Konsorcjum Tom IIITekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Powiedziałeś jej?! – Cassandra blednie, wpatrując się w Dominica.

– Nie musiał. – Wybucham śmiechem.

– Myślisz, że Iwan ją sprzątnie, kiedy powiem, że nazwała cię suką? – wcina się Aśka. – W sumie z największą przyjemnością mu to opowiem.

– A niby za co? – Cassandra także wybucha śmiechem. – Przecież ona nawet nie ma statusu. Jest zwykłym, nic nieznaczącym śmieciem. Gdyby nie to, że jest akurat z Dominikiem, już dawno zostałaby odjebana w ciemnym zaułku za posiadanie wiedzy o Konsorcjum.

– Zamknij, kurwa, mordę, idiotko. – Eric raptownie wstaje i gromi Cassandrę wzrokiem. – Róbcie, co chcecie, ale ja nie mam zamiaru za nią odpowiadać! Pierdolę, nie odpowiadam za nią więcej przed Dimitrescu! Chcesz się w to bawić, proszę bardzo. Ale ja pasuję – zwraca się nienawistnie do Dominica.

– Eric, aleś ty nerwowy – nabija się dalej Cassandra. – Chwila, a może ty też coś do niej masz, skoro tak na nią co rusz zerkasz?

Oszalała?! Chce jeszcze skłócić Dominica z Erikiem? O to jej chodzi?

– Trzeci Członek Szczytu Konsorcjum jest córką Iwana, a nie jego kochanką, kretynko. I właśnie masz ją w całej okazałości przed sobą. – Eric dostaje spazmów z wściekłości. Przyszpila Cassandrę wzrokiem, a zamaszystym gestem dłoni wskazuje na mnie.

Cassandra, dopiero teraz, zdziwionym, ale również wyraźnie niezadowolonym spojrzeniem wraca do mnie.

– Stul pysk! – wydziera się Dominic, ale Eric ma to gdzieś.

– Pierdol się, kurwa. Jesteś jeszcze większym kretynem od niej… – Zaczynają się między sobą kłócić, ale ja nie mam najmniejszego zamiaru tego słuchać i w tym dalej uczestniczyć. Powiedziałam, co miałam do powiedzenia, dlatego zapinam płaszcz i wstaję od stolika.

– Idę do pokoju – mówię do Aśki.

– Ja też. W dupie mam ten cyrk. Niech się kłócą nic nieznaczące popaprańce. – Aśka podąża zaraz za mną.

– Nadia! – Gdy Dominic chce mnie złapać za rękę, wyswobadzam się szarpnięciem i odchodzę. Niech spierdala pozować do kolejnych zdjęć.

– Hej, uspokój się, nie możesz się teraz denerwować. – Aśka uspokaja mnie, gdy tylko wychodzimy z restauracji. – Wdech i wydech.

Próbuję oddychać razem z nią, ale gówno to daje. Wspinamy się na nasze piętro, a zaraz za nami słyszę kroki nadchodzącego Kamila.

– Mam z tobą zostać? – pyta, gdy stajemy pod moimi drzwiami.

Kręcę przecząco głową.

– Chcę pobyć sama i się spakować. Nie zostanę w tym miejscu ani godziny dłużej – oświadczam.

– Słyszałeś? Idziemy się pakować i wracamy do domu. – Aśka głośniej zwraca się w stronę Kamila.

– Tak, i to bardzo wyraźnie – odpowiada Kamil, zrównując się z nami.

Spoglądam mu w oczy, a on marnie próbuje ukryć swój zawadiacki uśmiech, spowodowany zapewne awanturą.

– Obecnie boję się tych demonów, które przejęły nad wami kontrolę, dlatego, kochanie, spakuję siebie, a nawet ciebie, własnoręcznie – przymila się do Aśki, czym odrobinę mnie rozbawia.

Na odchodne uśmiecham się do nich. Moja przyjaciółka przytula mnie, po czym oboje wraz z Kamilem oddalają się w stronę swojego apartamentu.

