Konsorcjum Tom IIITekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Odrywam się od niej. Ale czy ja się cieszę? W mojej głowie już rozpoczyna się galop wszelkich myśli. Zaciskam powieki, a do moich uszu powraca ten cudowny dźwięk słyszany w gabinecie. Bam-bam, bam-bam… Tak, cieszę się, i to niezmiernie. Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo.

– Ja też – odpowiadam pośpiesznie.

– Nada, twoja mama oszaleje ze szczęścia – świergoli Aśka, a ja się uśmiecham, bo wiem, że tak będzie. Mama już od dawna o tym marudziła. – A Dominic… On będzie wniebowzięty.

Mój uśmiech szybko gaśnie. Nie będzie.

– Mam nadzieję. – Patrzę na nią smutno. Wątpię w jego euforię. Przecież to był jego pomysł z tą tabletką, a poza tym podczas rozmowy o ciąży Aśki, w momencie kiedy mama zaczęła truć o wnuki, stwierdziliśmy, że mamy jeszcze sporo czasu. Sporo czasu…

– Jedziemy! Musisz mu to przekazać. – Aśka zachwyca się moją ciążą, ale ja nie podzielam jej entuzjazmu. Drżę na myśl o rozmowie z Dominikiem. – I musisz sprzątnąć Cassandrę. Nie możesz się denerwować, słyszałaś lekarkę.

– Aśka, ale błagam, nikomu ani słowa, a już szczególnie Dominicowi. Sama chcę mu to powiedzieć. – Patrzę na nią znacząco.

– Wiem. – Uśmiecha się szatańsko. – Nie pisnę ani słowa, to twoja broszka.

– Zadzwonię do mamy – wyparowuję, gdy tylko ta myśl wpada mi do głowy. Chcę jej to przekazać jako pierwszej, ona z pewnością się ucieszy. Dzwonię, ale niestety nie odbiera. Wzdycham. – Dobra, później spróbuję. – Uśmiecham się do Aśki i wsiadamy do auta.

Rozdział 2

Gdy tylko docieramy do hotelu, szybko udaję się do pokoju. Zauważam, że kurtka i spodnie narciarskie Dominica wiszą w łazience na wieszaku, więc domyślam się, że musieli już wrócić. Pośpiesznie poprawiam makijaż, który rozmazałam, roniąc łzy. Uśmiecham się szczerze, gdy dotykam brzucha. Moje maleństwo.

Wychodzę z łazienki i upewniam się, że teczka ze zdjęciem USG jest bezpieczna. Nie chcę, by Dominic przypadkiem ją znalazł. Sama mu powiem o ciąży. Gdy tylko słyszę pukanie do drzwi, wkładam płaszcz, biorę telefon do ręki i wychodzę.

Razem z Aśką idziemy do hotelowej restauracji, umieszczonej pod ogrzewanym namiotem. Dzisiaj również robi furorę, tak samo jak przez ostanie dni, i ponownie jest sporo gości. Jednak co się dziwić, skoro widać z niego cały ośnieżony stok.

Podchodzimy do stolika zajętego przez Kamila i Erica. Dziwię się, bo nie zauważam Dominica i reszty dziewczyn.

– Co pijecie? – Kamil na dzień dobry posyła nam czarujący uśmiech.

– Sok? – Aśka szczerzy się w moją stronę, na co przewracam oczami.

– Chcę gorącą czekoladę – mówię pewnie, a w jej oczach zapalają się chochliki.

– To ja też! – Ściska za ramię Kamila. – Taką dużą. Dla mnie i Michelle.

– Dobrze.

– Gdzie Dominic? – pytam, gdy tylko Kamil zostawia nas z Erikiem.

– Z Cassandrą, poszli zagrać na maszynach.

– Super. – Od razu się irytuję. Pewnie, niech sobie idzie.

Easy. – Aśka mnie uspokaja i pokazuje, bym robiła głębokie oddechy, ale wcale nie mam zamiaru jej naśladować.

– Proszę. – Kamil stawia przed nami dwa parujące kubki, a ja z uśmiechem przyjmuję jeden. – Jak moja córeczka? – zwraca się do Aśki, a kiedy zaczyna gładzić ją po okrągłym brzuchu, aż mnie ściska za gardło.

Nawet nie próbuj płakać, ganię się w myślach.

– Macie fotkę? – Aż nie dowierzam, kiedy słyszę to z ust Erica.

– Jasne. – Aśka z uśmiechem mu ją podaje.

Eric odbiera z jej rąk zdjęcie USG, po czym ze zmarszczonym czołem obraca je we wszystkie strony, jakby nie mógł załapać, gdzie jest przód, a gdzie tył. Kręcę głową z niedowierzaniem, gdy mruży brwi, by coś tam dojrzeć.

– Daj to. – Podchodzę, odbieram mu fotkę i siadam obok. Zerka na mnie z takim zdziwieniem, że mam ochotę wybuchnąć śmiechem. – Tak powinieneś oglądać – mówię i pokazuję mu zdjęcie w prawidłowej pozycji. – Śliczna, nie? – Patrzę na niego i się szczerze uśmiecham.

