal namacalna.

– Żegnaj, Sam.

Sam zebrała resztkę sił, jaka jej pozostała.

– Żegnaj, Rafael. – Odwróciła wzrok, nie chcąc, żeby dostrzegł jej łzy. A kiedy usłyszała, że drzwi za nim się zamknęły, z jej piersi wydobyło się długo powstrzymywane łkanie i gorące łzy popłynęły jej po policzkach.

 

Po powrocie do domu była w rozterce. Z jednej strony pragnęła powiedzieć Rafaelowi prawdę, z drugiej zaś chciała uchronić się przed bólem. Któregoś dnia zobaczyła w telewizji jakiś reportaż, w którym Rafael pojawił się u boku znanej włoskiej prezenterki telewizyjnej. Obejmował ją w talii i uśmiechał się promiennie. Zdała sobie sprawę z tego, że jej wiadomość niespecjalnie by go zainteresowała.

– Mamo, chcę moje cheeriosy!

Głos synka przywrócił ją do rzeczywistości. Milo. Śniadanie. Wstała, żeby zająć się swoim dzieckiem.

Kiedy wieczorem zadzwonił dzwonek do drzwi, kończyła zmywać naczynia po kolacji. Milo bawił się samochodzikami na dywanie w salonie. Poszła otworzyć, sądząc, że Bridie znów zapomniała kluczy do domu. Jednak kiedy otworzyła drzwi, przekonała się, że to nie Bridie za nimi stoi. Był to ktoś zdecydowanie od niej wyższy i bardziej męski.

Rafael Falcone.

Przez dłuższą chwilę stała nieruchomo. Wchłaniała szczegóły rysującej się przed nią postaci. Sprane dżinsy. Skórzana kurtka. Gruby wełniany sweter. Gęste ciemne włosy, lekko kręcące się nad karkiem. Wysokie czoło. Zielone oczy o przenikliwym spojrzeniu. Nos z lekkim garbem nadającym mu nieco arogancki wygląd. Oliwkowa karnacja świadcząca o tym, że nie pochodzi z zimniej i wilgotnej Anglii.

I usta. Pełne, zmysłowe usta. Zawsze wyglądały tak, jakby ich właściciel za chwilę miał rozciągnąć je w uśmiechu albo cię pocałować.

Odetchnęła głęboko, zdając sobie sprawę, że odruchowo wstrzymała powietrze.

– Samantha – odezwał się głębokim niskim głosem, a jego przenikliwe zielone oczy objęły ją spojrzeniem. Miała na sobie obcisłe dżinsy, grube skarpety i luźną koszulkę.

Rafael uśmiechnął się.

– Widzę, że pomimo moich usilnych starań wciąż wolisz styl sportowy.

Sam przypomniała sobie, jak któregoś razu podarował jej prezent. Ogromne białe pudło, w którym, owinięta w całe tony srebrnej bibuły, leżała jedwabna nocna koszulka na cieniutkich ramiączkach. Rafael osobiście ją w nią ubrał. Pięknie podkreślała łagodne uwypuklenie bioder i szczupłą talię. Tego wieczora zabrał ją do jednej z najbardziej ekskluzywnych restauracji w Mediolanie. Wyszli dopiero nad ranem, odurzeni szampanem i sobą. Zabrał ją do palazzo

– Nie zamierzasz zaprosić mnie do środka?

Sam ogarnęła panika. Milo! Musi coś szybko wymyśleć.

– To nie najlepszy moment. Nie wiem, po co tu przyjechałeś. Chyba jasno ci powiedziałam, że nie jestem zainteresowana tą propozycją.

Zmusiła się, żeby na niego spojrzeć. Minęły cztery lata, w ciągu których ona sama bardzo się zmieniła. Czuła się teraz znacznie bardziej dojrzała i pewna siebie. I znacznie bardziej zmęczona. On tymczasem wyglądał wspaniale. Nic nie wiedział o niej i o jej życiu. Ponieważ mu nie powiedziała.

– Po co tu przyjechałeś? Jestem pewna, że w sobotni wieczór masz znacznie ciekawsze zajęcia.

Gorycz, jaką usłyszała w swoim głosie, zdumiała ją samą.

– Pomyślałem, że jeśli przyjadę porozmawiać z tobą osobiście, może zdołam cię przekonać. – Na jego policzkach pojawiły się lekkie rumieńce, ale Sam nawet ich nie zauważyła. Za jej plecami rozległ sie tupot małych stóp.

– Mamo!

Milo objął ją rączkami za nogę i niemal widziała jego twarz wychylającą się zza niej, żeby zobaczyć, kto stoi za drzwiami.

– Jak już powiedziałam, to nie jest najlepszy moment na rozmowę.

– Przepraszam. Powinienem był pomyśleć… Oczywiście, minęło tyle lat. To normalne, że wyszłaś za mąż. Dzieci…

A potem jego wzrok spoczął na Milu i zobaczyła, jak jego oczy robią się niemal okrągłe. Nie musiała spoglądać na synka, żeby wiedzieć, że stanął obok niej i patrzy na nieznajomego. Ogromne zielone oczy wpatrują się w drugie, identyczne , które utkwione były teraz w chłopcu. Niezwykłe. Ludzie mówili, że Milo ma niezwykłe oczy.

Rafael wpatrywał się w chłopca niemal przez całą wieczność. Sprawiał wrażenie człowieka, któremu ktoś zadał cios w splot słoneczny. Kiedy podniósł na nią wzrok, wiedziała, co zobaczył. Jej policzki były blade, jakby odpłynęła z nich cała krew, a oczy zdradzały poczucie winy.

A kiedy dostrzegła, jak jego wzrok robi się lodowaty, zrozumiała, że już wie.