Gdy tylko wchodzę do pokoju, ta nieszczęsna melancholia znów opanowuje moje myśli. Rzucam się na łóżko i ze wzrokiem wbitym w sufit pozwalam tym wszystkim nawiedzającym mnie od początku przyjazdu obrazom i rozważaniom powrócić. Co za gnój… Przyjaciółka. Dobre sobie. Nie uwierzę, że Cassandra próbuje być jedynie dobrą siostrą, służącą radą i wsparciem. Nie jestem aż tak naiwna. Z moich oczu powoli zaczynają lecieć łzy, ale staram się je opanować. Nie mogę się denerwować, nie mogę się denerwować. Powtarzam to sobie w głowie jak mantrę i o dziwo po krótkiej chwili nawet zaczyna działać. Gdy opanowuję rozszalałe emocje i hormony, zrywam się z łóżka i z narzuconym samej sobie planem podążam do łazienki pozbierać wszelkie kosmetyki. Pakuję je do torby, następnie zabieram się za składanie swoich ubrań, biżuterii, laptopa i innych drobiazgów.

Podczas mojej szarpaniny z zamkiem walizki drzwi do apartamentu otwierają się i dostrzegam w nich Dominica. Wchodzi do środka. Jego wzrok natychmiast przesłania niepewność, kiedy dostrzega spakowane torby.

– Nadia, kotku, możemy spokojnie porozmawiać? – Przystaje bezpośrednio przede mną i wpatruje się bacznie w moje oczy.

To nieco dziwne, bo po tej odstawionej w restauracji scenie nawet nie burczy, a wręcz mówi nad wyraz spokojnie. Szczerze mówiąc, byłam pewna, że zaraz po przyjściu naskoczy na mnie, a tutaj niespodzianka. Zaczynam się łudzić, że może w końcu poszedł po rozum do głowy i cokolwiek zrozumiał, a już szczególnie to, że Cassandra to podła żmija.

– Ale o czym? Bo jeśli masz zamiar mi mówić, jak nieładnie się zachowałam względem biednej Cassandry, to sobie odpuść. Niczego nie żałuję – uświadamiam mu to dobitnie.

Wzdycha posępnie, po czym podchodzi do ściany i opiera się o nią plecami, cały czas badawczo mnie obserwując.

– Nie, nie mam zamiaru jej bronić. Przesadziła.

– Przesadziła?! – wybucham. – Dominic, czy ty się słyszysz?! Ona mówiła na moją mamę tak wstrętne rzeczy, że nawet w tej chwili mam ochotę wytargać ją za włosy, następnie wsadzić do bagażnika i zawieźć prosto w ręce Jawiera, by ten mógł z nią zrobić wszystko, co najgorsze. Więc jeśli jeszcze raz masz zamiar powiedzieć, że po prostu przesadziła, to się najlepiej nie odzywaj, tylko idź na ten zasrany stok! – wyrzucam mu wszystko w nerwach. Jestem wściekła. Myślałam też, że kiedy wygarnę mu wszystko na głos, to choć część nienawiści i złości ze mnie zejdzie, ale to wcale nie pomogło, wręcz jest jeszcze gorzej, a moja głowa z każdą chwilą zaczyna podsuwać coraz niecniejsze pomysły.

Gdy przelotnie zerkam na Dominica, dostrzegam jedynie, jak strapiony się we mnie wpatruje, po czym powoli rusza w moją stronę.

– Nadia, skarbie, spójrz na mnie. – Przystaje przede mną i delikatnie unosi palcem mój podbródek, bym patrzyła prosto w jego ciemne oczy. – Wyjaśniłem wszystko z Cassandrą i więcej nie będzie sprawiać ci problemów. Pojęła, kim jesteś, ile dla mnie znaczysz, jak bardzo cię potrzebuję i co razem przeszliśmy. – Czule gładzi palcem mój policzek.

Jego dotyk i zapach działają na mnie kojąco. Nie chcę, aby przestawał, nie chcę, aby zostawiał mnie choć na chwilę, a co ważniejsze, nie chcę, aby choć sekundę swojej uwagi poświęcał Cassandrze. Ponownie, już łagodniej i bardziej wyrozumiale, spoglądam na mojego strapionego mężczyznę. On wzdycha i słodko całuje mnie w czoło, przywierając na dłużej wargami i zatrzaskując w swoich dużych ramionach.