– Coś ty zrobiła z prawdziwą Nadią? – pyta.

Jego komentarz naprawdę mnie rozbawia. A może to burza hormonów. Dziwne, ale nawet aż tak mi już nie przeszkadza.

– Ej! – Uderzam go w bark, na co dosłownie rozdziawia buzię.

W sumie było trochę dziwnie po raz pierwszy go tak dotknąć, ale co mi tam.

– Czekaj, we dwie robicie sobie ze mnie żarty, tak? – dopytuje poważnie, na co przewracam oczami.

– Nie – odpowiadam.

– Ja wiem! – odzywa się Kamil. – Chcesz wkurzyć Dominica.

– Pfff… – obruszam się. – Miałam dać mu szansę, więc to robię. – Wzruszam ramionami, zabieram zdjęcie i siadam z powrotem obok Aśki. – Tak poza tym ładny sweter, do twarzy ci w nim – mówię zgodnie z prawdą, bo naprawdę pasuje mu niebieski sweter w serek. Wygląda całkiem przystojnie.

– Podoba ci się?

Widzę ten jego diabelski błysk w oku i wiem, że coś dla mnie szykuje.

– Mhm. – Uśmiecham się niepozornie.

Kamil dosłownie wlepia we mnie niedowierzające spojrzenie.

– Serio, nie podmieniałaś jej tam? – zwraca się do Aśki, a ta wybucha śmiechem. – A może jej coś zrobiłaś?

– Może… – Aśka zaczyna się bezczelnie uśmiechać, ale piorunuję ją wzrokiem, bo obiecała, że nikomu nie powie. Wtedy przejeżdża palcem po ustach, jakby zamykała je na zamek i kłódkę, a klucz wyrzucała. – Ale pycha! – Upija łyk czekolady, natychmiast zmieniając temat i posyłając mi oczko. – Smakuje ci, prawda? – gada do brzucha, a ja nie mogę ukryć rozbawienia.

Do naszego grona dołączają Denis wraz z Debbie i Sonią. Witam się z nimi. Szczerze je lubię. Są miłe i – w przeciwieństwie do Cassandry – jest z nimi o czym porozmawiać. Debbie to wysoka szatynka o dość mocnej budowie ciała, ale za to z niesamowitymi zielonymi oczami, a Sonia to drobniutka, niewysoka blondynka w wieku moim i Aśki.

Denis zasiada obok Erica po prawej, po jego lewej Debbie. Sonia naprzeciwko Kamila, ale nieustannie zerka na Erica. Szkoda mi jej, bo widać, że jest zadurzona w Ericu, który nawet tego nie widzi. A może po prostu udaje? Już sama nie wiem. Uważam, że dziewczyna jest naprawdę fajna, dlatego żałuję, że musiała się tak fatalnie zauroczyć. Eric raczej nie nadaje się jeszcze do poważnego związku, co akcentuje swoim zachowaniem na każdym kroku.

– Jak tam na stoku? – zagaduję do dziewczyn.

– Szału nie było, żadnych dobrych dup.

Aż zasłaniam oczy na komentarz Erica. On się chyba nigdy nie zmieni.

– To pojechałeś tam na dupy czy na deskę? – rzucam w jego stronę.

– Na deskę, ale liczyłem, że będzie na co popatrzeć.

– Boże… – Kręcę głową zgorszona.

Zerkam na Aśkę i Kamila, ale oni są właśnie w swoim małym świecie wraz z Michelle. Opieram łokieć na blacie i przyglądam się im. To takie słodkie. Kamil będzie wspaniałym ojcem, już teraz to widać. Kocha nad życie Aśkę i córeczkę. Wzdycham, zauroczona tym obrazem. Aśka przenosi na mnie spojrzenie i uśmiecha się słodko. Odwzajemniam się tym samym.

– Ale nie płacz – gani mnie.

Tylko przewracam oczami, bo przecież nawet nie chciałam.

– Nada, właśnie, weź pokaż bluzkę – wtrynia się Kamil. Unoszę znacząco brew. – No, pokaż – ponagla.

Wzdycham znużona, bo pewnie Dominic już mu coś nagadał, ale mam to w nosie. Rozpinam płaszcz i dumnie pokazuję swoją czerwoną bluzkę.

– Już? – pytam i zasłaniam się płaszczem.

– Teraz rozumiem, o co mu chodziło – nabija się.

– Coś mówił? – dopytuję kąśliwie.

– Jakieś „pierdol się, Aleksandrow”.

– A to gnój – wcinam się wkurzona, a Kamil wybucha śmiechem.

Jeżeli opowiadał o swoich nowych metodach wpłynięcia na mój ubiór, to może zapomnieć o seksie przez najbliższe dni. Ba, nie dostanie nawet możliwości zrobienia sobie dobrze samemu. Już ja tego dopilnuję.

Gdy tylko mój telefon zaczyna rozbrzmiewać na blacie, podnoszę go. Mama. Uśmiecham się szeroko.

– Muszę to odebrać – tłumaczę i odbieram. – Cześć, mamo.

– Cześć, skarbie. Dzwoniłaś, coś się stało?

Na słowa mamy szczerzę się jeszcze bardziej. No tak, stało się, będziesz babcią! Jednak, zważając na zgromadzone obok mnie towarzystwo, postanawiam jej tego w tym momencie nie mówić, zresztą jeszcze w drodze do hotelu doszłyśmy z Aśką do wniosku, że lepiej będzie, kiedy powiem jej to osobiście, a najlepiej z Dominikiem.

– Byłam z Aśką na USG. Mamo, Michelle jest przesłodka – zachwycam się. – Mówię ci, nawet się uśmiechała.

– A zdjęcie dla mnie macie?

– Oczywiście, zaraz ci wyślę.

– Cudownie. – Słyszę, że mama się cieszy. – Skarbie, Iwan chce z tobą rozmawiać, daję ci go na chwilę.

– Cześć, księżniczko – mówi Iwan, a ja się uśmiecham, słysząc jego ciepły głos. – Jak tam? Wszystko w porządku?

– Pewnie – odpowiadam pośpiesznie. – Pogoda świetna, a krajobraz po prostu odbiera mowę.

– Bardzo się cieszę. W takim razie co robisz?

– Niedawno wróciłam z Aśką z USG – odpowiadam zgodnie z prawdą, ale nagle nachodzi mnie myśl, czy Iwan nie padnie trupem, gdy tylko dowie się, że będę mieć dziecko z Dominikiem. Jednak na razie postanawiam się w to nie zagłębiać. – A teraz siedzę z Aśką, Kamilem, Erikiem, Debbie i Sonią w restauracji.

– Sonia? Debbie? – W jednej chwili jego głos przeniknął mrok.

– Są pod jurysdykcją Erica – tłumaczę. – Jest jeszcze Cassandra, ale gdzieś ją wcięło.

– Skarbie, chcę znać ich rangę.

Raptownie moje brwi wędrują w górę, a uśmiech znika z ust. O co mu chodzi?

– Rangę? – pytam nieco głośniej.

– Daj mi to. – Kamil wyciąga rękę, więc podaję mu telefon.

– Witaj. Tak, jurysdykcja Erica. Dokładnie… Przecież wiem… Trzydzieści sześć i dwadzieścia dziewięć, o ile się nie mylę. – Zerka na Sonię, a ta kiwa głową. Czyli chodziło o pozycję w hierarchii? Przewracam oczami. Na co to Iwanowi? – Którą ma Cassandra? – Kamil zwraca się do Erica, na co ten pokazuje dziesięć palców.

 

Na widok tego moje brwi znów wędrują w górę. Dziesiątą i ta krowa tak się podnieca?

– Dno – komentuje Aśka, na co zaczynam się śmiać. Kiedy widzę, że Kamil podaje mój telefon Ericowi, zerkam niepewnie.

– Chciał z nim gadać – wyjaśnia Kamil, dostrzegłszy chyba moją pytającą minę.

– Witaj – mówi Eric, a ja o mało nie wybucham śmiechem, słysząc, jak Eric poważnie rozmawia z Iwanem. On naprawdę się go boi. – Tak. Zrozumiałem. No przecież mówię, że zrozumiałem – tłumaczy, a ja nie mogę ukryć rozbawienia. – Dobrze. Już ci ją daję. – Oddaje mi telefon, a ja, widząc jego zgaszoną minę, zaczynam się śmiać.

– Możesz mi powiedzieć, czego nagadałeś Ericowi, że tak pobladł? – śmieję się do słuchawki.

– Nadia, gdzie jest Dominic? – Iwan w ogóle nie podziela mojego rozbawienia. Jest zły.

– Gdzieś tam gra z Cassandrą na maszynach. Coś się stało? – pytam już nieco bardziej zirytowana.

– Pozwalasz, żeby kręcił się z jakąś wywłoką?

– Przecież mu nie zabronię. Zresztą to tylko koleżanka.

– Jesteś pewna? Nadia, jedno słowo, a Eric ją zabierze.

– Iwan, daj spokój – mówię gniewnie.

– Nadia, ta mała suka lubi wykorzystywać swoją władzę. Wystarczy jedno słowo, a…

– Więc ją znasz? – Wytrzeszczam oczy, ale zaraz dochodzę do wniosku, że chyba nie powinnam być zdziwiona. Przecież Iwan siedzi w tym od początku.

– Oczywiście. Znam ją, i to bardzo dobrze, Konsorcjum nieraz miewało przez nią zatargi. Nie mam pojęcia dlaczego, ale Dominic ma do niej słabość. Kilka lat temu nagiął dla niej prawa, gdy miała konflikt z Jawierem. Głosowaliśmy ze Starszyzną za jej ekstradycją, ale oczywiście Dominic na to nie pozwolił i znalazł wyjście, którego wraz z Radą się nie spodziewaliśmy.