– Cholera, naprawdę cię, kochanie, przepraszam. Przepraszam, że dopiero teraz zauważyłem te wszystkie uszczypliwości – mówi już pewniej, odrywając ode mnie wargi. – Wiem, nie powinienem Cassandrze pozwalać na tak wiele względem mnie, a już szczególnie względem ciebie, bo cię kocham. Kocham ciebie i tylko ciebie, Nadia, choć często nie potrafię tego okazać tak, jak ty byś tego potrzebowała. Żadna inna kobieta nie znaczyła dla mnie nigdy tyle, co ty, i jestem pewny, że kolejnej takiej nie spotkam. Jesteś wyjątkowa. Jesteś moją ostoją, moim lepszym jutrem i to z tobą chcę spędzić resztę życia. To się nigdy nie zmieni i Cassandra również bardzo dobrze o tym wie. Jednak musisz też chociaż spróbować zrozumieć, że traktuję Cassandrę jak swoją siostrę. Nic więcej, jak siostrę, ale też nie pozbędę się jej ze swojego życia, bo ty masz takie widzimisię. Rozumiem, nie znasz całej historii mojego pierwszego pobytu w Stanach, nie chciałem cię tym obarczać, tym, jak było ciężko. Chyba nigdy nie zapomnę tego czasu, bratania się z ludźmi, którzy już dawno powinni odsiadywać kary za najcięższe zbrodnie, a z biegiem czasu stawali mi się przyjaciółmi, powiernikami i wspólnikami. Od samego początku to nie Eric, Diego czy Carl wspierali mnie we wszystkich działaniach. Nie winię ich, mieli opory, dręczyły ich wyrzuty sumienia bądź po prostu się bali, ale wtedy to Cassandra mnie wsparła i uświadomiła, że w USA mogę zrobić to samo, co ojciec w Niemczech, a z czasem nawet więcej. Wyjechała ze mną w nieznane, zawsze stała przy moim boku, nawet w najgorszych momentach pomagała mi, służyła dobrym słowem, aż z czasem stała mi się bliska jak siostra, jak ktoś z rodziny, której nigdy nie miałem…

– Szkoda tylko, że ona tak tego nie traktuje – wcinam mu się wrednie w pół zdania, bo kiedy tego wszystkiego słucham, wcale nie jest mi lżej, a wręcz mam wrażenie, że zaraz usłyszę, iż święta Cassandra jest jego bratnią duszą i to dzięki niej Dominic jest teraz tym, kim jest, i zaszedł tak wysoko.

– Skarbie, wiesz, że jeżeli mówię, że tylko ty się dla mnie liczysz, to tak jest. Żadna inna kobieta nie ma dla mnie znaczenia. To ciebie kocham i to z tobą chcę się ożenić. Tak jak Kamil jest moim bratem, tak chciałbym, żebyś zaakceptowała, że Cassandra jest moją siostrą. Owszem, broniłem jej przed Iwanem i Jawierem i nadal będę to robił, dlatego proszę, mała, chociaż spróbujcie się dogadać, a jeżeli nie, to przynajmniej ją toleruj. Zrób dla mnie choć tyle.

– No, teraz to dowaliłeś – oburzam się, bo nie powinien tego w ogóle ode mnie wymagać. To tak, jakbym ja prosiła, aby on akceptował mojego byłego, bo mi odwaliło i teraz postanowiłam, że zostaniemy przyjaciółmi. – Pewnie, co tam, że jest wyniosła, pyszni się, obrażała mnie i moich bliskich… Może zaproponuję jej mały shopping, co ty na to? – dogryzam wzgardliwie, bo prędzej piorun mnie strzeli, niż zacznę się kolegować z tą parszywą krową.

– Nadia, mówię poważnie. Proszę.

– A ja mówię poważnie, że nie ma takiej opcji. Nie potrzebuję dobierać sobie na siłę tak fałszywych przyjaciółeczek. Ta żmija nie jest mi do niczego potrzebna, a już na pewno nie będę się z nią dogadywać. I koniec tematu, nie chcę już o niej słyszeć – ucinam stanowczo.

 

Dominic, widząc, że raczej nie przekona mnie do swoich racji, opada na łóżko i ciężko wzdycha.