– Słucham? Jaki zatarg? – Moje serce zaczyna walić jeszcze szybciej, gdy tylko Iwan mówi, że Dominic może mieć do niej słabość.

– Cassandra nie pochodzi ze Stanów. Parę lat temu należała do monachijskiej jurysdykcji Jawiera. Sprzedała go, podtykając pod nos służbom jego nieczyste dochody ze sprzedaży broni, przez co siedział w więzieniu, a gdy wyszedł, ona miała już status nadany przez Dominica, więc Jawier nie mógł jej się odpłacić.

– Dlaczego?

– Prawa jurysdykcji, zasady to zasady. Trzymamy się ich, co wtedy wykorzystał Dominic. Zastępca Jawiera, pod jego nieobecność, oczywiście za namową młodego Alexandrowa, sprzedał Cassandrę pod jurysdykcję Erica. Miała zamieszkać w Stanach i podporządkować się tamtejszym normom. Wiadomo, podlegała już osądowi wydawanemu przez Erica, więc dostała jedynie śmieszne pouczenie, z którym nie mogłem polemizować, gdyż trafiła do autorytarnej frakcji należącej wcześniej do Dominica.

– Rozumiem.

– Wszystko dobrze, skarbie? – zmienia temat i jest już bardziej zaniepokojony.

– No tak, a dlaczego coś miałoby być nie w porządku?

– Skarbie, wiesz, że gdyby coś się działo, masz natychmiast do mnie dzwonić.

– Iwan, daj spokój – mówię pewnym głosem. – Nie masz się czym martwić – zapewniam, choć sama nie wiem, czy rzeczywiście nie ma. Gdybym tylko wiedziała wcześniej… – Muszę kończyć, pozdrów mamę – rzucam, aby jak najszybciej zakończyć rozmowę i by nie usłyszał mojego rozżalenia.

– Kocham cię, skarbie.

– Ja ciebie też. Ucałuj mamę – mówię, po czym się rozłączam. Przyszpilam wzrokiem Erica. – Co mówił Iwan?

– Cóż, mam przepierdolone – puentuje krótko.

– Bo? – Nie daję za wygraną. Przenoszę wzrok na dziewczyny, a one wgapiają się we mnie, jakby właśnie ujrzały ducha.

– To naprawdę ty – odzywa się Debbie. Przewracam oczami. Świetnie, już wiedzą, i kolejne osoby patrzą na mnie w ten sam sposób. – Ty jesteś Trzecim Członkiem Szczytu.

– Tak – ucinam gniewnie. – Iwan ci groził? – wracam do Erica.

– A jak myślisz? – Wpatruje się we mnie sugestywnie.

Rozumiem, że tak. Widząc, że w naszą stronę zbliżają się Dominic i Cassandra, postanawiam zakończyć temat.

– Ani słowa o mojej pozycji – rzucam do dziewczyn, na co pośpiesznie kiwają głowami.

– O, cześć!

Kiedy słyszę jadowity głos Cassandry, moje flaki aż się przewracają. Gdybyś zrzuciła ją ze schodów, nie musiałabyś tego słuchać – odpowiada wredny głos w mojej głowie.

– I co, ile było? – Cassandra zwraca się do Dominica.

– Chyba dziewięć – odpowiada Dominic, a gdy mnie zauważa, chce podejść, ale Cassandra łapie go i ciągnie w swoją stronę.

– Tam nie ma miejsca, siadaj koło mnie, Nadia się nie obrazi, prawda? – Posyła mi swój sztuczny uśmieszek.

Nie, no skąd. W ogóle nie jestem zła, jedynie mnie nosi i tak ociupinkę mam ochotę wyszarpać kogoś za te kręcone kłaki. Zerkam na Aśkę, a ta, dokładnie jak ja, mierzy Cassandrę zabójczym spojrzeniem.

– Gdybym była sama, byłoby więcej, mówię ci – dalej gada do Dominica o czymś, o czym nie mam zielonego pojęcia. – A zresztą, ciebie można liczyć jako dziesiątego, widziałam, patrzyłeś.

Widząc, jak go obejmuje, unoszę znacząco brew. Nie no, kurwa, dość tego. Wstaję, podchodzę do Dominica i siadam na jego kolanach. Natychmiast mnie obejmuje.

– Nie przebrałaś się? – pyta gniewnie.

– Nie. – Uśmiecham się zuchwale. – Spójrz, jaki słodki arbuz. – Przymilam się i pokazuję mu zdjęcie małej Michelle.

– Arbuz? – To zaczyna działać, bo on też się uśmiecha. – Bardzo słodki. – Mocniej mnie obejmuje, a ja wtulam się w niego. – Już koniec fochów? – dodaje w moje ucho, ujmując w dłoń kosmyk włosów, który nieco zasłania mi jego przystojną twarz.