– Naprawdę chcesz już wracać? – dopytuje po chwili, unosząc się na przedramionach.

– Tak. Chcę wracać – mówię, wracając do zapinania swojej walizki. Gdy kończę, odstawiam ją pod drzwi i biorę się za pakowanie shopperki.

– A masaż?

– Naprawdę nie rozumiesz? – Staję przed nim i zakładam ręce na biodra. – Nie chcę żadnego masażu, nie chcę już nawet minuty dłużej przebywać z Cassandrą. Może ty tego nie dostrzegasz, ale od przyjazdu na każdym kroku próbuje mi dowalić. Jest wredna, wyrachowana i jakby mogła, spałaby na moim miejscu. Mam tego dość, znosiłam to wszystko ze względu na twoje urodziny, ale koniec. Jeżeli ty nie chcesz jeszcze wracać, rozumiem, poradzę sobie.

– Hej! No coś ty. – Natychmiast zrywa się z łóżka. – Nie zgadzam się! Jesteś moja, przyjechaliśmy razem i razem wrócimy! Z pewnością nie zostawię cię samej! – Za rękę przyciąga mnie do siebie i zamyka w ramie swoich mocarnych ramion. – Możesz mnie denerwować na wszelkie możliwe sposoby, doprowadzać do białej gorączki, ale nie ma mowy, że puszczę cię gdziekolwiek samą. Zrozumiano? – Patrzy na mnie twardo, ale już po chwili na jego ustach gości łobuzerski półuśmiech. Czasem za nim nie nadążam. – A teraz, mimo tych fochów, chcę dostać buzi od swojej narzeczonej i zaznaczam, że to nie jest prośba.

Unoszę na niego spojrzenie. Widzę ten diabelski błysk w jego już pobudzonych oczach. Nie trzeba mi nic więcej. Układam dłoń na jego policzku. Moje usta już wpijają się w jego wargi. Całuję go namiętnie i z pasją, jakby od tego zależało nasze życie.

Jego ramiona zamykają mnie w potrzasku i wędrują gwałtownie po moim ciele. Oddaję się mu w całości, zarzucam ręce na jego kark i dalej zagłębiam się w ten magiczny pocałunek, będący niczym milion niewypowiedzianych słów uwielbienia. Wystarcza jedynie chwila wzajemnej adoracji, a dręczące nas problemy schodzą na dalszy plan, liczymy się tylko my i nasze burzliwe uczucie.

– I to mi się podoba, nawet bardzo. Grzeczna dziewczynka – sapie, zachwycony, w moje usta. – Czyli mam rozumieć, że czas mojego pakowania również nadszedł? – Kąciki jego pełnych ust drgają, kiedy spogląda na moją ewidentnie rozochoconą twarz.

– Na to wygląda, Alexandrow.

– Chłopaki podstawią nasz samochód za jakąś godzinę, więc chyba jeszcze chwilę mogę zwlekać z pakowaniem, jak myślisz? – Spogląda na mnie pewny siebie. – A skoro mam czas, to nadeszła chwila, żeby ukarać kogoś za niedostosowywanie się do moich poleceń. – Spod przymrużonych powiek spogląda na moją bluzkę, po czym jednym, płynnym ruchem przewraca mnie na łóżko i każe klapsem. Zaraz po tym na pośladku odczuwam kolejnego klapsa, a potem dłoń Dominica obsesyjnie zaczyna ugniatać mięśnie mojej pupy.

Uśmiecham się zuchwale, wiedząc, że mój mężczyzna właśnie minął punkt bez powrotu. Jego dłonie obmacują mnie w taki sposób, jakby za wszelką cenę musiał to robić, aby czuć, że jestem tylko jego.