Kiwam głową, a on palcami łapie mój policzek i łapczywie całuje przy wszystkich.

– Łamiesz moje serce, Nadia.

Słysząc komentarz Erica, zaczynam się śmiać.

– No mówię ci, dziewięciu facetów w kolejce obejrzało się za moim tyłkiem. Prawda, Dominic?

Zerkam na Aśkę i wzdycham. Więc o to jej chodziło…

– Tak, patrzyli – potwierdza Dominic, a we mnie znów coś aż się gotuje.

Wdech i wydech – powtarzam sobie w myślach.

– Ty też, nie bój się tego przyznać przy Nadii.

– Powinnaś się cieszyć, że te dwadzieścia tysięcy nie poszło na marne – odpowiadam, udając, że nie przejmuję się jej prowokacjami. Dla podkreślenia tego wzruszam obojętnie ramionami, jakby to było nic takiego i w ogóle mnie nie ruszało, że ona znów zaczyna mnie podjudzać.

– Dwadzieścia… – zaczyna niepewnie Cassandra, jakby nie wiedziała, do czego piję, ale pośpiesznie jej przerywam.

– No tak. Chyba tyle zapłaciłaś za implanty silikonowe w pośladkach, nie? – mówię całkowicie poważnie, bo gadałyśmy na ten temat z Aśką.

Cassandra czerwienieje ze złości.

– Swoją drogą, nie boisz się teraz latać samolotem? – Aśka dorzuca swoje trzy grosze, przez co już ledwo daję radę utrzymywać dotychczasową powagę.

– Niby dlaczego?

– No, że wybuchną od wysokiego ciśnienia? Ciekawe, co w pierwszej kolejności. Ja obstawiam cycki, a ty, Nadia? – Aśka zwraca się do mnie, a ja muszę zagryźć wargę, by nie wybuchnąć śmiechem.

Widząc, jak ta krowa znów wyciąga zza kurtki nieśmiertelnik i zaczyna się nim bawić, o mało nie spadam z kolan Dominica. Poważnie chce to w taki sposób rozegrać? Niech nie będzie żałosna.

– Akurat silikony nie wybuchają od wysokiego ciśnienia – włącza się Dominic.

Widzę, że moja przyjaciółka już otwiera usta, aby polemizować, jednak Dominic jest szybszy.

– I koniec tematu. Ani słowa więcej. – Mierzy gniewnie najpierw Aśkę, następnie mnie, co jest jak niemy rozkaz zaprzestania śmieszków z biednej Cassandry.

Wkurzona, unoszę brew, bo wielki znawca silikonów znów jej broni. Schodzę z jego kolan i wracam do Aśki.

– Zjadałabym coś – Aśka zmienia temat. – O, wiem, chcę tiramisu.

Uśmiecham się na te jej zachcianki.

– Lepiej sobie odpuść.

Na komentarz Cassandry przenoszę na nią pogardliwe spojrzenie.

– A niby dlaczego ma odpuścić? – dopytuję posępnie.

– Już i tak ma duży brzuch, po ciąży będzie jej ciężko to wszystko zgubić.

Przez jej kpiące słowa aż płonę nienawiścią.

– Powinnaś bardziej martwić się o siebie – docina Kamil.

– Ja? – Cassandra wybucha śmiechem. – Raczej niczego mi nie brakuje, prawda, Dominic?

Przelotnie zerkam na Erica, ale ten dosłownie zaniemówił. Jedynie spogląda na mnie przepraszająco. Oddycham głęboko. Mam nieodpartą ochotę uderzenia głową Cassandry o blat. „Prawda, Dominic? Prawda, Dominic?”. Już rzygam, kiedy to słyszę.

– Idę po zamówienie. – Uśmiecham się lekko do Aśki, dając znać, że w mojej głowie zrodził się drobny plan. – Chcecie coś?

– Weźmiesz dla mnie piwo? – Kamil zwraca się w moją stronę.

– Pewnie. Eric? – pytam, na co on reaguje lubieżnym uśmiechem.

– Czy mogę to nagrać? – Szczerzy się zadziornie.

– Ale co?

– Pierwszy raz zwróciłaś się do mnie po imieniu, na dodatek w taki miły sposób – oznajmia, a ja przewracam oczami.

– Dziewczyny? – Zerkam na nie.

– Ja też poproszę piwo.

– I ja – odzywa się Debbie.

– A dla mnie… – zaczyna Cassandra, ale już nie słucham.

Nachylam się do Aśki.

– Licz! – szepcę w jej ucho, na co ona obdarowuje mnie diabolicznym uśmiechem. – Czyli tak: cztery piwa, dwa soki i tiramisu – mówię w ich stronę, a w międzyczasie rozpinam płaszcz i poprawiam włosy.

Aśka szczerzy się od ucha do ucha. Posyłam jej ostatni uśmiech, przerzucam włosy na bok, po czym krokiem modelki zmierzam w stronę baru złożyć zamówienie. Powolny krok za krokiem w idealnej linii prostej. Niby przypadkiem zerkam na stolik z gromadką chłopaków i odrzucam do tyłu włosy. Bingo, całe towarzystwo patrzy na mnie. Już sześciu. Idę dalej i zatrzymuję się nieśpiesznie przy barze. Składam zamówienie u czarnowłosej kelnerki, która z uśmiechem je ode mnie przyjmuje, jakby dokładnie wiedziała, co robię. Odwzajemniam się tym samym, po czym słyszę, że do namiotu weszła grupka jakichś młodych chłopaków, więc odwracam się tyłem do baru. Zerkam na nich, a oni dosłownie wpadają jeden na drugiego.

– Jezu… zakochałem się! – wypala jeden z młodzieńców tak głośno, że muszę się odwrócić przodem do lady, by ukryć śmiech.

Płacę barmance, a ta znów obdarowuje mnie swoim uśmiechem.

– Zaraz przyniosę zamówienie do stolika – odzywa się rozbawiona.

Czuję, że chłopcy wpatrują się we mnie.

– Dziękuję. – Odrywam się od blatu, a kiedy zauważam płonące spojrzenie mojego młodego adoratora, odwzajemniam mu się uśmiechem.

– Boże… Chłopaki, to najlepszy wyjazd ever!

Odchodzę i już z daleka widzę, jak Aśka pokłada się ze śmiechu na Kamilu. Kamil kręci głową z niedowierzaniem, na co wzruszam ramionami. Siadam przy Aśce, a widząc wkurzone spojrzenie Dominica, mam jeszcze większą satysfakcję.

– Zaraz dostaniemy zamówienie – komunikuję.

– Pełne oczko, Nada – wypala Aśka.

Ta wariatka jest wyraźnie zachwycona rozwojem sytuacji.

– Przebiła je – wcina się Kamil i obdarowuje mnie zadziornym uśmiechem. – Nie policzyłaś tych, co weszli do namiotu, gdy tylko ruszyła. – Łącznie dwadzieścia cztery.

Wybucham śmiechem. Nieźle.

– Widzisz, nie potrzebowałaś dwudziestu patoli na silikon, i tak przebiłaś ją dwukrotnie – stwierdza Aśka, wskazując niedbale na Cassandrę. Aż muszę zagryźć wargę, by nie zacząć się śmiać na głos.

– Idziesz z nami zaraz po obiedzie na stok? – Cassandra, o dziwo, mówi do mnie naprawdę miło, jakby to, co przed chwilą z Aśką odstawiłyśmy, nie dotarło do jej świadomości.

Zerkam na nią niepewnie. Znowu stok? Przecież mieliśmy się pakować i do wieczora opuścić apartamenty.

– Wybieramy się z Dominikiem – dodaje.

– Nie, dzięki, mam już inne plany – odpowiadam pośpiesznie, a ogień nienawiści na nowo się we mnie rozbudza. – Aśka, chcesz iść ze mną przy okazji na masaż? – Patrzę na przyjaciółkę, by załapała, o co chodzi.

Nie muszę długo czekać, bo zaraz zaczyna się szczerzyć.

– A, przy okazji… Z największą chęcią.

– Bo wiesz, przy okazji jest najlepiej… – ciągnę wrednie.

– Co wy z tym „przy okazji”? – dopytuje rozbawiony Kamil.

– Kamil, nie chcesz mnie PRZY OKAZJI nauczyć jeździć na desce? – Mówiąc to, patrzę wrogo na Dominica.

 

W jednym momencie dociera do niego, o czym mówię, bo jego usta zaczynają wesoło drgać. Dupek.

– Kotku…

Unoszę znacząco brew. Teraz „kotku”?

Kelnerka przynosi nasze napoje i znów, zerkając na mnie, zaczyna się uśmiechać.

– Miałam coś pani przekazać, ale widząc to… – Wskazuje na mój pierścionek. – Chyba nie ma sensu tego dawać.

– A co pani ma? – Aśka zrywa się do pozycji stojącej.

Zerkam na kobietę. Wyraźnie się peszy, kiedy moja demoniczna przyjaciółka prawie przewraca stolik, aby tylko dostrzec, co kelnerka trzyma w dłoni.

– Niech pani da – ponagla ją.

Kobieta niepewnie podaje jej karteczkę, a później, zabrawszy puste szklanki, szybko opuszcza nasze zgromadzenie. Aśka siada i ukradkiem stara się przeczytać. Nawet nie patrzę, naprawdę mnie to nie interesuje. Przenoszę spojrzenie wprost na Dominica. Widzę, że jest wściekły. Mierzy mnie surowym wzrokiem, ale tylko wzruszam ramionami.

– Mam nową konkurencję? – rzuca Eric i widzę, że teraz on czyta karteczkę.

Unoszę znacząco brew, na co zaczyna się szatańsko szczerzyć.

– Nie wiem, czy to może dalej pójść w obieg. Strasznie zbereźne rzeczy piszą o tobie, Nadia. „Twoje długie blond włosy chciałbym pociągać…” – Zaczyna się śmiać, a Dominic w jednej chwili wyrywa mu kartkę i dosłownie zgniata w ręce, czytając.