Staram się uwolnić, ale Dominic nie daje mi się nawet poruszyć. Sam obraca mną tak, że po sekundzie leżę na wznak. Swoim ciężarem przypiera mnie do materaca i nieśpiesznie zaczyna całować po szyi. Ssie ją i przygryza, nie odrywając się ode mnie ani na moment. Wzdycham z rozkoszy. W jednej chwili odpuszczam, przestaję się szarpać i daję mu kontynuować te grzeszne manewry na moim ciele. Dominic na nowo rozbudza każdą cząsteczkę mojego od rana niezaspokojonego ciała. Choć z całych sił staram się nie wydawać żadnego dźwięku, spowolnić oddech, zahamować swoje rozpalenie, to chyba zbędne. On bardzo dobrze wie, co ze mną robić, abym nie była w stanie powiedzieć mu „nie”. Zna moje ciało jak nikt inny, a te powolne pieszczoty jego wprawnego języka podpowiadają mi, że tym razem nie będzie to ostre i mocne pieprzenie się, a coś pełnego namiętności i uwielbienia.

– Muszę cię ostrzec. Jeżeli myślisz, że w ten sposób odkupisz swoje winy, to jesteś w błędzie, Alexandrow – dogryzam, ale i tak poddaję się jego wprawnym, coraz bardziej rozerotyzowanym pocałunkom.

– Skarbie, nikt nie mówił, że mam zamiar odkupić jakiekolwiek winy – mruczy w moje ucho, już błądząc dłonią po materiale bluzki przy piersi. – Jedyny zamiar, jaki chodzi mi po głowie, to przelecieć cię tak, żebyś, moja piękna, nie miała już ochoty, a tym bardziej siły, zaprzątać sobie myśli tymi wymyślonymi, zaborczymi pierdołami.

– Ach tak?

– Tak, ponieważ ten fiut… – siada na mnie okrakiem, ujmuje moją dłoń i kładzie ją na swoim pulsującym członku – staje tylko przy jednej kobiecie.

– W takim razie mogę chyba przyjąć, że należy wyłącznie do mnie? – pytam lubieżnie. Przygryzam wargę i powoli zaczynam poruszać ręką po jego dżinsach.

Dominic ściąga bluzę przez głowę, następnie koszulkę, a jego dzikie spojrzenie ląduje na mojej rozochoconej twarzy.

– On należy tylko do ciebie, tak jak ty należysz do mnie – oznajmia dominująco. – Pozbądźmy się w końcu tego diabelstwa, bo zaraz rozerwę je na strzępy – żąda, pociągając w górę moją czerwoną bluzkę z olbrzymim dekoltem.

Uśmiecham się w duchu, widząc, z jaką zaciętością rzuca skrawek materiału na podłogę.

– Boże! Od razu lepiej! – komentuje, a jego usta od razu schodzą do moich piersi. Zajmuje się nimi powoli, całując i pobudzając do granic możliwości najpierw jedną brodawkę, następnie drugą.

Coraz głośniej oddycham, kiedy przez kolejną minutę Dominic skupia całą swoją uwagę na moich piersiach. W międzyczasie wolną ręką rozpina mi spodnie i powoli zsuwa je z moich ud. Pozwalam mu na to, nawet pomagam, unosząc biodra w górę, aby spodnie łatwiej zeszły z moich pośladków. Gdy w końcu odrywa ode mnie wargi, moje dłonie już sięgają w dół i zabierają się za jego joggery i rozporek.

– Moja narzeczona jest aż tak bardzo spragniona? – Dominic wstaje i robi krok w tył. Ściąga buty, skarpetki, następnie joggery, cały czas uważnie mnie obserwując.

– Po prostu cię potrzebuję – mówię i widzę, że te słowa natychmiast wzbudzają reakcję Dominica.

Podchodzi do mnie z poważną miną i bez słowa mocno wpija się w moje wargi. Całuje mnie z pasją i uczuciem, mrucząc z zadowolenia. Potem spogląda mi w oczy i przewierca na wskroś swoim czarnym spojrzeniem.

– Powtarzaj mi to codziennie. Potrzebuję tego, tak samo jak ciebie, Nadia. Jesteś moim życiem. Moją ostoją, której potrzebuję każdego dnia, aby przetrwać to piekło.

Każde z jego słów powoduje ukłucie w sercu. Jakaś ciepła iskra dociera do mojego wnętrza i sprawia, że całą sobą odczuwam te wszystkie uczucia, emocje. Tak, potrzebuję go, tak samo jak on potrzebuje mnie.