– Przecież to tylko numer telefonu i imię. Wielkie rzeczy – odzywa się Cassandra.

– Jakoś taka błahostka, a tobie nikt nie podał swojego – dogryza Aśka.

– Dobra, koniec tematu. Proszę was – Kamil zwraca się do Aśki. Patrzę na niego, a on dosłownie jakby mnie błagał, żebym przestała.

– Jak tam snowboard? – zmieniam temat i rzucam to pytanie w stronę Cassandry.

Uśmiecha się nagle.

– Super, mam fotki. Chcesz zobaczyć?

– Pewnie – odpowiadam, udając zainteresowanie.

Podaje mi swój telefon. Przybliżam się do Aśki, byśmy razem mogły zobaczyć.

– Tylko nie oglądajcie za wiele. Później są już moje prywatne zdjęcia.

– Czyli ile możemy zobaczyć? – dopytuje Aśka.

– Chyba siedem zdjęć jest ze stoku.

– Okej – ucinam i wpatrujemy się w pierwsze zdjęcie. Kamil z deską. Uśmiecham się do niego i jemu również pokazuję fotkę na ekranie.

Aśka przerzuca na kolejne i nie mogę ukryć rozbawienia, widząc, jak Eric obejmuje Sonię, a ta dosłownie rozpływa się w jego ramionach. Przerzucam na kolejne i mój uśmiech gaśnie. Dominic i Cassandra, która całuje go w policzek. Fala wzburzenia zalewa mnie od środka. Robię głęboki wdech i przewijam na kolejne zdjęcie, mimo że czuję palące spojrzenie Aśki. Tyle że kolejne zdęcie powala mnie na łopatki. Moje serce dosłownie galopuje, gdy dostrzegam wśród pościeli Cassandrę w samej bieliźnie, a obok Dominica bez koszulki. Wygląda inaczej, więc domyślam się, że to jakieś stare zdjęcie, co nie zmienia faktu, że aż w środku płonę. Nawet nie wiedziałam, że pod stołem zaczęłam zaciskać pięść na bransoletce od Iwana. Dopiero Aśka, kładąc dłoń na moją, uświadamia mi to. Zerkam na nią, moje oczy aż się świecą od napływających łez. Zerkam na Kamila, a on z nienawiścią w oczach zabiera telefon, usuwa zdjęcia, po czym blokuje smartfona i oddaje go Cassandrze.

– Żałosne zagranie… – stwierdza.

– Wiesz, Nadia… – zaczyna Cassandra.

Gdy w końcu moje oczy już są suche, wracam wzrokiem do tej krowy i widzę, że znów bawi się swoim nieśmiertelnikiem. Równie dobrze ja mogłabym zza rękawa wyciągnąć bransoletkę od Iwana i zacząć nią się bawić.

– Powinnaś poprosić Dominica o jakiś status w Konsorcjum. Bo chyba wiesz już, na czym to polega, nie? – rozkręca się.

Mało nie wybucham śmiechem. Zerkam na wszystkich ostrzegawczo, by nikt nie ważył się odezwać. Zniszczę ją, przysięgam.

– Będąc z Dominikiem, muszę. Prawda, kotku? – zwracam się do niego, ale on jedynie mierzy mnie surowo spojrzeniem.

– Oj, Dominic, powinieneś dać Nadii jakąś pozycję, skoro ją w to wszystko wprowadziłeś. W końcu pracuje dla ciebie też w rezydencji, więc na jakiś status tam zasłużyła. Może nie taki, jak nadałeś mnie, ale coś drobnego nie zaszkodzi – zwraca się do Dominica idiotycznie uwodzicielskim tonem, a do mnie właśnie dociera, kto nadał jej status, z którym teraz tak się obnosi. Świetnie. – Wiesz, Nadia, na początku pewnie dostaniesz niską pozycję. Będziesz jak nasze popychadło, ale spokojnie. Z czasem, wraz z zaangażowaniem, kto wie, może kiedyś uda ci się zajść wyżej.

Co za tupet. Normalnie nie wierzę w to, co gada, ale z największą przyjemnością tego słucham. Cała się spinam, jednak nie daję tego po sobie poznać. Z wyćwiczonym uśmiechem na ustach dalej słucham tych farmazonów, co rusz z rozbawieniem zerkając na każdego z naszego stolika. Oprócz Aśki i mnie nikt się dobrze nie bawi. No cóż, jakoś ich nie winię.

– Dobra, koniec, kurwa, tematu. To wyłącznie moja decyzja i nikt mi nie będzie dyktował, co, jak i kiedy mam robić. Jasne? – Ostry ton głosu Dominica sprawia, że mam ochotę jeszcze bardziej się w to zagłębić.

– Niech mówi, ja bardzo chętnie tego posłucham. Powinnam chyba wiedzieć. – Spoglądam na niego ubawiona.