Dominic znów wstaje, aby pozbyć się z moich nóg spodni. Rozpina guzik, suwak, po czym pociąga za nogawki i pozbawia mnie odzienia wraz ze skarpetkami. Zostaję w skąpych stringach, a Dominic, z grzesznym uśmiechem na ustach, klęka przed łóżkiem i odchyla niewielki trójkącik zasłaniający moją kobiecość.

– Lubię te koronki, dlatego tym razem je oszczędzę. – Wsuwa palec pod sznureczek i muska moją łechtaczkę. Natychmiast głową mocniej zatapiam się w puchatej poduszce, a dłońmi już zgniatam pościel. Jego delikatny dotyk wysyła impulsy do każdego nerwu w moim ciele. To niesamowite.

– Jesteś tak cudownie mokra, kochanie – mówi niskim, chrapliwym głosem, nie przestając dotykać mojej kobiecości. Zatacza kółka wokół łechtaczki, po czym delikatnym dotykiem naciska na najwrażliwszy punkt mojego ciała. Nie potrafię leżeć spokojnie. – I to tylko dla mnie.

– Tylko dla ciebie… – powtarzam te słowa, stękając zachwycona jego poczynaniami. Dociera do mnie pomruk satysfakcji, który wyrywa się Dominicowi z ust, a potem czuję, jak jego gorący język przejeżdża przez sam środek mojej cipki. Jęczę w odpowiedzi na te działania.

On mocniej chwyta moje uda, nie pozwalając mi ich zacisnąć. Ponownie językiem rozpoczyna swój taniec na mojej kobiecości. Łechtaczka boleśnie pulsuje, domagając się uwagi, ale nie mija kilka sekund, a Dominic znów do niej wraca. Dłonią wydobywa jej koniuszek na wierzch i z pasją poświęca jej całą uwagę, liżąc, ssąc i pieszcząc.

– O Boże… Dominic! – krzyczę w ekstazie, mam wrażenie, że z mojego wnętrza zaraz trysną soki. To jest nie do opisania. Wyginam się, jęczę, nie daję rady leżeć spokojnie, a Dominic, unosząc na mnie ostry wzrok, daje do zrozumienia, żebym się nie szarpała, bo jeszcze nie skończył. Staram się, jak mogę, kiedy posyła mnie wprost do bram nieba. Jak jego zdaniem mam niby leżeć spokojnie? Tak się po prostu nie da.

– Dominic, błagam – sapię, gdy on nadal głową wędruje pomiędzy moimi udami.

Nieśpiesznie kończy swoją lubieżną zabawę, wstaje, a ja zauważam, że jego członek sterczy cały naprężony, wyczekując kolejnych igraszek. Mam niepohamowaną ochotę zerwać się z materaca i wziąć jego fiuta wprost do swoich ust, by poczuć stan, do jakiego go doprowadzam.

Dominic powoli przejeżdża dłonią po swoim członku, sondując mnie całą od stóp do głów. Domyślam się, że w jego głowie trybiki pracują na zwiększonych obrotach, bo błądząc po mnie tym zaborczym wzrokiem, nieustannie o czymś myśli. Chciałabym wiedzieć o czym, jednak widok tego charyzmatycznego samca, robiącego to samemu sobie na moich oczach, sprawia, że jedynie zagryzam wargę, aby z moich ust nie wydobyło się erotyczne stęknięcie spowodowane tym widokiem.

– Kochasz mnie?

Lekko wytrącona z równowagi tym pytaniem, marszczę brwi.

– Oczywiście.

– Więc to powiedz, Nadia. Chcę to usłyszeć z tych lubieżnych, napalonych warg.

– Kocham cię, Dominicu Alexandrowie – mówię dobitnie, by to do niego dotarło. – Należę do ciebie i to się nigdy nie zmieni – dodaję, a on zaprzestaje swoich ruchów na przyrodzeniu i podchodzi wprost do mnie. Kładzie się na łóżku, mości między moimi nogami i nakierowuje członek do mojego wejścia. Z trudem powstrzymuję chęć wyjścia mu naprzeciw i nadziania się na niego.

– Nigdy. To ci obiecuję – rzuca niezwykle poważnie, patrząc wprost w moje oczy, jakby to była przysięga, której nie dam rady złamać, nawet gdybym kiedyś bardzo chciała, bo on po prostu nie pozwoli mi tego zrobić.