– Nadia, do cholery.

Wiem, że to jedno z ostatnich ostrzeżeń, zanim rozpęta się piekło, ale nie ma opcji, nie odpuszczę.

– Stary, Iwan dzwonił – Eric zwraca się do Dominica, a ten przenosi na mnie pytające spojrzenie.

Uśmiecham się z satysfakcją.

– Iwan? – naśmiewa się Cassandra. – A czego chciał? Zezwolenia, żeby dać kolejnej suce część swojej władzy?

Niedowierzającym, a zarazem wściekłym wzrokiem przypatruję się Dominicowi. Widzę, jak on również momentalnie traci ostatki kontroli nad sobą.

– Dobrze ci radzę, masz ostatnią okazję, żeby się zamknąć – upomina ją Kamil.

– Ale dlaczego? Niech Nadia dowie się o naszej górze – upiera się. – Nie wiem, ile wiesz o Konsorcjum, ale obecnie szczyt stanowią Dominic, wspomniany Iwan i jakaś szmata, która dostała ten tytuł za pukanie Iwana.

– Ooo… – udaję zainteresowanie.

Dobrze wiedzieć. Czyli jednak jeszcze nie wszyscy wiedzą, że to była córka. No cóż…

– Nie wspomniałeś jej, że to była córka, a nie kochanka? – Aśka śmieje się do Erica, a ten jest blady jak ściana. – Słabo, Eric…

– Dajcie już spokój – odzywa się Denis. – Nadia, proszę.

W try miga zerkam na niego wrogo. Niechlujnie podnosi ręce w geście kapitulacji, a Aśka chowa rozbawioną twarz w tors Kamila.

– Czyli jednak to wersja o tej starej była prawdziwa? – Ta jędza zaczyna się śmiać.

– Starej? – pytam, na co szczerzy się jeszcze szerzej.

Moje ciało zalewa fala nienawiści. Dość tego, kurwa. Po mnie niech jeździ, ile tylko chce, ale od mojej mamy wara!

– Nadia! Cassandra! Do kurwy nędzy! – warczy Dominic.

– Nie, niech mówi! – Wściekam się i mierzę go ostrzegawczym spojrzeniem. Nawet on mnie nie powstrzyma.

– Serio, pozwalasz jej na siebie krzyczeć? Ty? – nabija się Cassandra, na co mam ochotę dosłownie zetrzeć ten jej żmijowaty uśmieszek.

Piorunuję Dominica wzrokiem. Niech ona coś jeszcze powie, a przysięgam, że pożałuje.

– W takim razie może też powinnam upomnieć się o wyższą rangę. Pewnie stara nie daje rady, więc mogłabym zdziałać cuda – dodaje, niezwykle pewna siebie.

Zabiję ją, przysięgam!

– Nadia, nie denerwuj się – gani mnie Aśka. – Nie możesz.

Staram się uspokoić oddech, ale to nic nie daje, moje serce galopuje. Mam ochotę rozszarpać Cassandrę.

– Serio, tak zdobywasz wyższy status w Konsorcjum? Kurwiąc się? – Dłużej nie wytrzymuję i wybucham.

– E, e, e… Nie zapominaj, z kim masz do czynienia.

Dosłownie wybucham jej śmiechem w twarz.

– Bawi cię to? – Patrzy na mnie z wyższością, a ja przenoszę rozbawione spojrzenie na Aśkę. – Możesz nie rozumieć, jak to wszystko działa, ale mam dla ciebie dobrą radę, moja droga. Uważaj, bo Dominic nie zawsze będzie w stanie cię ochronić.

– Chyba cię teraz, kurwa, ponosi fantazja. – Dominic staje w końcu po mojej stronie, ale jest już za późno. Zniszczę ją.

– Nadia, błagam… – Aśka podjudza mnie, ale wcale nie musi, mam zamiar pokazać tej krowie, kto tutaj rządzi.

– To ma być groźba? – Nie zważając na Dominica i jego wyraźne wzburzenie, unoszę znacząco brew.

Eric blednie, kiedy składam dłonie na blacie, pozwalając, by bransoletka wyłoniła się spod rękawa.

– Ostrzeżenie. – Cassandra uśmiecha się lekceważąco, a na jej słowa w moich oczach wybucha płomień nienawiści.

– Posłuchaj mnie teraz uważnie, puszczalska szmato – odzywam się w końcu, lustrując jej twarz. Miarka się przebrała. Dosłownie płonę. – Tknij go jeszcze raz – mówię, wskazując na Dominica – albo chociażby powiedz słowo o zdobyciu wyższej rangi przez łóżko z Iwanem, a osobiście wyciągnę cię spod jurysdykcji Erica i z powrotem oddam pod Jawiera. – Patrzy na mnie, jakby nie była pewna, czy dobrze słyszy. – Tyle że tym razem Dominic już ci nie pomoże, bo decyzji co do młodych nie podejmuje już sam, sprzedajna kurwo.

Inne książki tego autora