W odpowiedzi na jego słowa, wciąż patrząc mu w oczy, dłonią delikatnie gładzę go po karku, aby dać znać, że nigdzie się nie wybieram.

Dominic wchodzi we mnie jednym płynnym ruchem. Oboje gwałtownie wciągamy powietrze w płuca. Dyszę z podniecenia, a Dominic nie przestaje nacierać. Powoli wysuwa się ze mnie, po czym znów wchodzi, tym razem mocniej i głębiej.

– Czujesz, jak idealnie się uzupełniamy? – pyta, ponawiając swój rozkoszny manewr. – Czujesz, jak doskonale wtapiasz się w te ramiona, w tę klatkę? Jak idealnie pasuje do ciebie mój fiut? – Wpatruje się we mnie, znów wchodząc.

– Tak – odpowiadam cicho.

Nadal utrzymuje wolne ruchy, podsycające moją żądzę. Przesuwam dłonie na jego plecy i muskam umięśniony grzbiet i ramiona. Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo go kocham, jak bardzo zdołałam pokochać mężczyznę, który powinien być mi zakazany.

Dominic ponownie wykonuje kontrolowane pchnięcia. Przy każdym z nich kręci biodrami, co przybliża mnie do skraju orgazmu. Kiedy obejmuję go nogami w pasie, przyśpieszamy tempo, jakby dla mojego mężczyzny była to niema prośba o zrobienie tego mocniej.

Dominic patrzy na mnie z dziką pasją i namiętnością, ale też podziwem i oddaniem. Staram się utrzymać jego wzrok, ale po dłuższej chwili nie jestem już w stanie. Obejmuję mocno jego kark i z całym uczuciem, jakie noszę do niego w sercu, wpijam się w jego usta. Oddaje mi zachłanny pocałunek, nie zwalniając pchnięć. Jego siła woli oraz cierpliwość, dzięki którym utrzymuje ten miarowy, namiętny rytm, sprawiają, że już prawie osiągam kulminację. Gdy Dominic odrywa ode mnie wargi, z gardła ucieka mi kolejny jęk.

– Tak bardzo cię kocham – szepczę i nie mogąc się oprzeć, dotykam jego policzka.

Kąciki ust Dominica drgają w odpowiedzi na moje wyznanie. Patrząc na mnie z góry, zaczyna drżeć na całym ciele, jego członek pulsuje we mnie, a ja, wiedząc, że jest już blisko, pomagam mu, przyśpieszając i wychodząc naprzeciw. Dominic mocniej mnie obejmuje, nasze spocone ciała łączą się ze sobą.

– Kurwa, mała… – mruczy, przywierając do mnie jeszcze mocniej. Każdy perfekcyjny, szybki ruch doprowadza mnie do szaleństwa.

Mam wrażenie, że jeszcze sekunda, a wybuchnę. Boże, chcę tego!

– Już dłużej nie wytrzymam! – dyszę w jego ramię.

– Więc razem, skarbie. Teraz! – warczy gwałtownie Dominic, a ja bez wahania spełniam jego polecenie. Rozluźniam wszystkie spięte mięśnie, a przy mocniejszej stymulacji Dominica moje ciało zalewa fala niebywałego orgazmu. Mój mężczyzna z donośnym stęknięciem wykonuje ostatnie ruchy i zalewa mnie uczuciem gorąca, wypełniając do końca.

 

– Jesteś tylko moja, Nadia. – Z walącym sercem, górując twarzą nad moją, styka się swoim czołem z moim i wpatruje się w moje oczy.

– Na zawsze tylko twoja, Dominic – powtarzam.

Jestem tylko jego, wiem to. Z każdym dniem kocham go coraz mocniej, a z drugiej strony coraz bardziej się boję, że go stracę i nie będę potrafiła się z tym pogodzić. Jestem w nim tak beznadziejnie zakochana, że czasami mnie to przeraża. Dlaczego? Sama nie wiem. Chociaż powoli zaczynam myśleć, że po prostu obawiam się tego, co może zgotować nam nadchodząca przyszłość i ten bezwzględny, otaczający nas świat.

Inne książki tego autora